Posta­wa papie­ża Fran­cisz­ka coraz bar­dziej roz­cza­ro­wu­je i zasmu­ca pana redak­to­ra Toma­sza Ter­li­kow­skie­go. Swe­mu roz­cza­ro­wa­niu i smut­ko­wi dawał on wyraz i wcze­śniej, ale w dniach ostat­nich (naj­wy­raź­niej nad­cho­dzą zapo­wia­da­ne “dni ostat­nie”) prze­lał się kie­lich goryczy.

        Kro­plą, któ­ra go prze­la­ła oka­zał się wywiad, jakie­go papież Fran­ci­szek udzie­lił wło­skie­mu dzien­ni­ko­wi “Cor­rie­re del­la Sera”, w któ­rym wyra­ził przy­pusz­cze­nie, że przy­czy­ną woj­ny Rosji z Ukra­iną mogło być “szcze­ka­nie NATO pod drzwia­mi Rosji”. Wyra­ził przy tym zamiar podró­ży do Moskwy, by spo­tkać się z  Puti­nem, któ­re­go Senat USA, a tak­że pre­zy­dent Biden uznał zaś “zbrod­nia­rza wojennego”.

        “Nie wiem, co jest gor­sze w tym wywia­dzie: naiw­ność, nie­zna­jo­mość świa­ta, czy szcze­rość” — komen­tu­je z gory­czą pan redak­tor Terlikowski.

Reklama

        Że papież Fran­ci­szek jest naiw­ny, to wia­do­mo. Naj­wy­raź­niej nie słu­cha głę­bo­kich ana­liz pani red. Edy­ty Lewan­dow­skiej, ani pana redak­to­ra Toma­sza Sakie­wi­cza, któ­re­go o co, jak o co – ale o naiw­ność na pew­no posą­dzić nie moż­na. Gdy­by słu­chał, to z pew­no­ścią ćwier­kał­by z cał­kiem inne­go klu­cza, tak, jak “wszy­scy” — a on tym­cza­sem – po swojemu.

        Że papież Fran­ci­szek nie zna świa­ta, to też rzecz pew­na, a w każ­dym  razie nie zna go tak dobrze, jak pan redak­tor Tomasz Ter­li­kow­ski. Redak­tor  bowiem wie, z któ­rej stro­ny świat, to zna­czy par­don – jaki tam zno­wu “świat”; nie żaden “świat” tyl­ko z któ­rej stro­ny chleb jest posma­ro­wa­ny, jako że z nie­jed­ne­go komi­na już wygar­ty­wał, a ostat­nio – u pana red. Sakie­wi­cza, któ­ry tę wie­dzę posiadł w stop­niu jesz­cze większym.

        Ale to jesz­cze nic w zesta­wie­niu z ostat­nim zarzu­tem, że wypo­wiedź papie­ża Fran­cisz­ka cecho­wa­ła “szcze­rość”. No rze­czy­wi­ście, tego już za wie­le; kto to widział, żeby czło­wiek, a zwłasz­cza papież mówił szcze­rze? Prze­cież każ­de dziec­ko wie, że szcze­rość, to pierw­szy sto­pień do pie­kła, zwłasz­cza w sytu­acji, gdy Nasz Pan z Waszyng­to­nu dał nam przy­ka­za­nie nowe, jak mamy myśleć i mówić.

        Co tu ukry­wać; dobrze to wszyst­ko nie wyglą­da i dla­te­go jesz­cze raz rzu­cam myśl, (a wy go łap­cie!), że następ­nym papie­żem powi­nien zostać pan redak­tor Tomasz Ter­li­kow­ski. Nie tyl­ko nie jest naiw­ny, ale w dodat­ku – zna świat – no i nigdy nie mówi szcze­rze, tyl­ko zawsze tak, jak trzeba.

        Co praw­da wypo­wiedź papie­ża Fran­cisz­ka sta­no­wi dobre pen­dant do dekla­ra­cji sekre­ta­rza obro­ny USA Lloy­da Austi­na, któ­ry pod­czas nie­daw­nej piel­grzym­ki do Kijo­wa ujaw­nił, że praw­dzi­wym celem tej woj­ny jest obez­wład­nie­nie Rosji – ale co wol­no woje­wo­dzie, to nie tobie smro­dzie — więc papież Fran­ci­szek za żad­ne skar­by nie powi­nien mówić szcze­rze, tyl­ko tak, jak pan red. Mich­nik – zgod­nie z mądro­ścią eta­pu. Nawia­sem mówiąc, podob­nie ćwier­ka rów­nież Kyry­ło Buda­now, szef ukra­iń­skiej razwied­ki. Woj­nę może zakoń­czyć – powia­da – tyl­ko roz­pad Fede­ra­cji Rosyj­skiej, albo przy­naj­mniej – zmia­na jej władz. A jaka zmia­na? No to chy­ba oczy­wi­ste – taka, jaką wyzna­czył­by Rosji Nasz Pan z Waszyngtonu.

        Czy jed­nak Ukra­ina nawet przy pomo­cy NATO, będzie w sta­nie dopro­wa­dzić do zakoń­cze­nia tej woj­ny, pro­wa­dzo­nej do ostat­nie­go Ukra­iń­ca? To nie jest takie pew­ne, więc chy­ba trze­ba będzie wcią­gnąć do tego inne pań­stwa. Któ­re? Odpo­wie­dzi na to pyta­nie dostar­cza prze­mó­wie­nie pana pre­zy­den­ta Andrze­ja Dudy, wygło­szo­ne z oka­zji rocz­ni­cy uchwa­le­nia Kon­sty­tu­cji 3 maja.

   W odróż­nie­niu od rocz­ni­co­wych obcho­dów z lat poprzed­nich, kie­dy to miej­scem uro­czy­sto­ści był Plac Pił­sud­skie­go w War­sza­wie, a cen­tral­nym punk­tem – Grób Nie­zna­ne­go Żoł­nie­rza —  tym razem wszyst­ko odby­ło się na Pla­cu Zam­ko­wym, gdzie zgro­ma­dzi­ła się garst­ka oby­wa­te­li, kom­pa­nia hono­ro­wa Woj­ska Pol­skie­go, orkie­stra, no i uczest­ni­cy w posta­ci pani kie­row­nicz­ki Sej­mu Elż­bie­ty Witek, pana Grodz­kie­go, pre­zy­du­ją­ce­go Sena­to­wi i pana pre­mie­ra Mora­wiec­kie­go, gene­ra­li­cji wszyst­kich for­ma­cji naszej nie­zwy­cię­żo­nej armii i dyplo­ma­tów, cho­ciaż chy­ba nie wszystkich.

        Na try­bu­nie nie zauwa­ży­łem też Naczel­ni­ka Pań­stwa, któ­ry mógł w ten spo­sób dać wyraz swe­mu nie­za­do­wo­le­niu z wkro­cze­nia pana pre­zy­den­ta Dudy na nie­ubła­ga­ną dro­gę eman­cy­pa­cji. Pan pre­zy­dent wygło­sił prze­mó­wie­nie, któ­re­go nie odczy­ty­wał z kart­ki, a w każ­dym razie – takie to spra­wia­ło wra­że­nie. Nawią­zał krót­ko do histo­rii, przy­po­mi­na­jąc mocar­stwo­wą pozy­cję Rze­czy­po­spo­li­tej, a potem prze­szedł do spraw aktu­al­nych, kom­ple­men­tu­jąc Pola­ków za otwar­cie swo­ich drzwi i swo­ich serc przed uchodź­ca­mi z Ukrainy.

        Naród pol­ski w ten spo­sób – zauwa­żył pan pre­zy­dent – wyzna­czył kie­ru­nek, w jakim powin­ni­śmy podą­żać. Ale nie tyl­ko naród pol­ski ten kie­ru­nek wyzna­czył. Dru­gim i w dodat­ku – jak zauwa­żył pan pre­zy­dent – pro­ro­czym pod­mio­tem wyzna­cza­ją­cym kie­ru­nek w jakim mamy podą­żać, jest ukra­iń­ski pre­zy­dent Woło­dy­mir Zełeń­ski. Miał on bowiem powie­dzieć, że wkrót­ce znik­nie gra­ni­ca mię­dzy Ukra­iną i Pol­ską, w czym pan pre­zy­dent Duda widzi zapo­wiedź odbu­do­wy mocar­stwo­wej Rzeczypospolitej.

        Ten poli­tycz­ny orga­nizm ma się skła­dać z Esto­nii, Łotwy, Litwy, Pol­ski i Ukra­iny. Pan pre­zy­dent nie wymie­nił Bia­ło­ru­si, być może dla­te­go, że zaba­wa w mocar­stwo­wość w przy­pad­ku Bia­ło­ru­si nie zakoń­czy­ła się dobrze; Alek­san­der Łuka­szen­ka wraz z całą Bia­ło­ru­sią został wepchnię­ty w obję­cia Puti­na, wsku­tek cze­go na gra­ni­cy bia­ło­ru­skiej mamy armię rosyj­ską, pani Swie­tła­na, któ­rą Nasz Pan z Waszyng­to­nu wyzna­czył Bia­ło­ru­si­nom na jasne­go ido­la, sior­bie cien­ką emi­granc­ką her­bat­kę, a pol­scy dzia­ła­cze na Bia­ło­ru­si zosta­li wyaresztowani.

        W przy­pad­ku Ukra­iny ma być ina­czej; jak prze­po­wie­dział pre­zy­dent Zełeń­ski, któ­ry być może wie już coś, cze­go my jesz­cze nie wie­my, gra­ni­ca mię­dzy Pol­ską, a Ukra­iną ma zniknąć.

        Podob­ny pro­gram przed­sta­wi­li uczest­ni­cy deba­ty pod­czas samo­rzą­do­wej kon­fe­ren­cji w Miko­łaj­kach 13 kwiet­nia, tyl­ko że oni przy­łą­cze­nie Pol­ski do Ukra­iny nazwa­li „unią”. Nie­waż­ne, jak się taki twór będzie nazy­wał – stwier­dził pan Cze­sław Bie­lec­ki – bo naj­waż­niej­sze, żeby „inte­gra­cja” nastą­pi­ła jak naj­szyb­ciej. Wyglą­da na to, że jeśli obez­wład­nia­nie Rosji na Ukra­inie się prze­cią­gnie, to Pol­ska może dostać roz­kaz włą­cze­nia się do woj­ny i wte­dy rze­czy­wi­ście będzie­my dzie­lić z Ukra­iń­ca­mi wspól­no­tę naszych losów z tą róż­ni­cą, że przed naszy­mi uchodź­ca­mi nikt może nie otwo­rzyć ani swo­ich domów, ani swo­ich serc, jak Pola­cy przed Ukra­iń­ca­mi – oczy­wi­ście w wyjąt­kiem tych roda­ków, a wła­ści­wie P.T. Roda­ków,  któ­rzy będą się ewa­ku­owa­li przez Zalesz­czy­ki, skąd, jak wia­do­mo, wszę­dzie jest blisko.

   W obli­czu tak poważ­nych poli­tycz­nych ini­cja­tyw pro­kla­mo­wa­ny został obo­wią­zek wzmo­żo­nej czuj­no­ści wobec ruskich agen­tów, któ­rym śmier­dzą onu­ce. Na począ­tek Agen­cja Bez­pie­czeń­stwa Wewnętrz­ne­go, któ­rej pan pre­zy­dent Duda wyra­ził – podob­nie jak innym for­ma­cjom bez­piecz­niac­kim – podzię­ko­wa­nie za odda­ną służ­bę, zamknę­ła por­ta­le „W Realu” i „W Realu 24” pro­wa­dzo­ne przez red. Mar­ci­na Rolę za „sze­rze­nie rosyj­skiej pro­pa­gan­dy”, o czym – jak­że by ina­czej! —  z satys­fak­cją poin­for­mo­wał kon­ku­ren­cyj­ny por­tal pana red. Toma­sza Sakie­wi­cza, zaj­mu­ją­cy się pro­pa­gan­dą ukraińską.

        Co praw­da, pan Rola twier­dzi, że praw­dzi­wym powo­dem było zain­te­re­so­wa­nie „afe­rą respi­ra­to­ro­wą”, ale – jak to w fil­mie „Ojciec Chrzest­ny” zro­bił Micha­el Cor­le­one – wszyst­kie „spra­wy rodzin­ne”, dzię­ki woj­nie, jaką NATO pro­wa­dzi na Ukra­inie w celu obez­wład­nie­nia Rosji, żeby Pan z Waszyng­to­nu tak się nie mar­twił, co też Rosja może zro­bić w momen­cie, gdy USA przy­stą­pią do osta­tecz­ne­go roz­wią­zy­wa­nia kwe­stii chiń­skiej, będzie moż­na zała­twić pod pre­tek­stem dema­sko­wa­nia ruskich agen­tów. Kie­dy wszy­scy zosta­ną już zde­ma­sko­wa­ni i zakne­blo­wa­ni, pro­gram prze­pro­wa­dze­nia „unii” ukra­iń­sko-pol­skiej nie napo­tka już żad­nej przeszkody.

Sta­ni­sław Michalkiewicz