Nick Wright, prawnik z Toronto, uważa, że prawo funkcjonariuszy kanadyjskiej służby granicznej do przeszukiwania telefonów łamie konstytucyjne prawa obywateli. Wright opowiada, że wylądował na Pearsonie 10 kwietnia i CBSA bez żadnego wyraźnego powodu zakwalifikowało go do dodatkowej kontroli. Wcześniej przez 4 miesiące przebywał poza Kanadą, w Gwatemali i Kolumbii szlifował swój hiszpański i pracował zdalnie. Nie miał zastrzeżeń, gdy funkcjonariusze przeszukiwali jego bagaż, ale odmówił, gdy oficer zażądał hasła do telefonu i laptopa. Powiedział, że na obu urządzeniach znajdują się dane niejawne dotyczące jego klientów. Wtedy funkcjonariusz skonfiskował oba urządzenia i powiedział, że zostaną odesłane do rządowego laboratorium, którego pracownicy spróbują złamać hasło i dostać się do plików. Według Wrighta to pogwałcenie wolności obywatelskich. Prawnik jeszcze nie odzyskał swoich urządzeń. Podkreśla, że w międzyczasie musiał wydać na nowe około 3000 dolarów.

CBSA twierdzi, że ma prawo bez nakazu przeprowadzić inspekcję na granicy poszukując dowodów przestępstw celnych. Na takich samych zasadach odbywa się przeszukanie bagażu. Jeśli podróżny odmawia podania haseł, sprzęt może być przejęty.

Według służb od listopada 2017 do marca 2019 roku dokonano przeszukania urządzeń elektronicznych należących do 19 515 podróżnych (co stanowi 0,015 proc. podróżnych, którzy przekroczyli granicę w tym okresie). Dowody na łamanie przepisów celnych znaleziono w 38 proc. przypadków. Podczas przeszukania urządzenia nie mogą być podłączone do internetu, tak by kontroli podlegało tylko to, co jest zapisane w ich pamięci, mówią wytyczne CBSA.

OpenMedia prowadzi kampanię edukacyjną dotyczącą przeszukań na granicy, która ma też pokazać rządowi, że najwyższy czas na zmianę prawa.