Micha­lin­ka: Zło­to wiosny

        Co roku na jesie­ni zło­ci się nasz onta­ryj­ski kra­jo­braz. Tak pod koniec wrze­śnia łąki i pola Onta­rio są uzło­co­ne nawło­cią. Nawłoć to taka wie­lo­let­nia dzi­ko rosną­ca rośli­na. W Pol­sce też wystę­pu­je. Moja bab­cia kupo­wa­ła żół­te bicze do ogro­du, ze wzglę­du wła­śnie na ich jesien­no sta­ro­zło­ty urok, a tak­że na zimo­we posre­brza­ne kwia­to­sta­ny podob­ne do minia­tu­ro­wych posi­wia­łych star­ców ogro­do­wych. Widać wio­sna zawi­ta­ła u nas na dobre, bo ja tak o jesie­ni. Pew­nie też tak macie, że jak zima dłu­ga to tęsk­ni­my do wio­sny, a jak lata upal­ne, takie, że bez kli­ma­ty­za­to­ra wytrzy­mać się nie da, to za śnie­giem się czło­wiek stę­sk­ni. A wspo­mnie­nie jesien­ne­go zło­ta nawło­ci wywo­ła­ło u mnie wio­sen­ne zło­to żon­ki­li i for­sy­cji. Z regu­ły przed zim­ną Zoś­ką (15 maja), wysy­pu­ją się te jaskra­wo żół­te kwia­ty.  I choć są one nie­za­leż­ne, bo jed­ne cebul­ko­we (nar­cy­zy), a inne krza­ki (for­sy­cja), to są one zaczy­nem natu­ral­ne­go spo­ko­ju  i wia­ry, że wio­sna z nami zosta­nie. Co praw­da jesz­cze zim­ni ogrod­ni­cy przed nami (Pan­kra­cy, Boni­fa­cy i Ser­wa­cy), i odpo­wied­nik u nas świę­ta Kró­lo­wej Wik­to­rii (Vic­to­ria Day), ale pomi­mo groź­by takich przy­pad­ko­wych przy­mroz­ków, ogól­nie jeste­śmy do przo­du, i dłu­go­trwa­ła zima defi­ni­tyw­nie zosta­ła za nami. Oh, jaka ta zima jest dłu­ga w Onta­rio!  Moi zaprzy­jaź­nie­ni ogrod­ni­cy radzą mi nie wysa­dzać pomi­do­rów, aż do począt­ku czerw­ca, bo a nuż zda­rzy się przy­mro­zek. Ja oczy­wi­ście robię po swo­je­mu, bo ogród, a szcze­gól­nie ogród warzyw­ny, to dzie­ło sztu­ki, u każ­de­go ina­czej two­rzo­ne, i wysa­dzam pomi­dor­ki jak mi one same mówią, że już na nie czas. Z róż­nym skut­kiem.  Ale i tak, i tak pomi­do­ry z ogro­du mam, bo nawet jeśli mi je zabi­je póź­ny zło­śli­wy przy­mro­zek, to zdą­żę wysa­dzić nowe.

        A na dzień dzi­siej­szy, już po gło­śno obcho­dzo­nym w tym roku w Onta­rio pol­skim świę­cie majo­wym, cie­szę się zło­tem, któ­re poja­wi­ło się w moim dzi­kim ogro­dzie. Nie­daw­no dowie­dzia­łam się, że nar­cyz to nazwa ogól­na, a żon­ki­le są pod­gu­pą nar­cy­za. I jak się dowie­dzia­łam o tym, to zaczę­łam się bacz­niej przy­glą­dać moim nar­cy­zom. Nali­czy­łam ich aż czte­ry odmiany!

        I pomy­śleć, że gdy­bym nie zacie­ka­wi­ła się róż­ni­cą mię­dzy nar­cy­zem a żon­ki­lem, to nie wie­dzia­ła­bym, że aż tyle odmian nar­cy­zów mam w ogro­dzie. Skąd one się wzię­ły? Nie­któ­re cebul­ki kupi­łam, nie­któ­re dosta­łam, a inne?  Nie pamię­tam. Ale rosną, i nic sobie z tej mojej nie­pa­mię­ci nie robią cie­sząc co roku oko. Cebul­ki nar­cy­zów nie są trud­ne w upra­wie, nale­ży je jedy­nie odchwasz­czać, i nawozić.

        A co waż­ne w Toron­to, nie są przy­sma­kiem wie­wió­rek, tak jak tuli­pa­ny, czy hia­cyn­ty. Więc spo­koj­nie z roku na rok rado­śnie cie­szą moje życie. Podob­nie jak i tuli­pa­nom odpo­wia­da im nasz ostry kli­mat, bo pocho­dzą z takich ostrych mroź­nych tere­nów. Dodat­ko­wo kwit­ną zanim drze­wa liścia­ste roz­wi­ną swo­je koro­ny, więc kwit­ną pod drze­wa­mi. Jest to widocz­ne we wszyst­kich parkach.

        Jak dłu­go będzie­my cie­szyć się zło­tem nar­cy­zów i kwit­ną­cych krza­ków for­sy­cji? Tydzień, dwa? Ale już w kolej­ce cze­ka­ją pach­ną­ce kon­wa­lie i bzy. I kwit­ną­ce jabłonie.

        A z kwit­ną­cy­mi jabło­nia­mi świat nie jest taki zły!

MichalinkaToronto@gmail.com