Artykuł Haaretz z 22 września 2026 r. — A ‘Catholicization’ of Treblinka? Poland’s Renovation Raises Fears for Holocaust Memory — opisuje spór o kształt pamięci w miejscu, które dla Żydów jest jednym z najważniejszych cmentarzy świata, a dla Polski — terenem dwóch niemieckich obozów i częścią własnej martyrologii.
Dwa obozy pod jedną nazwą
Treblinka to nie jeden obóz. W 1941 r. Niemcy utworzyli karny obóz pracy Treblinka I. W 1942 r. obok powstał ośrodek zagłady Treblinka II — jeden z trzech obozów Akcji Reinhardt. W komorach gazowych Treblinki II zamordowano, według szacunków, około 800–925 tysięcy ludzi, w ogromnej większości Żydów z gett Generalnego Gubernatorstwa i z zagranicy. Ocalało zaledwie kilkadziesiąt osób. Obóz pracy był inny: przez Treblinkę I przeszło około 20 tysięcy więźniów, zginęło około 10 tysięcy. Wśród ofiar byli Żydzi, Polacy, Romowie i Sinti. Dokumentację Niemcy zniszczyli przy likwidacji obozu, więc precyzyjne proporcje narodowościowe pozostają przedmiotem sporu.
Na terenie zagłady od 1964 r. stoi pomnik Franciszka Duszeńki: wielki granitowy obelisk i pole kamieni z nazwami gmin, z których deportowano Żydów. To jedno z najbardziej powściągliwych i powszechnie uznanych upamiętnień Zagłady. Kontrowersja, o której pisze Haaretz, dotyczy przede wszystkim sąsiedniego Miejsca Straceń przy Treblince I oraz otoczenia całego kompleksu.
Korespondent Haaretz Ofer Aderet relacjonuje zarzuty badaczy — m.in. Elżbiety Janickiej z PAN i Jana Grabowskiego z Uniwersytetu Ottawy — że teren obozu pracy został „skatolicyzowany” i „spolonizowany”. Na Miejscu Straceń stoi dziś około trzystu krzyży z polskimi nazwiskami. Od dekad odbywają się tam patriotyczno-religijne uroczystości, msze i Droga Krzyżowa, organizowane przez parafię w Prostyni i rodziny ofiar. Krytycy wskazują, że krzyże wieńczą przestrzeń, w której — ich zdaniem — leży większość żydowskich ofiar obozu pracy, a nie wyłącznie Polaków. Pytają, gdzie są macewy dla tysięcy Żydów zamordowanych w Treblince I.
Do tego dochodzą inne elementy, które Haaretz i żydowscy krytycy łączą w jeden wzorzec:
- pomnik Jana Maletki, kolejarza zastrzelonego w 1942 r. — według jednej narracji za podawanie wody Żydom w wagonach, według innej za działalność, która nie wykluczała też zarobku na umierających;
- kamienie z napisami „Jedwabne” i „Radziłów” na polu pamięci Treblinki II (resort kultury nakazał ich usunięcie, bo brak jednoznacznych dowodów masowych deportacji z tych miejscowości właśnie do Treblinki);
- głaz z 2025 r. „ofiar nieznanej narodowości i wyznania”;
- tablice o pomocy Polaków Żydom w miejscu, w którym Żydzi ginęli w izolacji;
- planowany Mur Imion przy nowym muzeum — krytykowany, bo Niemcy nie sporządzali list imiennych transportów do Treblinki II.
Nowy gmach muzealny (ok. 45 mln zł, projekt Bujnowski Architekci, większa wystawa i sala edukacyjna) sam w sobie nie jest przedmiotem ataku. Obawy dotyczą tego, jaką opowieść ten gmach i otoczenie będą niosły.
Co odpowiada strona polska
Dyrektor Muzeum Treblinka Edward Kopówka w sprostowaniach z 2025 r. pisze wprost: krzyże na Miejscu Straceń stoją od 1964 r., tabliczki z nazwiskami dodały w 2003 r. rodziny polskich więźniów. Muzeum zna z imienia 296 Polaków i cztery osoby pochodzenia żydowskiego pochowane w tym konkretnym miejscu. Źródła nie pozwalają twierdzić, że 95 proc. ofiar Treblinki I stanowili Żydzi. Krzyż w polskiej tradycji jest nie tylko znakiem wiary, lecz także znakiem pamięci o zamordowanych. Uroczystości wrześniowe trwają od ponad trzydziestu lat i honorują ofiary obu obozów oraz II wojny.
Polacy byli drugą co do wielkości grupą ofiar niemieckich obozów na ziemiach polskich. Setki tysięcy zginęły w Auschwitz, Majdanku, Pawiaku, w egzekucjach i łapankach. Polska ma największą na świecie liczbę Sprawiedliwych wśród Narodów Świata. Rodziny konkretnych ludzi, którzy leżą pod tymi krzyżami, nie traktują ich jako gestu ideologicznego, tylko jako grób. Usuwanie krzyży — zwłaszcza po sporze o karmel i krzyż w Oświęcimiu z lat 80. i 90. — dla wielu Polaków brzmi jak powtórka obcej ingerencji w własną żałobę.
Jednocześnie muzeum i państwo polskie ponoszą cały koszt utrzymania miejsc niemieckiej zbrodni. Niemcy, jak przypominają polskie komentarze, nie finansują Treblinki. Nowe muzeum ma wreszcie dać tej historii przestrzeń, której dotychczasowy pawilon (ok. 150 m²) nie zapewniał.
Spór nie sprowadza się do pytania „czy Polacy też cierpieli”. Cierpieli — i to nie podlega negocjacji. Problem jest węższy i trudniejszy: czy pamięć o polskim męczeństwie może wizualnie i rytualnie zdominować miejsce, którego zasadnicza tożsamość historyczna jest żydowska.
Treblinka II nie była „obozem polskim”. Była niemiecką fabryką śmierci zbudowaną po to, by zgładzić Żydów. Treblinka I była obozem karnym o mieszanym składzie, ale nawet przy najbardziej ostrożnych szacunkach żydowskie ofiary stanowiły tam większość. Gdy na terenie masowych grobów stoi las krzyży, a nie ma analogicznego, czytelnego upamiętnienia żydowskiego, powstaje wrażenie — słuszne czy nie — że proporcje zostały odwrócone. To samo dotyczy „symetryzowania” losów: jeden kolejarz i 900 tysięcy Żydów w jednym zdaniu uroczystościowym. Dla części Żydów i badaczy Zagłady brzmi to jak pomniejszanie Shoah. Dla części Polaków — jak zakaz opłakiwania własnych ofiar.
Polska wrażliwość jest tu uzasadniona w jednym punkcie: nikt nie ma monopolu na ten las i tę ziemię w tym sensie, by wymazać polskich zamordowanych. Żydowska wrażliwość jest uzasadniona w drugim: Treblinka nie może stać się kolejną polską Golgotą, w której Zagłada jest tłem dla katolickiego obrzędu.
Haaretz pisze z pozycji zaniepokojenia o pamięć Zagłady. Polski czytelnik ma prawo usłyszeć w tym ton, który zna od lat: oskarżenie o kradzież Holokaustu. Oba odruchy są zrozumiałe. Żaden nie zwalnia z obowiązku, by na miejscu, gdzie Niemcy zamordowali blisko milion ludzi, najpierw powiedzieć prawdę o tym, kto tam leży i w jakiej liczbie.






































































