Obec­na ostra „roz­gryw­ka” o cenę gazu na ryn­ku euro­pej­skim świad­czy o tym, że nowa zim­na woj­na sta­je się coraz bar­dziej gorąca.

        Przed dzi­siej­szą „grą” cena­mi gazu na ryn­ku euro­pej­skim, odby­ła się ostra „gra” o cenę ropy naf­to­wej na ryn­kach światowych.

        Dokład­nie pół­to­ra roku temu zaczę­ła się woj­na o świa­to­we ryn­ki zby­tu dla ropy naf­to­wej. A był to bar­dzo „dziw­ny” czas w naj­now­szej histo­rii. Trzy mie­sią­ce wcze­śniej zosta­ła zablo­ko­wa­na budo­wa dru­giej rury dla gazu z Rosji do Euro­py Zachod­niej, po dnie Bał­ty­ku. W Chi­nach wybu­chła pan­de­mia wiru­sa, nowo­jor­skie gieł­dy zano­to­wa­ły spad­ki nie­spo­ty­ka­ne od cza­su wiel­kiej depre­sji w latach trzy­dzie­stych, w mediach poja­wi­ły się infor­ma­cje o maso­wych zwol­nie­niach pra­cow­ni­ków, a wie­lu pra­cow­ni­ków roz­po­czę­ło zdal­ną pra­cę z domu.

reklama

        Dziw­nym tra­fem Ara­bia Sau­dyj­ska już wie­dzia­ła, że pan­de­mia wiru­sa w Chi­nach spo­wo­du­je spo­wol­nie­nie świa­to­wej gospo­dar­ki, nawet świa­to­wą rece­sję, co spo­wo­du­je zmniej­szo­ne zapo­trze­bo­wa­nia na ropę i spa­dek jej ceny. Na pil­nie zwo­ła­nym posie­dze­niu OPEC+ Sau­do­wie nama­wia­li Rosję do obni­że­nia ilo­ści wydo­by­wa­nej ropy, w celu usta­bi­li­zo­wa­nia jej ceny poprzez zmniej­sze­nie poda­ży. Rosja odmó­wi­ła, wska­zu­jąc, że obec­nie na ryn­ku są nie dwaj, ale trzej potęż­ni pro­du­cen­ci, i umo­wa powin­na była doty­czyć rów­nież Ame­ry­ka­nów. Sta­ny ofi­cjal­nie odmó­wi­ły udzia­łu w nego­cja­cjach. Uza­sad­ni­ły swo­ją decy­zję fak­tem, że jako w peł­ni kapi­ta­li­stycz­ne pań­stwo nie mają moż­li­wo­ści inge­ren­cji w dzia­łal­ność pry­wat­nych przedsiębiorstw.

        Z dnia na dzień, Ara­bia Sau­dyj­ska roz­po­czę­ła sprze­daż ropy naf­to­wej w cenie 20 dola­rów za barył­kę. Dzień wcze­śniej, jej cena na świa­to­wych gieł­dach waha­ła się w gra­ni­cach 70 – 75 dola­rów za baryłkę.

        Odpo­wiedź Rosjan była zagra­niem iście poke­ro­wym. Nikt się nie spo­dzie­wał dzia­ła­nia Ara­bii Sau­dyj­skiej, a tym bar­dziej takiej „odpo­wie­dzi” Rosji. Pomi­mo tego, że prak­tycz­nie „żyją” ze sprze­da­ży ropy, rów­nież obni­ży­li cenę swo­jej ropy do wiel­ko­ści 20 dola­rów za barył­kę. Był dzień, kie­dy cena ropy mia­ła war­tość ujem­ną, a przez kil­ka następ­nych dni cena była zbli­żo­na do 10 dola­rów za baryłkę.

        Ponie­waż wszy­scy pro­du­cen­ci ropy tra­ci­li, tak niska cena nie mogła utrzy­my­wać się dłu­go. Minął dokład­nie rok i cena ropy naf­to­wej wró­ci­ła do tej sprzed roku. Dane sta­ty­stycz­ne opu­bli­ko­wa­ne w Inter­ne­cie poka­zu­ją, że po roku trzej naj­więk­si pro­du­cen­ci, Ara­bia Sau­dyj­ska, Rosja i Sta­ny Zjed­no­czo­ne wydo­by­wa­li i sprze­da­wa­li prak­tycz­nie iden­tycz­ne ilo­ści ropy. Taka zbież­ność wiel­ko­ści nie mogła być przy­pad­ko­wa.  Od mar­ca 2021 roku, przez pewien czas cena ropy zno­wu utrzy­my­wa­ła się na pozio­mie 70 — 75 dola­rów za baryłkę.

        Kto zyskał, a kto stra­cił na ceno­wej woj­nie naf­to­wej? Jak poka­zu­ją wyni­ki gospo­dar­cze trzech gra­czy, wszy­scy stra­ci­li. Tłu­ma­cze­nia ceno­wych per­tur­ba­cji na naf­to­wych gieł­dach poda­żą, popy­tem czy nie­wi­dzial­ną ręką ryn­ku chy­ba moż­na wło­żyć mie­dzy bajki.

        Powsta­je pyta­nie o przy­szłe ceny surow­ców, zwłasz­cza energetycznych.

        Zacznij­my od tego, że od począt­ku 2021 roku Ame­ry­ka­nie dru­ku­ją dola­ry z nie­spo­ty­ka­ną dotąd szyb­ko­ścią. I wcze­śniej niż póź­niej część tych wydru­ko­wa­ne dola­rów zosta­nie prze­zna­czo­na na zakup zagra­nicz­nych towa­rów i surow­ców. W tym surow­ców ener­ge­tycz­nych, takich jak gaz, ropa i węgiel.

Unia ofi­cjal­nie nie dru­ku­je euro, ale chce zasto­so­wać podob­ny myk do ame­ry­kań­skie­go. Chce poży­czyć pie­nią­dze, któ­rych nie ma i roz­dać je pań­stwom unij­nym w posta­ci „fun­du­szy na odbu­do­wę gospo­da­rek po pan­de­mii”. Rów­nież w tym przy­pad­ku część „poży­czo­nych”, (czy­li wydru­ko­wa­nych euro) będzie uży­wa­na do kupo­wa­nia zagra­nicz­nych towa­rów i surow­ców energetycznych.

        Nie­ste­ty dla kupu­ją­cych, pro­du­cen­ci gazu, węgla i ropy nie są bez­gra­nicz­nie naiw­ni, żeby nie rozu­mieć, na czym myk pole­ga. Naj­bar­dziej praw­do­po­dob­ne jest to, że zacho­wa­ją się zgod­nie z powie­dze­niem kapi­ta­na Han­sa Klos­sa z kul­to­we­go seria­lu „Staw­ka więk­szej niż życie” — “Nie ze mną te nume­ry, Brun­ner”. Dzi­siaj szan­se na to, by moż­na będzie „przy­mu­sić” pro­du­cen­tów do sprze­da­ży surow­ców ener­ge­tycz­nych po sta­rej cenie, za nowo wydru­ko­wa­ne dola­ry i poży­czo­ne euro, jest pra­wie zero­wa. I pro­du­cen­ci będą pod­no­si­li ceny surowców.

        Według mojej oce­ny, dzień zablo­ko­wa­nia budo­wy NS2 przez pre­zy­den­ta Trum­pa był począt­kiem dru­giej zim­nej woj­ny. Twar­da gra Rosjan o ryn­ki zby­tu na ropę oraz jej cenę, były sygna­łem tego, że Rosja wró­ci­ła na pozy­cję jed­ne­go z roz­gry­wa­ją­cych na are­nie światowej.

        Obec­na ostra „roz­gryw­ka” o cenę gazu na ryn­ku euro­pej­skim świad­czy o tym, że nowa zim­na woj­na sta­je się coraz bar­dziej gorą­ca. Na doda­tek zaczy­na­ją napły­wać wia­do­mo­ści o trud­no­ściach, na jakie napo­ty­ka gospo­dar­ka chiń­ska z powo­du bra­ku surow­ców ener­ge­tycz­nych. Oba­wiam się, że to tyl­ko począ­tek per­tur­ba­cji, jakie nas czekają.

Miko­łaj Kisielewicz