Trwa­ją­ca od mar­ca 2020 roku glo­bal­na epi­de­mia koro­no­wi­ru­sa odsło­ni­ła dwie pod­sta­wo­we praw­dy o współ­cze­snym świe­cie poli­tycz­nym neo­li­be­ral­nych demo­kra­cji. Mier­no­ty poli­tycz­ne w roli przy­wód­ców państwowych.

Pierw­sza to kom­pro­mi­tu­ją­ca jakość elit poli­tycz­nych spra­wu­ją­cych wła­dzę wyko­naw­czą i usta­wo­daw­czą w więk­szo­ści neo­li­be­ral­nych państw — od USA i Kana­dy, przez Niem­cy i Fran­cję, aż po Pol­skę. Eli­ty wła­dzy poli­tycz­nej tych państw oka­za­ły się nie­zdol­ne do samo­dziel­nych ana­liz i decy­zji w obli­czu nie­spo­ty­ka­nej wcze­śniej we współ­cze­snej histo­rii świa­to­wej ska­li zacho­ro­wań na wiru­sa covid-19 oraz nie­zna­ne­go wcze­śniej prze­bie­gu cho­ro­by i nie­zna­nych spo­so­bach jej zwal­cza­nia. Ta nie­zdol­ność do kre­atyw­ne­go roz­po­zna­wa­nia i kre­atyw­nych decy­zji zaowo­co­wa­ła bez­myśl­no­ścią naśla­dow­nic­twa tego co robi więk­szość oraz pod­po­rząd­ko­wa­niu stra­te­gii prze­ciw­dzia­ła­nia cho­ro­bie inte­re­som wiel­kich świa­to­wych kon­cer­nów far­ma­ceu­tycz­nych z Pfi­ze­rem w roli głów­nej. To one w isto­cie okre­śla­ły i okre­śla­ją spo­so­by postę­po­wa­nia rzą­dów, czy­niąc ze zwal­cza­nia cho­ro­by koro­na­wi­ru­sa pod­sta­wo­we zada­nie publicz­nej służ­by zdro­wia i para­li­żu­jąc jej funk­cjo­no­wa­nie, aż po jej demo­lo­wa­nie, jak w przy­pad­ku Polski.

        A naj­bar­dziej kry­mi­nal­nym tego skut­kiem było zablo­ko­wa­nie poszu­ki­wa­nia i sto­so­wa­nia spo­so­bów lecze­nia tra­dy­cyj­ny­mi środ­ka­mi prze­ciw­wi­ru­so­wy­mi. Jak twier­dzi pol­ski lekarz dr Wło­dzi­mierz Bod­nar , któ­ry wyle­czył tra­dy­cyj­nym lekiem prze­ciw­wi­ru­so­wym aman­ta­dy­ny ponad 8 tys. swo­ich pacjen­tów, 80% zmar­łych na tę cho­ro­bę w Pol­sce moż­na było ura­to­wać. Nie zna­my wszak­że ilo­ści zmar­łych, gdyż licz­by poda­wa­ne przez pol­ski rząd są fał­szer­stwem, gdyż są to wszyst­kie oso­by zmar­łe, u któ­rych stwier­dzo­no obec­ność wiru­sa. Z sza­cun­ków wiru­so­lo­ga Jerze­go Milew­skie­go wyni­ka, że w 2020 fak­tycz­nie z powo­du koro­no­wi­ru­sa dzię­ki zapa­le­niu płuc zmar­ło kil­ka tysię­cy osób, a taką samą licz­bę nale­ży przy­jąć dla roku 2021. Praw­do­po­dob­nie licz­ba zgo­nów nie prze­kro­czy­ła 10 tys., czy­li przy sto­so­wa­niu kla­sycz­nych tera­pii prze­ciw­wi­ru­so­wych, ta licz­ba powin­na była praw­do­po­dob­nie nie prze­kro­czyć 2 tys. zmarłych.

        Tra­ge­dią nato­miast było to co wyda­rzy­ło się dzię­ki rzą­do­wej poli­ty­ce w pol­skim sys­te­mie opie­ki zdro­wot­nej. Zde­mo­lo­wa­no ten sys­tem dzię­ki jego pani­kar­skie­mu prze­sta­wie­niu na zwal­cza­nie zacho­ro­wań na koro­no­wi­ru­sa i zawie­sze­niu oraz cichej likwi­da­cji opie­ki medycz­nej dla pozo­sta­łych cho­rób, z cho­ro­ba­mi nowo­two­ro­wy­mi i kar­dio­lo­gicz­ny­mi na cze­le. Stwo­rzy­ło to zja­wi­sko dodat­ko­wej nad­umie­ral­no­ści na wszel­kie inne cho­ro­by poza koro­no­wi­ru­so­wym zapa­le­niem płuc. Jak się sza­cu­je na pod­sta­wie porów­nań ze zgo­na­mi z 2018 i 2019 roku, z tego tytu­łu w latach 2020–2021 zmar­ło w Pol­sce 140 tys. ludzi. Jest to maso­we zabój­stwo, za któ­re powin­ni w Pol­sce być pocią­gnię­ci do kar­nej odpo­wie­dzial­no­ści rzą­dzą­cy poli­ty­cy, na cze­le z pre­mie­rem i mini­stra­mi zdrowia.

Tota­li­ta­ryzm w neo­li­be­ral­nej prak­ty­ce politycznej

        Dru­gą praw­dą, któ­rą odsło­ni­ła glo­bal­na epi­de­mia koro­na­wi­ru­sa były i są auto­ry­tar­ne, aż po tota­li­tar­ne prak­ty­ki rzą­dów kra­jów neo­li­be­ral­nych demo­kra­cji w wal­ce tą epi­de­mią. I to rów­nież od USA i Kana­dy poczy­na­jąc, przez Fran­cję i Niem­cy, aż Pol­skę. Nad­zwy­czaj­na i nie­zna­na wcze­śniej sytu­acja świa­to­wej epi­de­mii sta­ła się uza­sad­nie­niem jaskra­we­go łama­nia pra­wa i pod­sta­wo­wych praw oby­wa­te­li. Wszyst­ko to odby­wa­ło i odby­wa się w ste­ro­wa­nej atmos­fe­rze pani­ki i stra­chu przed maso­wym zara­że­niem, maso­wą cho­ro­bą i maso­wą śmier­cią. Pań­stwo­we bez­pra­wie w skraj­nej for­mie to naka­zy zamy­ka­nia dzia­łal­no­ści gospo­dar­czej, ogra­ni­cza­nie wol­no­ści prze­miesz­cza­nia się i wol­no­ści zgro­ma­dzeń, aż po nakła­da­nie aresz­tu domo­we­go kwa­ran­tan­ny bez wyro­ku sądo­we­go. Było to i jest to jaskra­we łama­nie praw wyni­ka­ją­cych z zapi­sów konstytucyjnych.

        Szczy­to­wą for­mą tota­li­tar­nych prak­tyk państw neo­li­be­ral­nej demo­kra­cji stał się przy­mus szcze­pień prze­ciw­ko koro­no­wi­ru­so­wi, od poszcze­gól­nych zawo­dów poczy­na­jąc, a na całych popu­la­cjach doro­słej lud­no­ści koń­cząc. Jest to przy­mus zaszcze­pień eks­pe­ry­men­tal­ny­mi i nie­spraw­dzo­ny­mi co do dłu­go­trwa­łych skut­ków w bada­niach kli­nicz­nych pre­pa­ra­ta­mi prze­ciw­ko­ro­no­wi­ru­so­wy­mi. Jest to przy­mus pomi­mo wystę­po­wa­nia tak nie­po­żą­da­nych obja­wów, jak śmierć zaszcze­pio­nych na zakrze­pi­cę. Rzą­dy nazwa­ły te pre­pa­ra­ty celo­wo kłam­li­wie szcze­pion­ka­mi, choć nie chro­nią one ani przed zaka­że­niem, ani przed nosi­ciel­stwem, ani przed cho­ro­bą, ani przed śmier­cią. I to już nawet po trzy­krot­nym wsz­cze­pie­niu. Chro­nią co naj­wy­żej przed gwał­tow­nym prze­bie­giem cho­ro­by, jak twier­dzą rzą­do­wi eks­per­ci. Choć jakie to ma zna­cze­nie w obli­czu groź­by śmier­ci po zaszczepieniu.

        Tota­li­ta­ryzm tego przy­mu­su zaszcze­pień wyni­ka z trak­to­wa­nia oby­wa­te­li przez pań­stwo jako cał­ko­wi­cie ubez­wła­sno­wol­nio­ne przed­mio­ty spo­łecz­ne, wobec któ­rych samo pań­stwo wystę­pu­je w roli wła­ści­cie­la ich zdro­wia i życia. Oby­wa­te­le w spra­wach swo­je­go życia i śmier­ci nie mają tu nic do powie­dze­nia. Są ludz­ką masą wyko­nu­ją­cą decy­zje pań­stwa. To bowiem pań­stwo decy­du­je wyłącz­nie o ich bio­lo­gicz­ny losie, pro­wa­dząc w isto­cie bio­me­dycz­ny eks­pe­ry­ment na maso­wą ska­lę spo­łecz­ną. To jest kla­sycz­na prak­ty­ka tota­li­tar­na, jakiej doświad­cza­li w życiu codzien­nym oby­wa­te­le III Rze­szy Nie­miec­kiej i oby­wa­te­le Związ­ku Radziec­kie­go. O ich czło­wie­czym i oby­wa­tel­skim losie decy­do­wa­ło bowiem wyłącz­nie tota­li­tar­ne pań­stwo. Byli masą ludz­ką dla reali­za­cji celów państwa.

Przy­czy­ny tota­li­tar­nych prak­tyk politycznych

        Powsta­je więc zasad­ni­cze pyta­nie dla­cze­go w pań­stwach neo­li­be­ral­nej demo­kra­cji par­la­men­tar­nej, o demo­kra­tycz­nych kon­sty­tu­cjach i demo­kra­tycz­nych gwa­ran­cjach praw ludz­kich i oby­wa­tel­skich, poja­wi­ły się na maso­wą ska­lę tota­li­tar­ne prak­ty­ki poli­tycz­ne? Skąd u poli­ty­ków i w par­tiach poli­tycz­nych, dla któ­rych hasła i idee demo­kra­cji, pra­wo­rząd­no­ści i  praw oby­wa­tel­skich, były nie­mal reli­gią, zja­wi­ły się nagle i nie­spo­dzie­wa­nie tota­li­tar­ne prak­ty­ki poli­tycz­ne? Skąd się wzię­ło tota­li­tar­ne obli­cze neo­li­be­ral­nej demo­kra­cji — w USA i w Kana­dzie, we Fran­cji i w Niem­czech, i rów­nież w Pol­sce? A co waż­niej­sze, jak temu moż­na w prak­ty­ce poli­tycz­nej prze­ciw­dzia­łać i zapobiegać?

        Odpo­wiedź na to pyta­nie jest nie­zwy­kle trud­na i trze­ba tu zbio­ro­we­go wysił­ku inte­lek­tu­al­ne­go, aby dać istot­ną odpo­wiedź. A trze­ba ją zna­leźć, jeśli nie chce­my stać się na dłuż­szą metę ofia­ra­mi nowe­go tota­li­ta­ry­zmu, tym razem neo­li­be­ral­ne­go. I trze­ba jej zacząć szukać.

        W swej książ­ce “Pomię­dzy cen­trum a pery­fe­ria­mi na pro­gu XXI wie­ku” z 2013 roku sfor­mu­ło­wa­łem po raz pierw­szy pra­wi­dło­wość socjo­po­li­tycz­ną, któ­rą nazwa­łem pra­wem For­sy­tha. Nazwa­łem ją tak, gdyż Fre­de­rick For­syth jako pierw­szy zauwa­żył zwią­zek pomię­dzy bra­kiem bez­po­śred­niej zależ­no­ści poli­ty­ków od wybor­ców, a korup­cją poli­ty­ków, co było punk­tem wyj­ścia moich ana­liz. Dodam, iż ten brak bez­po­śred­niej zależ­no­ści w Pol­sce był i jest zasad­ni­czo wyni­kiem par­tyj­nej ordy­na­cji pro­por­cjo­nal­nej, w któ­rej posło­wie są bez­po­śred­nio zależ­ni od kie­row­nictw swych par­tii poli­tycz­nych, a nie od swo­ich wyborców.

        Pra­wo For­sy­tha mówi, iż brak w demo­kra­cji par­la­men­tar­nej bez­po­śred­niej zależ­no­ści posłów od wybor­ców, a w kon­se­kwen­cji sła­bość tej zależ­no­ści, aż po jej brak, samych poli­ty­ków i insty­tu­cji spra­wu­ją­cych wła­dzę w pań­stwie, od wybor­ców, oby­wa­te­li i całe­go spo­łe­czeń­stwa, two­rzy sytu­ację, któ­ra sprzy­ja powsta­wa­niu poczu­cia wyż­szo­ści spo­łecz­nej i poli­tycz­nej u poszcze­gól­nych osób i grup spra­wu­ją­cych wła­dzę.  Utrzy­my­wa­nie tego poczu­cia wyż­szo­ści skut­ku­je two­rze­niem postaw aro­gan­cji i poczu­cia bez­kar­no­ści wobec oto­cze­nia spo­łecz­ne­go, co jest potwier­dza­ne bra­kiem odpo­wie­dzial­no­ści za swe dzia­ła­nia. Sta­łe poczu­cie bez­kar­no­ści i aro­gan­cji pro­wa­dzi w kon­se­kwen­cji do sprzy­ja­niu korup­cji, bra­ku pra­wo­rząd­no­ści, nie­kom­pe­ten­cji i nie­sku­tecz­no­ści dzia­łań grup wła­dzy politycznej.

        Pra­wo For­sy­tha jest efek­tem socjo­lo­gicz­nej inter­na­li­za­cji, oso­bo­wo­ścio­we­go uwew­nętrz­nie­nia sytu­acji obiek­tyw­ne­go spra­wo­wa­nia wła­dzy poli­tycz­nej, w warun­kach bra­ku kon­tro­li i wpły­wu na jej posia­da­nie ze stro­ny wybor­ców w szcze­gól­no­ści, a oby­wa­te­li i spo­łe­czeń­stwa w ogó­le. Spra­wo­wa­nie wła­dzy to moż­li­wość zmu­sza­nia ludzi do zacho­wań zgod­nie z wolą wła­dzy, a nie­za­leż­nie od woli zmu­sza­nych. Poczu­cie wyż­szo­ści spo­łecz­nej i poli­tycz­nej u poli­ty­ków jest tu inter­su­biek­tyw­nym uwew­nętrz­nie­niem tej wła­śnie obiek­tyw­nej sytu­acji wyż­szo­ści oraz nad­rzęd­no­ści spra­wu­ją­cych wła­dzę, wobec niż­szo­ści i pod­le­gło­ści nie posia­da­ją­cych ani wła­dzy, ani moż­li­wo­ści jej kon­tro­li. Jest to wszak­że tyl­ko sta­ła ten­den­cja, któ­rej siła zale­ży od kon­tek­stu tak kul­tu­ro­we­go, jak i oso­bo­wo­ścio­we­go poli­ty­ków. Ina­czej to zadzia­ła u Józe­fa Pił­sud­skie­go, a ina­czej u Donal­da Tuska.

        Moje pra­wo For­sy­tha wystar­cza­ło do wyja­śnia­nia stan­dar­do­wych sytu­acji w zoli­gar­chi­zo­wa­nych demo­kra­cjach neo­li­be­ral­nych, z Pol­ską w roli czo­ło­wej. To pra­wo nie pozwa­la wszak­że na zro­zu­mie­nie tota­li­tar­nych prak­tyk państw neo­li­be­ral­nych demo­kra­cji okre­su świa­to­wej epi­de­mii koro­na­wi­ru­sa. Rzu­ca jed­nak pew­ne świa­tło na natu­rę spra­wo­wa­nia wła­dzy i jej konsekwencje.

Zagad­ka Stan­fordz­kie­go Eks­pe­ry­men­tu Więziennego

        Trze­ba zauwa­żyć nade wszyst­ko, iż sytu­acja glo­bal­nej epi­de­mii była i jest sytu­acją, któ­ra nigdy się jesz­cze we współ­cze­snym świe­cie nie wyda­rzy­ła. Poli­ty­cy i gru­py wła­dzy poli­tycz­nej musie­li się z nią zmie­rzyć przy bra­ku wzo­rów i stan­dar­dów jej roz­wią­zy­wa­nia. Ta cał­ko­wi­ta nad­zwy­czaj­ność i cał­ko­wi­ta nie­zna­ność sytu­acji glo­bal­nej epi­de­mii, stwo­rzy­ła moż­li­wość nie­sto­so­wa­nia się do już ist­nie­ją­cych mniej lub bar­dziej demo­kra­tycz­nych wzor­ców, stan­dar­dów i reguł rzą­dze­nia. Stwo­rzy­ła nie­okre­ślo­ność w roz­wią­zy­wa­niu nad­zwy­czaj­nej i nie­zna­nej sytu­acji epi­de­mii koronawirusa.

        Dla­cze­go jed­nak poli­ty­cy skłon­ni byli i są two­rzyć roz­wią­za­nia auto­ry­tar­ne i tota­li­tar­ne w sto­sun­ku do wła­snych obywateli?

        Myślę, że nauko­wa odpo­wiedź może leżeć w nigdy nie wyja­śnio­nej zagad­ce Stan­fordz­kie­go Eks­pe­ry­men­tu Wię­zien­ne­go — Stan­ford Pri­son Expe­ri­ment z 1971 roku. Głów­ny autor tego socjo­lo­gicz­ne­go eks­pe­ry­men­tu, Phi­lip Zim­bar­do, przy­znał wprost w jed­nym z wywia­dów pra­so­wych po pra­wie 40 latach od jego prze­pro­wa­dze­nia, iż jego auto­rzy nie rozu­mie­ją po dziś dzień co tam się stało.

        Eks­pe­ry­ment prze­pro­wa­dzo­ny w 1971 roku na Uni­wer­sy­te­cie Stand­ford w USA pole­gał na umiesz­cze­niu nor­mal­nych i prze­cięt­nych stu­den­tów w symu­lo­wa­nym wię­zie­niu i obser­wo­wa­niu za lustrem wenec­kim ich zacho­wa­nia. Wyse­lek­cjo­no­wa­ną gru­pę 24 stu­den­tów, naj­bar­dziej sta­bil­nych emo­cjo­nal­nie, podzie­lo­no na gru­pę “straż­ni­ków” wię­zien­nych i gru­pę “więź­niów”, w przy­sto­so­wa­nych do roli wię­zie­nia piw­ni­cach uni­wer­sy­tec­kich. Eks­pe­ry­ment miał trwać 2 tygo­dnie, a zada­niem “straż­ni­ków” było zacho­wa­nie porząd­ku nie­zbęd­ne­go do pra­wi­dło­we­go funk­cjo­no­wa­nia eks­pe­ry­men­tal­ne­go więzienia.

        To, co moim zda­niem było bar­dzo waż­ne, a może nawet klu­czo­we dla prze­bie­gu tego eks­pe­ry­men­tu, to fakt, iż “straż­ni­ków” celo­wo nie prze­szko­lo­no, a więc nie udzie­lo­no im żad­nych wska­zó­wek do ich zasad postę­po­wa­nia i pozo­sta­wio­no im peł­ną swo­bo­dę w zakre­sie ich roli, z wyjąt­kiem zaka­zu sto­so­wa­nia kar cie­le­snych w sto­sun­ku do “więź­niów”. Sami więc mogli swo­bod­nie dobie­rać spo­so­by utrzy­ma­nia pra­wi­dło­we­go funk­cjo­no­wa­nia więzienia.

        Już po 6 dniach eks­pe­ry­ment został prze­rwa­ny, ze wzglę­du na nara­sta­ją­cą bru­tal­ność “straż­ni­ków”, poni­ża­nie i upo­ka­rza­nie, aż po znę­ca­nie się nad “więź­nia­mi”. “Osta­tecz­nie — twier­dzi P. Zim­bar­do — zakoń­czy­łem stu­dium z dwóch powo­dów. Po pierw­sze, dzię­ki zapi­som z kamer widzie­li­śmy, że straż­ni­cy sta­ją się bar­dzo bru­tal­ni w nocy, kie­dy eks­pe­ry­men­tu nie obser­wo­wa­li bada­cze. Nuda dopro­wa­dzi­ła do wyjąt­ko­wo poni­ża­ją­cych prak­tyk, rów­nież o cha­rak­te­rze por­no­gra­ficz­nym. Po dru­gie, … mło­da pani dok­tor ze Stan­for­du, prze­pro­wa­dzi­ła z więź­nia­mi i straż­ni­ka­mi serię wywia­dów i zde­cy­do­wa­nie prze­ciw­sta­wi­ła się wypro­wa­dza­niu więź­niów do toa­le­ty sku­tych kaj­dan­ka­mi z tor­ba­mi na gło­wach i ręka­mi na ramio­nach współ­więź­niów. … sprze­ci­wi­ła się kon­ty­nu­owa­niu badań.”

        Dodam, iż choć ta gru­pa “straż­ni­ków”, któ­ra była bru­tal­na aż po sadyzm i sto­so­wa­ła prak­ty­ki poni­ża­nia i upo­ka­rza­nia “więź­niów”, sta­no­wi­ła tyl­ko 1/3 cało­ści, to ona narzu­ci­ła tota­li­tar­ne wzo­ry i stan­dar­dy funk­cjo­no­wa­nia “wię­zie­nia”. Jak twier­dził P. Zim­bar­do — “Straż­ni­cy zdo­by­li cał­ko­wi­tą kon­tro­lę nad wię­zie­niem i narzu­ci­li śle­pe posłu­szeń­stwo uwię­zio­nym”. “Więź­nio­wie” zosta­li cał­ko­wi­cie ubez­wła­sno­wol­nie­ni, aż po odczło­wie­cze­nie. “Pod koniec eks­pe­ry­men­tu — twier­dził P. Zim­bar­do- więź­nio­wie byli cał­ko­wi­cie zdez­in­te­gro­wa­ni, zarów­no jako gru­pa, jak i jako jed­nost­ki. Nie było żad­nej wspól­no­ty w gru­pie, a jedy­nie kil­ka odizo­lo­wa­nych jed­no­stek sta­ra­ją­cych się przetrwać…”.

        Nie­roz­wią­za­na po dziś dzień zagad­ka eks­pe­ry­men­tu stan­fordz­kie­go to przy­czy­ny dla któ­rych eks­pe­ry­men­tal­nie odgry­wa­ne role spo­łecz­ne prze­kształ­ci­ły rady­kal­nie toż­sa­mo­ści prze­cięt­nych ludzi, czy­niąc posia­da­ją­cych eks­pe­ry­men­tal­nie wła­dzę  bru­tal­ny­mi i okrut­ny­mi, a tych nie­po­sia­da­ją­cych odczło­wie­czo­ny­mi i bez­wol­ny­mi. “Po obser­wa­cji nasze­go eks­pe­ry­men­tu tyl­ko przez sześć dni — pisał P. Zim­bar­do — dowie­dzie­li­śmy się jak wię­zie­nie odczło­wie­cza ludzi, zmie­nia­jąc ich w przed­mio­ty i budu­jąc w nich poczu­cie bez­na­dziei. A jeśli idzie o straż­ni­ków, zda­li­śmy sobie spra­wę jak zwy­kli ludzie bez opo­rów zmie­ni­li się z dobre­go Dok­to­ra Jekyll’a w okrut­ne­go Miste­ra Hyde’a.”

Oso­bo­wo­ścio­wa inter­na­li­za­cja tota­li­za­cji wła­dzy nad ludźmi

        Sądzę, iż naj­głęb­szy sens tej zagad­ki nie tkwi w roli wię­zie­nia, z podzia­łem na więź­niów i straż­ni­ków. Nie tkwi nawet w insty­tu­cjach total­nych, jak szpi­ta­le czy zakła­dy psy­chia­trycz­ne, z podzia­łem na per­so­nel i pacjen­tów. Tkwi w rela­cji spo­łecz­nej wła­dzy. Ta eks­pe­ry­men­tal­na sytu­acja jest bowiem posia­da­niem wła­dzy cał­ko­wi­tej, wręcz total­nej, przez poszcze­gól­ne jed­nost­ki i ich gru­pę wła­dzy, któ­ra ma peł­ną swo­bo­dę w okre­śla­niu spo­so­bów postę­po­wa­nia z ludź­mi i gru­pą cał­ko­wi­cie ubez­wła­sno­wol­nio­ną i pod­le­głą. Ten eks­pe­ry­ment poka­zał, że pozo­sta­wie­nie peł­nej swo­bo­dy w prak­ty­ce spra­wo­wa­nia wła­dzy w sto­sun­ku do ludzi i gru­py cał­ko­wi­cie pozba­wio­nej moż­li­wo­ści wpły­wu na tę prak­ty­kę, two­rzy­ło tota­li­tar­ne sto­sun­ki mię­dzy posia­da­ją­cy­mi wła­dzę, a pod­le­gły­mi władzy.

        Ogra­ni­cze­nie wol­no­ści poszcze­gól­nych ludzi i całej gru­py w posta­ci eks­pe­ry­men­tal­ne­go wię­zie­nia, nie było jak sądzę przy­czy­ną tota­li­ta­ry­za­cji sto­sun­ków i inte­rak­cji, a tyl­ko przy­czy­ną ich zbru­ta­li­zo­wa­nia i okru­cień­stwa, aż po sadyzm.  Przy­czy­ną była peł­na swo­bo­da w okre­śla­niu spo­so­bu zapew­nia­nia funk­cjo­no­wa­nia wię­zie­nia, w warun­kach total­nej wła­dzy nad pozba­wio­ny­mi jakich­kol­wiek moż­li­wo­ści wpły­wu na nią jednostkami.

        To socjo­lo­gicz­na sytu­acja total­nej wła­dzy w rela­cji do pozba­wio­nych cał­ko­wi­cie wpły­wu na nią jed­no­stek i gru­py, zade­cy­do­wa­ła moim zda­niem o głę­bo­kich prze­mia­nach oso­bo­wo­ścio­wych wśród osób spra­wu­ją­cych tę wła­dzę. To ta sytu­acja cał­ko­wi­tej nad­rzęd­no­ści wła­snej woli oraz cał­ko­wi­te­go pod­po­rząd­ko­wa­nia i pod­le­gło­ści innych, zosta­ła oso­bo­wo­ścio­wo zin­ter­na­li­zo­wa­na, wywo­łu­jąc u czę­ści z nich bru­tal­ność, okru­cień­stwo i sadyzm w sto­sun­ku do pod­le­głych ich wła­dzy. Bru­tal­ność, okru­cień­stwo i sadyzm akcep­to­wa­ne, a przy­naj­mniej tole­ro­wa­ne przez pozo­sta­łych uczest­ni­ków takie­go spra­wo­wa­nia władzy.

 

Glo­bal­na epi­de­mia jako prze­słan­ka tota­li­za­cji władzy 

        Glo­bal­na epi­de­mia koro­na­wi­ru­sa stwo­rzy­ła ana­lo­gicz­ną sytu­ację, ponie­waż ist­nie­ją­ce gru­py wła­dzy poli­tycz­nej w pań­stwach neo­li­be­ral­nych demo­kra­cji uzy­ska­ły zna­czą­cą swo­bo­dę w two­rze­niu nowych spo­so­bów prze­ciw­dzia­ła­nia epi­de­mii. I fakt spra­wo­wa­nia wła­dzy przy bra­ku kon­tro­li i sła­bym wpły­wie na te spo­so­by wybor­ców, oby­wa­te­li i spo­łe­czeń­stwa, uru­cho­mił auto­ry­tar­ne i tota­li­tar­ne prak­ty­ki poli­tycz­ne u zna­czą­cej czę­ści poli­ty­ków i grup wła­dzy poli­tycz­nej w pań­stwach neo­li­be­ral­nej demo­kra­cji par­la­men­tar­nej. Ich naj­głęb­szą przy­czy­ną spo­łecz­ną jest moim zda­niem rów­nież oso­bo­wo­ścio­wa inter­na­li­za­cja przez spra­wu­ją­cych wła­dzę pań­stwo­wą sytu­acji zna­czą­co total­nej wła­dzy w okre­śla­niu spo­so­bów prze­ciw­dzia­ła­nia epi­de­mii. I ta wła­śnie inter­na­li­za­cja wywo­łu­je u znacz­nej ich czę­ści auto­kra­tycz­ne i tota­li­tar­ne dzia­ła­nia w sto­sun­ku do wła­snych obywateli.

        I co cie­ka­we ten auto­kra­tyzm i tota­li­ta­ryzm jest tym wyraź­niej­szy i ostrzej­szy z im bar­dziej lewi­co­wo-libe­ral­ny­mi poli­ty­ka­mi mamy do czy­nie­nia. W Pol­sce naj­bar­dziej zago­rza­ły­mi zwo­len­ni­ka­mi przy­mu­su szcze­pień jest post­ko­mu­ni­stycz­na lewi­ca i neo­li­be­ra­ło­wie z PO, “ludo­wcy” z PSL, a potem więk­szość PiS. Zde­cy­do­wa­ni prze­ciw­ni­cy tego tota­li­ta­ry­zmu to pra­wi­co­wi naro­dow­cy z Kon­fe­de­ra­cji i mniej­szo­ścio­wa frak­cja PiS. Praw­do­po­dob­nie ta zależ­ność nie jest przy­pad­ko­wa, acz szko­da cza­su i papie­ru aby ją analizować.

        Te auto­ry­tar­ne i tota­li­tar­ne prak­ty­ki poli­tycz­ne to sygnał alar­mo­wy, że obec­ne zasa­dy, pro­ce­du­ry i regu­ły neo­li­be­ral­nej demo­kra­cji nie two­rzą sil­nej kon­tro­li poli­tycz­nej nad gru­pa­mi wła­dzy w pań­stwie. Jest to sygnał, iż obec­na neo­li­be­ral­na demo­kra­cja gro­zi prze­kształ­ce­niem się w neo­li­be­ral­ny tota­li­ta­ryzm, rów­nież w każ­dej innej sytu­acji nowych glo­bal­nych zja­wisk i pro­ce­sów. I jest to powód dla któ­re­go nale­ży zacząć ana­li­zo­wać i zmie­niać te zasa­dy, pro­ce­du­ry i regu­ły, aby unie­moż­li­wić i obec­nie, i w przy­szło­ści poja­wie­nia się tota­li­tar­nych prak­tyk politycznych.

1.02.2022.

Woj­ciech Błasiak