Alicja Farmus

Znów nasta­ły takie cza­sy, że nale­ży się po jakiejś stro­nie usta­wić. Nie moż­na stać dłu­żej w roz­kro­ku — albo tu, albo tam.

Pamię­ta­cie jak to było z tymi, któ­rzy przy­je­cha­li do Kana­dy i nie mogli się zde­cy­do­wać, czy są tu, czy są tam? I tak sta­li w roz­kro­ku, ani tu, ani tam. Nie­któ­rzy w koń­cu tak zosta­li, ani tu, ani tam. Mnie pod tym wzglę­dem było łatwiej, bo całej mojej rodzi­nie udzie­lo­no azy­lu politycznego.

Więc jak w koń­cu i mnie pozwo­lo­no łaska­wie wyje­chać w ramach łącze­nia rodzin, to dosta­łam pozwo­le­nie na jed­no­krot­ne prze­kro­cze­nie gra­ni­cy z Pol­ski do Kanady.

Koniec.

Żad­nej odpra­wy na zasie­dle­nie, tak jak więk­szo­ści tym z 1968 roku, mi nie dano. Nawet nie wie­dzia­łam, że tam­tym przy­słu­gi­wa­ła, bo było to trzy­ma­ne przed wio­dą­cą siłą naro­du socja­li­stycz­ne­go — robot­ni­ka­mi, chło­pa­mi i inte­li­gen­cją pra­cu­ją­cą —  w tajem­ni­cy. A odpra­wy te były nie­wiel­kie na Zacho­dzie, ale w Pol­sce kil­ka­set dola­rów to była suma nie­wy­obra­żal­na, a dola­rów to się na oczy nie widzia­ło. Ja na przy­kład, pierw­sze­go dola­ra zoba­czy­łam u moje­go kole­gi ze stu­diów w Kra­ko­wie, jak poszli­śmy do Pewe­xu (pro­wa­dzo­ne­go przez żydow­ską kasę opie­ki, ale wte­dy też tego nie wie­dzie­li­śmy) i on chciał kupić dżin­sy wran­gler, ale podro­ża­ły o jed­ne­go dola­ra. I musiał tego dola­ra kupić od koni­ka, bo na resz­tę miał bony od ciot­ki. Ja ciot­ki nie mia­łam, więc bonów nie mia­łam, a dola­rów też nie, bo nie mia­łam kasy.

My wte­dy naiw­nie myśle­li­śmy, że Pewex, to sieć skle­pów PKO od Pol­ska Kasa Oszczęd­no­ści, a nie PeKaO – Pol­ska Kasa Opie­ki zało­żo­na do opie­ki Żydów w Pale­sty­nie i w Pol­sce. A tu znów cza­sy się zmie­ni­ły i sie­dzieć okra­kiem na pło­cie się nie da.

Dla­te­go też nie mogąc dłu­żej znieść, jak obra­ża się nasze mamy, bab­cie, cio­cie i sąsiad­ki nazy­wa­jąc je obraź­li­wie ‘mohe­ra­mi’, tyl­ko za to, że cho­dzą do kościo­ła, modlą się za nas i za pomyśl­ność naszej Ojczy­zny, i sta­ją upar­cie na stra­ży tego co pol­skie. Jakoś niko­mu z tych, co tym mohe­rom tak ubli­ża­ją nie prze­szło na myśl, żeby obra­żać w taki spo­sób inne panie, noszą­ce inne rze­czy na gło­wach, przy któ­rych mohe­ro­we bere­ty są wyznacz­ni­kiem dobre­go gustu, pro­stej ele­gan­cji i kla­sy. Te bied­ne mohe­ry to były win­ne wszyst­kie­mu. Taka prze­nie­sio­na złość na bez­bron­ne­go. Więc wyszu­ka­łam pięk­ny mohe­ro­wy beret czar­no bia­ły w szu­fla­dzie mojej sio­stry i zaczę­łam w nim paradować.

Osten­ta­cyj­nie.

I co mi zro­bi­cie?  Tyl­ko mi może­cie zje­chać po puklu (dla nie­wta­jem­ni­czo­nych:  pukiel to w języ­ku ślą­skim ple­cy). Wyśmie­wa­nie z mohe­rów się skoń­czy­ło, jak KOD zaczął je prze­ku­py­wać pła­cąc za udział w ich mar­nych demon­stra­cjach. Wte­dy to już nie były mohe­ry, tyl­ko bojow­nicz­ki o demon­stra­cje. Ale te panie się szyb­ko zorien­to­wa­ły, co jest gra­ne, i już nie moż­na było ich prze­ku­pić. Prze­sta­ły uczest­ni­czyć w mani­fe­sta­cjach KOD‑u i innych – nawet za pie­nią­dze. Taki har­dy naród – nie­prze­kup­ny. Więc zosta­łam dum­nym mohe­rem i dobrze mi z tym.


A dla wszyst­kich lewa­ków w Kana­dzie jestem faszyst­ką – bo jak nie jesteś lewa­kiem to jesteś faszy­stą. I nic ich to nie obcho­dzi, że Hitler był lewa­kiem. Jak się z nimi nie zga­dzasz to jesteś faszy­sta. I wie­cie co?  To, że raz jed­na psy­chol­ka (z dłu­gą i impo­nu­ją­cą listą prze­gra­nych spraw sądo­wych za znie­sła­wie­nie) nazwa­ła mnie zło­dziej­ką na łamach roz­bi­jac­kie­go polo­nij­ne­go pisem­ka wca­le zło­dziej­ką mnie nie czy­ni. A od osą­dza­nia i roz­grze­sza­nia jest Bóg. Na całe szczę­ście nie dałam się spro­wo­ko­wać, bo mie­li­by­śmy jesz­cze jeden pro­ces o znie­sła­wie­nie. I co? Babor by prze­grał, ale nic nie zapła­cił, bo for­mal­nie gro­szem nie śmier­dzi, a ja bym pew­nie pła­ci­ła rachun­ki praw­ni­kom do dzi­siaj. Do sądu idzie się nie po praw­dę tyl­ko po wyrok.

Więc teraz pani amba­sa­dor US w War­sza­wie ofi­cjal­nie nazwa­ła mnie nacjo­na­list­ką, i tak nas nazwa­no  w Toron­to Star, gdzie ponow­nie uka­zał się szka­lu­ją­cy nas arty­kuł (jesz­cze jeden). Wca­le mnie to nacjo­na­list­ką nie czy­ni. A kto zapro­te­stu­je, kto sko­ry­gu­je, kto nas obroni?

Kie­dyś przy Kon­gre­sie Polo­nii Kana­dyj­skiej (przy Zarzą­dzie Głów­nym, a potem przy Okrę­gu Toron­to) była pręż­na Komi­sja d/s Obro­ny Dobre­go Imie­nia Pol­ski i Pola­ka. Zaj­mo­wa­ła się ona bar­dzo rze­czo­wą i na cza­sie odpo­wie­dzią na prze­kła­ma­nia doty­czą­ce Pola­ków i Pol­ski. Co się z tą komi­sją sta­ło? Dla nas jest nie­wi­docz­na. Ostat­nio (pół roku temu) wysła­łam e‑mail z zapy­ta­niem do przed­sta­wi­cie­li tej zacnej komi­sji czy coś robi w spra­wie usta­wy 477 JUST. Do dzi­siaj nie otrzy­ma­łam żad­nej odpo­wie­dzi. Nawet takiej, że ich usta­wa 477 JUST nie inte­re­su­je. Zasy­pia­nie gru­szek w popie­le. Jak­by spe­cjal­nie na zle­ce­nie? Ukrę­ca się łeb orga­no­wi, któ­ry nas chwa­leb­nie przez całe deka­dy bronił.

Komi­sja Obro­ny Dobre­go Imie­nia Pola­ka i Pol­ski dzia­ła­ją­ca przy Kon­gre­sie Polo­nii Kana­dyj­skiej była naszą polo­nij­ną chlu­bą.  I to zosta­ło rozmyte.

Ocze­ki­wa­li­by­ście, że nasze pla­ców­ki dyplo­ma­tycz­ne coś spro­stu­ją. Ale one mil­czą zgod­nie z wytycz­ny­mi z cen­tra­li MSZ. Sie­dze­nie na pło­cie poma­ga w uda­wa­niu, że jest się i tu i tam. Podob­nie jak z wybo­ra­mi do Par­la­men­tu Euro­pej­skie­go. To nasze pra­wo, aby uczest­ni­czyć w wybo­rach pań­stwa, któ­re­go jeste­śmy obywatelami.

To nasz indy­wi­du­al­ny wybór czy z tego pra­wa korzy­sta­my, czy nie, i to nasza oso­bi­sta decy­zja na kogo gło­su­je­my. Ocze­ki­wa­ła­bym jed­nak, aby moi polo­nij­ni lide­rzy zaję­li w tej spra­wie sta­no­wi­sko. Tak się zło­ży­ło, że zosta­łam za to, że idę na wybo­ry pol­skie (a uczest­ni­czę pra­wie zawsze), głu­pio zaata­ko­wa­na. Jeden mi zarzu­cił, że nie powin­nam, bo miesz­kam w Kana­dzie, i nie mam nic do tego co się dzie­je w Pol­sce (tak mu powie­dział brat, któ­ry miesz­ka w Pol­sce). Bar­dzo się na mnie roze­źlił, jak się z nim nie zgodziłam.

Dru­gi mi powie­dział, że tam i tak nie ma na kogo gło­so­wać, więc nie ma po co iść, a trze­ci mi zaśpie­wał sta­rą śpiew­kę, że powin­nam gło­so­wać tam gdzie pła­cę podat­ki. Panie kocha­ny, a co ma wspól­ne­go pra­wo wybor­cze z pra­wem fiskal­nym?  Poza tym obec­nie wie­lu z nas pła­ci podat­ki w wię­cej niż jed­nym kraju.

Szczy­tem wszyst­kie­go był żeglarz z łód­ki na rej­sie na Bri­tish Vir­gin Island, któ­ry mnie chciał ze zło­ści  wepchnąć do oce­anu, za to że gło­su­ję w wybo­rach pol­skich. On twier­dził, ba! krzy­czał, że nie mam pra­wa. Potem oka­za­ło się, że jest natu­ra­li­zo­wa­nym Pola­kiem, i sam skrzęt­nie uczest­ni­czy w wybo­rach pol­skich. Czy­li cho­dzi­ło o to, aby pol­ski motłoch (czy­li mnie) uro­bić tak, aby nie gło­so­wał, a wte­dy tyl­ko tacy jak on byli­by widocz­ni i wybie­ra­li Cimo­sze­wi­cza. Buz­ka (agent o pseu­do­ni­mie Karol), Różę Thun, Janu­sza Lewan­dow­skie­go i tym podob­nych. Zauważ­cie, kogo dalej wybie­ra się w dużych mia­stach — zna­czy się, kto dalej w tych mia­stach mieszka.

Więc nie siedź­cie na pło­cie i złaź­cie i zde­cy­duj­cie. Jak wy nie pój­dzie­cie do wybo­rów, to pój­dą za was inni. Czy znów tego chcecie?

I myślę, że jest to zapo­mnia­na funk­cja naszych orga­ni­za­cji, aby dać wykład­nię i zająć w spra­wie uczest­ni­cze­nia w wybo­rach, i w Kana­dzie, i w Pol­sce, sta­no­wi­sko. Tyl­ko. Naj­pierw to sta­no­wi­sko trze­ba mieć.

A tu widać znów tak wygod­nie mieć sta­no­wi­sko, żeby tego sta­no­wi­ska nie mieć, jak w przy­pad­ku usta­wy 477 JUST.

Szko­da, że nasz wiel­ki przy­ja­ciel USA nie poparł swe­go małe­go przy­ja­cie­la czy­li Pol­ski w uzy­ska­niu repa­ra­cji wojen­nych od Nie­miec (a cze­muż­by nie Rosji?). To widać było­by za pro­ste. Na pew­no za pro­ste w naszej histo­rii. Tyl­ko nie pozwól­my, aby nam tę histo­rię pisa­li inni, za naszym bier­nym przy­zwo­le­niem sie­dze­nia (okra­kiem) na płocie.

A tak moi kan­dy­da­ci w wybo­rach do Par­la­men­tu Euro­pej­skie­go wygra­li, i moje ugru­po­wa­nie też. I podob­ne ugru­po­wa­nia w całej Unii Euro­pej­skiej. Rewo­lu­cja to nie jest, ale zmia­na tak. Tak dla cie­ka­wost­ki chcia­łam tyl­ko dodać, że ilość man­da­tów do PE zale­ży od ilo­ści miesz­kań­ców dane­go kra­ju. Pol­ska ma ich 52, a Niem­cy ponad 90, Fran­cja ponad 70. To wyja­śnia wie­le, czyż nie?

Ali­cja Farmus