Stanowisko Komisji Europejskiej wobec sporu o Trybunał Konstytucyjny w Polsce
Kiedy patrzymy na Polskę z perspektywy Polonii, kwestia niepodległości i suwerenności ojczyzny zawsze nabiera szczególnego, głębszego znaczenia. Z daleka od kraju wyraźniej widać, jak wielką wartością jest własne, niezależne państwo, które samo decyduje o swoim losie. Tymczasem gdy śledzimy różne serwisy informacyjne z ostatnich dni – a nie tylko TVP Info, Polsat czy Onet i GW – docierają do nas informacje o kolejnej fali nacisków na Warszawę. Nacisków, które każą postawić zasadnicze pytanie: gdzie kończy się współpraca międzynarodowa, a zaczyna ingerencja w suwerenność polskiego państwa.
Oto Bruksela drugiego listopada 2026 r. wypowiedziała się w sprawie Trybunału Konstytucyjnego, stwierdzając, że „polski parlament (Sejm) ma konstytucyjne prawo do powoływania nowych sędziów Trybunału Konstytucyjnego”, i domaga się od polskich władz zapewnienia, aby Trybunał przestrzegał Konstytucji i orzeczeń sądów Unii Europejskiej. Wyrażono opinię, że „Trybunału Konstytucyjnego w Polsce, z okresu poprzednich rządów PiS, nie można było uznawać za niezależny i bezstronny organ z powodu nieprawidłowości związanych z powoływaniem sędziów”.
Według interpretacji Katarzyny Domagały-Pereiry, autorki artykułu pt. „Konflikt um das polnische Verfassungsgericht: Brüssel bezieht Stellung” – „Konflikt wokół Trybunału Konstytucyjnego. Bruksela zajmuje stanowisko”, opublikowanego pierwszego listopada w Deutsche Welle, Komisja Europejska absolutnie wyraźnie opowiedziała się po stronie prounijnego, centrolewicowego rządu premiera Donalda Tuska i zajęła stanowisko przeciwne do stanowiska prawicowo-konserwatywnego prezydenta Karola Nawrockiego.
Wypowiedzi „po stronie” wobec aktualnie rządzących w Polsce i „przeciwne” wobec polskiego najwyższego organu sądownictwa konstytucyjnego, stojącego na straży prymatu krajowego prawa nad unijnym, oraz wobec wybranego przez Polaków Prezydenta – zdominowały w tych dniach debatę publiczną.
Śledząc jej przebieg, upewniamy się, że Komisja Europejska wsparła polski parlament i oficjalnie wyjaśniła, że powoływanie nowych członków Trybunału Konstytucyjnego należy do jego konstytucyjnych kompetencji. Skierowała też wezwanie do Prezydenta do niezwłocznego oficjalnego zaprzysiężenia sędziów prawidłowo (takiego sformułowania użył komisarz UE do spraw sprawiedliwości Michael McGrath) wybranych przez parlament. W ten sposób zostało zakwestionowane prawo głowy państwa polskiego do samodzielnego blokowania objęcia urzędu przez nowych sędziów, którzy nie złożyli przysięgi przed Prezydentem.
Rzeczniczka Komisji Europejskiej Louise Bogey jednoznacznie oświadczyła agencji AFP (Francuska Agencja Prasowa), że legitymizacja leży po stronie Sejmu i prawa UE, co wyraziła w słowach: „Obowiązkiem polskich władz jest zapewnienie, aby TK funkcjonował zgodnie z polską Konstytucją oraz przy należytym uwzględnieniu orzecznictwa Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej”.
Z punktu widzenia Brukseli to oświadczenie nie jest tylko „opinią prawną” – ma ono konkretne, twarde konsekwencje polityczne i finansowe.
Oto co dokładnie z niego wynika w praktyce:
- Tusk otrzymuje wyraźne „zielone światło” – jedno z wyżej wymienionych przeze mnie form „po stronie”. W tym przypadku jego działania są zalegalizowane. Skoro więc Bruksela uznaje, że legitymizacja leży po stronie Sejmu, oznacza to, że uchwały Sejmu unieważniające nominacje dawnych sędziów (tzw. dublerów) są z perspektywy UE w pełni legalne.
- Unia daje rządowi Donalda Tuska sygnał pełnego poparcia dla ignorowania obecnego Trybunału Konstytucyjnego jako legalnego.
- I – co najmocniej uderza w polską rację stanu – to oświadczenie Unii jest skierowane bezpośrednio w pozycję polskiego Prezydenta. Wynika z niego, że wetowanie ustaw naprawczych i odmawianie zaprzysiężenia nowych sędziów przez Karola Nawrockiego jest traktowane przez UE jako działanie bezprawne. W ten sposób Bruksela próbuje politycznie izolować Nawrockiego na arenie międzynarodowej.
- To oświadczenie trzeba odczytać jako ostrzeżenie finansowe ze strony Unii Europejskiej – z możliwością kolejnych blokad funduszy, bo w języku unijnym przypomnienie o „konieczności uwzględnienia orzecznictwa TSUE” to zawoalowana groźba. Wynika z tego, że jeśli Polska (np. przez veto Prezydenta) nie przywróci uznawanego przez UE porządku w sądach, Komisja Europejska może ponownie zamrozić wypłaty funduszy unijnych (KPO lub funduszy strukturalnych), powołując się na mechanizm warunkowości (ochrona praworządności).
Z powyższego wynika, że UE wchodzi w fazę twardego, instytucjonalnego wsparcia dla rządu w Warszawie i oficjalnie uznaje obecny skład TK za niebyły, co otwiera drogę do radykalnych zmian w Polsce przy pełnej osłonie dyplomatycznej z Brukseli. A dla Tuska oznacza to: „Róbcie swoje, my stoimy za wami”.
To „stoimy za wami” da się odczytać w przebiegu odbytego piątego listopada szczytu V4 Grupy Wyszehradzkiej w słowackim Trenczynie. Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen zrezygnowała z udziału we wspólnej konferencji prasowej z prezydentem Karolem Nawrockim. Poinformowały o tym Radio ZET, Interia i Polskie Radio. Według doniesień agencji Bloomberg decyzja ta miała być gestem tego „stoimy za wami” wobec Donalda Tuska w sporze dotyczącym Trybunału Konstytucyjnego. Von der Leyen miała nie chcieć, aby jej obecność u boku polskiego prezydenta została odebrana jako legitymizowanie jego stanowiska. Komisja Europejska przedstawiła jednak inne wyjaśnienie, wskazując na wcześniej zaplanowane obowiązki przewodniczącej.
Niezależnie od rzeczywistych motywów tej decyzji, sam incydent skłania do postawienia istotnego pytania: czy instytucje europejskie zachowują należny dystans wobec wewnętrznych sporów konstytucyjnych państw członkowskich? I gdzie przebiega granica między troską o przestrzeganie europejskich zobowiązań a ingerencją w sprawy ustrojowe suwerennego państwa?
To pytania, których w dyskusji o suwerenności Polski nie wolno pomijać.
Śledźmy dalej sytuację, bo jest ona niezbyt różowa dla Polski.
Maria Legiec

































































