Francuski sąd apelacyjny 7 lipca podtrzymał wyrok skazujący za defraudację wobec Marine Le Pen, działaczki Zjednoczenia Narodowego, jednocześnie zmniejszając karę, która groziła jej wykluczeniem z przyszłorocznych wyborów prezydenckich, pozostawiając otwartą możliwość, że będzie mogła kandydować w 2027 roku.
Sąd Apelacyjny w Paryżu skazał Le Pen na trzy lata więzienia, w tym jeden rok w systemie dozoru elektronicznego, oraz na 15 miesięcy całkowitego zakazu pełnienia funkcji publicznych. Oznacza to złagodzenie wyroku wydanego 31 marca 2025 roku, kiedy sąd karny orzekł karę czterech lat więzienia, grzywnę w wysokości 100 000 euro i pięcioletni zakaz sprawowania funkcji publicznych ze skutkiem natychmiastowym.
Zasadniczo Le Pen może kandydować w wyborach prezydenckich w 2027 roku. Le Pen stwierdziła jednak, że noszenie bransoletki uniemożliwiłoby jej prowadzenie kampanii, ponieważ ograniczałoby jej swobodę ruchów.
Pozostaje jej również 10 dni na wniesienie apelacji do Sądu Kasacyjnego, najwyższego organu sądowego we Francji, który rozpatruje kwestię stosowania prawa, a nie faktów.
57-letnia Le Pen od dawna twierdziła, że sprawa ma podłoże polityczne, a jej partia stała się celem polowania na czarownice.
Jeśli Le Pen nie wystartuje, Jordan Bardella, 30-letni przewodniczący Zjednoczenia Narodowego, będzie niósł sztandar partii w wyborach prezydenckich. Rodolphe Bosselut, prawnik Marine Le Pen, opuszczając salę sądową, powiedział, że decyzja sądu jest „dobrym początkiem” i oznacza częściowe zwycięstwo.
































































