Piszę ten felie­ton 31 sierp­nia, w przed­dzień rocz­ni­cy wybu­chu II woj­ny świa­to­wej. Roz­po­czę­ła się ona od tego, że nie­miec­kie lot­nic­two naru­szy­ło gra­ni­ce pol­skiej prze­strze­ni powietrz­nej, a woj­ska lądo­we – gra­ni­cę pań­stwa. Woj­sko pol­skie otwo­rzy­ło do nacie­ra­ją­cych ogień i cho­ciaż ten opór nie zapo­biegł klę­sce, to nikt nie może powie­dzieć, że ówcze­śni żoł­nie­rze przy­naj­mniej nie próbowali.

        Tym­cza­sem teraz uzbro­je­ni funk­cjo­na­riu­sze Stra­ży Gra­nicz­nej i żoł­nie­rze Woj­ska Pol­skie­go nawet nie pró­bu­ją zro­bić użyt­ku ze swo­jej bro­ni. Widocz­nie “im strze­lać zaka­za­no” — co nie jest spe­cjal­nie zaska­ku­ją­ce, sko­ro pan pre­zy­dent Komo­row­ski w chwi­li jakie­goś zaćmie­nia umy­sło­we­go pod­pi­sał usta­wę zno­szą­cą karę śmier­ci NAWET W CZASIE WOJNY!

        Znie­sie­nie kary śmier­ci ozna­cza, że żaden organ wła­dzy publicz­nej nie ma pra­wa wydać zarzą­dze­nia pozba­wie­nia życia czło­wie­ka, bez wzglę­du na to, co on robi. W tej sytu­acji  nie bar­dzo wia­do­mo, po co wypo­sa­ża­my woj­sko w kara­bi­ny, arma­ty, czoł­gi i w ogó­le – po co  nam woj­sko, sko­ro w tej sytu­acji praw­nej mogło­by ono nie­przy­ja­ciół naszych co naj­wy­żej chwy­tać – jak to mia­ło miej­sce w przy­pad­ku Wiel­ce Czci­god­ne­go, 33-let­nie­go posła Fran­cisz­ka Ster­czew­skie­go. Śmia­łym manew­rem zamie­rzał sfor­so­wać gra­ni­cę i połą­czyć się z egzo­tycz­ny­mi filu­ta­mi, co to przy­wiódł ich tam bia­ło­ru­ski pre­zy­dent Łuka­szen­ka, by zemścić się za zaba­wę naszych dygni­ta­rzy w mocar­stwo­wość z panią Swie­tła­ną Cichanouską.

Reklama

        Ten poseł Ster­czew­ski, absol­went “Aka­de­mii Arty­stycz­nej” w Pozna­niu, któ­rą podej­rze­wam, że jest jed­ną z licz­nych u nas wyż­szych szkół goto­wa­nia na gazie, zna­ny jest jako “akty­wi­sta miej­ski”, czy­li orga­ni­za­tor róż­nych zadym, któ­re pew­nie dys­kret­nie zle­ca mu pre­zy­dent Pozna­nia, pan Jaś­ko­wiak, mam nadzie­ję, że nie za darmo.

        Tedy cała Pol­ska mogła obser­wo­wać goni­twy fuk­cjo­na­riu­szy SG i woj­ska za panem Ster­czew­skim – bo oczy­wi­ście zadbał on prze­zor­nie o obec­ność kamer. Ale to jesz­cze nic, bo bra­wu­ro­wa akcja Wiel­ce Czci­god­ne­go posła Ster­czew­skie­go naj­wy­raź­niej była tyl­ko rodza­jem “roz­po­zna­nia wal­ką”. Sko­ro oka­za­ło się, że nikt nawet nie zawo­łał do nie­go: “stój, bo strze­lam!”, nie mówiąc już o otwar­ciu ognia, to nic dziw­ne­go, że wkrót­ce potem nad gra­ni­cę z Bia­ło­ru­sią przy­był pan Bar­tosz Kra­mek, z podej­rza­nej fun­da­cji “Otwar­ty Dia­log”, któ­re­go lęka­ją się nasi Umi­ło­wa­ni Przy­wód­cy, podob­nie jak jego mał­żon­ki, pani Lud­mi­ły Kozłow­skiej, podej­rze­wa­nej – jak­że by ina­czej? — że jest zakon­spi­ro­wa­ną agent­ką rosyj­skiej FSB.

        Pan Kra­mek, w oto­cze­niu akty­wi­stów, przy­by­łych tam w ramach “oby­wa­tel­skie­go nie­po­słu­szeń­stwa”, nie bez powo­dze­nia pró­bo­wał znisz­czyć płot z dru­tu ostrzo­we­go na pasie gra­nicz­nym, rów­nież przy uży­ciu samo­cho­du. Przy­by­li na miej­sce funk­cjo­na­riu­sze nie otwo­rzy­li ognia do osób demo­lu­ją­cych urzą­dze­nia gra­nicz­ne, tyl­ko zatrzy­ma­li “par­szy­wą trzy­nast­kę”. Mimo buń­czucz­nych  dekla­ra­cji pana mini­stra Kamiń­skie­go, któ­ry “sro­gie gło­si kary”, wszyst­ko pew­nie zakoń­czy się weso­łym obe­rkiem, bo jeśli nawet pan Kra­mek z całym towa­rzy­stwem jakimś cudem został­by zacią­gnię­ty przed nie­za­wi­sły sąd, to ten, w pod­sko­kach nie tyl­ko go unie­win­ni, a jeśli będzie zwią­za­ny z anty­rzą­do­wą par­tią poli­tycz­ną “Iniu­ria”, to nawet przy­zna wszyt­kim od pań­stwa odszko­do­wa­nie za “trau­mę” i w ogóle.

        W rezul­ta­cie gów­niar­stwo, w poczu­ciu cał­ko­wi­tej bez­kar­no­ści, wodzi całe pań­stwo za nos jak chce.

        Wpraw­dzie 31 sierp­nia rząd wystą­pił do pana pre­zy­den­ta Dudy o wpro­wa­dze­nie na obsza­rach przy­gra­nicz­nych w woje­wódz­twie pod­la­skim i lubel­skim sta­nu wyjąt­ko­we­go, ale oba­wiam się, że skoń­czy się na tym, iż roz­zu­chwa­lo­ne bez­kar­no­ścią gów­niar­stwo będzie urzą­dza­ło maso­we zady­my na gra­ni­cy obsza­ru przy­gra­nicz­ne­go i zno­wu straż­ni­cy tam posta­wie­ni będą się z nimi ganiali.

        Tym­cza­sem gdy­by pan Kra­mek, roz­cią­ga­ją­cy samo­cho­dem płot w pasie gra­nicz­nym został­by naj­pierw ostrze­żo­ny, a chwi­lę potem – zastrze­lo­ny, to inni by wie­dzie­li, że pew­nych rze­czy napraw­dę nie moż­na robić i pro­blem by zniknął.

        Tak wła­snie postę­po­wa­ła pani Mar­ga­ret That­cher. Kie­dy więź­nio­wie z IRA ogło­si­li gło­dów­kę, zabro­ni­ła funk­cjo­na­riu­szom wię­zien­nym przy­mu­so­we­go ich kar­mie­nia, w następ­stwie cze­go uczest­ni­cy gło­dów­ki poumie­ra­li. Żela­zna Dama, któ­ra była chy­ba ostat­nim przy­wód­cą poli­tycz­nym z praw­dzi­we­go zda­rze­nia uwa­ża­ła, że jeśli ktoś chce umrzeć z gło­du, to nikt nie powi­nien mu w tym prze­szka­dzać. Podob­nie, jak ktoś chce popeł­nić samo­bój­stwo w ten spo­sób, że  nie zatrzy­ma się na wezwa­nie uzbro­jo­ne­go straż­ni­ka gra­nicz­ne­go, to powin­no się zadość­uczy­nić jego pra­gnie­niu, zgod­nie z zasa­dą  volen­ti non fit iniu­ria, co się wykła­da, iż chcą­ce­mu nie dzie­je się krzywda.

        Tym­cza­sem rzą­dzą­ce Pol­ską eunu­chy boją się, co powie na to Nasza Zło­ta Pani, albo filut fran­cu­ski czy ame­ry­kań­ski — i w rezul­ta­cie prze­sta­ją pano­wać nad sytu­acją wytwo­rzo­ną przez wro­gów pań­stwa, potra­fią­cych mobi­li­zo­wać gów­niar­stwo. Tym­cza­sem za sana­cji żoł­nie­rze jesz­cze jed­nak strzelali.

        Inna spra­wa, że prze­dłu­ża­nie kry­zy­su na gra­ni­cy z Bia­ło­ru­sią leży w inte­re­sie rzą­du, a zwłasz­cza – Pra­wa i Spra­wie­dli­wo­ści. Kie­dy Naczel­nik Pań­stwa, niech­by nawet w tak mięk­ki spo­sób, demon­stru­je swo­ją sta­now­czość w strze­że­niu gra­nic przez egzo­tycz­ny­mi filu­ta­mi, to każ­dy nor­mal­ny czło­wiek to rozu­mie i popie­ra. W rezul­ta­cie noto­wa­nia PiS rosną, a obo­zu zdra­dy i zaprzań­stwa – spadają.

        Oka­za­ło się, że Donald Tusk też nie umie krę­cić biczy­ków z pia­sku, że ex nihi­lo nihil fit, co się wykła­da, że z nicze­go nic nie będzie tym bar­dziej, że o rząd dusz w obo­zie zdra­dy i zaprzań­stwa wal­czy z nim pre­zy­dent War­sza­wy Rafał Trza­skow­ski. Ostat­nio zor­ga­ni­zo­wał w Olszy­nie “Cam­pus Przy­szło­ści”, gdzie zapra­sza roz­ma­itych cuda­ków, co roz­sie­wa­ją swo­je per­ły wie­dzy. Wiel­ce Czci­god­ny poseł Nitras z czę­sto spo­ty­ka­ną wśród dur­niów szcze­ro­ścią oznaj­mił na przy­kład, że kato­li­cy już wkrót­ce znaj­dą się w mniej­szo­ści, a wte­dy trze­ba będzie, “za karę”, zacząć im “odpi­ło­wy­wać” róż­ne przy­wi­le­je. Trud­no o lep­szy przy­kład total­niac­twa; Wiel­ce Czci­god­ny napraw­dę uwa­ża, że jeśli jakaś gru­pa spo­łecz­na, na przy­kład kato­li­cy, znaj­dzie się w mniej­szo­ści, to jest to wystar­cza­ją­cy powód, żeby zacząć jej “odpi­ło­wy­wać” to i owo, czy­li – mówiąc wprost – prześladować.

        Naj­gor­sze są wpraw­dzie nie­pro­szo­ne rady, ale z lito­ści chciał­bym Wiel­ce Czci­god­ne­mu posło­wi Nitra­so­wi coś pora­dzić. A oto moja rada dla posła Nitra­sa: by sobie jak naj­szyb­ciej spi­ło­wał ku… — no mniej­sza z tym.

        Z kolei pan Tomasz Grodz­ki, mar­sza­łek Sena­tu, rzu­cił pomysł, by zmniej­szyć w Pol­sce licz­bę szpi­ta­li. Muszę powie­dzieć, że pan mar­sza­łek dobrze kom­bi­nu­je; im mniej będzie w Pol­sce szpi­ta­li, tym grub­sze koper­ty będą musie­li szy­ko­wać pacjen­ci. Nie ma co; pan mar­sza­łek Grodz­ki ma – jak to się za sana­cji mówi­ło w sfe­rach kupiec­kich — “kie­pe­łe”. War­to zwró­cić też uwa­gę na audy­to­rium tego olsz­tyń­skie­go saba­tu, nota bene zor­ga­ni­zo­wa­ne­go za pie­nią­dze nie­miec­kie­go rzą­du, któ­ry dla zmył­ki  posłu­gu­je się szyl­dem roz­ma­itych fun­da­cji, np. Fun­da­cji Ade­nau­era, któ­ra jest wpraw­dzie “nie­za­leż­na”, ale według wła­sne­go spra­woz­da­nia, oko­ło 95 pro­cent środ­ków, jaki­mi dys­po­nu­je, czer­pie z sub­wen­cji rzą­du nie­miec­kie­go. Żeby wyro­bić sobie pogląd na temat sta­nu umy­sło­we­go uczest­ni­ków tego zgro­ma­dze­nia, wystar­czy przy­to­czyć dys­ku­sję z Lesz­kiem Bal­ce­ro­wi­czem. Otóż powie­dział on, że jed­na z eks­per­tyz w spra­wie zmian kli­ma­tycz­nych poda­je w wąt­pli­wość pogląd, iż domi­nu­ja­cy wpływ na te zmia­ny wywie­ra dzia­łal­ność czło­wie­ka. Nawet nie to, że się z tą eks­per­ty­zą zgo­dził, a tyl­ko ją odno­to­wał – ale wła­śnie dla­te­go omal nie został przez mło­dzie­żo­we audy­to­rium zlin­czo­wa­ny. Gów­niar­stwo bowiem, za pan­ną Gre­tą Thun­berg WIE, że to przede wszyst­kim czło­wiek nisz­czy “pla­ne­tę” i żad­ne eks­per­ty­zy nie są mu tu potrzeb­ne. Dotych­czas uwa­ża­łem pana Rafa­ła Trza­skow­skie­go za zaro­zu­mia­łe­go bla­gie­ra, ale widzę, że na cze­le gów­niar­stwa może być groźny.

   Sta­ni­sław Michalkiewicz