15-go Sierp­nia. Uro­czy­stość Wnie­bo­wzię­cia Naj­święt­szej Maryi Pan­ny (Nastą­pi­ło oko­ło roku Pań­skie­go 56).

        Gdy się następ­nie Pan Jezus począł ludziom oznaj­miać i wsie i mia­sta obcho­dzić, Naj­święt­sza Mat­ka dro­gi skarb słów Jego w Ser­ce, jak w skarb­ni­cę kościel­ną przyjmowała.

        Patrza­ła też potem po Ostat­niej Wie­cze­rzy na poj­ma­nie Pana i Syna Swe­go, wcho­dzi­ła w dom Kaifa­szów, widzia­ła tam Męki Jego i zelży­wo­ści. Patrza­ła, jak był wodzo­ny od sędzie­go do sędzie­go. Sły­sza­ła nań krzy­ki i wrza­ski: Ukrzy­żuj — ukrzy­żuj! Widzia­ła, jak był biczo­wa­ny, koro­no­wa­ny, naśmia­ny, na śmierć ska­za­ny. Iża­li tyle ran na Ser­cu nie wzię­ła, ile ich Syn Jej brał na cie­le? Pew­nie Ją siła Boska trzy­ma­ła, bo bio­rąc po ludz­ku, dla nie­zno­śnej ser­ca bole­ści i od smut­ku po tysiąc­kroć umrzeć mogła.

        A jakiej gorz­ko­ści dozna­ła, gdy już na górze posta­wio­no krzyż i widzia­ła na nim sro­mot­nie i zelży­wie roz­pię­te­go Syna Swe­go! Patrza­ła na nagość Tego, któ­ry Nie­bo obło­ka­mi pokry­wa. Patrza­ła na one twar­de gwoź­dzie, na któ­rych zawie­szo­ne było cia­ło z Jej cia­ła i człon­ki z Jej człon­ków; iża­li nie Sama na drze­wie onem wisia­ła i przy­ku­ta była? Pły­nę­ła jako z czte­rech źró­deł krew z nóg i rąk Jego. Pły­nę­ły łzy jako z dwóch kry­nic z oczu Jej, a prze­cie w oczy Jego, któ­ry na Nią i na inne patrzał, pil­nie patrzeć chcia­ła. Sły­sza­ła naśmie­wi­ska i urą­ga­nia nie­przy­ja­ciół, któ­re jako ostre gwoź­dzie Jej ser­ce prze­bi­ja­ły. Sta­ła pod krzy­żem, moc­na w wie­rze, krzy­ków żad­nych i nie­przy­stoj­ne­go narze­ka­nia nie czy­niąc. Sły­sza­ła, iż Syn z łotrem roz­ma­wiał, pra­gnąc sło­wo Jego do Sie­bie usły­szeć, testa­men­tu Jego cze­ka­jąc. A owo Pan Jezus wej­rzaw­szy łaska­wie na miłą Mat­kę, użył spły­nio­nych krwią oczu i języ­ka uschłe­go z męki i z krwią wyla­nia, na posłu­gę Swej Mat­ki, i ucznio­wi naj­mil­sze­mu, Jano­wi, testa­men­tem w opie­kę Ją oddał.

        Żalu po umar­łym, jako też nabo­żeń­stwa i żało­ści sło­wa­mi wyra­zić nie może­my. Przy gro­bie sie­dzia­ła nie odcho­dząc; inni przy­cho­dzi­li i odcho­dzi­li, ale Ona cze­ka­ła pew­ne­go zmar­twych­wsta­nia Jego. Nie kto inny też dał Ewan­ge­li­stom wia­do­mość o trzę­sie­niu zie­mi, prze­stra­sze­niu stró­żów i o zstą­pie­niu Anio­łów, prze­to pier­wej, niże­li inni, i lepiej oglą­da­ła Syna Swe­go w chwa­le żywe­go. Czę­sto w onych czter­dzie­stu dniach po zmar­twych­wsta­niu widy­wa­ła Syna, Boga Swe­go, i roz­mo­wy Jego używała.

        Była rów­nież obec­ną przy Wnie­bo­wstą­pie­niu Jego, przy­czem oso­bli­wiej ani­że­li inni z ręki Swe­go Jed­no­ro­dzo­ne­go bło­go­sła­wień­stwo otrzymała.

        Po rozej­ściu się Apo­sto­łów po wszyst­kim świe­cie, pozo­sta­ła Naj­święt­sza Panien­ka w Jero­zo­li­mie w towa­rzy­stwie Apo­sto­łów, a mia­no­wi­cie Jana, ulu­bio­ne­go ucznia Chry­stu­so­we­go, któ­ry nad Nią objął opie­kę. Już za życia była Ona przed­mio­tem czci powszech­nej; ze wszech stron zbie­ra­ły się też w Jero­zo­li­mie nie­po­li­czo­ne tłu­my wier­nych, aby Ją widzieć i z ust Jej sły­szeć nauki tchną­ce mądrością.

        Mat­ka Boska (opo­wia­da­ją wia­ro­god­ni daw­ni pisa­rze) prze­ży­ła chwa­łę Boskie­go Syna czter­na­ście czy pięt­na­ście lat; potem nade­szła chwi­la, gdzie Jej wol­no się było z Nim połą­czyć. Nie umar­ła z cho­ro­by, lecz stra­wio­na żarem gorą­cej miło­ści Boga, któ­ra pło­nę­ła w Jej ser­cu, a skoń­czy­ła w tym samym domu i w tej samej kom­na­cie, w któ­rej usta­no­wio­no Prze­naj­święt­szy Sakra­ment Ołta­rza. Krót­ko przed Jej śmier­cią Duch Boży zgro­ma­dził wszyst­kich Apo­sto­łów prócz Toma­sza w Jero­zo­li­mie. Gdy Naj­święt­sza Dzie­wi­ca sko­na­ła (a krót­ko przed Jej śmier­cią sta­nął Bóg z świę­ty­mi Anio­ła­mi przy Jej łożu i oddał Jej duszę Micha­ło­wi Archa­nio­ło­wi), Apo­sto­ło­wie i wiel­ka ilość wier­nych z zapa­lo­ne­mi świe­ca­mi odpro­wa­dzi­li świę­te zwło­ki do gro­bu. Spusz­czo­no tedy cia­ło do nowe­go gro­bu w Get­se­ma­nie. Tam zaba­wi­li Apo­sto­ło­wie trzy dni, odma­wia­jąc modli­twy i śpie­wa­jąc Psal­my na Jej cześć. Wtó­ro­wał im śpiew Anio­łów, któ­ry roz­ko­szą napa­wał zdu­mio­nych słuchaczów.

        Trze­cie­go dnia przy­był naresz­cie i Tomasz Apo­stoł do Jero­zo­li­my i wyra­ził życze­nie oglą­da­nia jesz­cze raz świę­te­go obli­cza Bło­go­sła­wio­nej Dzie­wi­cy. Przy­chy­lo­no się do żąda­nia jego, ale gdy odwa­lo­no kamień, zwłok w gro­bie nie było lubo nikt z Apo­sto­łów od gro­bow­ca nie był odszedł. Stąd domy­śla­no się, że Anio­ło­wie cia­ło świę­te do Nie­ba unie­śli i że śpiew ich towa­rzy­szył Wnie­bo­wzię­ciu tej nie­zrów­na­nej Dzie­wi­cy, któ­ra, począw­szy bez zma­zy, nie mogła też uledz zepsu­ciu. Słusz­nie prze­to i spra­wie­dli­wie moż­na było zasto­so­wać do Niej sło­wa Dawi­da: „Powstań, Pani i idź na spo­czy­nek Ty, i arka świę­to­ści Two­jej.“ (Ps. 15, 10). Na pamiąt­kę tego wywyż­sze­nia Maryi obcho­dzi Kościół Boży corocz­nie dnia 15 sierp­nia świę­to „Wnie­bo­wzię­cia Mat­ki Boskiej. Jest to naj­star­sze świę­to usta­no­wio­ne na cześć Pan­ny świę­tej, a obcho­dzo­no je, jak mamy tego dowo­dy, w Rzy­mie i Kon­stan­ty­no­po­lu już w trzy­sta lat po naro­dze­niu Chry­stu­sa. W tym dniu świę­ci kapłan kwia­ty i zio­ła won­ne, skąd też nazy­wa­ją tę uro­czy­stość świę­tem Mat­ki Boskiej Zielnej.

        Kościół pro­si, aby pobło­go­sła­wić raczył pło­dy zie­mi, On, któ­ry w cudow­ny spo­sób roz­mno­żył na pusty­ni chleb i ryby; aby te pło­dy uczy­nił zba­wien­ny­mi dla ludzi i dla bydła, aby od nas odda­lił moc złe­go ducha, jaka może w nich być uta­jo­ną i aby nam pobło­go­sła­wił na cie­le i duszy.

        My dziś pod­nie­sio­ną nad wszyst­kie Che­ru­bi­ny, pod­wyż­szo­ną na tro­nie obok Syna naj­mil­sze­go nad wszyst­ko stwo­rze­nie ludz­kie i Aniel­skie, kościel­nem pie­niem weso­ło pozdra­wia­my: Wita­my Cię, Kró­lo­wo Nie­bie­ska, Mat­ko Miło­sier­dzia, któ­raś żywot nasz poro­dzi­ła. Do Cie­bie woła­my wygnań­cy, syno­wie nie­szczę­śli­wej Ewy, któ­ra nam ojczy­znę naszą Nie­bie­ską utra­ci­ła, woła­my do Cie­bie, dru­giej i szczę­śli­wej Ewy, Mat­ki praw­dzi­wej żyją­cych, któ­raś nam w Synu Swo­im wszyst­ko napra­wi­ła. Pośred­nicz­ko nasza, nie w odku­pie­niu, jak Syn Twój, ale w przy­czy­nie­niu do Nie­go, gdzieś Ty naj­bliż­sza Mu nad wszyst­ko stwo­rze­nie, obróć na nas oczy one miło­sier­ne, któ­re nigdy bez poli­to­wa­nia na nędzę ludz­ką patrzeć nie mogły, i daj nam kie­dyś widzieć bło­go­sła­wio­ny Owoc żywo­ta Two­je­go, Jezu­sa. O łaska­wa, o miło­sier­na, o prze­słod­ka Maryo Panno!

        Nauka moralna.

 Pismo świę­te uczy nas, że Syn Czło­wie­czy w chwa­le i całej oka­za­ło­ści wró­ci i wezwie wybra­nych do wzię­cia udzia­łu w Kró­le­stwie nie­bie­skiem temi sło­wy: „Chodź­cie bło­go­sła­wie­nie Ojca Mego; albo­wiem byłem głod­ny, a nasy­ci­li­ście Mnie; byłem spra­gnio­ny, a napo­ili­ście Mnie; byłem nagi, a przy­odzia­li­ście Mnie; byłem więź­niem, a odwie­dza­li­ście Mnie; coście z tego naj­lich­sze­mu z Mych bra­ci uczy­ni­li, to uczy­ni­li­ście Mnie.“ Jak­że więc ten, co to powie­dział, nie mógł zatę­sk­nić za bło­go­sła­wio­ną Mat­ką, któ­ra Mu dała życie, któ­ra Go przy­odzia­ła Swem cia­łem, któ­ra Go wykar­mi­ła Swą miło­ścią, Swą tro­ską i bole­ścią na zba­wie­nie świa­ta i chwa­łę Niebios?

        To wznio­słe i szczyt­ne Wnie­bo­wzię­cie już prze­wi­dział psal­mi­sta Pań­ski, prze­po­wia­da­jąc Zmar­twych­wsta­nie Chry­stu­sa i sto­su­jąc do tego, któ­ry śmierć poko­nał, nastę­pu­ją­ce sło­wa: „Powstań, Panie do odpocz­nie­nia Twe­go.“ (Ps. 131, 8). Arką tą może tyl­ko być Nie­po­ka­la­na Dzie­wi­ca świę­ta, któ­ra zawar­ła man­nę nie­bie­ską i tabli­ce praw Bożych, w oso­bie Syna Swe­go, gdy Go nosi­ła w prze­czy­stem łonie Swo­jem. Jeśli bowiem man­na i tabli­ce praw sta­no­wią prze­po­wied­nię Jezu­sa Chry­stu­sa, to arka być musi prze­po­wied­nią Maryi. Jak arka mia­ła być na mocy roz­ka­zu Boże­go spo­rzą­dzo­ną z drze­wa nie pod­le­ga­ją­ce­go zepsu­ciu, tak i cia­ło Maryi nie mogło uledz zepsu­ciu. Dla­te­go też Dzie­wi­ca świę­ta wyję­ta z pod tego powszech­ne­go pra­wa, Wnie­bo­wzię­tą zosta­ła, a to Wnie­bo­wzię­cie sta­no­wi nie­ja­ko uzu­peł­nie­nie Wnie­bo­wstą­pie­nia Jej Boskie­go Syna.

 

Modli­twa.

        Słu­gom Two­im, Panie, winy wszyst­kie miło­ści­wie odpuść, a gdy z czy­nów naszych podo­bać się Tobie nie może­my, niech Mat­ka Syna Two­je­go, Pana nasze­go wsta­wie­niem się za nami zba­wie­nie nam upro­si. Przez Pana nasze­go Jezu­sa Chry­stu­sa, któ­ry kró­lu­je w Nie­bie i na zie­mi, po wszyst­kie wie­ki wie­ków. Amen.

za Żywo­ty Świętych

pod redak­cją Pio­tra Skargi