W nie­daw­nym felie­to­nie pisa­łam o kró­lew­skich arra­sach z Wawe­lu, oraz roli jaką Kana­da ode­gra­ła prze­cho­wu­jąc te arra­sy i zabez­pie­cza­jąc je od wojen­nej kra­dzie­ży przez oku­pan­tów: albo Niem­ców, albo Rosjan. Klub Senio­ra Zło­ta Jesień dzia­ła­ją­cy przy Gmi­nie 1‑szej Związ­ku Naro­do­we­go Pol­skie­go w Kana­dzie dostał pozwo­le­nie od Muzeum na Wawe­lu na wir­tu­al­ną wizy­tę i obej­rze­nie arra­sów zebra­nych na Wawelu.

        Wie­lu z nas, mię­dzy inny­mi i ja, wie­dzę o tka­ni­nach zawie­sza­nych na ścia­nach zdo­by­wa­ło na lokal­nych tar­gach i jar­mar­kach w PRL‑u. Tam gobe­li­ny dostęp­ne na kie­sę zwy­kłych Pola­ków naj­czę­ściej przed­sta­wia­ły dziew­czyn­ki o małych stóp­kach w za cia­snych trze­wicz­kach i chłop­ców z za duży­mi głów­ka­mi. Dziew­czyn­ka huś­ta­ła się zwiew­nie na huś­taw­ce ogro­do­wej, a chłop­czyk pil­no­wał, żeby nie spa­dła. Moja sio­stra twier­dzi­ła, że ją popy­chał, wła­śnie żeby spa­dła i tym samy zro­bi­ła mu miej­sce na huś­taw­ce. Bar­dzo lubi­łam oglą­dać takie makat­ki. Nie­któ­re były praw­dzi­wie tka­ne, te tro­chę tań­sze malo­wa­ne, te naj­tań­sze mia­ły wydru­ko­wa­ny rysu­nek, któ­ry nale­ża­ło wyha­fto­wać kolo­ro­wy­mi nić­mi – jeśli się je dosta­ło. Te naj­tań­sze były zdo­bio­ne napi­sa­mi trud­ny­mi do odczy­ta­nia. Mama mi wyja­śni­ła, że to lite­ry gotyc­kie. Obok napi­sów zro­zu­mia­łych takich jak ‘świe­ża woda zdro­wia doda’, były też napi­sy zasta­na­wia­ją­ce. Naj­trud­niej­szy dla mnie do zro­zu­mie­nia był napis ‘Ja cię kocham, a ty śpisz’. Tak wła­ści­wie to do dzi­siaj nie wiem co to zna­czy? Te makat­ki z PRL‑u obra­zu­ją  jak roz­cho­dzą się obiek­ty kul­tu­ral­ne. Arra­sy, zdo­by­ły swój odpo­wied­nik po wie­lu wie­kach pod strze­chą w posta­ci takich maka­tek. Tak jak nasz wieszcz Adam Mic­kie­wicz, pra­gnął, aby jego księ­gi zawi­ta­ły kie­dyś pod strze­chy. To prze­ni­ka­nie jest pro­ce­sem i trwa dłu­gie lata, cza­sem poko­le­nia. Teść mojej przy­ja­ciół­ki z Pol­ski po uro­dze­niu pierw­szej wnucz­ki, powie­dział, że pierw­szy wca­le nie musi być chło­pak, z pod­tek­stem, że  jed­nak chło­pak musi być. Przy­kła­dy moż­na mnożyć.

        Z regu­ły wzo­ry idą z góry do dołu. Ale prze­cież upa­dek cesar­stwa rzym­skie­go dowo­dzi, że nie zawsze. Z bliż­szej histo­rii, komu­nizm znisz­czył nie tyl­ko struk­tu­rę pań­stwa, naro­du, rodzi­ny i orga­ni­za­cji spo­łecz­nej, oraz Kościo­ła, ale rów­nież miał zgub­ny wpływ na język. Obser­wu­je­my to do dzi­siaj. Nic dziw­ne­go, że hasło ‘wyp…dalać’, jest na ustach i slo­ga­nach neo-mark­si­stów, prze­bra­nych w ide­olo­gię zbu­do­wa­nia nowe­go spo­łe­czeń­stwa, od zmia­ny pod­sta­wo­wej – płci. Jest to celo­we zagu­bie­nie we współ­cze­snym cza­sie, gdzie wszy­scy bogo­wie mogą być rów­ni, tak jak i płeć do wybo­ru. Dosko­na­łym przy­kła­dem roz­prze­strze­nia­nia się wzo­rów jest moda. Ponoć począ­tek nowej mody jest w Kali­for­nii. Kie­dyś to był Lon­dyn, a jesz­cze wcze­śniej Paryż. Jed­nak nie wszyst­ko się roz­prze­strze­nia w jed­nym kie­run­ku. Zapew­ne widzie­li­ście w ostat­nim tra­gicz­nym dla Afga­ni­sta­nu cza­sie chu­s­ty i cha­ła­ty w Kabu­lu, ponow­ny powrót do burek dla kobiet.  A prze­cież cał­kiem nie­daw­no i nasze panie obo­wiąz­ko­wo przy­kry­wa­ły nie­wie­ście głowy.

        Chu­s­ta­mi na wsi jak wycho­dzi­ły z zagrody.

        A ład­ne chust­ki powin­ny być prze­ty­ka­ne zło­tą, albo i srebr­ną nit­ką. Popraw­na nie­dziel­na chu­s­ta powin­na być zawią­zy­wa­na pod bro­dą. Mój kuzyn mnie sztor­co­wał, bo dużą kwia­cia­stą chu­s­tę, taką jaką narzu­ca się na ramio­na, wią­za­łam ści­śle do tyły. Cio­cia moja nato­miast skar­ży­ła się mojej mat­ce, że jak tak sobie ści­śle zawią­żę tę chu­s­tę do tyłu, to widać, że jestem bar­dzo poma­lo­wa­na. A co mia­łam uda­wać, że natu­ral­nie sine ustecz­ka moje same się zapon­so­wi­ły? No może sok z bura­ka był­by do zaak­cep­to­wa­nia. Mówi­my o cza­sie, kie­dy panie z towa­rzy­stwa przy­wo­zi­ły kosme­ty­ki z zagra­ni­cy. No cóż, nam pospól­stwu zosta­wał krem nivea, albo krem śnieg tatrzań­ski z dro­ge­rii (bo tak się wte­dy skle­py kosme­tycz­ne nazy­wa­ły).  A tu pro­szę spo­pu­la­ry­zo­wa­ły nam się kosme­ty­ki, i nawet te naj­lep­sze są dostęp­ne w Pol­sce. Ale czy w Afga­ni­sta­nie? Sądząc po ubio­rach z tam­tych tere­nów, to jakieś 200 lat nas dzie­li? Co praw­da burek, zakry­wa­ją­cych całą twarz u nas nie noszo­no, ale moja bab­cia opo­wia­da­ła, że wypa­da­ło, żeby pan­na sta­ła w kącie i dłu­ba­ła dziu­rę w ścia­nie, nie śmiąc popa­trzeć na kawa­le­ra, któ­re­go przy­wiózł fur­man­ką swat. Więc wzo­ry roz­po­wszech­nia­ją się w okre­ślo­nych kie­run­kach. A wte­dy kie­dy ci inni je zaak­cep­tu­ją, to ci pierw­si już sto­su­ją coś nowe­go. Obec­nie to co naj­mod­niej­sze musi być cał­kiem natu­ral­ne. W Pol­sce było takie powie­dze­nie obra­zu­ją­ce natu­ral­ność – ‘jako żeś mie stwo­rzył, tako mnie mosz’. Czy­li nic do doda­nia, nic do upiększenia?

        Fascy­nu­ją­ca kwe­stia kie­run­ków  roz­prze­strze­nia­nia się i wędró­wek mody i upodo­bań nie doty­czy tyl­ko wyglą­du. Na przy­kład pie­niądz i ban­ko­wość roz­cho­dzi­ły się w podob­ny spo­sób. Kra­je z gospo­dar­ką opar­tą na han­dlu i pie­nią­dzu, z dobrze roz­wi­nię­tą ban­ko­wo­ścią zapew­nia­ły wyż­szy dobro­byt swo­im oby­wa­te­lom, niż te opar­te na natu­ral­nej wymia­nie lokal­nej bez pie­nią­dza. Krąg tych kra­jów, któ­re zaadop­to­wa­ły pie­niądz się posze­rzał, tym samym wska­zu­jąc kie­ru­nek postę­pu. Nie­daw­no opo­wia­da­ła mi zna­jo­ma, że po dosta­niu pasz­por­tu i wizy na wyjazd do Kana­dy nie mia­ła 25 tysię­cy zło­tych na bilet lot­ni­czy, i niko­go kto by jej te pie­nią­dze poży­czył – bo nikt nie miał. A w Pol­sce komu­ni­stycz­nej kre­dy­ty pry­wat­ne nie ist­nia­ły. W koń­cu zna­la­zła jakie­goś kre­zu­sa, któ­ry zgo­dził się jej poży­czyć. Wyje­cha­ła i solid­nie dług spła­ci­ła. Nie to co teraz, gdzie w obie stro­ny i z Kana­dy i z Pol­ski wie­lu nabie­rze tyle kre­dy­tów ile się tyl­ko da, i wyjeż­dża bez chę­ci powro­tu. To co z tego, że nie mogą przez dłu­gi czas wró­cić do kra­ju w któ­rym dług zacią­gnę­li? Za fri­ko dosta­li spo­rą sumę. Ach prze­pra­szam, nie za fri­ko, bo za ich dłu­gi to pła­cą wszy­scy inni – prze­cież nie biz­ne­sy kre­dy­to­we! Oczy­wi­ście roz­cho­dzą­ce się wzo­ry doty­czą nie tyl­ko mody i pie­nią­dza. Doty­czą one tak­że spo­so­bów orga­ni­za­cji spo­łecz­nej. I tak z nie­do­wia­rą prze­czy­ta­łam, że ory­gi­na­ły doku­men­tów pod­pi­sa­nych w stocz­ni w Gdań­sku 31 sierp­nia 1980 znik­nę­ły. Tak, ory­gi­na­ły poro­zu­mie­nia, któ­re pod­pi­sy­wał swój ze swo­im (o czym wte­dy nie wie­dzie­li­śmy), czy­li kapuś Bolek Wałę­sa z komu­ni­stycz­nym wice­pre­mie­rem Mie­czy­sła­wem Jagiel­skim. Były dwa takie ory­gi­na­ły, jeden dla stro­ny rzą­do­wej, jeden dla Soli­dar­no­ści. I co? Znik­nę­ły. Oba. Gdy­by nie trzeź­wość umy­słu Andrze­ja Gwiaz­dy i Anny Walen­ty­no­wicz (ś.p.), że poro­bio­no oko­ło 20 kopii, to nie wie­dzie­li­by­śmy dzi­siaj, co tak napraw­dę było w tej walą­cej z posad komu­nizm umo­wie. I takich wzo­rów orga­ni­za­cyj­nych też musi­my się uczyć. Podob­nie, jak w koń­cu musi­my się nauczyć, że pra­ca orga­ni­za­cyj­na to poważ­na spra­wa. A zbie­ra­nie doku­men­ta­cji musi odby­wać się pro­fe­sjo­nal­nie. Tego wolun­ta­riu­sze po godzi­nach pra­cy robić nie są w sta­nie, nawet jeśli wie­dzą jak. I tych zasad orga­ni­za­cyj­nych też się w koń­cu musi­my nauczyć. Podob­nie jak obro­ny dobre­go imie­nia Pol­ski i Pola­ka, cze­go bez stra­te­gii, zespo­łu pro­fe­sjo­na­li­stów, biu­ra i budże­tu nie da się porząd­nie zro­bić. Dobrze więc, że krok po kro­ku, pro­ces po pro­ce­sie, insty­tu­cja po insty­tu­cji dorów­nu­je­my tak, aby swo­je­go pil­no­wać i nie pozwo­lić innym nisz­czyć tego co nasze.

Ali­cja Farmus

Toron­to, 30 wrze­sień, 2021