Nie, Stany Zjednoczone nie potwierdziły jeszcze oficjalnie budowy nowej, dużej stałej bazy wojskowej w Polsce. Pentagon w ostatnich dniach konsekwentnie powtarza, że „nie ma nic do ogłoszenia”. Jednocześnie polskie władze i prezydent Donald Trump mówią o dużym postępie, a Warszawa przygotowuje już grunt pod inwestycję nazwaną roboczo „Fort Trump”.

Poniżej pełny obraz sprawy.

W Polsce od kilku lat działa pierwszy stały garnizon US Army na wschodniej flance NATO — Camp Kościuszko w Poznaniu (U.S. Army Garrison Poland). To przede wszystkim siedziba dowództwa V Korpusu (Forward), a nie wielka baza bojowa z rodzinami żołnierzy.

PONIŻEJ KONTYNUACJA TEKSTU

Obecnie w Polsce stacjonuje około 7–10 tys. amerykańskich żołnierzy, w większości rotacyjnie, a nie na stałe. Od 2018 r. Polska zabiega o coś większego: pełnoprawną bazę z infrastrukturą mieszkaniową, szkołami i zapleczem — taką, która wiąże USA z Polską na dekady.

Pomysł wrócił z impetem w drugiej kadencji Donalda Trumpa. Prezydent Karol Nawrocki publicznie mówi, że jeśli baza powstanie, powinna nosić nazwę Fort Trump.

17 września 2026 r. Trump napisał na Truth Social, że poczyniono „duże postępy” w sprawie bazy US Army w Polsce i że jeśli dojdzie do realizacji, lokalizacja zostanie ogłoszona „bardzo wkrótce”. Nazwał to historycznym krokiem sojuszu.

Kilka dni później polscy ministrowie poszli dalej. Wiceszef MON Paweł Zalewski po rozmowach w Waszyngtonie oświadczył, że strona polska „rozumie, iż decyzja zapadła”, i że rozmowy dotyczą już nie „czy”, lecz „jak” — składu sił, lokalizacji i finansowania. Dodał, że Trump wskazał pułap około 5 tys. żołnierzy na stałej bazie.

Pentagon odpowiedział krótko: „We have nothing to announce at this time”.

Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski jeszcze 21 września ostrożniej mówił, że amerykańska decyzja „wyraźnie jeszcze nie zapadła”, a trwający przegląd obecności USA w Europie idzie raczej w stronę redukcji niż zwiększenia. Później mówił jednak o bazie mogącej przyjąć nawet 10 tys. żołnierzy.

Prezydent Nawrocki w wywiadzie dla Bloomberga stwierdził, że sprawa to „tylko kwestia czasu”, infrastruktura jest już wybierana, a amerykańscy specjaliści byli w Polsce. Chciałby, by obiekt powstał przed końcem kadencji Trumpa w 2029 r.

Według ustaleń „Rzeczpospolitej” i innych redakcji koszt może sięgnąć 11–17 mld zł (ok. 4,4 mld dolarów), w zależności od wielkości i miejsca. Polska ma sfinansować infrastrukturę i dokładać ok. 15 tys. dolarów rocznie na każdego amerykańskiego żołnierza. Rząd przygotowuje przyspieszoną ustawę, by zbudować zaplecze przypominające „małe miasto” — mieszkania, szkoły, usługi dla żołnierzy i rodzin.

Rozważane lokalizacje leżą na zachodzie Polski: okolice Poznania (rozbudowa istniejącego kompleksu), Wrocławia, ewentualnie Dolny Śląsk, Lubuskie lub Zachodniopomorskie. Wschodnia część kraju odpada ze względów operacyjnych i politycznych. Ostateczne miejsce ma zależeć od tego, jakie jednostki USA tam skierują.

Kluczem jest przegląd amerykańskiej obecności w Europie, zarządzony przez sekretarza obrony Pete’a Hegsetha. Raport ma trafić na jego biurko 1 listopada, a na biurko Trumpa 1 grudnia 2026 r. Dopiero potem można oczekiwać formalnej decyzji.

Administracja Trumpa naciska, by sojusznicy wzięli na siebie więcej odpowiedzialności za obronę Europy, a USA przesunęły ciężar w stronę Indo-Pacyfiku. Polska odpowiada ofertą: zapłacimy za bazę, by związać Amerykanów ze wschodnią flanką NATO wobec Rosji.