Jak wyso­kie kosz­ty woj­ny zaak­cep­tu­je osta­tecz­nie nowy car Rosji? Ktoś wie dzi­siaj takie rze­czy? Jeśli, oczy­wi­ście, wywo­ła­ną przez sie­bie zawie­ru­chę nowy car przeżyje.

        Jeśli prze­ży­je, powia­dam, boć w tym zakre­sie nicze­go prze­są­dzić się nie da. Dla­te­go zapy­taj­my też bar­dziej prze­wrot­nie: a jakie kosz­ty dzia­ła­nia nowe­go cara Rosji, goto­wa jest zaak­cep­to­wać sama Rosja? Kto dziś wie­dzieć mógł­by takie rze­czy? Bo nie­któ­re rze­czy się wie, wia­do­mo, ale innych się nie wie – tak dzia­ła świat. Czy tam świat i czło­wiek. Czło­wie­ki. Jed­na­ko­woż co z nami, i co ze świa­tem, jeśli może­my wie­dzieć to i tam­to, lecz wie­dzieć tego, przy­naj­mniej tam­tym i tym, któ­rych nie­ste­ty więk­szość, wca­le się nie chce?

reklama

DO SOWIETÓW NIE STRZELAĆ

        Świat współ­cze­sny zmie­nia się znacz­nie szyb­ciej niż wrzą­tek roz­pusz­cza sól. Na przy­kład: sło­wa, w jakie bar­ba­rzyń­ca ubie­ra czy­nio­ne przez sie­bie bar­ba­rzyń­stwo, po utra­cie zna­czeń w prze­strze­ni publicz­nej funk­cjo­nu­ją wyłącz­nie jako celo­fan medial­ny, peł­niąc rolę opa­ko­wań na odcho­dy. Rzecz w tym, w tym sed­no i w tym nie­bez­pie­czeń­stwo, że od podob­nej kon­sta­ta­cji zaczy­na­ją się plą­sy z logi­ką. Wypie­ra­nie się zaczy­na. No bo jak to tak, że sło­wa nic nie zna­czą? Co ty w ogó­le do mnie roz­ma­wiasz?! A sło­wa, sły­sząc sprze­ciw, oglą­da­jąc wie­ce i mani­fe­sta­cje nie­zgo­dy, i tak swy­mi ścież­ka­mi włó­czą się po nie­bie i łaj­da­czą – uda­jąc, że zna­czą coś inne­go niż zna­czą (to ostat­nie, wyzna­ję, wzię­ło się u mnie z Leśmiana).

        Dobrze. Pew­nie prze­sa­dzam. Pew­nie nie­któ­re sło­wa zna­czą to, co zna­czą i nic ponad­to. Weź­my gazo­ciąg Nord Stre­am. Oba je weź­my. I weź­my do rąk sło­wa praw­dzi­we. Oto Rosja, uży­wa­jąc bez skru­pu­łów wymie­nio­nych wyżej gazru­rek, ze szcze­gól­nym okru­cień­stwem gwał­ci jed­ność euro­pej­ską, wdmu­chu­jąc gaz (i wle­wa­jąc ropę) w odwło­ki Irlan­dii, Por­tu­ga­lii, Hisz­pa­nii, Włoch, Gre­cji, Austrii oraz Węgier. Niem­ców i Fran­cu­zów też boli, tyl­ko mniej. Zaś opuch­nię­ta Euro­pa kwi­li, że co praw­da bez gazu ani rusz, ale jed­ność z Ukra­iną koniecz­nie. Że bez ropy mowy nie ma, za to z Ukra­iną ramię przy ramie­niu. Że węgiel z Rosji, ale Ukra­ina zwy­cię­ży, bo jak­że ina­czej. I tak dalej, i tak dalej. Dra­mat. Zastęp­ca rzecz­ni­ka pra­so­we­go Pra­wa i Spra­wie­dli­wo­ści, Fogiel Rado­sław, oświad­czył nie­daw­no, że pomoc pomo­cą, że poma­gaj­my i wpła­caj­my pie­nią­dze, i że amu­ni­cja, i że broń, i że ser­ca na dło­ni, tym nie­mniej: “Pol­skie woj­ska nie wej­dą na Ukra­inę i nie zaczną strze­lać do Rosjan”. Cie­ka­we, co zda­niem tego pana musia­ła­by zro­bić Rosja, żeby weszły i zaczę­ły? Sąsiad­kę pana rzecz­ni­ka posiąść siłą? Na reak­tyw­nym pan­ce­rzu czwar­tej gene­ra­cji “Mala­chit”, w jaki czołg T‑90M Rosja ubiera?

WYNGIEL WE WSI

        W roku ubie­głym Niem­cy “kupi­li” Krem­lo­wi bro­ni i amu­ni­cji za 23 miliar­dy euro (bo tyle zapła­ci­li za rosyj­ski gaz). Lecz bliż­sza koszu­la cia­łu: w tym samym cza­sie Pol­ska zapła­ci­ła Rosji za gaz i ropę 14 miliar­dów euro. Mało tego, już po wybu­chu woj­ny, Orlen nabył 700.000 bary­łek ropy “made in Rus­sia”. Ja wiem, że han­del ropą naf­to­wą, gazem ziem­nym i węglem kamien­nym regu­lu­je Komi­sja Euro­pej­ska, co rusz oświad­cza­jąc, że “Euro­py nie stać na embar­go ener­ge­tycz­ne”, ale moż­na to samo powie­dzieć ina­czej, nie zakła­mu­jąc rze­czy­wi­sto­ści: czy Euro­pę stać na to, żeby stać Euro­py nie było na uwi­kła­nie w inte­re­sy ze zbrodniarzem?

        Pro­szę posłu­chać Gabrie­la Macie­jew­skie­go: “Każ­dy, kto będzie nawo­ły­wał do pozo­sta­wie­nia Rosji w Euro­pie, znie­sie­nia sank­cji, powro­tu do “nor­mal­no­ści”, w imię tanie­go pali­wa na sta­cjach, tanie­go gazu czy cze­goś inne­go tanie­go, jest zdraj­cą”. I dalej: “Nie ma bowiem mowy o tym, żeby ustą­pić im w czym­kol­wiek. Jeśli już chce­cie ustę­po­wać, ustę­puj­cie przed siłą. Tam, cze­go dowio­dła woj­na, żad­nej siły nie ma. Jest syf, kiła i foto­mon­taż, i skry­to­bój­cze zbrod­nie, czy­li jak zwy­kle, a żoł­nie­rze idą do ata­ku pod lufa­mi cze­czeń­skich kara­bi­nów. Będzie­cie jed­nak po sto­kroć głu­pi litu­jąc się nad nimi, bo oni dla Was żad­nej lito­ści mieć nie będą”. Zaiste, dobrze powie­dzia­ne. Nie­któ­rzy widzą dalej, nie­któ­rzy świat postrze­ga­ją wyraź­niej, a Gabriel Macie­jew­ski widzi i dalej, i wyraź­niej. W każ­dym razie czasami.

“Niech świat coś dla nas zro­bi!” – bła­ga tym­cza­sem Ukra­ina. I świat rzu­ca się robić dla Ukra­iny. Coś. Senat USA prze­zna­cza 13 miliar­dów dola­rów dla państw wspie­ra­ją­cych Ukra­inę. Euro­pa ofe­ru­je 1,2 miliar­da euro dla Ukra­iny plus pół miliar­da na wspar­cie mili­tar­ne. Dru­gie pół miliar­da Komi­sja Euro­pej­ska prze­zna­cza na pomoc uchodź­com. Pięć­set milio­nów euro – tu pro­szę wyobra­zić sobie Ursu­lę von der Ley­en się­ga­ją­cą do wła­sne­go port­fe­la; czy nie wyglą­da jak nie­gdy­siej­szy wozak, co to infor­mo­wał świat cały, czy tam całą dziel­ni­cę, drąc się z kozła, że: “Wyn­giel przy­wieź­lim!”, na co koń cią­gną­cy zała­do­wa­ny wóz łbem potrzą­sał, mru­cząc do sie­bie: “Taaa, my przy­wieź­li…” – więc Komi­sja Euro­pej­ska ofe­ru­je 500 milio­nów euro dla milio­na uchodź­ców z Ukra­iny – oraz sto miliar­dów euro na pomoc, uwa­ga: Afryce.

USTA GENERAŁA

        Prze­pra­szam za nad­mier­ną być może bez­czel­ność, lecz i tak zapy­tam: a pamię­ta­my, ile Unia zapła­ci­ła Tur­cji za powstrzy­ma­nie stru­mie­nia uchodź­ców z Bli­skie­go Wscho­du przed paro­ma laty? Pamię­ta­my? A ska­lę widzi­my? Widzi­my, podob­nie jak widzi­my “war­to­ści euro­pej­skie po bruk­sel­sku”, niczym roz­go­to­wa­na bre­ja-euro­pe­ja wycie­ka­ją­ce z sze­ro­ko otwar­tych głów unij­nych biu­ro­kra­tów. Widzi­my i pamię­ta­my, i zapamiętamy.

Mimo to skup­my się na Ukra­inie – tu mamy po 500 euro na jed­ne­go uchodź­ca. Dziś. Za dwa, trzy tygo­dnie, gdy licz­ba uchodź­ców wzro­śnie dwu‑, trzy‑, bądź wie­lo­krot­nie, wyj­dzie po 250, po 125, i po jesz­cze mniej, moż­na powie­dzieć. Jak już Ukra­iń­cy za te pie­nią­dze powy­sy­pia­ją się, jak się ubio­rą, naje­dzą, popła­cą za wyna­jem miesz­kań, a dzie­ci powy­sy­ła­ją do przed­szko­li i szkół, jak już weków nago­tu­ją, sucha­rów nasu­szą, wyszcze­pią prze­ciw­ko wiru­som wsze­la­kim – pew­nie poja­dą wów­czas do pani prze­wod­ni­czą­cej Komi­sji, by zapy­tać Urszu­lę (Ursu­lo, Ursu­lo!), czy w dal­szym cią­gu, a jeśli tak, to ile milio­nów euro, dzien­nie, pła­ci Unia za rosyj­ską ropę, za rosyj­ski gaz i za rosyj­ski węgiel, i dla­cze­go poma­ga uchodź­com tak, żeby woj­na szko­dzi­ła ofia­rom, a nie katom?

        Co usły­szą w odpo­wie­dzi? Że woj­na woj­ną, kaci kata­mi, cier­pie­nie ofiar cier­pie­niem, lecz “unij­na cha­ta z kra­ja” ponie­waż wstrzy­ma­nie impor­tu surow­ców ener­ge­tycz­nych to było­by dla kil­ku państw unij­nych “samo­bój­stwo gospo­dar­cze”. Zna­czy: han­de­łe, han­de­łe, busi­nes as usu­aly, wsze­la­ko odpocz­nij­my chwil­kę, czy tam uspo­kój­my sytu­ację i pomyśl­my co dalej.

I myślą. I tyl­ko usta gene­ral­ne­go gene­ra­ła NATO, czy tam gene­ral­ne­go sekre­ta­rza, zda­ją się szep­tać, o co tak napraw­dę toczy się gra: “Cele Rosji nie są ogra­ni­czo­ne do Ukra­iny”. A dalej: “Rosja zażą­da­ła praw­nie wią­żą­cych umów doty­czą­cych rezy­gna­cji z dal­sze­go roz­sze­rza­nia NATO oraz wyco­fa­nia żoł­nie­rzy i infra­struk­tu­ry z tery­to­rium sojusz­ni­ków, któ­rzy przy­stą­pi­li do Soju­szu po 1997 roku” – rzekł był pan Stontelberg.

MIĘDZYMORZE WZNOŚCIE

        Wie­dzą więc. NATO wie. Zachód wie. I my wie­my. I co z tą wie­dzą czy­ni­my? Kto­kol­wiek z ludzi roz­sąd­nych pra­gnął­by w podob­nych oko­licz­no­ściach trosz­czyć się nadal o trwa­łość mał­żeń­stwa z Zacho­dem? Potom­stwo wspól­ne wycho­wy­wać? Daj­cie spo­kój. Wzno­ście Mię­dzy­mo­rze – oto recep­ta w sze­ściu led­wie sło­wach: “Rosja out, Ger­ma­ny down, Inter­ma­rium up”. Rzec moż­na: “Rise up and shi­ne, Mię­dzy­mo­rze”. W prze­ciw­nym razie Euro­pę ponow­nie zale­ją hor­dy barbarzyńców.

        Nota bene, kwe­stię jed­no­ści Zacho­du w obli­czu agre­sji Rosji na Ukra­inę daje się zamknąć w dwóch sło­wach: lęk i trwo­ga. Pod adre­sem takie­go wła­śnie Zacho­du zagrzmiał ostat­nio Gari Kaspa­row, nazy­wa­jąc agre­sję Rosji na Ukra­inę “rze­zią”. Oni (Zachód): “Muszą prze­stać ochra­niać swój tyłek i zacząć chro­nić ukra­iń­skich cywi­lów przed bom­ba­mi wypro­du­ko­wa­ny­mi przez Puti­na za zachod­nie pie­nią­dze. Dla­cze­go naj­więk­szy sojusz woj­sko­wy w histo­rii pozwa­la dyk­ta­to­ro­wi na roz­gry­wa­nie go i okre­śla­nie, co jest, a co nie jest dopusz­czal­ne wobec kata­stro­fy huma­ni­tar­nej? On maso­wo mor­du­je ludzi, a ma pra­wo weta? Nie. Znajdź­cie spo­sób na wal­kę z nim!” – powie­dział sza­chi­sta, doda­jąc, że jego zda­niem sytu­acja będzie się szyb­ko pogar­szać, ponie­waż brak reak­cji mili­tar­nej Zacho­du inspi­ru­je Puti­na do zacho­wań coraz bru­tal­niej­szych. To tak jak­by zapy­tać, do jakie­go okru­cień­stwa musi posu­nąć się Rosja, żeby Zachód w wal­kę z Rosją zaan­ga­żo­wał się poważ­nie i naprawdę?

Tym­cza­sem skle­py nad­wi­ślań­skie wyco­fu­ją towar kupio­ny w Rosji, Polki i Pola­cy nie ogra­ni­cza­ją się bowiem do ota­cza­nia opie­ką uchodź­ców łagod­no­ścią swych serc i zawar­to­ścią sze­ro­ko otwar­tych port­fe­li. Polki i Pola­cy nie kupu­ją rów­nież pro­duk­tów “made in Russia”.

Oczy­wi­ście wyjąw­szy rosyj­skie gaz, ropę i węgiel. Zresz­tą gaz gazem, ropa ropą, ale pre­mier Mora­wiec­ki węgla od Rosji też już nie chce. Tyl­ko Unia nie wie do koń­ca czy chce, żeby Pola­cy chcie­li, więc Pola­cy na wszel­ki wypa­dek bio­rą. I pła­cą. Nie­mniej pierw­sze trans­por­ty tanie­go węgla kamien­ne­go z Austra­lii, podob­no, już zakon­trak­to­wa­li­śmy. Ewen­tu­al­nie lada dzień zakon­trak­tu­je­my. Bra­wo my.

CHARYTATYWNI KONCERTOWO

        Pod­su­mo­wu­jąc: Zachód robi Rosji źle – ręko­ma Pola­ków. Pola­cy zaś robią dobrze Ukra­iń­com. Pomoc oka­zy­wa­ną uchodź­com (już ponad milion sześć­set tysię­cy) pomiń­my. Weź­my kon­cer­ty cha­ry­ta­tyw­ne. Przy czym “cha­ry­ta­tyw­ne” nie zna­czy, że ich orga­ni­za­cja nic nie kosz­tu­je. Zna­czy to tyle, że o hono­ra­riach arty­stów poroz­ma­wia­my sobie kie­dy indziej, gdyż to nie­ele­ganc­kie dowia­dy­wać się, komu i ile w sakiew­ki powpa­da­ło za cha­ry­ta­tyw­ność. Rodo­wicz Mary­la dla przy­kła­du, z roz­bra­ja­ją­cą szcze­ro­ścią powia­da: “Nie pyta­łam mene­dże­ra o pie­nią­dze. Nie wie­dzia­łam, czy gra­my za darmo”.

        Szczę­śli­wi nie liczą cza­su, to wia­do­mo powszech­nie, ale poję­cia nie mia­łem, że boga­ci nie liczą pie­nię­dzy. Gdy­bym był kra­sno­lud­kiem, dostał­by mi się Gap­cio. Czy tam inny Śpioszek.

Tak na mar­gi­ne­sie, Łep­kow­skiej Ilo­nie, sce­na­rzy­st­ce-arty­st­ce aż gło­wa pękła, czy tam ma pęc, czy tam pęk­nąć ma, może już pękła, nie spraw­dza­łem, albo­wiem – tak mówi sama – nie mie­ści się w niej, że kto­kol­wiek mógł­by wziąć pie­nią­dze za cha­ry­ta­tyw­ny występ. “To nie czas, by zara­biać na woj­nie i dra­ma­cie” – rze­cze. “Ilo­na jest wpo­rzo” – mówią na to mło­dzi, doda­jąc: “A Łep­kow­ska to już w ogóle”.

Ale co tam “kró­lo­wa pol­skich seria­li”. Oto Zgro­ma­dze­nie Naro­do­we wzię­ło i się zebra­ło. Świę­to­wać. 23 lata po wstą­pie­niu Pol­ski do NATO. Pre­zy­dent przy­po­mniał, jak istot­ne z per­spek­ty­wy bez­pie­czeń­stwa Pol­ski jest człon­ko­stwo Pol­ski w Soju­szu (okla­ski). Powie­dział też, że wal­czą­cym o nie­pod­le­głość Ukra­iń­com trze­ba poma­gać (zno­wu okla­ski). Pre­zy­dent Ukra­iny też prze­ma­wiał. Onli­ne. W duchu przy­jaź­ni (okla­ski, owa­cje na sto­ją­co). I nawet gene­rał gene­ral­ny NATO wystą­pił. Czy tam gene­ral­ny sekre­tarz. Rów­nież onli­ne. W tym wypad­ku bra­wa też były, choć bez­prze­sad­ne, rzekłbym.

NIEUMIERANIE ZA KIJÓW

        Co robi­cie, panie i pano­wie? Sło­wa robi­my, w zda­nia zamie­nia­my – czy­li Zgro­ma­dze­nie Naro­do­we i wodo­spa­dy świę­tych słów. Świet­nych, zna­czy. Zno­wu. Że NATO to, że NATO tam­to. Na to, że tak i że już, i że w ogó­le dobrze jest, a wkrót­ce nawet lepiej będzie. Czy tam, że lepiej nie mówić. Naj­wię­cej słów było o tym, że może­my czuć się bez­piecz­nie, ponie­waż NATO zapew­nia nam bez­pie­czeń­stwo. – To na pew­no fakt, czy raczej pusto­sło­wie, opi­nia nigdy nie prze­te­sto­wa­na w prak­ty­ce? – pytam. – Ty jesteś ruska onu­ca! – sły­szę w odpo­wie­dzi oskar­że­nie, przed któ­rym w cza­sach kom­pro­mi­ta­cji powszech­nej, sku­tecz­nie obro­nić się nie da.

Świat tur­la się więc dalej, wła­ści­wie stur­la się, w dół i w dół, i coraz prę­dzej, a ja przy­wo­łu­ję w myślach reto­rycz­ne pyta­nie: do cze­go pro­wa­dzi zapę­dza­nie bestii do rogu tech­ni­ką wkła­da­nia w jej noz­drza źdźbła tra­wy i ener­gicz­nym poru­sza­niem dło­nią? Pyta­nie reto­rycz­ne, powta­rzam, ale załóż­my, że ów zamiar powie­dzie się. Czy bestię zapę­dzo­ną do rogu łasko­ta­niem jej noz­drzy, czło­wiek roz­sąd­ny na pew­no powi­nien zaraz sztur­chać kijem? To gadzi­nę uspo­koi czy raczej rozjuszy?

Nie trze­ba odpo­wie­dzi, praw­da? Cze­mu w takim razie Pol­ska upar­ła się bestię draż­nić? Bo USA jest naszym przy­ja­cie­lem wiel­kim, a Pakt Pół­noc­no­atlan­tyc­ki obsta­lo­wał sobie (więc tak­że nam) arty­kuł pią­ty? Dobre pyta­nia. Bo że zwy­cię­żą war­to­ści, wie­rzy też nasz pan pre­zy­dent. Czy tam pre­zy­dent, nasz pan. Że zwy­cię­ży dobro, bo dobro musi zwy­cię­żyć, w to nasz pan pre­zy­dent wie­rzy nawet głę­bo­ko. Łez­ka w oku nor­mal­nie. Prze­pra­szam za ono­ma­to­pe­ję: chlip. Wstyd zapy­tać, czy ta wia­ra pana pre­zy­den­ta to z obo­wiąz­ku wyni­ka, czy z prze­ko­na­nia? Boć zasta­nów­my się: czy pre­zy­dent Andrzej Duda zgo­dził­by się umrzeć za Kijów? Teraz, dzi­siaj? Nie? Za Kijów nie? A za Warszawę?

A za co my dzi­siaj zgo­dzi­li­by­śmy się umrzeć? I co, jeśli nie­umie­ra­nie za Kijów dziś, jutro pocią­gnie za sobą koniecz­ność umie­ra­nia za Warszawę?

ZALEPIANIE OCZU

Pro­szę? Że śmierć to śmierć? Że umie­ra­nie to umie­ra­nie, nie­waż­ne za co, gdzie i jak? Nie­praw­da. Błąd poznaw­czy z kon­se­kwen­cja­mi odło­żo­ny­mi w cza­sie acz dra­ma­tycz­ny­mi wiel­ce – choć na ten temat poroz­ma­wia­my sobie przy innej oka­zji. Tu i teraz zapy­tam ina­czej: czy nie roz­sąd­niej było­by zain­we­sto­wać dziś w obro­nę Kijo­wa, by nie inwe­sto­wać w obro­nę War­sza­wy jutro? Albo: dziś czy kie­dy­kol­wiek, czy inwe­sty­cja w obro­nę Kijo­wa nie jest zara­zem inwe­sty­cją w obro­nę Warszawy?

“Pol­ska jest bez­piecz­na, ponie­waż bez­pie­czeń­stwo gwa­ran­tu­ją nam USA i NATO” – tak zwa­ni poli­ty­cy nad­wi­ślań­scy oraz nad­wi­ślań­skie media tłu­ką nam powyż­sze do uszu i zale­pia­ją oczy bez ustan­ku, a im czę­ściej zde­rzam się z tre­ścią tegoż prze­ka­zu oso­bi­ście, tym czę­ściej przy­po­mi­nam sobie sło­wa pre­zy­den­ta Dudy: “Jeśli Putin uży­je bro­ni maso­we­go raże­nia, przy­wód­cy państw NATO będą musie­li usiąść ze sobą i bar­dzo poważ­nie poroz­ma­wiać”. Kogoś dzi­wi, że w takich oko­licz­no­ściach tym czę­ściej na pla­nie mia­sta szu­kam alter­na­tyw­nych dróg wyjaz­du. W razie “gdy­by nie­ste­ty jak­by co”. Albo­wiem wiem na pew­no: jedy­nym spo­so­bem prze­ży­cia woj­ny w mie­ście jest opusz­cze­nie mia­sta. W porę. Na czas. Woj­na spóź­nial­skich nie tole­ru­je. Woj­na spóź­nial­skich zabi­ja. Naj­czę­ściej na śmierć. Popa­trz­cie na Char­ków. Na Mariu­pol. Na Kijów. Na Łuck. Na Stanisławów.

Czas na puen­tę. Oto ona: nie cho­dzi o cenę ben­zy­ny, ole­ju napę­do­we­go czy gazu LPG. Wca­le, a wca­le. Cho­dzi o sale­trę amo­no­wą. Przed rokiem kosz­to­wa­ła 1.300 zł za tonę, dziś tonę tego nawo­zu uda­je się kupić za 6.100 zł – i nawet za hory­zon­tem nie znaj­dzie­my niko­go kom­pe­tent­ne­go, kto zary­zy­ko­wał­by dobre imię, pró­bu­jąc prze­wi­dzieć cenę tony nawo­zu za tydzień. Za dwa tygo­dnie. Za mie­siąc. Ludzie zaś zwy­czaj­ni, ci z miast i mia­ste­czek, zaję­ci pomo­cą ser­decz­ną oka­zy­wa­ną naszym sio­strom i bra­ciom ze wscho­du, nie zda­ją sobie spra­wy, co na ryn­ku żyw­no­ści dzia­ło się będzie za rok. Tym mówię: poma­gaj­cie, pew­nie, ale nie porzu­caj­cie myśle­nia. Nie żyj­cie ilu­zo­rycz­nie, czy też ilu­zja­mi, ale bój­cie się i módl­cie moc­no o nadzie­ję. Żeby tym razem nie umar­ła pierwsza.

Jest albo­wiem dużo póź­niej niż sądzi­cie. Póź­niej niż mogli­by­ście sądzić. Niż kto­kol­wiek mógł­by przy­pusz­czać, że tak póź­no kie­dy­kol­wiek będzie. Niż sądzi­li­ście o czym­kol­wiek, tak już jest póź­no. I oby nie oka­za­ło się, że za póź­no jest już na cokolwiek.

Krzysz­tof Ligęza

Kon­takt z auto­rem: widnokregi@op.pl