Dziewięćdziesiąte urodziny jednego z najwybitniejszych polskich reżyserów teatralnych przeszły w kraju bez echa. Zauważyła je tylko jedna redakcja – a milczenie państwowych instytucji wpisuje się w dłuższą serię wizerunkowych potknięć obecnego rządu.
29 czerwca 90. urodziny obchodził profesor Kazimierz Braun – jeden z najbardziej zasłużonych polskich reżyserów teatralnych, a przy tym dramatopisarz, poeta i wykładowca akademicki. W Polsce jubileusz przeszedł niezauważony. Jedynie „Rzeczpospolita” przypomniała czytelnikom dorobek tego wielkiego twórcy sceny teatralnej. W Kanadzie pisał o niej polonijny “Goniec”.
Nie odezwały się ani Ministerstwo Kultury, ani Instytut Polski w Nowym Jorku, ani polska dyplomacja w USA, gdzie jubilat mieszka od lat, ani Związek Artystów Scen Polskich, ani żadna inna instytucja czy redakcja. To o tyle wymowne, że pięć lat temu, gdy Braun obchodził 85. urodziny, ówczesny minister kultury Piotr Gliński przesłał mu list gratulacyjny, przypominając jego zasługi dla teatru w Polsce. Dziś podobnego gestu zabrakło. Czy milczenie obecnej minister kultury Marty Cienkowskiej – która sama z zawodu jest producentką teatralną – wynika z kalkulacji politycznej, bo profesor Braun jest ojcem Grzegorza Brauna, jednego z liderów opozycji? A może to po prostu lekceważenie dorobku jubilata? Milczenie minister nie stawia resortu w dobrym świetle.
Seria wizerunkowych potknięć
Przemilczenie jubileuszu Brauna nie jest odosobnionym przypadkiem – wpisuje się w dłuższy ciąg gaf i ignorancji obecnego rządu. Po macoszemu obchodzono tysiąclecie koronacji Bolesława Chrobrego na króla Polski. W czerwcu ubiegłego roku ówczesna minister kultury Hanna Wróblewska wystąpiła w trampkach podczas odsłonięcia w Berlinie kamienia upamiętniającego polskie ofiary niemieckiej okupacji z lat 1939–1945. Mimo upływu osiemdziesięciu lat od zakończenia wojny Polacy wciąż nie doczekali się w stolicy Niemiec godnego miejsca pamięci – takie miejsca mają Żydzi, Rosjanie czy Romowie. Jeśli polskiemu rządowi nie zależy na należytym upamiętnieniu ofiar nazistowskich Niemiec ani tysiąclecia polskiej państwowości, trudno się dziwić, że zapomniano reżysera teatralnego. Przypomnijmy, że profesor Braun wyreżyserował spektakle, który były prezentowane i nagradzane na największych międzynarodowych festiwalach teatralnych, między innymi “Operetkę” Gombrowicza czy “Przyrost naturalny” Różewicza. Opracował też “Szewców” Stanisława Ignacego Witkiewicza czy sztuki oparte na twórczości Cypriana Kamila Norwida „Pierścień Wielkiej Damy” i „Kleopatrę i Cezara”. Reżyserował dzieła Słowackiego, Wyspiańskiego, Mrożka, Brechta, Camusa, Joyca i Shakespeare’a, z których część granych było na scenach w USA i Kanadzie.
Lekcja z Ameryki
Warto przy tej okazji spojrzeć za ocean. 4. lipca Stany Zjednoczone obchodziły 250. rocznicę ogłoszenia Deklaracji Niepodległości, a towarzyszyły jej setki wydarzeń w całym kraju. Biały Dom zrealizował największy pokaz fajerwerków w historii kraju, Departament Stanu prezentował wystawę największych amerykańskich wynalazków, a do nowojorskiego portu przypłynęła największa w historii międzynarodowa flotylla żaglowców, by uczcić powstanie Stanów Zjednoczonych, wśród nich Dar Młodzieży czy niemiecki Gorch Fock. Tak właśnie powinna być realizowana dyplomacja kulturalna i historyczna – lekcja, której Warszawa ciągle nie odrobiła.
Zapomnieni ambasadorowie polskiej kultury
Czołowi polscy sportowcy, tacy jak Robert Lewandowski czy Iga Świątek, są dziś doskonałymi ambasadorami Polski, wzmacniającymi jej wizerunek i soft power. To samo dotyczy artystów. Czy jednak ktoś z młodego pokolenia pamięta jeszcze Tamarę Łempicką, jedną z najbardziej rozpoznawalnych na świecie polskich malarek, albo Polę Negri, aktorkę z Lipna, która w pierwszej połowie XX wieku zrobiła wielką karierę w Stanach Zjednoczonych, albo Ryszarda Bolesławskiego, aktora i reżysera, który wyreżyserował w Hollywood “Ogród Allaha” z Marlene Dietrich – jeden z pierwszych kolorowych filmów w historii? Ministerstwo Kultury najwyraźniej o nich zapomniało. Pamiętał za to Kazimierz Braun, który poświęcił obu artystkom osobne sztuki teatralne oraz napisał książkę “Scenariusze” poświęconą między innymi Bolesławskiemu. Lista twórców, których dorobek i dobre imię nie są wykorzystywane do promocji Polski jest bardzo długa. Są wśród nich kompozytorzy, muzycy, malarze, pisarze, karykaturzyści czy reżyserowie filmowi i teatralni. Powołane do promocji polskiej kultury na świecie Instytuty Polskie nie wykorzystują potencjału polskiej kultury, rzadko organizują konkursy czy stypendia oraz nie korzystają z najnowszych technologii jak sztuczna inteligencja, okulary VR czy gry komputerowe.
Brak troski o pamięć liderów polskiej kultury osłabia nie tylko soft power kraju, lecz także odcina młode pokolenie od wartościowych wzorów do naśladowania. A właśnie profesor Braun, który mimo podeszłego wieku, jest ciągle bardzo sprawny umysłowo i tworzy nowe dzieła, jest wzorem dla młodych ludzi.
Dlatego warto, by Ministerstwo Kultury przypomniało sobie – ponad politycznymi podziałami – o wielkim twórcy polskiego teatru i pisarzu: upamiętniło jego dorobek wystawą lub uroczystym koncertem, a prezydent RP rozważył przyznanie mu Orderu Orła Białego. Braun zasługuje na to odznaczenie bardziej niż niejeden z jego dotychczasowych kawalerów.
Nie zapominajmy o artystach. Jeden z nich, wielki pianista i mąż stanu, Ignacy Paderewski, dzięki swojemu talentowi i kontaktom w świecie amerykańskiej polityki i biznesu odegrał kluczową rolę w odzyskaniu przez Polskę niepodległości w 1918 roku. Warto pamiętać, że kultura bywa najskuteczniejszą dyplomacją – o ile ktoś zechce z niej skorzystać.
Autor: Marek Błażejak, lekarz, działacz polonijny mieszkający i pracujący na co dzień w Niemczech.




























































