.… o tym, gdzie są dzi­siaj pol­skie eli­ty zdol­ne pod­jąć wyzwa­nie peda­go­gi­ki dumy i na niej wycho­wać pol­ską mło­dzież, a przy oka­zji obna­żyć ide­olo­gię peda­go­gi­ki wsty­du? O tym gdzie jest Pań­stwo Polskie?

        Ele­men­tem wyróż­nia­ją­cym poli­ty­kę Pre­zy­den­ta Lecha Kaczyń­skie­go było pod­nie­sie­nie ran­gi pro­ble­ma­ty­ki obej­mu­ją­cej zagad­nie­nia doty­czą­ce Pola­ków żyją­cych poza kra­jem, do gru­py spraw najważniejszych…

        Pro­jekt Pol­ska roz­po­czę­ty w 966 roku nie skoń­czył się po 1050 latach. Trwa, jak dotych­czas trwał przez trzy­dzie­ści dwa poprze­dza­ją­ce nas poko­le­nia. Ba, będzie trwał z tej pro­stej przy­czy­ny, że chcą tego Pola­cy i prze­wo­dzą­ce im pol­skie eli­ty. Spój­ność gru­py naro­do­wej, wspól­no­ty pol­skiej sku­pio­nej w Kra­ju i zagra­ni­cą zależ­na jest od jej siły trwa­nia i zwy­cię­ża­nia zarów­no na płasz­czyź­nie pro­wa­dzo­nej poli­ty­ki histo­rycz­nej, jak i przed­sta­wia­ne­go tam mode­lu postę­po­wa­nia, chę­ci prze­pro­wa­dze­nia zmia­ny men­tal­nej, zmia­ny postaw. Tutaj rola odpo­wied­niej insty­tu­cji jest naj­waż­niej­sza, szcze­gól­nie jeśli pro­pa­gu­je wzor­ce pozy­tyw­ne, umac­nia wzór, kanon kul­tu­ry polskiej.

        Przy­kła­dem takie­go insty­tu­cjo­nal­ne­go suk­ce­su w porząd­ko­wa­niu pol­skich spraw jest Insty­tut Pamię­ci Naro­do­wej. Gdy w czerw­cu 2015 roku Insty­tut obcho­dził swe 15-lecie, jego ówcze­sny pre­zes, dr Łukasz Kamiń­ski stwier­dził: “Misja, któ­rą nam par­la­ment powie­rzył, jest misją bar­dzo zaszczyt­ną. Jest zwią­za­na z ochro­ną, ale tak­że z odbu­do­wą naszej wspól­nej pamię­ci, pamię­ci naro­do­wej, któ­ra jest jed­nym z naj­waż­niej­szych źró­deł pol­skiej toż­sa­mo­ści” a odno­sząc się do misji pod­kre­ślał, że “naj­waż­niej­sze zawsze pozo­sta­nie odkry­wa­nie praw­dy o prze­szło­ści, odbu­do­wa poczu­cia spra­wie­dli­wo­ści, przy­wra­ca­nie god­no­ści ofia­rom sys­te­mów tota­li­tar­nych”. A czym jest dzi­siaj — wiel­kim archi­wum XX-wiecz­nej histo­rii Pol­ski, pla­ców­ką badaw­czą i cen­trum edu­ka­cyj­nym… Czy­li, że można.

        Po tym budu­ją­cym przy­kła­dzie wróć­my do meri­tum, roz­pocz­nij­my pro­ces kon­so­li­da­cji śro­do­wisk pro­pań­stwo­wych, pro­pol­skich: poli­tycz­nych, kościel­nych, związ­ko­wych, medial­nych, sto­wa­rzy­szeń wszel­kie­go rodza­ju, orga­ni­za­cji wete­ra­nów wojen i prze­sie­dleń wokół powsta­nia Mini­ster­stwa Pola­ków Zagranicą.

        Otu­li­ną kul­tu­ro­wą dla tego dzie­ła powi­nien być przede wszyst­kim język, język pol­ski. Język a kul­tu­ra czy też język a widze­nie, odbiór i inter­pre­ta­cja świa­ta to kom­pleks zagad­nień roz­wa­ża­nych już od wie­lu dzie­się­cio­le­ci. Język nato­miast jako naj­waż­niej­sza część, część cen­tral­na lub też rdzeń, fun­da­ment wie­lu kul­tur ludz­kich, to tak­że zagad­nie­nie dobrze zna­ne. Wystar­czy przy­po­mnieć, że Orga­ni­za­cja Naro­dów Zjed­no­czo­nych (a tak napraw­dę państw prze­cież a nie naro­dów) liczy sobie jedy­nie 193 człon­ków a języ­ków jest w świe­cie od 6 do 7 tysięcy…

        Wśród nich, dla oko­ło 44–48 milio­nów ludzi (miesz­kań­ców Pol­ski i Pola­ków zamiesz­ka­łych za gra­ni­cą Rze­czy­po­spo­li­tej) pierw­szy, naj­waż­niej­szy i naj­bar­dziej zna­ny jest język pol­ski. Język w któ­rym ludzie Ci, w prze­wa­ża­ją­cej mie­rze Pola­cy, zosta­li wycho­wa­ni, w któ­rym widać ich świat domo­wy, świat zewnętrz­ny, ten bli­ski, ale tak­że świat zewnętrz­ny, ten dale­ki i najdalszy.

        Język to jed­nak nie tyl­ko jak się mówi (okre­śla), ale czy w ogó­le się mówi: o atrak­cyj­nej tole­ran­cyj­nej, wie­lo­kul­tu­ro­wej I Rzecz­po­spo­li­tej; o Pola­kach, któ­rzy żyją na tam­tych tere­nach (Pol­skich Kre­sach) do dzi­siaj i tak bar­dzo chcą być Pola­ka­mi, o dwóch pol­skich mia­stach, cen­trach pol­sko­ści – Lwo­wie i Wil­nie; o odro­dzo­nej po wiel­kiej woj­nie świa­to­wej II Rzecz­po­spo­li­tej Pol­skiej z Jej pro­gra­mem pań­stwa prze­my­sło­we­go, Pola­ków dum­nych i świa­tłych, wykształ­co­nych patrio­tów; o fun­da­men­tal­nej roli Kościo­ła Rzym­sko­ka­to­lic­kie­go w dzie­jach Pol­ski, o tym fila­rze Jej trwa­nia, o naukach i prze­sła­niu Świę­te­go Jana Paw­ła II; o tym, gdzie są dzi­siaj pol­skie eli­ty zdol­ne pod­jąć wyzwa­nie peda­go­gi­ki dumy i na niej wycho­wać pol­ską mło­dzież, a przy oka­zji obna­żyć ide­olo­gię peda­go­gi­ki wsty­du? O tym gdzie jest Pań­stwo Polskie?

        Patrio­tyzm ozna­cza umi­ło­wa­nie tego, co ojczy­ste: umi­ło­wa­nie histo­rii, tra­dy­cji, języ­ka czy same­go kra­jo­bra­zu ojczy­ste­go. Jest to miłość, któ­ra obej­mu­je rów­nież dzie­ła roda­ków i owo­ce ich geniu­szu. Pró­bą dla tego umi­ło­wa­nia sta­je się każ­de zagro­że­nie dobra, jakim jest ojczy­zna. Nasze dzie­je uczą, że Pola­cy byli zawsze zdol­ni do wiel­kich ofiar dla zacho­wa­nia tego dobra albo też dla jego odzy­ska­nia. Świad­czą o tym tak licz­ne mogi­ły żoł­nie­rzy, któ­rzy wal­czy­li za Pol­skę na róż­nych fron­tach świa­ta. Są one roz­sia­ne na zie­mi ojczy­stej oraz poza jej gra­ni­ca­mi. Wyda­je mi się jed­nak, że jest to doświad­cze­nie każ­de­go kra­ju i każ­de­go naro­du w Euro­pie i na świe­cie” (Pamięć i toż­sa­mość. Roz­mo­wy na prze­ło­mie tysiąc­le­ci, Kra­ków 2005, s. 71–72). To Świę­ty Jan Paweł II.

        Pol­skość z kolei, u Samu­ela Bogu­mi­ła Lin­de­go jesz­cze jako pol­sz­czy­zna, to „zbiór tego wszyst­kie­go, co się pol­skim zwać może: język, oby­czaj, strój, spo­sób jaki budo­wa­nia, jedze­nie polskie”.

        A ludz­ki kom­po­nent, zapy­tam jako socjo­log… Kto tę pol­skość, tę pol­sz­czy­znę ponie­sie – oczy­wi­ście Pola­cy! Według ostat­nie­go spi­su lud­no­ści z 2002 roku miesz­ka w Pol­sce (bądź jest jej oby­wa­te­la­mi, miesz­ka­jąc za gra­ni­cą) 38.230.000 osób, z cze­go bli­sko 37 milio­nów dekla­ru­je się jako Pola­cy. Nie­co wię­cej trud­no­ści nastrę­cza usta­le­nie ilo­ści Pola­ków żyją­cych poza gra­ni­ca­mi pań­stwa pol­skie­go. Tutaj sza­cun­ki będą się wahać, od kil­ku­na­stu milio­nów do 22 milio­nów osób. A więc razem bli­sko 60 milio­nów osób. To nasz poten­cjał naro­do­wy na dzi­siaj, to ludzie, któ­rzy mogą przy­na­le­żeć do naro­du pol­skie­go, któ­rzy mogą swo­ją pol­skość mani­fe­sto­wać, dawać jej dowo­dy, ale… czy będą?

        Dla­cze­go jed­nak chcę pisać o 22 milio­nach Pola­ków i osób pol­skie­go pocho­dze­nia żyją­cych za gra­ni­cą? Bo to jest nasz naro­do­wy skarb, naro­do­wy „świat, któ­ry nie może zagi­nąć”. A wśród skład­ni­ków, ele­men­tów tego skar­bu są jesz­cze naj­pięk­niej­sze pereł­ki to „emi­gra­cja poli­tycz­na, ten odłam pol­skie­go wychodź­stwa, któ­ry inte­re­su­je się wewnętrz­ny­mi rela­cja­mi spo­łecz­no-poli­tycz­ny­mi w kra­ju oraz rela­cja­mi Pol­ski z zagra­ni­cą i czyn­nie – poprzez publi­ka­cje oraz akcje poli­tycz­ne skie­ro­wa­ne do wewnątrz i na zewnątrz Pol­ski – pra­cu­je dla dobra wspól­ne­go żyją­cych tam Pola­ków. Tym samym emi­gra­cja poli­tycz­na umac­nia tak­że sie­bie jako poten­cjal­nych miesz­kań­ców Pol­ski w przy­szło­ści” (to moja defi­ni­cja, pocho­dzą­ca z recen­zji tomu „Pol­ska emi­gra­cja poli­tycz­na 1939–1990. Stan badań”, IPN, War­sza­wa 2016). Pod­kre­ślam więc tutaj nie tyle powo­dy emi­gra­cji, ile jej sto­pień zaan­ga­żo­wa­nia w spra­wy Pol­ski i dla spra­wy polskiej.

        Odwo­łam się teraz do Kon­sty­tu­cji Rze­czy­po­spo­li­tej Pol­skiej i jej arty­ku­łu 6, gdzie w punk­cie 2 czy­ta­my: „Rzecz­po­spo­li­ta Pol­ska udzie­la pomo­cy Pola­kom zamiesz­ka­łym za gra­ni­cą w zacho­wa­niu ich związ­ków z naro­do­wym dzie­dzic­twem kul­tu­ral­nym” i po raz kolej­ny zazna­czę, że postu­la­tem zasad­ni­czym moich uwag jest pod­nie­sie­nie ran­gi pro­ble­mu Pola­ków za gra­ni­cą (il. za Wiki­pe­dią) na szcze­blu insty­tu­cjo­nal­nym. Naj­wyż­szy bowiem prio­ry­tet pro­ble­ma­ty­ka wychodź­stwa zysku­je w pań­stwach, któ­re utwo­rzy­ły w tym celu spe­cjal­ne mini­ster­stwa, przy­kła­da­mi są tu Arme­nia, Gru­zja, Izra­el, Indie i Serbia.

        Nie war­to roz­bi­jać tej poli­ty­ki, tych dzia­łań wobec Pola­ków i osób pol­skie­go pocho­dze­nia za gra­ni­cą na wie­le pod­mio­tów — opra­co­wa­nia mówią, że jest ich przy­naj­mniej kil­ka­dzie­siąt. Prze­cież roz­my­wa­nie odpo­wie­dzial­no­ści koń­czy się zwy­kle małą efek­tyw­no­ścią dzia­łań. A więc wprost prze­ciw­nie, nale­ży sca­lić, sko­or­dy­no­wać te wysił­ki, zro­bić wresz­cie coś porząd­nie, choć­by wła­śnie utwo­rzyć Mini­ster­stwo Pola­ków Zagra­ni­cą – to się tym 22 milio­nom ludzi od Pol­ski, ich Ojczy­zny nale­ży. Wiem, że insty­tu­cje nie są pana­ceum na wszyst­ko, ale opo­wia­dam się sta­now­czo za utwo­rze­niem Mini­ster­stwa Pola­ków Zagranicą.

        Co powin­ni­śmy zro­bić? Na co poło­żyć naj­więk­szy nacisk?

        • na pomoc w zacho­wa­niu pol­skich kodów kul­tu­ro­wych wśród żyją­cych, przy­zna­ją­cych się do pol­sko­ści, poprzez dekla­ra­cję naro­do­wo­ścio­wą w spi­sach lud­no­ści innych krajów,

        • na pomoc w posta­ci pol­skich szkół, pod­ręcz­ni­ków, fil­mów, pomoc księ­żom sze­rzą­cym pol­skość poprzez kościo­ły, para­fie i punk­ty kate­che­tycz­ne, tutaj w grę wcho­dzi tak­że pomoc praw­na w uzy­ska­niu sta­tu­su mniej­szo­ści naro­do­wej w kra­jach, gdzie Pola­cy tako­we­go nie mają. Naj­bar­dziej jaskra­wym przy­kła­dem dys­kry­mi­na­cji tego typu jest, oczy­wi­ście, pań­stwo niemieckie,

        • na pomoc w zacho­wa­niu pol­skich pamią­tek naro­do­wych, budyn­ków, miejsc pamię­ci, pomni­ków, cmen­ta­rzy. Nie­kie­dy tak­że pomoc w ich odzyskiwaniu,

        • wresz­cie, dla tych któ­rzy chcą zamiesz­kać w Pol­sce wszech­stron­na pomoc w repa­tria­cji i akli­ma­ty­za­cji w Kra­ju. Dotych­cza­so­we doświad­cze­nia w tym wzglę­dzie są nie­ste­ty bar­dzo przy­gnę­bia­ją­ce. Na kan­wie dzie­ją­cych się wła­śnie wyda­rzeń trze­ba dopo­wie­dzieć, że przyj­mo­wa­nie kul­tu­ro­wo odmien­nych imi­gran­tów kosz­tem Pola­ków chcą­cych się repa­trio­wać do Ojczy­zny nale­ży sta­now­czo wyklu­czyć. Zacho­wa­nie wła­ści­wej kolej­no­ści rze­czy powin­no być wspól­nych zada­niem nas wszystkich.

        A co przy­kła­do­wo ozna­cza ter­min „nas wszyst­kich”? Choć­by to, że jaka­kol­wiek opo­wieść o Pola­kach żyją­cych na Kre­sach to jed­no­znacz­ne opo­wie­dze­nie się po ich stro­nie. W „ogól­no­eu­ro­pej­skim spo­rze o imi­gran­tów-uchodź­ców” koniecz­na jest choć­by i pro­po­zy­cja, by pol­ski kościół ogło­sił, że każ­da para­fia przyj­mie jed­ną pol­ską rodzi­nę z Kazach­sta­nu albo z Ukra­iny. Taki apel to było­by coś. Podob­nie jest z tzw. trze­ci­mi kon­su­la­mi „polo­nij­ny­mi” w pol­skich pla­ców­kach dyplo­ma­tycz­nych, „Wspól­no­tą Pol­ską”, czy Tele­wi­zją Polo­nia. To dla mnie jest wła­śnie „nas wszystkich”.

        I jesz­cze jed­no zastrze­że­nie — wete­ra­ni walk o wol­ność Pol­ski, tak w Kra­ju (w gra­ni­cach sprzed 1939 roku), jak i na obczyź­nie, wete­ra­ni walk o wol­ność Waszą i Naszą powin­ni mieć tutaj abso­lut­ne pierwszeństwo.

        Odpo­wied­niej ran­gi insty­tu­cja wraz z jej sta­tu­tem, zebra­nie roz­pro­szo­nej po róż­nych orga­ni­za­cjach, sto­wa­rzy­sze­niach i gre­miach pro­ble­ma­ty­ki a przede wszyst­kim wyzna­cze­nia pod­mio­tu odpo­wie­dzial­ne­go zda­je się być naj­lep­szym pomy­słem na wyjąt­ko­we cza­sy. Trze­ba zapro­po­no­wać dzi­siaj dużo wię­cej niż dotychczas.

        Kil­ka roz­wią­zań szczegółowych:

        w każ­dej pol­skiej pla­ców­ce dyplo­ma­tycz­nej: amba­sa­dzie czy kon­su­la­cie powi­nien zostać utwo­rzo­ny Zespół Pola­ków Zagra­ni­cą (ZPZ), dzia­ła­ją­cy pod kie­run­kiem kon­su­la do spraw Pola­ków Zagra­ni­cą albo przy­naj­mniej urząd atta­ché Pola­ków Zagra­ni­cą (APZ), na podo­bień­stwo ata­sza­tów eko­no­micz­ne­go, mor­skie­go czy prasowego.

        W jego gestii będą leża­ły spra­wy języ­ka i kul­tu­ry pol­skiej zarów­no wśród tam­tej­szych oby­wa­te­li Rze­czy­po­spo­li­tej Pol­skiej, jak i osób posia­da­ją­cych oby­wa­tel­stwa wie­lo­krot­ne, w tym pol­skie, a tak­że osób bez oby­wa­tel­stwa pol­skie­go, któ­rzy przy­zna­ją się do wię­zi z pol­sko­ścią, chcą ją na wszel­kie spo­so­by kul­ty­wo­wać, przy niej trwać i ją rozwijać.

        Pla­ców­ki o ran­dze Zespo­łów i Ata­sza­tów gro­ma­dzić będą doku­men­ta­cję histo­rycz­ną, jak i doku­men­ta­cję doty­czą­cą wyda­rzeń aktu­al­nych a przede wszyst­kim poło­żą nacisk na powszech­nie dostęp­ną naukę języ­ka pol­skie­go jako war­to­ści cen­tral­nej dla kul­tu­ry pol­skiej, choć­by poprzez Insty­tu­ty Miko­ła­ja Reya.

        Jesz­cze raz nawią­żę tutaj do koniecz­no­ści roz­po­wszech­nie­nia pol­sz­czy­zny w świe­cie, nasy­ce­nia wszyst­kich państw i kon­ty­nen­tów pla­ców­ka­mi naucza­nia języ­ka pol­skie­go, szcze­gól­nie tam, gdzie wciąż jesz­cze są Pola­cy, czę­sto nie mówią­cy już po pol­sku wca­le lub pra­wie wca­le. Ma to rów­nież kolo­sal­ne zna­cze­nia przy pla­no­wa­nych akcjach repa­tria­cyj­nych, na któ­re od ponad osiem­dzie­się­ciu pię­ciu lat cze­ka­ją Pola­cy choć­by w Kazach­sta­nie i innych pań­stwach przy­mu­so­we­go, będą­ce­go pokło­siem zsy­łek, pol­skie­go osad­nic­twa. Choć prze­cież nie tyl­ko tam.

        Wra­cam teraz w podwo­je Mini­ster­stwa: oso­by pra­cu­ją­ce w Zespo­le lub Ata­sza­cie będą przed­sta­wi­cie­la­mi Mini­ster­stwa Pola­ków Zagra­ni­cą (MPZ) wykształ­co­ny­mi w pro­wa­dzo­nej przez to Mini­ster­stwo szko­le dyplo­ma­tów o zgod­nym z Kon­sty­tu­cją RP pro­fi­lu. Pod­sta­wo­we zało­że­nia ide­owe tego kształ­ce­nia będą zgod­ne z przy­ję­ty­mi zasa­da­mi umac­nia­nia nie­pod­le­gło­ści i suwe­ren­no­ści pań­stwa pol­skie­go poprzez roz­wi­ja­nie i pro­pa­go­wa­nie kul­tu­ry pol­skiej poza gra­ni­ca­mi Rzeczypospolitej.

        Pro­wa­dze­nie tej poli­ty­ki musi być zwią­za­ne z war­to­ścią, jaką jest Pol­ska, obec­na zarów­no w sil­nym pań­stwie, jak i dum­nym Naro­dzie. Podob­nie Pola­cy za gra­ni­cą muszą czuć więź z Ojczy­zną i wspar­cie pły­ną­ce z Kra­ju. Przede wszyst­kim – wspo­mnia­ni już wyżej — ci naj­słab­si, szcze­gól­nie rodzi­ny pol­skie marzą­ce o przy­jeź­dzie do Pol­ski. Jeśli uda się nam im pomóc, musi­my mieć tak­że ofer­tę dla tych, któ­rzy jako Pola­cy chcą pozo­stać poza gra­ni­ca­mi Rze­czy­po­spo­li­tej, i obie te decy­zje nale­ży usza­no­wać. Szcze­gól­ną bowiem tro­ską MPZ musi objąć sku­pi­ska pol­skie w pobli­żu gra­nic Rze­czy­po­spo­li­tej. Pola­cy na Bia­ło­ru­si, w Cze­chach, Litwie, Łotwie, Niem­czech, Rosji, Sło­wa­cji i Ukra­inie to prio­ry­tet dla wysił­ków każ­de­go poli­ty­ka pol­skie­go w utrzy­my­wa­niu ich wię­zi z Pol­ską oraz pol­ską kul­tu­rą i języ­kiem. Są to bar­dzo czę­sto oso­by, któ­rych przy­wią­za­nie do pol­sko­ści i reli­gii, patrio­tyzm i zaan­ga­żo­wa­nie na rzecz Ojczy­zny prze­trwa­ły naj­cięż­sze próby.

        I w tym widzę ogrom­ną rolę, jaką może Mini­ster­stwo Pola­ków Zagra­ni­cą odegrać.

Miro­sław Boru­ta Krakowski

* Autor jest dok­to­rem nauk huma­ni­stycz­nych w zakre­sie socjo­lo­gii, auto­rem kil­ku­dzie­się­ciu publi­ka­cji nauko­wych o Pola­kach w świe­cie. W latach 1984–1999 pra­co­wał w Insty­tu­cie Badań Polonijnych

Uni­wer­sy­te­tu Jagiellońskiego.

Nade­sła­ła: Maria Szpara.