Mowy nie ma o lwie pokonującym płonąca obręcz, czy tam o niedźwiedziu podrygującym w rytm bębenka, bez tygodni i miesięcy brutalnej tresury. Nawet byle klaun musi wyćwiczyć gagi. Perfekcyjnie. Albo pójdzie na bruk.

        Podobnie: bez tresury medialnej mowy nie ma o społecznej inżynierii i nie sądzę, by powyższe wzbudzało jakiekolwiek zastrzeżenia u kogokolwiek. Nic nie dzieje się samo z siebie, nawet świat, by zaistniał, wpierw należało stworzyć, stąd również w obszarze inżynierii społecznej medialna tresura stanowi rodzaj fundamentu. Podstawy podstaw. Spójrzmy może na rzeczywistość z tej właśnie perspektywy, zaczynając od serii pytań. Uwaga: osoby spragnione będą musiały odszukać źródełko i zaczerpnąć zeń odpowiedzi już we własnym zakresie.

PONIŻEJ KONTYNUACJA TEKSTU

***

        Skąd wziął się ogólnoświatowy popyt na różnorodność? Gdzie szukać źródeł dekretacji, skutkujących bezkrytyczną bo bezmyślną akceptacją dla odmienności? Kto wdrukował nam przymus efektywności, okradł z empatii, zamienił w nieludzkie automaty, co rusz eksplodujące bezgranicznym egotyzmem? Co stało się z arcyludzką ideą współczucia, czemu pozwoliliśmy okiełznać sobie rozum? Kto lub co i dlaczego, zabija człowieka w nas, byśmy wpierw przestali dostrzegać, a następnie pomogli zabić człowieka w naszym bliźnim?

I dalej, równie poważnie, acz twierdząco: wzbudzenie popytu na bylejakość zniweczyło odwieczne ludzkie marzenia o harmonii wartości. Wmuszenie akceptacji powszechnej dla odmienności rozszarpało tkankę rzeczywistości wądołami bezmyślnych ujednoliceń, zmuszając do zamiany ocen indywidualnych w obowiązujące i jednoznaczne, z natury rzeczy niwelując odmienność do poziomu gruntu. Z kolei obietnice realizacji najniedorzeczniejszej z ludzkich zachcianek wymazało w człowieku tęsknotę za empatią, pętając ludzkie “ja” łańcuchami egotyzmu i więżąc w kazamatach łgarskiej skuteczności. Wreszcie, przymus efektywności spopielił naturalną we wspólnocie ideę współczucia, podporządkowując gospodarkę najsilniejszemu bandycie w piaskownicy.

        Czy tolerancja zamieniła się w akceptację? Zamieniła. Czy byle spojrzenie na efektowny biust, równa się dziś oskarżeniu o molestowanie? Z dużym prawdopodobieństwem. A czy we wspomnianych okolicznościach zbyt pospieszne oblizanie warg nie zbliża nas do oskarżenia o groźby karalne? Ba! W każdym razie nie próbujcie tego na ulicy.

        Mało złego? Komu mało, temu złego po kokardę i wyżej: prawda o rzeczywistości przeobraziła się w wizję i urojenia, piękno roztopiło w oceanie przymusu różnorodności, dobro wylądowało na półce pod samym sufitem i obrosło kurzem zapomnienia. Jedyne, o nam ewentualnie zostało, to pytanie: kto zgasi światło?

***

        Chcesz wiedzieć, pytaj. Czyli: wyszukiwarka. Taka bardziej inteligentna, mówią. Więc: “Mass deportations of Poles to the east”. Niecałe pół sekundy, ponad osiemset tysięcy wyników. Na wstępie jednakowoż pytanie, z mojej perspektywy zasadnicze w charakterze: “Czy chodziło Ci o: Mass deportations of Poles to the west”? – i tym sposobem docieramy do szwagra.

        Każdy jakiegoś szwagra posiada. Nawet kiedy siostry naszej rodzice nasi światu naszemu poskąpili, szwagier być musi. Niekoniecznie nasz bezpośrednio. Zatem słuchamy szwagra uważnie: “Inteligencja przereklamowana jest tak w ogóle, a tak w szczególności inteligencja sztuczna wydaje się głupsza niż rzodkiewka na grządce” – mówił szwagier. Czy jakoś podobnie. Było słuchać. Bo kto tam wie, czy pani szanownej “sztucznej inteligencji”, chodziło w pytaniu zwrotnym o deportacje, czy jednak o emigrację? A jeśli o emigrację, czemuż pominęła kierunki północny i południowy? Czyżby, w powyższym kontekście wątpliwość to wielce sensowna, czyżby kierunki świata także popadły w kałabanię i przestały znaczyć cokolwiek? Ostatecznie co za różnica w którą stronę zmierzamy, gdy Ziemię znajdujemy okrągłą?

Inteligencja? Taka bardziej inteligentna? Dajcie spokój – przy czym ewentualnych polemistów uprzejmie proszę, by inteligentne refleksje w tym temacie (ale nie przeintelektualizowane) kierować na Bedryczów. Czy Berdyczów. Czy tam w kierunku innej jakiejś inteligencji, byle niesztucznej. Tę sztuczną rozszarpiemy sobie przy innej okazji.

***

        Podobno upadł był ostatni już na ziemiach nadwiślańskich kram z rozumem. “Rozejrzał się, westchnął i upadł” – opowiadali świadkowie. Nie żeby z hukiem upadał, w końcu to tylko zwyczajne “szczęki” były, z dostawką w postaci łóżka turystycznego, no ale. Przypomnę też, że był to jedyny między Odrą a Bugiem punkt dystrybucji rozumu dla tak zwanych polityków. Fakt, że kolejek nie było, a i sam towar trafiał się od czasu do czasu, znacznie rzadziej niż rzadko w każdym razie, to jednakowoż tragedia.

        Swoją drogą, drobni ciułacze (jak ten “upadnięty”), aspirujący do klasy średniej, coraz częściej skarżą się na uścisk. Czy tam ucisk. Konkretnie, na ten fiskalny. Lecz nie po to “aparat skarbowy” wymyślono, żeby kmieć jeden z drugim stado tworzyło, bazary, kiermasze, targi organizowało, a po trzydziestu latach harówki na własnym, do miejskiej klasy próżniaczej zgłaszało akces, przeistaczając w przedsiębiorców wyzyskujących lud pracujący. W żadnym razie.

Krzysztof Ligęza

Kontakt z autorem: widnokregi@op.pl