Sezon żużlowy dobiega powoli końca,
Najlepsza liga żużlowa właśnie zakończyła rundę zasadniczą, a czołową czwórkę walczącą o mistrzostwo Polski stanowi: Sparta Wrocław, zespół z Torunia, który prawie co roku zmienia nazwę, dalej – Motor Lublin i Unia Leszno.
Unia jest to klub, któremu kibicuję od dzieciństwa i który kilka razy mnie strasznie zawiódł.
Tak było i tym razem,
Z oficjalnego źródła prasowego Przeglądu Sportowego jest taka informacja:
„Komplet 19 tys. kibiców na stadionie im. Alfreda Smoczyka po 12. biegach świętował już zwycięstwo nad odwiecznym rywalem — Stelmetem Falubazem Zielona Góra. Za szybko! Przyjezdni zdjęli kibicom Fogo Unii uśmiechy z ust. Wygrali podwójnie trzy ostatnie biegi i odwrócili losy przegranego meczu. Końcowy triumf 46:44 jest jednak tylko zwycięstwem na osłodę. To Unia pojedzie w play-off o medale, a Falubaz o utrzymanie.”
Oglądałem mecz i trzy końcowe biegi podwójne przegrane 5:1 świadczą, że mecz „puszczono”.
Przypomnę, że Unia Leszno nigdy nie została oficjalnie zdegradowana za fair play, ale w 1984 roku odebrano jej tytuł Drużynowego Mistrza Polski z powodu podejrzeń o niesportową postawę (tzw. odpuszczenie meczu ze Stalą Rzeszów).
Był to bezprecedensowy przypadek w historii polskiego żużla, w którym wywalczonego złota nie przyznano nikomu.
Oczywiście, w związku z tym, że format play-offów skonstruowano w odpowiedni sposób, oddawania meczów nie będzie miało miejsca, chyba że … kto to wie.
Przepisy tak rozgrywek o mistrzostwo, jak i w przypadku spadku z ligi są skomplikowane i nudne.
Miejmy nadzieję, że sami żużlowcy pokażą klasę i zapewnią dobre widowiska.
Rozegrano także w Grudziądzu, w ubiegły weekend, Drużynowe Mistrzostwa Europy do lat 24.
Dominacja młodych polskich żuzlowców jest w tym zakresie przytłaczająca.
Odkąd FIM Europe organizuje DMEJ/DME U24, były tylko trzy przypadki, w których Polacy nie wygrali. Niektórzy mówią, że 16 z 19 edycji było dla Polski szczęśliwych. Ja z kolei jestem przekonany, że młodzi polscy żużlowcy są po prostu najlepsi.
Można zawyrokować, że Polacy kolekcjonują złoto, natomiast Duńczycy kolekcjonują srebro.
W Grudziądzu dorzucili już trzynaste.
To te dwa kraje niemal co roku dominują.
Patrząc na indywidualne osiągnięcia polskich żużlowców, wiemy, że Bartosz Zmarzlik jest super championem. Absolutna czołówka.
Nasuwa się pytanie, kto obejmie schedę po nim.
Wśród aktualnych sniorów nie ma gwiazd, jednak jeśli popatrzymy głębiej, to jest nadzieja.
Właśnie w ubiegły weekend największym bohaterem był wciąż jeszcze 16-letni Maksymilian Pawełczak. Jeździł jak z nut.
Chłopak wyrasta na postać formatu absolutnie wyjątkowego.
Trudno mi oceniać jego umiejętności, ale w środowisku żużlowym powszechnie uważa się go za największy talent obecnego pokolenia.
Jego wejście w dorosłe ściganie to pasmo nieustannych zachwytów.
Maksymilian Pawełczak jest wychowankiem Polonii Bydgoszcz. Na dziś „wykręca” fenomenalne liczby, a ostatnio zdradził swoje największe sportowe marzenie po awansie do najwyższej klasy rozgrywkowej.
Potężne możliwości 16-latka doskonale zobrazowała niedawna runda Indywidualnych Mistrzostw Polski rozegrana w Ostrowie Wielkopolskim.
Junior zaprezentował się tam z fenomenalnej strony, stając do walki z absolutną czołówką krajowego speedwaya. W samym finale zawodów zajął doskonałe, czwarte miejsce, ustępując jedynie tak uznanym markom jak Bartosz Zmarzlik, Jakub Krawczyk i Maciej Janowski.
Oby tak dalej!
Bogdan
































































