Nadchodzą „dni ostatnie” przed wyborami do Parlamentu Europejskiego w związku z czym Umiłowani Przywódcy, zajęci licytacjami o to, kto jest lepszym europejsem, o to, kto będzie skuteczniej walczył z pedofilią i wreszcie – o różnicę łajdactwa, nie mają już głowy do zajmowania się czymkolwiek innym.
Do licytacji jeszcze wrócimy, a tymczasem na Ukrainie na stanowisku prezydenta zainstalował się Włodzimierz Żeleński. Mówią o nim, że jest wynalazkiem żydowskiego oligarchy Igora Kołomyjskiego i chyba coś jest na rzeczy, bo pierwszą decyzją, jaka ogłosił, było rozwiązanie tamtejszego Najwyższego Sowieta.
Ten Sowiet był owocem kompromisu między oligarchami, którzy delegowali tam swoich przedstawicieli, żeby pilnowali interesu. Prezydent Poroszenko był swego rodzaju notariuszem tego kompromisu, więc nie miał oczywiście wiele do gadania. Teraz za to oskarżają go o zdradę stanu i jeśli nie zwieje do Rosji, albo jakichś ciepłych krajów, to może znaleźć się w jakimś mniej komfortowym miejscu, niczym w swoim czasie piękna Julia, o której ostatnio nie słychać.
Ten kompromis najwyraźniej się załamał, więc nowy prezydent postanowił rozwiązać Najwyższy Sowiet i skompletować nowy. Ponieważ ten nowy musi być skompletowany przy zachowaniu metod demokratycznych, a przynajmniej ich pozorów, prezydent Zeleński wystąpił z projektem ordynacji wyborczej, który jednak został przez Sowiet odrzucony.
Najwyraźniej pozostali oligarchowie nie dają za wygraną, chociaż Igor Kołomyjski ma wyraźną przewagę qua oligarcha i qua przewodniczący tamtejszej Wspólnoty Żydowskiej.
Niedawno Kijów odwiedził pełnomocnik Departamentu Stanu USA do walki z antysemityzmem w Europie, pan Elan Carr. Pochwalił Ukrainę, że nie ma tam antysemityzmu, a najlepszym tego dowodem jest to, że prezydentem jest Żyd i premierem rządu też jest Żyd.
Jest to wskazówka, również i dla Polski, w jaki sposób można się uwolnić od podejrzeń o antysemityzm, więc jestem przekonany, że prędzej, czy później i raczej prędzej, niż później będzie musiało do tego dojść.



Tymczasem jednak trwają licytacje.
Pierwsza – kto jest lepszym europejsem. Obóz zdrady i zaprzaństwa, który na tę okazję przy brał nazwę Koalicji Europejskiej ma takie emploi, że będzie mniej wartościowy naród tubylczy tresował do europejskości, podobnie jak Partia za komuny tresowała mniej wartościowy naród tubylczy do internacjonalizmu proletariackiego. Nawiasem mówiąc, w tej Koalicji są weterani tamtych bojów, więc jestem pewien, że ich doświadczenia zostaną wykorzystane.
Z kolei obóz „dobrej zmiany”, czyli płomiennych dzierżawców monopolu na patriotyzm, ustami Jarosława Kaczyńskiego postawił niedawno znak równości między uczestnictwem Polski w UE, a polskim patriotyzmem. Tak czy owak – sierżant Nowak – jak mawiano za moich czasów w kołach wojskowych, więc myślę, że Nasza Złota Pani musi być z tych wiernopoddańczych deklaracji zadowolona.
Wprawdzie rządowy biuletyn telewizyjny, w jaki prezes Kurski, już nie dbając o żadne pozory, przekształcił rządową telewizję, zdemaskował wszystkich, którzy rozpętali „histerię” w sprawie żydowskich roszczeń majątkowych, których tak naprawdę wcale „nie ma”, jako ruskich agentów, a rykoszetem dostało się nawet mnie i zostałem zdemaskowany jako poplecznik ubeków.
W dodatku Jarosław Kaczyński wystąpił niedawno z kartką papieru w ręce, twierdząc, że to jest najlepsza gwarancja, że Polska nie odda ani guzika. Najwyraźniej musiał zapatrzeć się na Nevila Chamberlaina, który w 1938 roku tak samo wymachiwał świstkiem papieru twierdząc, że „przywiózł pokój” – z identycznym zresztą skutkiem.
Ale jednocześnie pan marszałek Kuchciński, do którego wpłynął projekt ustawy antyroszczeniowej autorstwa posła Rzymkowskiego z klubu Kukiz 15, bez ceregieli zdjął go z porządku dziennego. Znaczy – w deklaracjach nie oddamy ani guzika – ale gdy przychodzi do projektu ustawy, to PiS skutecznie ją blokuje, żeby nie narażać się nie tylko Naszemu Najważniejszemu Sojusznikowi, ale również – Sojusznikowi Naszego Sojusznika, czyli bezcennemi Izraelowi, który co i rusz stwarza panu premierowi Morawieckiego okazje do odegrania przedstawienia, jak to broni godności narodowej i polskich interesów.

Zatem skoro obóz „dobrej zmiany” wygłasza takie zaporowe deklaracje, do obóz zdrady i zaprzaństwa postanowił go przelicytować. Zadanie powierzono Włodzimierzowi Cimoszewiczowi, którego SB zarejestrowała pod ;pseudonimem „Carex”. Pan Cimoszewicz pryncypialnie schłostał mniej wartościowy naród tubylczy za to, że odmowę zwrócenia zagrabionej własności uważa za „cnotę”. Chyba po tym wypadku, kiedy to – jak powiadają – uciekł z miejsca zdarzenia, coś mu padło na umysł, bo najwyraźniej zapomniał, że roszczenia dotyczą „własności bezdziedzicznej”, do której pretendują organizacje przemysłu holokaustu i bezcenny Izrael.
Niezależnie od tego, pan Cimoszewicz, jako surowy rewident cnoty, wzbudza efekt komiczny, bo w roku 1968, jako członek ZMS, uczestniczył w wysyłaniu „syjonistów” do „Syjamu”, no a jako członek PZPR też musiał mieć do własności – zwłaszcza cudzej – stosunek krytyczny, bo przecież partia ta na swoje sztandary wpisała likwidację własności prywatnej.
Wreszcie wypada przypomnieć, że Włodzimierz Cimoszewicz korzysta z przywileju późnego urodzenia, bo gdyby tak urodził się wcześniej, to pewnie pomagałby swemu ojcu przy „mokrej robocie”. Ale starsi i mądrzejsi na pewno zauważą neoficką gorliwość Włodzimierza Cimoszewicza i jeśli nawet nie jemu, bo podobno ostatnio trochę niedomaga, to jego synowi, który stawia pierwsze szagi w polityce, jakąś tam burgrabiowską funkcję obmyślą. Zatem licytacja odbywa się również na odcinku żydowsko-roszczeniowym.
Nie jest to oczywiście odcinek jedyny, bo po filmie panów braci Sekielskich, których podejrzewam o to, iż inspirację i wskazówki co do tropów dostarczyły stare kiejkuty, obydwa obozy przystąpiły do licytacji, kto będzie surowszym biczem Bożym na pedofilów.


Minister Ziobro zainicjował drakońskie kary, które z pewnością staną się fundamentami przemysłu molestowania – bo któraż ofiara – rzeczywista, albo nie – nie chciałaby doznać satysfakcji, jak nie w postaci złotego plastra, to w postaci „hańby” w jakiej powinien umrzeć jej molestant? Niezależnie od tego, swoje półgęski ideowe, w tym dymie, którego nie ma bez ognia, próbują uwędzić partie i oto pan Zandberg z partii „Razem” złożył doniesienie na arcybiskupa Stanisława Gądeckiego, nie bacząc, że ten hierarcha jest promotorem „Dni Judaizmu” w mniej wartościowym Kościele tubylczym – a kolejnym kandydatem do aresztu wydobywczego został kardynał Henryk Gulbinowicz.
Ale to dopiero początek, tym bardziej, że – jak powiadają wtajemniczeni – jest to wspaniała okazja dla lobby sodomitów wśród duchowieństewa, by poprzez poświęcenie paru kozłów ofiarnych w postaci wyższych hierarchów, nie tylko się uwiarygodniło, ale przy okazji – otworzyło sobie drogę do kariery.
Wreszcie kolejna licytacja dotyczy różnicy łajdactwa. Jak wy nam Amber Gold i VAT, to my wam Srebrną i Morawiecką, co to za 700 tysięcy kupiła od Kościoła teren, obecnie – jak to skrupulatnie wyliczył Judenrat żydowskiej gazety dla Polaków, która jak zwykle przoduje w licytacjach, niczym stary Szlangbaum z „Lalki” Bolesława Prusa.
W tej sytuacji naród przystąpi do wyłonienia z siebie 51 przedstawicieli, którzy w jego imieniu będą w Brukseli popijać i zakąszać – bo po to właśnie ten cały Parlament Europejski został utworzony.

Stanisław Michalkiewicz