Wiadomo, że ostatnio, od napaści Federacji Rosyjskiej na Ukrainę 24 lutego bieżącego roku, słowo Ukraina nie schodzi z porządku dziennego. Bo tak: i wiadomości, obojętnie w jakim by nie były języku, i słowo pisane (drukowane także), i rozmowy z bliskimi (nawet z nierozmownymi sąsiadami) wszystko oscyluje wokół Ukrainy.

        Do niedawna nie było problemu, bo wszyscy bez wyjątku mówili ‘na Ukrainie’ i ‘na Ukrainę’.  Pamiętam jak lata temu próbowałam wytłumaczyć zawiłości języka polskiego moim dzieciom na przykładzie Ukrainy, bo mówiliśmy ‘na Mazowszu’, ‘na Węgrzech’,  ‘na Ukrainie’, ale już ‘w Wielkopolsce’, ‘w Czechach’, czy ‘w Rosji’.

        Zamiast kombinować z regułami, a potem wyjątkami od tych reguł, odniosłam się do języka angielskiego, który jest naszpikowany wyjątkami od reguł, a i tak jak my z polskimi liczebnikami, tak i angielskojęzyczni Kanadyjczycy nie mają kłopotów ze swoim językiem. Słynna różnica siedzenia ‘on a chair’, i  ‘in a chair’, i powstania  ‘off a chair’, wszystko to po pokomplikowaniu z użyciem zaimka określonego ‘the’ jest dla nas trudne do zrozumienia.

        A pomimo to, z czasem, i bez zastanowienia potrafimy poprawnie zastosować te wzory, łącznie z wyjątkami. Jeden z moich nauczycieli angielskiego próbował zrozumieć dlaczego mam takie problemy z zaimkami ‘a’ i ‘the’. Wytłumaczyłam mu, że język polski jest oparty na łacinie (średniowiecznej i kościelnej versus pochodzącej z Ameryki Łacińskiej – Latin America grupy języków romańskich), z dodatkowo z bardzo skomplikowaną gramatyką, bardziej niż francuską gramatyką.

        – Nic nie może być bardziej skomplikowanego niż gramatyka francuska – zaśmiał się.

        – A może, nie tylko język polski, ale wiele języków azjatyckich, np. wietnamski, który jest dla nas nie do nauczenia.

        Więc  nie ma rady, trzeba się tego po prostu nauczyć – po prostu wkuć na pamięć, żeby potem tymi poprawnymi konstruktami gramatycznym się bez zastanowienia posługiwać.

        A to, że język jest dynamiczny to wszyscy wiemy. Jeszcze całkiem niedawno, słownictwo komputerowe w naszym języku było bardzo ograniczone, a słownictwa internetowego nie było wcale. I to we wszystkich ‘naszych’ językach.

        Więc do niedawna mówiło się ‘na Ukrainie’. Ostatnio zaczęto używać określenia ‘w Ukrainie’ i ‘do Ukrainy’. I tak i tak, wszyscy rozumieją o co chodzi, czyli funkcja komunikacyjna języka została zachowana, ale… Puryści językowi zżymają się, że to nie poprawnie.  Puryści językowi szczególnie mnie upatrzyli sobie za cel poprawiania. A ja już tak machinalnie, bez zastanowienia mówię, albo tak, albo tak, używając obu określeń. A tych jakby coś nawiedziło.

        – Na Ukrainie, na Ukrainę, na Ukrainie – wrzeszczą na mnie, jak powiem ‘w Ukrainie’, albo ‘do Ukrainy’.

        I chyba tylko dlatego, że wiedzą, że dużo piszę, to chcą mnie pouczyć? Dodatkowo  tymi najczęściej poprawiającymi mnie to są panowie. Chcą zaprezentować się z wyższej strony. Dziadersy jedne.  Ale tych dziadersów wezmę na tapetę wkrótce. I ich i babersy. Na razie jednak Rada Języka Polskiego zaleca używania zwrotu ‘w Ukrainie’ i ‘do Ukrainy’, dla podkreślenia ukraińskiej państwowości. Nawet nie wiedziałam, że taka reguła w języku polskim istnieje. No bo skąd ‘w Wielkopolsce’?

        Może o Gniezno i początki państwa polskiego chodzi, i tak już zostało?  A tak na marginesie, to ciekawa jest ta instytucja Rada Języka Polskiego, powstała w roku 1996 przy Polskiej Akademii Nauk (PAN).  Jest to instytucja opiniodawcza i doradcza w sprawie używania języka polskiego. Jednym z plusów istnienia takiej rady jest odwołanie się do autorytetu, pomoc w używaniu poprawnego języka, oraz ustanowienie języka polskiego językiem oficjalnym w państwie polskim.

        Tak na marginesie to Kodeks Napoleona napisany dla nas w Dreźnie w roku 1807 po francusku stanowił, że językiem urzędowym w nowo utworzonym Księstwie Warszawskim (padło wraz z Napoleonem) i na mocy Kongresu Wiedeńskiego (1816) zostało zastąpione Królestwem Polskim  na czele którego stał namiestnik cara rosyjskiego jest język polski.

        Natomiast w samej Francji, podobne rada działała już od 16 wieku, i to już wtedy określono, że językiem urzędowym Franków jest język francuski.

I tu ciekawostka dotycząca nas Kanadyjczyków, a specyficznie francuskojęzycznej prowincji Quebec.  Otóż, Naczelna Rada Języka Francuskiego (takie ciało istnieje we Francji od kilku wieków) wyznacza i nadzoruje w kilku krajach francuskojęzycznych organy odpowiedzialne za doradztwo swoim rządom w kwestiach związanych z używaniem języka francuskiego zgodnie z Kartą języka francuskiego.  Taki organ istnieje w Quebecu. Może dobrze byłoby aby także Rada Języka Polskiego miała swoich przedstawicieli w środowiskach polonijnych, np. przy ambasadach.

        Wracając jednak do Ukrainy, nic mi nie zrobicie, jakiego określenia użyję, bo i ‘w Ukrainie’, jak i ‘na Ukrainie’ jest czytelne komunikacyjnie, a o to przecież w języku chodzi. I to fakt, że ‘w Ukrainie’ kładzie wagę na zmieniającą się organizację państwa ukraińskiego.  A dinozaury językowe, wpadające w zwykły amok, bo coś jest nie tak jak było, coś się zmienia i dynamiczny język modyfikuje się zgodnie z potrzebą opisania rzeczywistości powinni wyluzować i odpuścić. Czas zweryfikuje, która forma się przyjmie. Założę się, że będzie to ‘w Ukrainie’.  I nic mi nie zrobicie, że takiego określenia używam, bo nawet Rada Języka Polskiego zaleca taką modyfikację.

Alicja Farmus Toronto, 14 sierpnia, 2022