No i zaczę­ło się. Jak tyl­ko na stro­nie inter­ne­to­wej Świa­to­wej Orga­ni­za­cji Resty­tu­cji Mie­nia Żydow­skie­go opu­bli­ko­wa­ny został list sekre­ta­rza sta­nu USA Anto­nie­go Blin­ke­na, zawie­ra­ją­cy dekla­ra­cję popar­cia żydow­skich rosz­czeń mająt­ko­wych odno­szą­cych się do wła­sno­ści bez­dzie­dzicz­nej, w New Yor­ke­rze uka­zał się arty­kuł nie­ja­kiej Maszy Ges­sen, żydow­skiej les­bij­ki, nie­ubła­ga­nym pal­cem wyty­ka­ją­cy Pola­kom, że w cza­sie II woj­ny wymor­do­wa­li 3 milio­ny Żydów.

        Pani Ges­sen z tymi trze­ma milio­na­mi i tak łaska­wa, bo prze­cież według zatwier­dzo­nej do wie­rze­nia wer­sji histo­rii, Żydów zawsze ginie 6 milio­nów. Tylu ich zgi­nę­ło w pogro­mach w Rosji, tylu potem z Rosji wyemi­gro­wa­ło, a wresz­cie – tylu zgi­nę­ło pod­czas II woj­ny światowej.

        Pani Ges­sen uwa­ża, że 3 milio­ny wymor­do­wa­li Pola­cy, a pozo­sta­łe 3 milio­ny kto? Tego zda­je się nie wyja­śnia, więc moż­na się domy­ślać, że zro­bi­li to “nazi­ści” — ci sami, co to naj­pierw oku­po­wa­li Niem­cy – bo Niem­cy, jak wia­do­mo, były pierw­szym kra­jem oku­po­wa­nym przez “nazi­stów”, co to nawet mówi­li spe­cjal­nym, nazi­stow­skim języ­kiem, tro­chę – mówiąc nawia­sem – podob­nym do jiy­dysz – a dobrzy Niem­cy pró­bo­wa­li ich bro­nić zarów­no przed “nazi­sta­mi”, jak i Pola­ka­mi, któ­rych nawet w tym celu zamy­ka­li i pil­no­wa­li w obo­zie Auschwitz – ale nic to nie dało!

        Pola­cy wyko­rzy­sty­wa­li każ­dą spo­sob­ność, żeby oddać się swo­jej ulu­bio­nej roz­ryw­ce i gdy­by nie Tew­je Biel­ski z puł­kow­ni­kiem von Stauf­fen­ber­giem, to pew­nie sami wymor­do­wa­li­by całe 6 milionów.

        Na szczę­ście Tew­je Biel­ski z puł­kow­ni­kiem von Stauf­fen­ber­giem w 1944 roku zago­ni­li Pola­ków do War­sza­wy, gdzie wznie­ci­li oni powsta­nie, a po jego klę­sce,  oba­wia­jąc się sądu zagnie­wa­ne­go ludu, roz­pro­szy­li się w nocy i mgle.

        Ale od cze­go mamy świa­to­wej sła­wy historyków?

        Świa­to­wej sła­wy histo­ry­cy, przy pomo­cy naj­now­szej meto­dy badaw­czej w posta­ci obja­wie­nia, spe­ne­tru­ją praw­dę zgod­nie z mądro­ścią i potrze­ba­mi eta­pu, dzię­ki cze­mu pani Masza, w ramach przy­go­to­wa­nia pro­pa­gan­do­we­go akcji rewin­dy­ka­cyj­nej, może nie­ubła­ga­nym pal­cem dźgać  zło­wro­gich Pola­ków w cho­re z nie­na­wi­ści oczy.

        Co praw­da, akcja rewin­dy­ka­cyj­na dopie­ro się zaczy­na, więc na razie hag­ga­da o Tew­je Biel­skim i puł­kow­ni­ku von Stauf­fen­ber­gu  musi tro­chę pocze­kać – ale prze­cież zarów­no pan prof. Jan Gra­bow­ski, jak i pani Bar­ba­ra Engel­king nie powie­dzie­li jesz­cze ostat­nie­go sło­wa, więc na pew­no docze­ka­my się i tej i jesz­cze cie­kaw­szych rewelacji.

        Na tym jed­nak eta­pie opo­wie­ści pani Maszy Ges­sen, mimo widocz­ne­go umiar­ko­wa­nia, oka­za­ły się przed­wcze­sne, toteż spo­tka­ły się z kry­ty­ką nie tyl­ko ze stro­ny pol­skiej, ale rów­nież – żydow­skiej. Stro­na żydow­ska, jak to mia­ła w zwy­cza­ju w cza­sach sta­li­now­skich, podzie­li­ła się na dwie stro­ny: ube­ka złe­go i ube­ka dobrego.

        Ja sam za pierw­szej komu­ny doświad­czy­łem tej meto­dy; zły ubek mówił: skur­wy­sy­nu, powi­nie­nem cię tu zastrze­lić jak psa – po czym, wiel­ce wzbu­rzo­ny, trza­ska­jąc drzwia­mi, wycho­dził z poko­ju prze­słu­chań, a wte­dy ubek dobry, kon­fi­den­cjo­nal­nym szep­tem mówił: panie, to ban­dy­ta, niech się pan przyzna…

        Pani Masza zagra­ła ube­ka złe­go, a jej kry­ty­cy – tego dobre­go. Toteż kry­ty­ka stro­ny żydow­skiej idzie w tym kie­run­ku, że pani Masza się zaga­lo­po­wa­ła: nie trzy milio­ny, a tyl­ko dwa, a może nawet jesz­cze mniej, więc “nie moż­na bro­nić praw­dy przy pomo­cy kłam­stwa”. Tak czy owak mamy się przy­znać, jak nie do trzech milio­nów, to przy­naj­mniej do dwóch, osta­tecz­nie – choć­by do pół­to­ra – bo prze­cież i pół­to­ra milio­na sta­no­wi wystar­cza­ją­ce uza­sad­nie­nie dla rosz­czeń rewin­dy­ka­cyj­nych – a o to prze­cież w tym inte­re­sie chodzi.

        Tym­cza­sem cały nasz nie­szczę­śli­wy kraj został z roz­ka­zu rzą­du zamknię­ty, a tele­wi­zje, zarów­no ta rzą­do­wa, jak i ta nie­rząd­na, bom­bar­du­ją swo­ich widzów mro­żą­cy­mi krew w żyłach opi­sa­mi dan­tej­skich scen, jakie roz­gry­wa­ją się w covi­do­wych szpitalach.

        Ponie­waż coraz wię­cej ludzi nie wie­rzy już w życie wiecz­ne, więc chcie­li­by żyć przy­naj­mniej dłu­go, toteż mno­żą się racjo­na­li­za­tor­skie pomy­sły, co by tu jesz­cze zamknąć. Szcze­gól­ny nacisk jest wywie­ra­ny na rząd, by poza­my­kał kościo­ły, któ­re – jak wia­do­mo – są głów­nym roz­sad­ni­kiem zbrod­ni­cze­go koro­na­wi­ru­sa. Rząd jesz­cze się waha, rów­nież dla­te­go, że jak tyl­ko lock­down 9 kwiet­nia się  zakoń­czy, to następ­ne­go dnia roz­pocz­ną się cele­bra­cje mie­sięcz­ni­cy i rocz­ni­cy kata­stro­fy smo­leń­skiej, któ­rym żad­ne wiru­sy nie mogą prze­szko­dzić – ale całe rze­sze ormow­ców w czy­nie spo­łecz­nym spraw­dza­ją, czy  prze­strze­ga­ne są zarzą­dzo­ne obostrze­nia. Jak wia­do­mo, rząd roz­ka­zał, żeby w kościo­łach jeden wier­ny od dru­gie­go stał w odle­gło­ści 15 metrów kwa­dra­to­wych – ale ormow­cy rapor­tu­ją, że te odle­gło­ści są mniejsze.

        Może i mniej­sze – ale skąd wła­ści­wie ormow­cy mogą wie­dzieć, któ­ry uczest­nik nabo­żeń­stwa jest wier­ny, a któ­ry prze­by­wa tam służ­bo­wo? Czy prze­by­wa­ją­cych służ­bo­wo moż­na zali­czyć do “wier­nych”? Chy­ba nie, bo jesz­cze nie zosta­ły opra­co­wa­ne testy na wier­ność, a poza tym – jak tu pod­czas nabo­żeń­stwa prze­pro­wa­dzać wymazy?

        Na razie tedy spra­wa utknę­ła w mar­twym punk­cie, ale rząd się odgra­ża, że wpro­wa­dzi dodat­ko­we obostrze­nia, więc nie jest wyklu­czo­ne, że do zamknię­cia kościo­łów jed­nak dojdzie.

        W śro­do­wi­skach postę­po­wych wzbu­dzi to nie­wąt­pli­wie radość, rów­nież z przy­czyn poza­me­dycz­nych. Jak bowiem wia­do­mo, w dru­gi dzień świąt wiel­ka­noc­nych reak­cyj­ny kler czy­ta zło­wro­gą Ewan­ge­lię św. Mate­usza, jak to po Zmar­twych­wsta­niu żoł­nie­rze wyzna­cze­ni do pil­no­wa­nia gro­bu zamel­do­wa­li arcy­ka­pła­nom, że Jezus zmartwychwstał.

        O ile do tej chwi­li, arcy­ka­pła­ni mogli uwa­żać Jezu­sa za waria­ta i uzur­pa­to­ra, to odtąd już wie­dzie­li, że się strasz­li­wie pomy­li­li. To i tak tłu­ma­cze­nie uprzej­me, ale mniej­sza o to. Dalej bowiem św. Mate­usz pisze, że odby­li “nara­dę” i dopie­ro po niej “dali żoł­nie­rzom spo­ro pie­nię­dzy”, żeby ci roz­gła­sza­li, że zwło­ki Jezu­sa wykra­dli ucznio­wie pod­czas gdy oni spa­li. Żeby żoł­nie­rze nie mie­li żad­nych obaw, to zapew­ni­li ich, że gdy­by ta rzecz doszła do uszu namiest­ni­ka, to oni z nim “pomó­wią” i wyba­wią ich z “kło­po­tu”. A kło­pot był nie­ma­ły, bo w rzym­skim woj­sku zaśnię­cie na war­cie kara­ne było zaćwi­cze­niem na śmierć.

        Cie­ka­we jakich argu­men­tów arcy­ka­pła­ni zamie­rza­li użyć w roz­mo­wie z namiest­ni­kiem – czy aby nie brzę­czą­cych? Pew­nie tak, bo nie sły­chać, żeby Piłat oskar­żył ich o spi­sko­wa­nie, w dodat­ku, z wcią­ga­niem do spi­sku żoł­nie­rzy. Tak czy owak Ewan­ge­lia ta nie jest przy­jem­na, bo słu­cha­ją­cy jej ze zro­zu­mie­niem mogą nabrać podej­rzeń, czy ten cały juda­izm, to nie jest jakiś prze­kręt. Czy w takiej sytu­acji nie było­by lepiej zamknąć kościo­ły pod pre­tek­stem zbrod­ni­cze­go koronawirusa?

        Tym­cza­sem – jak w Nie­dzie­lę Pal­mo­wą powie­dział mi tele­fo­nicz­nie ksiądz pro­boszcz z Oszmia­ny —  bia­ło­ru­skie wła­dze żad­nych takich restryk­cji nie wpro­wa­dza­ją i na wszyst­kich mszach w ostat­nią nie­dzie­lę było w jego para­fii oko­ło 3 tysię­cy ludzi.

        Za to wła­dze wsa­dzi­ły do paki panią Andże­li­kę Borys i pana Andrze­ja Poczo­bu­ta, a być może to nie jest jesz­cze ostat­nie sło­wo. Tak oto koń­czy się zaba­wa naszych męży­ków sta­nu z panią Swie­tła­ną Cicha­no­uską w mocar­stwo­wość, bo pan pre­zy­dent Andrzej Duda mógł tyl­ko naskar­żyć pre­zy­den­to­wi Józio­wi Bide­no­wi na pre­zy­den­ta Łuka­szen­kę. Ale jakoś nie sły­chać, by pre­zy­dent Józio miał bom­bar­di­ro­wać pre­zy­den­ta Łuka­szen­kę ato­mo­wy­mi kartaczami.

        Na szczę­ście pan redak­tor Mich­nik obie­cu­je aresz­to­wa­nym, że “wyj­dą w god­no­ści i dumie na jasne słoń­ce wol­no­ści”. Może jesz­cze nie teraz, ale kie­dy Tew­je Biel­ski z puł­kow­ni­kiem von Stauf­fen­ber­giem zro­bią wresz­cie z Alek­san­drem Łuka­szen­ką porzą­dek, to na pewno.

        Zatem – weso­łych świąt!

        Sta­ni­sław Michalkiewicz