Wkrótce wrzesień (wszystkie?) dzieci pójdą do szkoły. Jednak, czy wszystkie i wszędzie? – na pewno nie. Było już tak, także w historii Polski, gdy pierwszego września 1939 polskie dzieci nie poszły do szkoły. Na drodze stanęły Niemcy, rozpętując straszną, najbardziej tragiczną, niszczycielską w dziejach drugą wojnę światową. Niemieckie żołdactwo bestialsko, bez wypowiedzenia wojny runęło na Polskę, atakując z morza, lądu i powietrza! Niemieckie bomby spadły o świcie na śpiące polskie miasta i wsie. Polskie dzieci zamiast do szkoły “poszły czwórkami prosto do nieba”, ginąc we śnie. Niektóre miały zobaczyć szkołę pierwszy raz, pierwszych swoich nauczycieli, pierwsze koleżanki i kolegów w pierwszej klasie. Były do tego przygotowane i w przeddzień pójścia do szkoły z wypiekami na buźkach szły spać, ale myśl o pierwszym spotkaniu ze szkolą, gdzie kryło się tyle niewiadomych, wielu dzieciom nie pozwalała spać. Jednakże nad ranem sen ogarnął wszystkie dzieci i niektóre z nich zasnęły już na zawsze. Niemieckie bomby nie pozwoliły im wstać, zapewniły im wieczny sen. Innym dzieciom, ranionym, które nalot przeżyły, niemieckie bomby odebrały życie w męczarniach, kolejne dzieci niemiecki barbarzyńca uczynił kalekami do końca życia, Pozostałym dzieciom, które przeżyły bombardowania bez uszczerbku fizycznego, wróg zafundował traumę, rozchwianie psychiczne już do końca życia! Tak może być i jest w niejednym miejscu na ziemi także teraz, tam gdzie wybuchają konflikty zbrojne, tam gdzie nie ma poszanowania dla ludzkiego życia. Dlatego naukę, pójście do szkoły każdy uczeń powinien traktować jako dar, nawet jako Dar Boży!
W Polsce podczas drugiej wojny światowej to nie tylko 1939 rok był rokiem bez szkoły, ale kolejne lata okupacji niemieckiej i sowieckiej, aż do połowy 1945 roku. W czasie okupacji wróg, okupant, jeśli już pozwolił na naukę, to na poziomie szkoły podstawowej, najlepiej tylko czterech klas, by nauczyć czytać i pisać. Trudno było to zaakceptować i radzono sobie, nauczając na “tajnych kompletach”. Za to niestety, nauczycielom jak i uczniom ze strony okupanta groziło pozbawieniem życia, lub po ciężkich przesłuchaniach w katowniach gestapo, wysłanie do obozów koncentracyjnych, co zwykle kończyło się także utratą życia. Niemieckim celem była germanizacja polskich dzieci już od najmłodszych lat, by ich całkowicie sobie podporządkować. Podobnie było wcześniej, w czasie zaborów {1772-1918), zaborcy zabronili uczniom, także nauczycielom polskim rozmawiać w szkołach w ich ojczystym języku. Mimo to nauczano po polsku, rozmawiano po polsku, chociaż surowo za to karano. Uczniowie garnęli się do nauki. Nawet sami potrafili zaprotestować przeciw polityce germanizacyjnej w zaborze pruskim w roku szkolnym (1901- 1902) we Wrześni, k. Poznania, gdzie ich także bito i poniżano.
Teraz jakby o tym zapominamy, niektórzy uczniowie szkołę traktują jako zło, uczą się niechętnie, wagarują i najlepiej nie poszli by do szkoły. No, ale niestety na poziomie podstawowym jest taki obowiązek. Ktoś robiąc analizę nauki w Rzeczpospolitych Polskich odkrył, że poziom nauki jest obniżany systematycznie od roku 1926, od przewrotu majowego. Znawcy twierdzą, że to za sprawą ówczesnego naczelnika państwa marszałka Józefa Piłsudskiego, ze względu na to by ci biedniejsi, jednocześnie z niższym poziomem wiedzy też mogli się uczyć wyżej. Istnieje teraz taka tendencja by nie obciążać ucznia różnymi obowiązkami. Doszło do tego, że w niższych klasach nawet nie zadaje się prac domowych, co jest zwykłym absurdem. Jak dziecko ma utrwalać wiedzę?!
Do dzisiejszych czasów zniknęły w szkołach maturalnych takie przedmioty jak etyka, retoryka, kaligrafia, która wyrabiała nie tylko charakter pisma, ale także kształtowała charakter osobisty. Kaligrafia uczyła cierpliwości, wytrwałości i opanowania, i jednocześnie wydobywała z młodego człowieka ukryte pokłady artyzmu.
Teraz niestety nauka pisania może okazać się nie potrzebna, ponoć w Norwegii nie noszą już długopisów, no bo podpis, autograf złożyć można elektronicznie, w Polsce też.
Nauka jest czymś ważnym, bo powinna też wychowywać a traktuje się ją czasem niepoważnie. Wychowanie przez nauczanie, nauczanie przez wychowanie. Mamy nawet profesorów niepoważnych, którzy chcą nadawać ton niżej wykształconym. Weźmy nawet tych ze świecznika, którzy szczególnie powinni świecić przykładem, przecie posiadają najwyższe stopnie naukowe, wypowiadają się publicznie, ludzie ich słuchają i przyjmują ich język, zachowanie i naśladują, a potem się tłumaczą ze swoich prostackich, często chamskich zachowań, że ten profesor też tak się wyraził, a to przecież profesor uczy na uniwersytecie etyki! Pamiętamy oszołoma Niesiołowskiego Stefana jurnego. Prof. Środa, czy Markowski, pracują na uniwersytetach. Inni profesorowie co mieszają w polskim prawie, pisząc na zlecenie premiera Tuska ekspertyzy prawne, tak jak to prawo on rozumie, pisząc nie bacząc na odpowiedzialność karną, bo ta za kadencji Tuska im nie grozi, a gdzie u nich zachowania etyczne i moralne. O celebrytach i aktorach już nie wspomnę. Roszczą sobie prawo być elitą i przewodnią siłą narodu, a spójrzmy tylko na aktorów Seweryna, Jandę, obydwu Stuhrów, czy Astaszewską. Co powoduje takie zachowanie, czy to brak wychowania, czy wychowanie utracone przez pychę, arogancję, brak szacunku dla innych. Gdzieś po drodze ich edukacji popełniono błąd, albo potem, gdy zaszumiało im pod nosem, postanowili obyć się bez zasad.
A przecież Antyfon z Rammus (480 – 411), ten grecki sofista (wędrujący nauczyciel) filozofii, etyki, retoryki, polityki z piątego wieku przed naszą erą, chociaż odkryty dopiero w latach 1915 -1922 pisał: “Rzeczą najważniejszą dla człowieka jest wychowanie, albowiem każda rzecz dobrze rozpoczęta daje nadzieję dobrego wyniku”. Dlatego tu ukłon w stronę nauczycieli by zechcieli, bo na pewno potrafią zwrócić szczególną uwagę nie tylko na naukę ucznia, ale na wychowanie jego, już teraz, zaraz, na początku roku szkolnego. O ile to możliwe, w miarę możliwości wychowanie przez zauważalne dobre uczynki ucznia, za które powinien być nagrodzony słownie lub drobnym prezentem, bo jak pisał poeta i malarz Mieczysław Czychowski: “Żyć będzie to co wzrosłe z trudem z miłości i uczynków naszych”. Kiedyś dobrze kształtowały i uczyły szacunku do pracy czyny społeczne. Do tej pory dumny jestem z tego, gdy w czasie swojej edukacji z całą klasą posadziliśmy wiele drzew w parku miejskim, które od wielu lat rosną i mają się dobrze. A co robi teraz młodzież w tym parku? – wyrywa na stałe przytwierdzone śrubami do podłoża ławki, które roznosi w różne miejsca w parku, lub daleko poza park, a nawet widziałem dosyć ciężką ławkę wrzuconą do rzeki, gdzie spoczywała sobie kilka dni. W najlepszym wypadku wyrwane ławki grupują młodzi w jednym miejscu i tak świętują zostawiając po sobie śmieci porozrzucane obok kosza na śmieci, który stoi tuż obok ławek. Zdegustowani spacerowicze przechodzą obok kiwając głowami. Zagadnąłem przechodzącą J”ej Mość,” co o ty m myli? – odrzekła: “panie, taka jest teraz młodzież i nic pan nie zrobisz”. No, cóż, ja nie, ale te dzieci (młodzież) mają rodziców, opiekunów, wkrótce pójdą do szkoły i tam będzie ich ktoś edukował, niech to będzie priorytetem już od pierwszych dni zajęć. Pani okazała się być nauczycielką w tych niższych klasach szkoły podstawowej i…ona nic nie może, bo rodzice…! Ważną rzeczą jest więc, by teraz, już na samym początku roku szkolnego przekazać rodzicom ucznia by podjęli współpracę z nauczycielem odnośnie wychowania ich pociech. Bo nie może być tak, że gdy nauczyciel prosi ucznia, by podniósł leżący na korytarzu szkolnym ten przykładowy papierek od cukierka, to uczeń nie spełni prośby nauczyciela, bo ten papierek nie jest jego. W szkole obowiązuje coś takiego jak dyscyplina i hierarchia.
Uczeń powinien słuchać nauczyciela i wykonywać jego polecenia. Nie można ucznia stawiać na tym samym poziomie, nie trzeba tłumaczyć z jakich względów. Tak jak nauczyciel ma słuchać swojego dyrektora. W obu relacjach nie mówimy o przekroczeniu uprawnień przełożonego. W żadnym wypadku też rodzic przy swoim dziecku nie powinien wygłaszać swoich złych opinii na temat nauczyciela. Natomiast wspólnie, w porozumieniu powinni kształtować charakter młodego człowieka, by tej roli nie przejęło środowisko pozaszkolne.
No i rzecz ważna, nie można powtarzać błędów obecnego rządu, który dąży by wyeliminować religię ze szkół i kształtować młodych ludzi w duchu, ale ateistycznym, bo jak pisał Wiktor Gomulicki: ”Bez religijności i kształcenia godność ludzka nie jest możliwa”.
Pamiętali o tym polscy nauczyciele i duchowni w trudnych czasach Rzeczypospolitej, nawet wtedy, kiedy naszej Ojczyzny nie było na mapie. Edukacja i religijność, ta płynąca z ust duchownych i czerpana z modlitewników pozwoliła przetrwać trudne okresy, by zachować tożsamość narodową, język kulturę i obyczaje, by w końcu walcząc na wszystkich frontach I wojny światowej doczekać się niepodległej Ojczyzny. Było to możliwe, bo jak pisze poeta i artysta malarz Mieczysław Czychowski: “Żyć będzie to co wzrosło z trudem, z miłości i uczynków, naszych przodków do Ojczyzny”. Tak więc żyć będzie także to, co wzrośnie z trudem z nas, także wyedukowanej i wychowanej kochanej naszej młodzieży, a po przemieszczonych ławkach w parku widać, ze chęci i zapału do działania naszej kochanej młodzieży nie brakuje. Związani z historią, znając dokonania naszych przodków, nie możemy być oderwani od historii i musimy uczyć tego młodych ludzi, muszą znać swoją tożsamość i walczyć o jej utrwalenie. A historia jest ciekawa, jest nauczycielką życia i wychowawczynią. Dlatego szkoła musi wspomóc rodziców w wychowaniu dzieci i młodzieży, nieraz ich nawet zastąpić, bo cóż z tego, że będziemy mieli złotą młodzież samą dla siebie, zapatrzoną w siebie, bez poszanowania dobra wspólnego, szacunku dla innych, nawet, kaleczącą polską mowę. Bo często jest tak jak dalej pisze Wiktor Teofil Gomulicki (ten, który wydobył i wskrzesił dzieła Norwida), urodzony w Ostrołęce, dzieciństwo w Pułtusku a mieszkający do końca w Warszawie, pisze on: “Pszczoły mają swoich trutni, ludzie złotą młodzież”. A przecież młodzież powinna być…(idąc dalej za Gomulickim): “Promieniem słonecznym, który wszystko rozjaśnia, a nie burzą gradową budzącą postrach”.
Tak więc młodzież z uśmiechem na ustach powinna iść ku wiedzy, by tworzyć, budować, czynić piękne rzeczy, a nie niszczyć, rujnować z szaleńczą wściekłością jak to widzieliśmy nieraz.
Miał rację dr Jan Zamojski kanclerz i hetman wielki koronny przy królu Stefanie Batorym, który mówił i pisał, że:”Takie będą Rzeczypospolite jakie młodzieży chowanie”, czyli nauka i wychowanie. Sam zresztą był wszechstronnie wykształconym, doktorem prawa z Paryża i Padwy, tam nawet był rektorem, w wieku 20 lat, studiował także w Strasburgu. Założył i finansował Akademię Zamojską. Radził sobie w nauce, polityce, wojsku i biznesie, a więc wiedział co mówi. Współpracował z czterema królami Rzeczypospolitej: Zygmuntem II Augustem, Henrykiem Walezym, Stefanem Batorym i Zygmuntem III Wazą. Brał udział w bitwach i wojnach i jako zdolny strateg wygrywał.
On wiedzę potrafił posiąść i wykorzystać.
Pozostaje więc tylko, nauczycielom i uczniom życzyć samych sukcesów nowym roku szkolnym.
Jerzy Rozenek


































































