W Polsce jesteśmy zaskakiwani wciąż to nowymi pomysłami, jak tu najbardziej zaszkodzić własnemu krajowi. Jesteśmy świadkami powstawania nawet nowych terminów słownych, zmierzających w kierunku rozbicia jedności narodowej.

        A co na to jest najlepszym sposobem? – Ano rozerwać spoiwo, jakim jest wiara chrześcijańska, religia katolicka, która jednoczy Polaków. Najlepiej wyrugować religię z życia, obrzydzić przez prowokacje i wymyślone, rozdmuchane afery związane z Kościołem. Udowodnić, że Kościół jest niepotrzebny, a nawet jest hamulcem w rozwoju.  Pewna młoda kobieta rozpływała się w swoim sarkastycznym opowiadaniu, jakie to jeszcze na polskiej wsi jest średniowiecze. Oczywiście wina Kościoła. Oprócz tego, że wykazała się zupełną nieznajomością historii średniowiecza, to robiła wrażenie jakby przybyła z innej planety.

        Przy “ogólnopolskim strajku kobiet” powstała rada konsultacyjna, która wpadła na pomysł, żeby Święte Sakramenty Kościelne zastąpić “uroczystościami humanistycznymi”.

        I tak, uroczystość Pierwszej  Komunii Świętej najlepiej zastąpić “ceremonią rozkwitania”.

        Uroczystość Pierwszej Komunii Świętej, zaznaczam “Uroczystość” nie ceremonia, w takiej formie jak obecnie, czyli grupowej kontynuowana  jest od XVII wieku, wcześniej też dzieci przystępowały do Komunii, ale warunkiem była ich świadomość, czyli logiczne rozumowanie. Z tego względu wiek przystępowania był różny, zależnie jak oceniono dziecko.  Teraz w Polsce dzieci przystępują pierwszy raz do Komunii Świętej w trzeciej klasie szkoły podstawowej. W starożytności w pewnym okresie dziecko przystąpiło do Komunii w czasie Sakramentu Chrztu, gdzie opłatek zastąpiono winem, w  niektórych religiach do tej pory stosuje się ten sposób.

        W Polsce, może to warto wiedzieć, pierwszy raz w historii do Pierwszej Komunii Świętej przystąpiło zbiorowo czterdzieści dzieci w Archikatedrze w Poznaniu dokładnie 16 Maja 1842 roku w czasie nabożeństwa w dniu uroczystości Zesłania Ducha Świętego, z udziałem Prymasa Polski. Przypominam, że był to czas zaborów, ale Poznań cieszył się autonomią, był stolicą Wielkiego Księstwa Poznańskiego w zaborze pruskim.

        Pierwsza Komunia Święta, to  ważne wydarzenie w kulturze i wierze katolickiej, to jeden z Sakramentów Świętych, ale nie dla środowiska lewackiego, to im się nie podoba, to kłóci się z ich światopoglądem.  Sfera duchowa u nich jest nieistotna, niepotrzebna.  W tym środowisku dominuje ciało, kwestie duchowe, czy sercowe są im bardzo odległe.  Zastanawia mnie tylko, dlaczego jednak Pierwszą Komunię chce się zastąpić czymś innym, dlaczego nie wyrzuci się tego zupełnie, tylko myśli się o “ceremonii”. Czyżby uznano, że jednak dziecko potrzebuje w pewnym okresie życia pewnej inicjacji, dlaczego krąży się wokół tego tematu, zamiast zrezygnować całkowicie, odciąć się. Czy to ma sens, czy jest sens tworzenia jakiegoś dziwolągu, który już z góry można założyć, że upadnie?

        Ci co chcą przeprowadzić coś takiego, co będzie na zasadzie eksperymentu, albo się uda, albo nie. Bo trzeba być naprawdę oderwanym od rzeczywistości WIERZĄC W REALIZACJĘ TAKIEGO POMYSŁU. Czy pomysłodawcy przemyśleli wszystko, czy mają świadomość, co się w ich delikatnie mówiąc “głowach” wylęgło?  Czy przemyśleli to, czy aby  w Polsce jest odpowiedni grunt, żeby zasiać ziarno i wyhodować tak  niedorzeczny twór?  Czy pomysłodawca, (pomysłodawcy) pomyśleli jak zareaguje dziecko, które przecież w trzeciej klasie szkoły podstawowej (do 2009 roku już po dwuletniej katechizacji dzieci przystępowały do Komunii Św) jest już w pełni świadome, jak zareaguje na to, gdy jego rówieśnik, rówieśnica będą przyjmować Komunię Świętą wedle odwiecznej tradycji. Te dzieciaki przecież będą chodzić do tych samych szkół, chociaż nie będą na lekcjach religii, to będą rozmawiać z tymi co chodzą i pobierają nauki Kościoła katolickiego. Wnet się dowiedzą o zaletach tej nauki, o dobroci, która wypływa z ust nauczających o Ewangelii. Poznają Ewangelię, poznają nauki Chrystusa, poznają dekalog, poznają to czego ich “opiekunowie” nie nauczą, bo już nie tata i mama, (to określenie rodziców zniknie, według zapowiedzi) a zamiast nich będą “opiekunowie”.

        Przecież dzieci nie da się odizolować od siebie, będą się kontaktować. Czy nie dojdzie do zderzenia opiekun – dziecko, gdy te dzieciaki zobaczą, dowiedzą się ile przeżyć i wzruszeń daje spotkanie z Bogiem w Komunii Świętej. Przecież już teraz można było zaobserwować z jaką zazdrością patrzyły rówieśnicy innej wiary, którzy nie przeżywali uroczystości przyjmowania Pierwszej Komunii Świętej. Dziewczynki w pięknych białych sukienkach z wiankami na głowach, chłopcy w pięknych czarnych garniturkach, już ten elegancki, acz skromny wygląd świadczył, że coś ważnego się dzieje. Przecież nikt tak na co dzień się nie ubiera.  Taki odświętny ubiór musi świadczyć o jakimś bardzo ważnym wydarzeniu. Było wtedy mnóstwo pytań, dlaczego ja w tym nie uczestniczę skoro Ania i Adam może. Trzeba wtedy dziecku tłumaczyć i zapewniam, że odpowiedzieć nie będzie łatwo, bo dziecko w tym wieku nawet nie będzie chciało słuchać argumentów na, nie.

        To, że przystąpienie do Pierwszej Komunii jest wydarzeniem i przeżyciem dla takiego młodego człowieka sam to wiem, (tak jak prawie sto procent społeczeństwa), bo kiedyś to przeżywałem i zostało to we mnie, jest i pozostanie do dni ostatnich.

        Pamiętam, jaka duma mnie rozpierała, gdy zdołałem nauczyć się odpowiedzi na ponad 300 pytań z katechizmu i podczas egzaminu odpowiadam na każde pytanie zadawane przez księdza na tak zwane wyrywki, czyli nie po kolei, tak żeby utrudnić odpowiedź (tak to wtedy rozumiałem) a chodziło przecież o dokładne sprawdzenie efektów nauczania. Zdanie egzaminu było warunkiem przystąpienia do Komunii, a to było potwierdzeniem, że takie dziecko świadomie przystąpi do tak ważnego Sakramentu. Gdy usłyszałem, że dostałem piątkę, szybko pobiegłem do swojej teraz już Świętej Pamięci Cioci Marysi z tą wiadomością, bo to była jej zasługa, że dzięki jej zaangażowaniu i poświęcenie czasu, zdołałem się tego nauczyć. Ciocia była w zakonie Tercjarek, był to zakon świecki, gdzie członkowie tej społeczności mieszkali w swoich domach, tylko raz dziennie trzeba było być na mszy w kościele. Założył go Św Franciszek z Asyżu w XIII wieku i tym się różnił od zakonu ścisłego, że tu składało się przyrzeczenie a w ścisłym zakonie ślubowanie.   Tak więc to Ciocia Marysia była moim pierwszym egzaminatorem.

        Dla moich Rodziców, szczególnie mojej Świętej Pamięci Mamy Pierwsza Komunia jej dziecka była tak wielkim wydarzeniem, że aby dobrze mnie przygotować do tej uroczystości powierzyła to zadanie siostrze zakonnej, tutaj zakonu świeckiego, właśnie mojej Świętej Pamięci Cioci Marysi.  Przyznam, że tak jak każde dziecko początkowo niechętnie chciałem się uczyć, przecież to 300 pytań, to dużo, jak mam je opanować, ale moja droga Ciocia znalazła na mnie sposób. Zaczęła stopniowo, jak pamiętam, już rok wcześniej. Nie mieszkaliśmy w tych samych miejscowościach, pojechałem do Cioci na wakacje i zaczęła się nauka. Jak wspomniałem,  w zakonie tercjarek był obowiązek raz na dzień uczestniczyć we Mszy św, czasem Ciocia i mnie brała ze sobą. Do kościoła było dwa kilometry, a więc w czasie drogi (pieszo) byłem egzaminowany. Żebym chętnie zabierał się do kościoła moja droga Ciocia fundowała mi oranżadę i jakieś ciasteczka i jakieś tam drobne prezenty. Dla mnie nie było to codziennie, ale chyba chodziło o to, żebym zatęsknił za tą pieszą wycieczką, przerwa była, żeby mi się nie znudziło. Nie pamiętam już, czy wizyta przy okazji w sklepie i kupienie mi jakiegoś smakołyka, to było w nagrodę za postępy w nauce, czy tak normalnie. Efekt był taki, że zdałem bardzo dobrze egzamin i o tym ksiądz wspomniał podczas mszy w czasie uroczystości Komunii.  Nauczyłem się też nawyku chodzenia do kościoła i odkrywanie zawsze czegoś nowego dla siebie i tak już zostało.

        Trudno mi jest tu oceniać samego siebie i wpływ tych wydarzeń na moje dalsze życie, ale wiem jedno na pewno, że mój udział w Pierwszej Komunii Świętej był dla mnie wydarzeniem, które zostało we mnie do tej pory i procentuje, bo poznając przez katechizm prawdy wiary (a to jak wspomniałem wyżej, oprócz spowiedzi  był warunek uczestnictwa w Pierwszej Komunii Świętej) pozwolił mi uniknąć wielu błędów. Nie próbowałem stosować zasady “ząb za ząb” a jak to w życiu łajdactwa nie brakuje i w człowieku nieraz aż kipiało, żeby się odegrać za czyjeś  bezeceństwa, ale coś mnie wtedy potrafiło powstrzymać. Przed oczami stawał On, Jezus Chrystus i wtedy była ta chwila zastanowienia, przecież On by tego nie zrobił. To być może pozwoliło uniknąć wielu ewentualnych kłopotów. Wiedziałem, że w chwilach trudnych mam do Kogo się zwrócić i ten Ktoś mnie wysłucha. Czułem się przez to mocniejszy i wierzę, że to co teraz opisuję ma w sobie większość ludzi, którzy mieli zaszczyt brać udział w Pierwszej Komunii Świętej. Kto mieszkał w Polsce w czasach do PRL-u, to nawet jeśli był komunistą, to po kryjomu dziecko posłał do Pierwszej Komunii, a władza udawała, że nie widzi.

        Teraz, choć nikt nikomu nie zabrania, wielu uważa, że to niepotrzebne, że można żyć bez Sakramentów, pewnie, że można, tylko jak?  Każdy uważa, że wie najlepiej, ale czy na pewno wie, że bez wiary dobrze wychowa nowe pokolenie?  Niektórzy chcą eksperymentować, a eksperymenty czasem nie wychodzą.

        Teraz jak słyszę o tych zmianach mających na celu oderwania młodych ludzi od kościoła to widzę w tym wielkie zagrożenie, bo gdy straci na znaczeniu wiara w Boga, cóż będzie znaczył każdy inny autorytet? – widzimy jak upadają !  Wielu pamięta powiedzenie “Bój się Boga!”, czy “Broń cię Panie Boże!”, mówimy to teraz, nie znaczy to w sensie dosłownym, żeby się bać, ale gdy ktoś to usłyszał przed zamiarem popełnienia jakiegoś niecnego czynu, to czuł respekt, to się na chwilę zastanowił i niejednokrotnie te słowa odwiodły go od złych zamiarów.  Teraz jeśli Boga zabraknie, to co? – hulaj dusza? – nikt już nade mną? Co tam sądy, wiadomo jakie są, jestem wolny?

        Ci co tak sadzą są w błędzie, bo fakt, teraz jesteśmy wolni, żyjemy w wolnym państwie,  ale gdy utracimy naszą duchowość, wyrzucimy z naszych serc Boga, rychło znajdzie się ktoś, kto bardzo szybko nas zagospodaruje.

        Musimy się zastanowić, czy wolność, którą kiedyś ktoś nam wywalczył, a teraz dla tych ludzi, dla tych pokoleń, nie okazujemy szacunku, albo jeszcze gorzej, nie chcemy nawet pamiętać, o tych z Ryngrafem na piersiach z wizerunkiem Maryi z Dzieciątkiem przy piersi.  Także z ukrzyżowanym Jezusem Chrystusem, gdzie niejednokrotnie zachowanie wiary było  najważniejszym powodem, żeby bić się o tę wiarę, bronić jej.   Jesteśmy wolni, ale czy ta wolność ma być środkiem do wyrugowania wiary pielęgnowanej i przechowanej dla nas, utrzymywanej od pokoleń? Mamy się pozbyć wiary w imię czego?, w imię jeszcze większych swobód?

        W czasie kolejnej wizyty duszpasterskiej w Polsce Święty Jan Paweł II powiedział: “Wolność człowieka pozbawiona bliskich jemu wartości to już swawola”.

Gdy człowiek sam pozbawi się wiary, sam, bo przecież dobrowolnie występuje z kościoła, to się teraz dzieje!, nie chce żyć w świecie katolickim,  pozbędzie się swojej duchowości, to wnet zagospodarują go organizacje lewicowe. Takie już funkcjonują w Polsce i jak widzimy czynią wiele złego, jest np. “Czerwony front”, który różnymi metodami chce “krzewić rozwój myśli marksistowskiej w Polsce”, szczególnie wśród młodych, którzy dopiero startują w życie, pełnych rozterek, nie wszystko rozumiejących i łatwo takich zagospodarować.

        W momencie kiedy cieszymy się, że mamy wolne, niepodległe państwo, z taką wolnością, że niektórzy jak “strajk kobiet” z wolności uczynili swawolę i robią co chcą wbrew obowiązującemu prawu siejąc zamęt i zgorszenie w części narodu.

        To także  w takim państwie działają “anarchiści”, dla których organizacja państwowa to całe zło, mimo tego, że jest Konstytucja, która stoi na straży sprawiedliwości społecznej i gwarantuje przestrzeganie prawa.

        I tak to by można zostawić, każdy jest kowalem swego losu, ale tu chodzi o tych najmłodszych, jeśli oni zostaną tak ukształtowani, że Uroczystości Pierwszej Komunii Świętej chce się zastąpić “Ceremonią rozkwitania” to, gdzie jest odpowiedzialność za kraj w którym żyjemy, kto będzie jego przyszłością?

        Tym bardziej w takiej sytuacji trzeba podkreślić rolę rodziców, dziecko nie może wymknąć się spod ich kontroli.

        Dodam, że wg Rady Programowej  “strajku kobiet”  zamiast “Chrztu Świętego” ma być “zaznaczenie jakimś tam bliżej nie znanym rytuałem, że w rodzinie pojawił się ktoś nowy”, a zamiast rodziców chrzestnych mają być “honorowi opiekunowie”. To już w PRL było, pierwszy tzw chrzest cywilny odbył się w 1968 roku w Warszawie w rodzinie milicjantów, lecz jak wiemy nie przyjęło to się i odstąpiono od chrztów cywilnych.

        Natomiast zamiast ślubu kościelnego, ma być “ślub humanitarny”.

        Taką to wizję przyszłości naszego kraju snują ci co za wszelką cenę, chwytając się różnych sposobów chcą na gwałt zmiany obecnego rządu.

        Europoseł Sylwia Spurek wykorzystuje swą obecność w Parlamencie Europejskim i walczy o prawa kobiet, których to niby w Polsce nie ma, a przecież artykuł 33 Konstytucji gwarantuje jednakowe prawa kobiet i mężczyzn. To samo artykuł 23 traktatu Unii Europejskiej gwarantuje jednakowe prawa, ale pani Spurek jakby zapomina o tym i z okazji “Święta Kobiet” wykrzyczała:

        Że “8 Marca to nie jest dzień życzeń i prezentów a nawet referendów, ale dzień debaty o prawach człowieka kobiet ?, (czyżby kobiety nie miały praw człowieka?) i dalej – to nie dzień rajstop i goździków, to dzień gniewu i walki, to dzień siostrzeństwa (nie braterstwa) i solidarności.  Prawo do aborcji powinno być na żądanie, nie do dyskusji i referendum.  Aborcja to normalny zabieg medyczny! –  O nie, pani  Spurek ! – takiego prawa nie będzie, prawo do zabijania jest sprzeczne z Konstytucją i nigdy się tam nie znajdzie. Tak samo jest w traktatach Unii Europejskiej. Aborcja nigdy nie może być prawem, najwyżej bezprawiem!  Kobieta z tytułem naukowym powinna o tym wiedzieć. Wiele oskarżeń na własny kraj, przykro tego słuchać, a przecież jest zupełnie odwrotnie, kobiety w Polsce w każdych rankingach pod względem uprzywilejowań są najbardziej doceniane w całej Unii Europejskiej. Dość powiedzieć, że w takim kraju bogatym i słynącym z dobrobytu jak Szwajcaria kobiety prawa wyborcze uzyskały dopiero w 1971 roku. Pewnie to dziwne, ale prawdziwe.  Proszę spojrzeć na kraje protestanckie Beneluxu, czy Anglię jak tam kobiety się mają.

        Wystąpienie pani Spurek nie byłoby pełne bez czepiania się Kościoła – tak im solą w oku – bo dalej wykrzyczała:

        “I może ktoś z tych rządzących przez 30 lat chciałby nam powiedzieć “przepraszam” za zamiatanie praw kobiet pod kościelne dywany.!”

        Proszę się teraz nie dziwić, że jest tak dużo kawalerów w Polsce, po prostu chłopcy boją się żenić, że nie podołają, że zbyt wielkie wymagania. Wiem coś na ten temat, bo często jeżdżę na wieś po świeże jaja i żywność i widzę bardzo dużo samotnych facetów, takich lat 40 – 50. Nie żenią się, bo boją się obciachu jak mówią, bo dziewczyny patrzą na celebrytów i chciałyby też tak samo żyć, a oni takiego komfortu im nie zapewnią. A mogą też kiedyś usłyszeć wy……laj stary dziadu!n

        Zauważył ten brak odwagi i zdecydowania u mężczyzn też pan redaktor Andrzej Kumor, który w którejś ze swoich internetowych audycji zachęca matki, żeby uczyły swoich zniewieściałych synów męskości i odwagi. Było to trochę w innym kontekście, ale chłopcy są onieśmieleni przez kobiety, dziewczyny, które robią wrażenie, że chcą być już ponad, chcą wyjść przed mężczyznę, bo cóż ma znaczyć “siostrzeństwo”, braterstwo nie wystarczy, jak to było od zarania dziejów? – czy chodzi tu o chęć podziału?, albo wyraźnego oddzielenia kobiety od mężczyzny, gdzie do tej pory kobieta i mężczyzna stanowi jedność w Rodzinie.

        Jedno jest pocieszające, że większość społeczeństwa jest zupełnie innego zdania, niż dr Spurek, czy cały ten strajk kobiet, którzy za wszelką cenę chcą odmienić bieg wydarzeń, lecz nie tędy droga!

        – Dość przytoczyć tutaj ostatni sondaż, które kobiety w Polsce są najbardziej wpływowe, cieszą się autorytetem większości Polaków:

        1. Beata Szydło – 24,3%,  2. Barbara Nowacka – 11,4%,  3.Elżbieta Witek 11,3%,   4. Beata Kępa 8,1%,   5. Julia Przyłębska 6,9%,  6. Jadwiga Emilewicz 5,4%,  dopiero gdzieś tam dalej Błońska, Kopacz, Lempart, Wielgus, Spurek gdzieś daleko.

        Proszę się jednak nie łudzić, że w tym wszystkim, z tą walką o likwidację Sakramentów Świętych, o prawa kobiet, które w Polsce od dawna są zagwarantowane, czy o jakieś inne wolności, że o to chodzi, bo przecież Lempart walczy o prawo do aborcji, a przecież, to jej nie dotyczy, walczy dla kogoś, myślałby kto?,  Nie, tu chodzi o władzę i to poszczególne osoby żądne władzy zrobią wszystko, żeby ją mieć. Nie dokonają tego sami, więc chwytają się różnych sposobów, żeby pociągnąć za sobą ‘masy”, bo w przyszłych wyborach te “masy”, jak najwięcej głosów, zapewnią im wygraną. Celowo użyłem tu słowa “masy”, bo w głosowaniu to się będzie liczyć. Dlatego kieruje się tę całą propagandę szczególnie do ludzi, którzy są bardzo podatni nawet na tak prymitywne hasła, które są im narzucane.

        Pozbawić młodych ludzi duchowości, odwrócić od wiary chrześcijańskiej, bo tam jest Bóg Ojciec, Syn Boży i Duch Święty, a pokazać fascynację własnym ciałem. Najważniejszy jest mój wygląd i chęć zwrócenia na siebie uwagi za wszelką cenę.  Żeby się wyróżnić maluje się włosy na czerwono, różowo, czy fioletowo.   Ciało pokryte mnóstwem tatuaży nawet tam, gdzie wzrok nie sięga.

        Wydaje się mnóstwo pieniędzy na operacje plastyczne, poprawia się wygląd ukształtowany przez samego Stwórcę a wiadomo, że nigdy nie poprawimy idealnie, bo zawsze będzie coś nie tak, albo nam się nie spodoba zmiana, albo komuś. Mamy wiele przykładów zeszpecenia samego siebie przez ingerencję w dzieło Stwórcy. Michael Jackson, który mógłby żyć jeszcze wiele lat rozpadał się na oczach.

        Niektórzy idą tym śladem przechodząc przez dziesiątki operacji plastycznych, uważając, że wciąż to nie to, trzeba jeszcze coś poprawić i w konsekwencji widzimy niektóre osoby po tzw. nieudanych zabiegach chirurgicznych.

        Ci pochłonięci własnym ciałem zatracili duszę a przez to i zdrowy rozsądek.

        Operacje plastyczne są dla ludzi i w wielu przypadkach uzasadnione, w życiu różne rzeczy się mogą przytrafić, ale celowa ingerencja we własne ciało, gdy to nie jest konieczne, to już duża przesada i często prowadzi do nieprzewidzianych, nieodwracalnych zmian na gorsze.

        Wszystko to z pustki powstałej z pozbycia się duchowości,  którą ma zastąpić nieograniczona próżność.

Jerzy Rozenek