8 października 2026 r. Sejm uchwalił nowelizację ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną, która wprowadza procedurę szybkiego blokowania nielegalnych treści w internecie. Za głosowało 242 posłów, przeciw 61, a 136 wstrzymało się od głosu. Ustawa trafia do Senatu. To druga część implementacji unijnego Aktu o usługach cyfrowych (DSA). Pierwsza – dotycząca organów nadzoru i systemu skarg – została wcześniej podpisana przez prezydenta Karola Nawrockiego.
Decyzje o ograniczeniu dostępu do treści mają wydawać przede wszystkim prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej (UKE), a w przypadku materiałów wideo – przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Nakazy mogą dotyczyć treści związanych z przestępstwami, w tym mową nienawiści, oszustwami, kradzieżą tożsamości, naruszeniami praw autorskich oraz – szczególnie podkreślanymi – materiałami dotyczącymi wykorzystywania seksualnego dzieci i treściami drastycznymi. Platformy i dostawcy usług będą musieli wykonywać takie decyzje. W pilnych przypadkach przewidziano rygor natychmiastowej wykonalności (rozszerzony m.in. o pornografię z udziałem małoletnich lub zwierząt oraz materiały o drastycznej formie). Użytkownik może wnieść sprzeciw do sądu; w zasadzie powinien on wstrzymywać wykonanie decyzji, choć w najcięższych sprawach blokada może wejść w życie od razu.
Kontekst szkolnych ataków
Projekt nie był wcześniej traktowany jako pilny. Sytuację zmieniły ostatnie ataki nożownicze w szkołach. Premier Donald Tusk podczas rządowej narady w tej sprawie wezwał do szybkiego procedowania przepisów pozwalających państwu natychmiast blokować mowę nienawiści w sieci, by chronić dzieci, uczniów i nauczycieli. Argumentował, że przemoc przenosi się z internetu do szkół i domów, a państwo potrzebuje narzędzi, których wcześniej nie miało. Krótko po tych słowach ustawa trafiła do głosowania.
Rząd (m.in. minister Krzysztof Gawkowski) przedstawiał ją jako odpowiedź na „patologie” internetowe i krytykował wcześniejsze weto prezydenta Nawrockiego jako krótkowzroczne zasłanianie się hasłem wolności słowa. Opozycja i część komentatorów wskazywała jednak, że łączenie tragicznych wydarzeń szkolnych z przyspieszeniem mechanizmu administracyjnego blokowania treści niesie ryzyko nadużyć.
Zagrożenia dla wolności słowa
Choć rząd podkreśla, że blokowane mają być tylko treści już nielegalne na gruncie Kodeksu karnego, a użytkownikom przysługuje ścieżka odwoławcza, krytycy (w tym Instytut Ordo Iuris, Konfederacja i część PiS) od miesięcy ostrzegają przed ryzykiem systemowym. Administracyjne – a nie wyłącznie sądowe – decyzje o blokowaniu otwierają drogę do arbitralnych interpretacji, zwłaszcza kategorii „mowy nienawiści”. W praktyce może ona objąć ostrą, ale legalną krytykę polityki migracyjnej, rządu czy określonych ideologii.
Platformy pod groźbą kar mogą prewencyjnie usuwać treści na granicy legalności (efekt mrożący). Rygor natychmiastowej wykonalności, nawet ograniczony, stwarza niebezpieczeństwo usunięcia materiału, zanim sąd zdąży go ocenić. Autor treści często nie jest stroną postępowania administracyjnego. Wcześniejsze analizy wskazywały też, że ustalenia organu administracyjnego mogą wiązać sąd w sporach o usunięcie treści, co osłabia konstytucyjne prawo do sądu i wolność wypowiedzi.
Ustawa nie jest jeszcze prawem – czeka ją Senat i ewentualny podpis prezydenta. Poprzednia, szersza wersja została zawetowana właśnie z powodu obaw o cenzurę. Obecna jest węższa, ale mechanizm szybkiego blokowania przez urzędników pozostaje kontrowersyjny – zwłaszcza gdy przyspieszenie prac uzasadniano emocjami po tragediach szkolnych. Kluczowe będzie, jak w praktyce UKE, KRRiT i sądy będą stosować przepisy.
Podobne mechanizmy regulowania treści online są wprowadzane w większości krajów Zachodu.
W Wielkiej Brytanii Online Safety Act z 2023 r. jest już w fazie wdrożenia (pełna implementacja planowana do połowy 2027 r.). Regulator Ofcom nakłada na platformy obowiązki usuwania nielegalnych treści (w tym terroryzmu, CSAM, treści związanych z nienawiścią i przestępstwami public order) oraz ochrony dzieci przed treściami szkodliwymi. Obowiązują wymogi age assurance, a platformy muszą wdrażać systemy proaktywnego wykrywania i usuwania priorytetowych przestępstw. Krytycy od lat wskazują na ryzyko efektu mrożącego.
We Francji obowiązuje połączenie DSA z krajowymi przepisami (m.in. LCEN i prawo prasowe z 1881 r.). Sądy mogą nakazywać usuwanie treści nielegalnych, w tym mowy nienawiści i podżegania do przemocy. W 2026 r. rząd próbował wprowadzić zakaz korzystania z mediów społecznościowych dla osób poniżej 15 lat – francuski Trybunał Konstytucyjny uznał go za niekonstytucyjny z powodu naruszenia wolności wypowiedzi i niewystarczających gwarancji prywatności. Obecnie procedowane są węższe ograniczenia funkcji platform uznanych za uzależniające.
W Niemczech od lat działał NetzDG (częściowo zastąpiony lub uzupełniony przez implementację DSA). Obowiązują surowe przepisy karne dotyczące mowy nienawiści (Volksverhetzung). W 2026 r. rząd przyjął projekt ustawy wzmacniającej ochronę przed „przemocą cyfrową” (w tym deepfake’ami seksualnymi), która ułatwia ofiarom uzyskiwanie danych od platform i nakazywanie zawieszenia kont.
Kanada idzie podobną drogą. W czerwcu 2026 r. rząd Marka Carney’ego wprowadził Bill C-34 (Safe Social Media Act). Projekt tworzy Digital Safety Commission, nakłada na platformy obowiązki ograniczania ekspozycji na siedem kategorii „szkodliwych treści” (w tym treści „podżegających do nienawiści” i nawołujących do przemocy), przewiduje zakaz kont w mediach społecznościowych dla osób poniżej 16 lat (z możliwością wyjątków) oraz szybkie usuwanie CSAM i niekonsensualnych treści intymnych. Ustawa nie jest jeszcze prawem, ale kontynuuje logikę wcześniejszego (nieuchwalonego) Online Harms Act. Część przepisów karnych z poprzedniego projektu weszła już w życie jako Combatting Hate Act (C-9).
Na poziomie Unii Europejskiej wspólnym fundamentem jest Digital Services Act. Nakłada on na platformy obowiązki reagowania na treści nielegalne (definiowane przez prawo krajowe), ocen ryzyka systemowego oraz przejrzystości. Krajowe implementacje – takie jak polska – dodają konkretne procedury nakazów blokowania. Krytycy (w tym z USA i część europejskich organizacji) ostrzegają, że system zachęca platformy do prewencyjnego usuwania treści legalnych, zwłaszcza politycznych, aby uniknąć kar sięgających nawet 6% globalnego obrotu.
Stany Zjednoczone są tu wyraźnym wyjątkiem. Pierwsza Poprawka do Konstytucji i sekcja 230 chronią przed rządowym nakazywaniem usuwania legalnej mowy. Państwo nie może tworzyć regulatora, który nakazywałby platformom blokowanie treści uznanych za „szkodliwe” lub „mowę nienawiści” w takim zakresie, jak robią to DSA, brytyjski Online Safety Act czy proponowane przepisy kanadyjskie. Platformy moderują samodzielnie na podstawie własnych regulaminów – co również budzi kontrowersje, ale nie jest to bezpośredni nakaz państwa.



































































