W Eugene, w stanie Oregon, w USA dobiegły końca Mistrzostwa Świata juniorów (U20) w lekkiej atletyce.
Wypadły one w miarę blado, bo taka blada jest rzeczywistość polskiej lekkiej atletyki.
Nie chcę tutaj narzekać akurat na Polskę czy systemy. Chcę tylko porównać zmiany w sporcie na przestrzeni lat, w których akurat uczestniczyłem.
Zaczęło się od dzieciństwa, kiedy to największym wydarzeniem ogólnopolskim był wyścig Pokoju Warszawa–Berlin–Oława.Było to wydarzenie polityczno-społeczne, a po indywidualnym zwycięstwie Stanisława Królaka w 1955 roku – słuchanie radiowych przekazów z trasy należało do codziennych nabożeństw.
Klika rządząca szybko zorientowała się w kwestii wagi takich sportowych osiągnięć w codziennych nastrojach społeczeństwa, więc potraktowała sport jako środek zarządzania masami.
Nie, nie, nie przesadzam.
PRL zainwestowała wielkie pieniądze w sporty, gdzie można było odnieść zwycięstwa na przedstawicielami zgniłego Zachodu.
Równie moja ukochana lekka atletyka znalazła się pod tym ochronnym parasolem.
W latach 50. Lekka była niesłychanie popularna. Ponad 100 tysięcy ludzi stłoczyło się na stadionie 10-lecia, aby oglądać mecz Polska – USA w 1958 roku!
Wprowadzono albo zainicjowano nowy, nowoczesny i bardzo skuteczny system szkolenia zarządzany centralnie. Trzeba dodać – przez wykwalifikowanych specjalistów i patriotów, co miało w tamtych czasach ogromne znaczenie.
Ten system, sterowany zdalnie przez ZSRR, działał dość długo, aż do momentu jego rozpadu w 1989 roku.
Polska dalej trzymała się kurczowo tego systemu, a moje doświadczenia z pobytu w Kanadzie były takie, że lekka atletyka nie znosi systemu. Owszem – systemowe pieniądze każdy weźmie, ale z rozliczeniem sukcesów jest zawsze gorzej.
W Kanadzie dawno doszliśmy do wniosku, że jedynym sposobem na ciągłość szkolenia młodzieży na wysokim poziomie lekkoatletycznym jest przygotowanie juniorów do takiego poziomu, aby amerykańskie uniwersytety dały im stypendia i doskonałą bazę szkoleniową. Trzeba zatem stawiać na indywidualności.
Tą drogą poszły również inne kraje, szczególnie z basenu Zatoki Meksykańskiej czy Ameryki Południowej. Polacy od takiego rozwiązania stronią przez dłuższy czas, ale mamy do czynienia z coraz większą liczbą młodych ludzi selekcjonowanych przez amerykańskich trenerów do stypendiów sportowych na amerykańskich uczelniach.
Tam z kolei – system jest prosty, taki sam jak w NRD czy w ZSRR.
Gorzej jest w przypadkach indywidualności w Polsce.
Najlepszym przykładem jest Anastazja Kuś, która jako jedyna z reprezentacji zdobyła mistrzostwo świata, ustanawiając jednocześnie rekord Polski w biegu na 400 m.
Od dawna jest na celowniku PZLA.
Była już jako 17-letnia dziewczyna na Igrzyskach Olimpijskich w 2024 roku w Paryżu i jakoś nie zaaklimatyzowała się w grupie znacznie starszych koleżanek.
Wtedy to 35-letnia Iga Baumgart-Witan (2 razy starsza niż Kuś) zauważyła, że w trakcie trwania imprezy Anastazja nie za bardzo integrowała się z koleżankami. “Nie wszystkie idealnie się dogadywałyśmy, ale atmosfera była w porządku. Z naszej grupy odstawała jedynie Anastazja, ale trudno mi wskazać dokładną przyczynę, bo nie mieszkałam z nią w apartamencie. Ona w Paryżu chodziła swoimi ścieżkami, a wolny czas spędzała sama”.
Anastazja nie poddała się „zbiorowemu myśleniu”. Dzięki Bogu.
Dwa lata później jest mistrzynią świata.


































































