W sądzie w Hamilton w Ontario sędzia Michael Wendl podjął decyzję, która wyraźnie dała do zrozumienia, że ma już dość bezradności systemu wobec recydywistów. 30-letni Manjeet Singh, wielokrotny złodziej sklepów LCBO, zamiast wspólnie zaproponowanych przez prokuraturę i obronę 90 dni więzienia, dostał rok pozbawienia wolności.

Powód? Sędzia po prostu nie wierzy, że Kanadyjska Agencja Usług Granicznych (CBSA) kiedykolwiek go deportuje – mimo że nakaz deportacji nałożono mu cztery lata temu

Singh przyjechał do Kanady około 2016 roku na wizę studencką – chciał studiować sztukę kulinarną. Pandemia pokrzyżowała te plany.  Od 2021 roku ma na koncie przestępstwa, a 27 października 2022 roku wydano wobec niego formalny nakaz usunięcia z kraju.

PONIŻEJ KONTYNUACJA TEKSTU

Mimo to pozostawał w Kanadzie bez żadnego legalnego statusu. W 2024 roku odsiedział około 45 dni, a w 2025 roku ponad pięć miesięcy – tym razem za napad i kradzież na ponad pięć tysięcy dolarów.

3 czerwca 2025 roku Singh wraz z dwoma wspólnikami postanowił „zrobić zakupy” w Hamilton. W pierwszym sklepie LCBO załadowali wózek 14 butelkami whisky i wyszli bez płacenia. Prawie półtorej godziny później powtórzyli numer w drugim sklepie – zabrali 25 butelek wódki i whisky. Łączna wartość łupu wyniosła 3268 dolarów kanadyjskich. Nic nie odzyskano.

Mężczyzna przyznał się do dwóch zarzutów kradzieży poniżej pięciu tysięcy dolarów oraz do złamania warunków probacji (wejścia do sklepu LCBO, mimo zakazu).

W chwili wydania wyroku Singh odbywał już ośmiomiesięczny wyrok. Sędzia Wendl dorzucił do tego kolejne 12 miesięcy. Uznał, że 90 dni więzienia w tej sprawie byłoby absurdalne i podważyłoby zaufanie do wymiaru sprawiedliwości. Napisał wprost:

„Przekaz musi być jasny: zorganizowane i systematyczne kradzieże z LCBO będą surowo karane.”

Sędzia szczególnie mocno podkreślił bezradność systemu deportacyjnego. Zwrócił uwagę, że CBSA miała doskonałą okazję, by usunąć Singha z Kanady, gdy ten siedział w areszcie za poważne przestępstwa – „mogli go łatwo zlokalizować i deportować”, a jednak nic nie zrobiono. Agencja Straży Granicznej nie udzieliła komentarza