Litwa, Łotwa i Estonia – często wymieniane razem, jednym tchem, co mogłoby sugerować, że państwa te są do siebie bardzo podobne. Między świętami Bożego Narodzenia a Nowym Rokiem mieliśmy okazję, by przekonać się, że stolice przynajmniej dwóch krajów bałtyckich znacząco się od siebie różnią.

Wylądowaliśmy w Tallinie i z lotniska do naszego noclegu na skraju tallińskiej starówki doszliśmy pieszo! To tylko 5 kilometrów, mniej więcej godzinny spacer. Przez dwa dni pobytu ani razu nie musieliśmy korzystać z komunikacji miejskiej. Przeszliśmy Stare Miasto wzdłuż, wszerz i naokoło, zwiedzaliśmy muzeum morza, wieże i podziemne tunele pod odrestaurowanymi murami miejskimi, zajrzeliśmy do soboru św. Aleksandra Newskiego, byliśmy w porcie, skąd odpływają promy do Helsinek, a na koniec poszliśmy na lodowisko. Tallin wydał nam się taki kameralny, przystępny i przyjazny, trochę skandynawski, chociaż może to za sprawą kolorowych, drewnianych domów, których sporo można znaleźć w niewielkiej odległości od Starego Miasta.

Zanim dojechaliśmy do Rygi, zatrzymaliśmy się jeszcze na dwie noce w Parnawie nad Bałtykiem, gdzie mieliśmy nocleg na piętrze właśnie w takim starym, drewnianym domu. Początki Parnawy sięgają XIII wieku, jej historia przeplata się z historią Polski, a obecnie miasto jest sporym ośrodkiem turystycznym w Estonii (ze względu na nadmorskie położenie; chociaż pod koniec grudnia nie narzekaliśmy na natłok turystów).
Ryga to zupełnie inny klimat. Gdy wjeżdżaliśmy do miasta, Ania właściwie rozpoznała osiedla z wielkiej płyty. Dzieciaki z zainteresowaniem wypatrywały ryskiego „pałacu kultury”, który wysokością ustępuje jednak warszawskiemu (w ryskim taras widokowy jest na 17. piętrze, a w warszawskim na 30.). Dworzec autobusowy znajduje się w centrum Rygi, ale tu wszystko jest znacznie większe niż w Tallinie – i budynki, i odległości, i place, i ulice. Spacer po Starym Mieście połączony z przejściem na zachodni brzeg Dźwiny przez jeden most i powrót drugim potrafi nieźle zmęczyć. O dostaniu się na ryskie lotnisko pieszo można zapomnieć. Dojazd miejskim autobusem trwa ponad 40 minut. Ale Ryga zaskakuje. Wygląda trochę jak Paryż (na szczęście bez paryskiego brudu) albo Wiedeń. Oczarowuje secesyjną architekturą i pięknie odrestaurowanym Starym Miastem.

Została nam jeszcze do odwiedzenia stolica trzeciego z krajów bałtyckich – czyli litewskie Wilno, do którego, jakby nie patrzeć, mamy najbliżej. Ciekawe, czym nas zadziwi.

Katarzyna Nowosielska-Augustyniak