Michalinka: O! Rabarbar

        Kanadyjskie otoczenie zmieniło nas, ale i my wiele zmieniliśmy w naszym kanadyjskim otoczeniu. Kiedy przyjechałam pod koniec zeszłego stulecia do Toronto, to trudno było dostać korzeń pietruszki. Także korzeń selera był też mało znany. Seler owszem był, ale tylko łodygi. Pietruszka też, ale tylko natka. Za to było kilka odmian natki pietruszki. Pierwszy raz przyszło mi też zakupić zamiast pietruszki kolendrę (cilantro), ach jak bardzo, ale to bardzo, mi to ziele nie smakowało. Zabrało to kilka lat, zanim się do tego nowego smaku przyzwyczaiłam.  A potem to już poszło gładko i kolendra zawitała na moim stole na równi z natką pietruszki. Ale, ale…

        Z czasem pojawił się także korzeń pietruszki, i to nie tylko w warzywniakach w polskich dzielnicach. Obecnie prawie każda większa sieć sklepów sprzedaje korzeń pietruszki. Drogi, bo drogi, ale jest. Podobnie było z kardamonem. Kiedy pierwszy raz podano mi kawę w kardamonem, pomyślałam ‘O jaki dziwny smak!’, ale mi tak przypadł do gustu, że kawa z małym dodatkiem kardamonu stała się moją ulubioną. Czyli to nie tylko my wpływamy na to co jest nam sprzedawane, ale to także my ulegamy wpływom. A za wszystkim tym stoi duży biznes. Kiedyś w dużym polskim sklepie zakupiłam słoik polskich ogórków z czosnkiem. Wszystko się zgadzało: polskie napisy, wygląd ogóreczków, nawet cena była niezła. W czym problem? Dopiero w domu odczytałam, że ogórki są z Indii! Taka podróbka polskich ogórków konserwowych. Też coś! To nie po to jadę do polskiego sklepu, aby kupować podróbki. Nie chciało mi się z tym wracać i oddawać, ale zadzwoniłam ze skargą. Poskutkowało. Nie wiem na jak długo, bo tak na wszelki wypadek omijam ten sklep z daleka, Zgodnie z zasadą, że jak kto oszust w życiu publicznym, to i oszust w życiu osobistym. Przyjrzyjcie się bliżej niektórym swoim znajomym, a zobaczycie, że to prawda.

        Kiedy wyjeżdżałam z Polski to mój sąsiad, stary Ślązak, przyniósł mi trochę mąki pytlowej, żebym sobie w tej Kanadzie ukisiła żuru. No cóż, ani on, ani ja nie wiedzieliśmy, że tutaj jest i żurek w słoikach, i żurek w torebkach, i mąka pytlowa, i żytnia, i pszenna, i orkiszowa. Ale tego czego nie było to rabarbaru na wiosnę. Dopiero po latach zaczął się pojawiać, a ostatnio nawet zrobił się popularny. Kiedyś przechodziłam z córką koło domu do rozbiórki. Prace już były zaawansowane, a teren ogrodzony. I zauważyłam. Przyduszony, na pół zwiędły lichy bardzo, ale jeszcze z oznakami życia: rabarbar. Jeśli go nie uratuję, to jak nic zostanie zniszczony przez ekipę budowlaną. Przeskoczyłam przez ogrodzenie i posługując się długopisem jako łopatką, i podlewając wodą z butelki aby ziemia puściła, udało mi się go wykopać. Przesadziłam w kąt ogrodu, gdzie wydawało mi się dobrze mu będzie. I było. Po pierwszej zimie wypuścił trzy łodygi. Trzy i aż trzy. Jedna poszła na kompot z zielem melisy i mięty. Od tego czasu taka kombinacja rabarbaru i ziół nosi nazwę w moim do,u ‘napój królewski’. Dwie łodygi poszły na ciasto z rabarbarem. Ale się zajadaliśmy! A rabarbar pięknie podziękował za uratowanie. Rozrósł się w kilka krzaków. Wielu znajomych nim  obdarzyłam i obdarzam, i łodygami i sadzonkami. Ach, i jeszcze mój mąż (Panie świeć nad jego duszą), robił świetne nalewki z rabarbaru. Przypomniała mi się historia mojego rabarbaru, bo sąsiad ma lokatora z Iranu, i to ten Irańczyk zachwycił się okazałością mojego krzaczka. Zapytał, czy może zerwać kilka łodyg, odpowiedziałam, że może się raczyć kiedy tylko ma ochotę. A potem obserwowałam go zjadającego kwaśną łodygę na surowo – aż mi ślinka pociekła. Tak zajadali się rabarbarem mojej mamy moi szkolni koledzy w Polsce. Czasem musimy zakreślić koło, żeby dojść do tego samego miejsce. Rabarbar – takie małe warzywo, a tyle radości. Trzeba tylko je umieć dostrzec.

MichalinkaToronto@gmail.com                                Toronto, 23 czerwca, 2023