Tylko 40 procent nastolatków w Ontario spełnia wymagania dotyczące frekwencji w szkole średniej — według statystyk uzyskanych przez gazetę Star jest to liczba, która spadła o prawie 20 punktów procentowych w porównaniu z okresem sprzed pandemii. Najniższą frekwencję odnotowano wśród uczniów klasy 12. W roku szkolnym 2024–2025 odsetek ten wyniósł zaledwie 33,3 proc., którzy uczęszczali na zajęcia przez 90 proc. lub więcej czasu, podczas gdy w roku szkolnym 2017–2018 odsetek ten wyniósł 48,7 proc. — wynika z danych Ontario School Information System. Frekwencję mierzy się zakładając, że uczniowie będą mieć w danym roku kilka dni chorobowego; nieobecność na zajęciach przekraczająca 10 procent jest uważana za chroniczną absencję.
Wysoki wskaźnik absencji jest podawany jako powód decyzji ministra edukacji Paula Calandry o wprowadzeniu obowiązku, aby frekwencja stanowiła od 10 do 15 procent końcowej oceny ze wszystkich przedmiotów szkoły średniej.
We wtorek – dzień po wprowadzeniu szeregu reform edukacyjnych – Calandra powiedziała reporterom w Queen’s Park, że pomysł „zrodził się wyłącznie z moich kontaktów z nauczycielami. W ogóle nie był w moim zasięgu… kiedy objęłam stanowisko, nadal myślałam, że egzaminy odbywają się wszędzie. Nadal myślałam, że frekwencja i zaangażowanie są częścią oceny i zdałam sobie sprawę, że przez wiele, wiele lat były one pomijane”.
Bez egzaminów — które zgodnie z jego żądaniem powinny odbywać się dla większości zajęć w wyznaczonym okresie egzaminacyjnym — 100 procent oceny końcowej mogłoby zależeć od wyników w nauce, co oznacza, że „uczniowie mogą przychodzić i wychodzić, kiedy chcą, a ich ocena w ogóle nie ulega zmianie, co stwarza naprawdę trudne problemy w zarządzaniu klasą” — powiedział. „A jednocześnie niektórzy uczniowie pracowali naprawdę, naprawdę, naprawdę ciężko. Nie było sposobu, aby docenić ich ciężką pracę w ramach oceny. To kwestia zarządzania klasą – ale było to również uznanie, że kiedy uczniowie kończą szkołę”, nie mogą po raz pierwszy zetknąć się z egzaminami na studiach.
Dozwolone będą nieobecności z powodu choroby, świąt religijnych, zawodów sportowych oraz nieobecności uczniów należących do Pierwszych Narodów, którzy biorą udział w tradycyjnych polowaniach.
„Oczywiście będą przewidziane wyjątki dla uczniów, którzy są nieobecni, np. z powodu wydarzeń sportowych lub innych przyczyn, które mogą spowodować nieobecność ucznia, a na które uczeń nie ma wpływu” – powiedział Calandra w poniedziałek po ogłoszeniu swojego nowego projektu ustawy 101, Putting Student Achievement First Act.
Wyjątki obejmą „kwestie związane z pogodą i tym podobne… ale ogólnie rzecz biorąc… jestem przekonany, że nauczyciele rozumieją swoich uczniów” – dodał. Według statystyk systemu informacji o szkołach, frekwencja uczniów szkół podstawowych jest niska – ale lepsza niż w przypadku uczniów szkół średnich – przy czym 55,5% uczniów klas od pierwszej do ósmej uczęszcza do szkoły przez co najmniej 90% dni lekcyjnych. To wciąż znacznie poniżej 72,6% w roku szkolnym 2017-18.
W przypadku uczniów klasy dziewiątej 45,7% uczęszcza na zajęcia przez co najmniej 90% czasu, podczas gdy w roku szkolnym 2017–2018 odsetek ten wyniósł 68,7%.
Calandra powiedział, że projekt ustawy „wymaga od uczniów uczestnictwa w zajęciach, aby mogli zdobywać oceny. Wymaga, aby uczęszczali do szkoły i aby obecność była tego częścią, a także, że egzaminy muszą być brane pod uwagę”. Jednak dla osób pracujących z nastolatkami nowe środki są niepokojące.
Omar Khan powiedział, że nowa polityka może zaszkodzić studentom o niskich dochodach i nowym uczniom, których nieobecności często wynikają z problemów, na które nie mają wpływu. Jak dodał, niektóre dzieci z poważnymi brakami w umiejętnościach czytania, pisania i liczenia czują się zagubione na zajęciach więc przestają chodzić na zajęcia, „aby się chronić”.
Zamiast karać uczniów za nieobecność na zajęciach, Khan wolałby, aby prowincja skupiła się na wcześniejszej interwencji akademickiej, większym wsparciu i mniejszych klasach.
Mówi też, że nastolatkowie nie powinni rezygnować z zajęć z powodu pracy lub obowiązków rodzinnych, zauważając, że wraz ze wzrostem temperatur widzi wielu chłopców ze szkół średnich, którzy w ciągu dnia podejmują się prac budowlanych, aby pomóc swoim rodzinom. Michelle Aarts, powierniczka TDSB, nazywa wymaganą frekwencję „sztucznym zawyżaniem ocen”. „Jest niewielka grupa uprzywilejowanych dzieci, którym łatwo jest codziennie chodzić do szkoły i nie mają zewnętrznych ani wewnętrznych wyzwań, które utrudniałyby im naukę – i dostaną dodatkowe 15 procent za samą obecność” – mówi. „Nie ma tu żadnego odzwierciedlenia wiedzy ani osiągnięć – po prostu się pojawiłeś. To nagroda za udział”.



































































