W Sejmie znajdą się 4 partie: PiS, PO, Konfederacja i Lewica. Wolałbym tylko 3 pierwsze, ale chciejstwo chciejstwem, a uczciwość uczciwością. Tak wynika z sondażu, który przeprowadziłem z własną intuicją. Rząd utworzy PiS i Lewica

        Prawie codziennie pokazuje się nam jakiś sondaż, z kompletnie odmiennymi wynikami. Dlatego  postanowiłem przeprowadzić wewnętrzny sondaż z własną intuicją.

        Wyszło mi, że w kolejnym Sejmie znajdą się cztery partie polityczne: PiS, PO, Konfederacja i Lewica. Wolałbym oczywiście tylko trzy: PiS, PO i Konfederację, ale chciejstwo chciejstwem, a uczciwość uczciwością. No chyba, że uda mi się namówić Lewicę, by ponownie wystartowała jako koalicja. Wtedy będą tylko trzy, bo koalicja partii lewicowych nie przekroczy 8% i z mocy prawa nie wejdzie do parlamentu.

PONIŻEJ KONTYNUACJA TEKSTU

        Języczkiem u wagi byłaby wtedy Konfederacja. Jako jedyna posiadałaby zdolność koalicyjną, jak to się pięknie nazywa, tak z Prawem i Sprawiedliwością, jak i z PO (oby nie).

        Dla PiS, wymuszona koalicja z wolnościowymi narodowcami i konserwatywnymi liberałami z Konfederacji, oznaczałaby koniec socjalistycznego rozdawnictwa z pożyczanych pieniędzy. Koniec rozbudowy aparatu państwowego. Koniec dziwnych ustępstw w stosunku do niemieckiej UE, z którą PiS rzekomo walczy, wcześniej wszystkie chore pomysły podpisując w Brukseli. Te wszystkie Fit for Death. Jestem jak najbardziej za taką koalicją. Więcej rozsądku i wolnego rynku na pewno nie zaszkodzi naszej ojczyźnie.

Jednak nie musi tak być.

        Gdy w Sejmie znajdą się cztery partie, zwycięskie (jednak) Prawo i Sprawiedliwość będzie mogło samo wybrać koalicjanta. Na kogo się zdecyduje? Wiosenne ptaszki w Beskidzie Niskim świergocą jak nakręcone, że będzie to jednak Lewica. Ostatnie trele z Włodzimierzem Czarzastym i Adrianem Zandbergiem muszą mieć jakiś sens.

        Tym samym historia kolejny raz zatoczy swoje prześmiewcze koło. Lewica znowu spotka się z lewicą. Jedyny problem, to przekonać twardy elektorat, pamiętający czasy komunizmu. I tu z pomocą przychodzi teoria mniejszego zła. Kogo bardziej atakują politycy PiS, lewicę czy Konfederację? Oczywiście, że tę ostatnią. Zatem wybór Lewicy na koalicjanta będzie przedstawiony jako mniejsze zło i niejako oczywisty… dla dobra Polski – przeciwko ruskim onucom.

        Dużym ułatwieniem w zrozumieniu tej rzekomo nieoczywistości był wywiad Patryka Jakiego, który jak dziecko odsłonił prawdziwe działania swojej formacji, Solidarnej Polski. Działania pozycjonujące tę partię jako anty-unijną i do bólu tradycyjną w swej polskości.

        Co zakomunikował nam jeden z liderów SP? Ano to, że ich ostatnia antybrukselska aktywność była jedynie zabiegiem piarowym, obliczonym na obniżenie poparcia dla Konfederacji.  Nie wierzycie, to proszę:

        https://www.wprost.pl/polityka/11157097/konfederacja-rosnie-w-sile-patryk-jaki-obwinia-pis.html

        Niestety, ilość błędów popełnionych przez Prawo i Sprawiedliwość powoduje, że takie partie jak Konfederacja budują swój potencjał. /…/ Uważam, że gdyby nie to, że Solidarna Polska jest częścią Zjednoczonej Prawicy i broni mocno kwestii suwerenności, to Konfederacja miałaby dzisiaj 20 procent w sondażach – powiedział europoseł i dodał, że są tamą, dzięki której duża część prawicowych wyborców nie chce przejść do Konfederacji.

        Jak zatem widać Patryk Jaki nie jest najmądrzejszym politykiem swojego pokolenia. Dzięki jego przechwałkom, możemy w prawidłowy sposób odczytać ostatnią buńczuczną postawę Solidarnej Polski – ostatniego szańca wolnej Polski. Nawet Radio Maryja dało się nabrać.

        Ze słów Patryka Jakiego i nerwowych reakcji innych ugrupowań wynika jedno – Konfederacja jest bardzo potrzebna na polskiej scenie politycznej. Najlepiej z poparciem 20-procentowym. Dzięki temu polska polityka stanie się bardziej polska.

        Co powinna zrobić Konfederacja, żeby takie poparcie w nadchodzących wyborach osiągnąć?

        Po pierwsze, posłuchać ze zrozumieniem słów Patryka Jakiego. Przede wszystkim tych o Korwinie-Mikke i Grzegorzu Braunie. I schować ich głęboko do szafy.

        Politycy, chcący reprezentować swój naturalny elektorat i zdobywać obojętny, nie mogą wyskakiwać nagle z przezabawnymi dla nich samych bon motami. Tą metodą Janusz Korwin-Mikke skutecznie niweluje poparcie dla swojej partii przez ostatnie kilkadziesiąt lat. Schowajcie go Konfederaci jak najgłębiej, proszę.

        Grzegorz Braun. Źle by się stało, gdyby odchodzącego na polityczną emeryturę Korwina zastąpił właśnie on. Równie skutecznie będzie on obniżał notowania swojej formacji, skazując samego siebie na poparcie w granicach błędu statystycznego. Jako wyjście awaryjne może się on przydać, oby nie. W błyskotliwy sposób (nie jestem przecież politykiem :)) opisałem to cztery lata temu, jeszcze w Radio Wnet.

        Po drugie, Konfederacja musi sama oczyścić się z doktrynerskiego i sekciarskiego myślenia, które pozbawia ją poparcia zwykłych ludzi. Przedsiębiorców, pracowników, emerytów. Janów Kowalskich, jak ja. I o tym napiszę za tydzień.

Jan Azja Kowalski

za https://abcniepodleglosc.pl/

PS. A gdyby tak w Sejmie nie było ani jednej partii, tylko posłowie – delegaci własnych wyborców? Jeszcze Wam o mojej koncepcji państwa, o V Rzeczypospolitej, przypomnę 🙂

        Jan A Kowalski, rocznik 1964. Od roku 1983 działacz Liberalno-Demokratycznej Partii Niepodległość, od 1985 redaktor „małej” Niepodległości (ps. Azja Tuhajbejowicz). Autor „Dziur w Mózgu” i „Wojny, którą właśnie przegraliśmy”.