Presja Moskwy czy ostrożność Mińska?

W prywatnej rezydencji Władimira Putina nad jeziorem Wałdaj odbyły się zamknięte, dwudniowe rozmowy prezydentów Rosji i Białorusi. Spotkanie nie było zapowiedziane z wyprzedzeniem, miało charakter roboczy i zakończyło się bez żadnych oficjalnych oświadczeń, zdjęć czy podpisanych dokumentów. W tle – ultimatum Wołodymyra Zełenskiego ws. rosyjskich przekaźników na terytorium Białorusi oraz rosnące napięcia wokół roli Mińska w wojnie na Ukrainie.

Aleksander Łukaszenka przyleciał do Rosji w piątek 26 czerwca. Według doniesień, jego samolot Boeing 737-800 wyłączył transponder nad terytorium Rosji, a na drodze dojazdowej do rezydencji Putina wprowadzono ograniczenia w ruchu. Informacja o spotkaniu pojawiła się dopiero po rozpoczęciu rozmów. Kreml potwierdził je lakonicznie, a białoruski kanał „Puls Pierwszego” opublikował jedynie krótkie nagranie z przylotu.

PONIŻEJ KONTYNUACJA TEKSTU

To nie był zwykły szczyt. Putin rzadko przyjmuje zagranicznych przywódców w swojej prywatnej rezydencji w Wałdaju – miejscu kojarzonym raczej z wypoczynkiem niż oficjalną dyplomacją. Już sama lokalizacja sygnalizowała, że rozmowa ma charakter poufny i dotyczy spraw najwyższej wagi.Oficjalna wersja: Związek Państwowy, gospodarka i bezpieczeństwo
Według Kremla i Mińska, prezydenci omawiali: agendę Związku Państwowego Rosji i Białorusi, współpracę handlowo-gospodarczą i wspólne projekty, kwestie bezpieczeństwa regionalnego.

Dmitry Peskov, rzecznik Putina, jasno stwierdził, że nie planowano żadnych oświadczeń dla mediów ani podpisania dokumentów. Rozmowy trwały jednak aż dwa dni – co samo w sobie jest nietypowe dla tego typu spotkań.

Spotkanie odbyło się w bardzo napiętym momencie. Kilka dni wcześniej Wołodymyr Zełenski dał Białorusi ultimatum: w ciągu tygodnia usunąć rosyjskie przekaźniki sygnałowe na granicy z Ukrainą, które – według Kijowa – służą do naprowadzania rosyjskich uderzeń. 25 czerwca Ukraina ogłosiła, że przekaźniki przestały działać. Tego samego dnia Łukaszenka spotkał się w Mińsku z przedstawicielami Zełenskiego i ostrzegł w ostrych słowach:
„Przekażcie swojemu prezydentowi: jeśli myśli, że można tak z nami rozmawiać i jeszcze wciągnąć nas w wojnę, to powinien rozumieć, że jakość wojny natychmiast się zmieni. To będzie zupełnie inna wojna.”
Podobny przekaz przekazał też rosyjskiemu ambasadorowi w Mińsku – „Nie trzeba nas wciągać w wojnę. I nie trzeba nas tu popychać”. Łukaszenka od początku wojny konsekwentnie odmawia wysyłania białoruskich wojsk na Ukrainę i pozwala na mobilizację Białorusinów do armii rosyjskiej jedynie w ograniczonym zakresie. Jednocześnie jednak udostępnia terytorium i infrastrukturę Rosji – co czyni Białoruś de facto zapleczem wojennym Moskwy., w podobnym stopniu jak Polska stanowi zaplecze Ukrainy.

Spotkanie w Wałdaju pokazuje jednocześnie siłę, jak i ograniczenia relacji między Putinem a Łukaszenką. Z jednej strony jest to bardzo bliski sojusz, w którym Moskwa ma decydujący głos. Z drugiej – białoruski przywódca wyraźnie sygnalizuje, że nie chce być wciągnięty w wojnę na pełną skalę, bo oznaczałoby to bezpośrednie zagrożenie dla jego reżimu.