To przecież lato! Powinno być gorąco. A upały? Powinniśmy się z nich cieszyć. Pamiętam takie lato kiedy przez cały miesiąc nie było ani jednego dnia bez deszczu. Pamiętam takie lata kiedy w ogóle nie musiałam podlewać ogródka warzywnego. Pamiętam takie lato na polu namiotowym w Quebecu w Easter Township kiedy miejsca biwakowe były puste, ponieważ pogoda była i zimna i mokra. A teraz? A teraz nas straszą el nino, a nawet super el nino. Te wysokie temperatury powodują, że bardzo wzrośnie umieralność, szczególnie starszych i szczególnie w krajach, gdzie klimatyzacja nie zadomowiła się tak jak w Kanadzie. Szacuje się, że do tej pory (a to dopiero połowa lata) w samych Niemczech zmarło z powodu powikłań związanych z upałami kilka tysięcy osób.
Bijemy rekordy, ale bijemy rekordy od czasu kiedy zaczęto mierzyć i przechowywać historię temperatury. Jeszcze całkiem niedawno, bo jakieś 150 lat temu, nikt nie zajmował się historią temperatur. Wiadomo było, że były okresy cieplejsze i okresy zimniejsze. Wiadomo było z historii pisanej, że Polska XV wieczna była krajem bogatym, głównie wysyłką zboża do krajów zachodnich i do Angli. U nas rosło dobrze, bo było ciepło. A tam już nie, bo na północnym zachodzie Europy oziębienie klimatu nastąpiło szybciej z powodu większego zadymienia pyłkami wybuchających wulkanów na Islandii. Jest nawet teoria, że spustoszenia po Potopie szwedzkim i wojnie polsko-rosyjskiej były spotęgowane oziębieniem klimatu (tzw mała epoka lodowcowa). I choć tezy te są obecnie naukowo weryfikowane (pyłki kwiatów w warstwach torfowisk, słoje drzewne, itp) to przecież wiadomo, że pogoda ma kluczowe znaczenie w gospodarce żywieniowej krajów. Co prawda, u mojego wujka pod Krakowem, zawsze był nieurodzaj. Czasem klęska urodzaju, kiedy to na targu nikt nie chciał kupić od niego ani gruszek, ani jabłek, bo tyle tego było w danym roku. Z kolei jak ceny gruszek i jabłek były wysokie, to u wujka też nie obrodziło. No nie wiem, na ile rzeczywiście tak było, a na ile tak się mówiło, żeby rodzina z miasta nie przyjeżdżała po darmochę. Ale pamiętam zazwyczaj pogodnego wujka, który nieustannie narzekał na plony: a to było za sucho, a to było za mokro, a to było za dużo, a to było za mało. Nawet stary koń w oborze śmiał się z tego. A tak naprawdę wujek był dobrym człowiekiem, pogodnym. Wieczorami grał na mandolinie i ładnie śpiewał piosenki partyzanckie.
No ale do rzeczy. Coś się jednak przekręca, bo poziom wód w Europie jest rekordowo niski. Nasza Wisła chyba już w momencie tego pisania przekroczyła najniższy notowany poziom wód. Dunaj już zapisał najniższy poziom wody ze znanej i notowanej historii, podobnie Ren. Wiele innych rzek stało się nie przepływowych, jeśli całkiem nie wyschło. Nie zapominajmy również, że to właśnie rzeki i jeziora były podstawą osiedlenia. I tak zostało. Ten niski poziom wód zagraża nie tylko dostępowi do wody, ale i w wytwarzaniu elektryczności, a tym samym ma wpływ na wiele innych dziedzin. Ten ekstremalnie niski stan wody jest spowodowany suszą. A to jeszcze nie apogeum. Przewidują, że super El Nino najbardziej da o sobie znać w grudniu. Nikt jednak dokładnie nie wie w jaki sposób. Na pocieszenie mamy przypowieść ze Starego Testamentu o 7-miu latach urodzaju, i postępujących po nich 7 latach nieurodzaju. To napawa nadzieja, bo to znaczy, że z cyklami klimatu ludzkość boryka się od zarania swego istnienia. Może uda nam się przeczekać?
MichalinkaToronto@gmail.com
4 sierpnia, 2026





































































