Ciekaw jestem kto dzisiaj będzie walczył na wojnie; surmy bojowe grają nam coraz głośniej, to tu, to tam widać naprężone muskuły, tymczasem młodzież do wojska nadaje się – powiedzmy – tak sobie. Nie tylko dlatego, że nigdy nie została przeszkolona – również dlatego, że jest psychicznie cienka.

W pierwszej wojnie światowej walczyli zaprawieni w strajkach robociarze i chłopi oderwani od pługa, wychowani hardo i przywykli do trudu, w drugiej wojnie z jednej strony byli wytrenowani fizycznie i psychicznie ubermensche, a po drugiej ludzie, którym Wielki Kryzys przysposobił żołądki do okopów, w Wietnamie było już trochę gorzej, bo losowanie amerykańskich chłopaków różne dawało wyniki, ale jeszcze było jakoś, mimo, że dzieci-kwiaty, otworzyły antyamerykański front demoralizacji.

Potem w zasadzie polegano wyłącznie na bombach i pociskach manewrujących; mówiło się, że współczesne pole walki automatyzuje się i żołnierz staje się tylko zdalnym operatorem. Jak to ładnie ujął jeden trep, następuje „dehumanizacja pola walki”.

PONIŻEJ KONTYNUACJA TEKSTU

Konflikt na Ukrainie, a także różne wojny asymetryczne pokazują, że jednak nadal od „siły żywej„ dużo zależy. Tymczasem nasze kraje Zachodu targane są kulturową nawalanką, której głównym celem jest walka z „patriarchatem białych mężczyzn”, skutkująca całkowitym ich wykastrowaniem pod kątem militarnej przydatności.

Wiem, panie również potrafią strzelać i zrzucać bomby, jednak doświadczenia Izraela w tej mierze, gdzie kobiety obowiązuje pobór, pokazują, że na froncie kobiety i mężczyźni reagują odmiennie.

Czy armia – jak kanadyjska – „będąca bezpiecznym środowiskiem pracy” dla członków LGBT+, kobiet, ludności rdzennej i grup urasowionych przetrwa pod nawałą ogniową?
Na Ukrainie widać, że mimo wykorzystywania najnowocześniejszego sprzętu i technologii, tam na miejscu wciąż liczy się żołnierz i to, co ma w głowie, to znaczy czy jest umotywowany, czy ma wysokie morale i czy gotowy jest do umierania za…

No właśnie za co? Nowy globalny porządek świata? 15-minutowe miasta? Uratowanie amerykańskiej dominacji? Rezerwową funkcję amerykańskiego dolara?
Kilkadziesiąt lat temu tłumaczono Amerykanom, że muszą słać dzieci na front po to, by mieli benzynę do samochodów no i wolność. Dzisiaj taką zależność słabo widać, a hasło obrony demokracji bombami w świecie zarzuconym obrazami ze smartfonów, jest pustym frazesem.

W swym niedawnym przemówieniu prezydent Biden wytyczył oś zła od Putina do Hamasu, jednak nawet bardzo nieogarnięci ludzie widzą, że to się kupy nie trzyma, na dodatek, w krajach Zachodu jest dzisiaj tylu imigrantów z krajów, którym amerykańska hegemonia cuchnie – patrz nasze demonstracje uliczne – że nie wiem, jak to będzie się przekładało na wojenną mobilizację społeczeństwa.

Rozgardiasz Zachodu studiowany i podsycany przez jego wrogów jest dodatkowo pogłębiony przez rewolucję globalwokizmu, skutkującą wydarzeniami w rodzaju kanadyjskiej podmianki kapelanów na oficerów politycznych. Jeśli kapelani nie mogą publicznie odnosić się do Boga, to na czym budować morale?

Bóg, Honor, Ojczyzna? Dzisiaj ojczyzna jest rządzona z zewnątrz, honor tępiony od przedszkola w ramach „zero tolerancji dla przemocy”, a Bóg – jak wiadomo, nie jest „inkluzywny”, w związku z czym nie można o Nim głośno mówić.
A więc, gdy przyjdzie umierać…

Na oficjalnej stronie kanadyjskiej armii z ofertą dla nowych kapelanów widnieje ubrana na biało kobieta czytająca z zeszytu, gdy za burtę spuszcza się w tekturze zwłoki marynarza.
Tak to ma wyglądać. Słowem, słabo widzę to nasze wojowanie, zwłaszcza gdy staniemy naprzeciwko umotywowanych, zdeterminowanych, wierzących coraz lepiej wyposażonych ludzi wspieranych przez wschodzące mocarstwo.
Najwyraźniej gasnący hegemon jest na musiku, wie że za rok będzie jeszcze gorzej.

Andrzej Kumor