Dosłownie lato pachnące miętą. Wysiadając w podjeździe z samochodu wdepnęłam prosto w miętę wyzwalając z niej spray wonnego olejku. Musiałam wjechać za blisko rabatki, a pewnie i mięta się rozrosła na boki. Ach, to lato pachnące miętą.

Niepowtarzalne. Jest taka piosenka obozowa o przemijaniu lata pachnącego miętą. Na początku lata było romantycznie i pięknie, pod koniec lata już obco i daleko, ale mięta pachniała lato całe. Wiele jest zapachów lata, podobnie jak i jego smaków. Jednak miętą nie pachnie żadna inna pora roku. Jest wiele rodzajów mięty. Najpopularniejsza to mięta pieprzowa (peppermint) i mięta zielona (spearmint).

W ogrodzie należy uważać, bo kłącza korzeni rozrastają się niekontrolowanie, podobnie jak kłącza korzeni pokrzyw. Jak zachować smak, kolor i zapach miętowego lata? Są na to przeróżne sposoby. Najprostszy to miętowe zioła. Najlepiej z wysuszonych liści mięty – organicznie  i bez jakichkolwiek dodatków. Prawda, że takie naturalne ziółka są mniej aromatyczne i nie jaskrawo zielone tak jak te sklepowe. Widocznie te kupne mają jakieś domieszki, które czynią tę torebkową miętę bardziej atrakcyjną, takie jak sztuczny kolor, czy dodatek aromatyczny?

Poniżej kontynuacja tekstu

Osobiście nie mam zaufania do takich ziołowo/herbacianych torebek, bo nigdy nie wiadomo co w nich tak naprawdę zmielono. Ostatnio natknęłam się na analizy herbat zielonych, i akurat w mojej ulubionej herbacie zielonej jest najwięcej różnych domieszek. To pewnie te domieszki mi tak smakują? Po latach to już siła przyzwyczajenia, a byłam przekonana, że piję jedną z najlepszych herbat zielonych, bo i droga, i organiczna, i mi smakuje.  A tu nie. Specjaliści od marketingu czymś mnie ujęli, że akurat wybrałam tę zieloną herbatę. Trafili we mnie, a ja nawet nie wiem czym, bo nie wiem dlaczego wybrałam ten, a nie inny gatunek. Od tego są specjaliści, aby sprzedać mi wszystko, obiecując, że mi ten produkt zapewni szczęście. I tak było. Popijałam zieloną herbatę przekonana, że mi dobrze robi. I robiłam, bo święcie w to wierzyłam. Jak odkryłam, że jestem oszukiwana, bo zawartość torebki to nie tylko zielona herbata, to zaczęła mi ona smakować mniej. I tak jakbym dostawała po niej bólu głowy. Cóż znaczy siła sugestii. Wczoraj mnie leczyła, dzisiaj nie. A to przecież ta sama zielona herbata.

Tak samo z ludźmi. Jeśli się czegoś o nich negatywnego dowiemy, to patrzymy na nich inaczej. A skąd wiadomo, czy to prawda? Najczęściej chodzi o to, aby te fałszywki się przykleiły i skalały daną osobę. W świecie manipulacji prawda się nie liczy. Więc skąd wiadomo, czy analizy zawartości torebki mojej ulubionej herbaty zielonej nie zrobiła konkurencja? Nie wiadomo. Ale dla świętego spokoju, postanowiłam wysuszyć ziele mięty, melisy, kwiaty rumianku i liście malin. Będę miała własne ziółka. Mój sąsiad poleca miętówkę dla zachowania smaku, koloru i zapachu lata. Przepis jest prosty. Zalewa się umyte liście wódką (w proporcji jeden na jeden) i odstawia na tydzień do ciemnego miejsca, po czym zlewa się miętówkę, a alkoholowe liście mięty można użyć do pieczenia ciasta. Podczas długiej kanadyjskiej zimy, czy może być coś lepszego niż szklanka mięty przy pogawędce ze znajomymi, a i kieliszeczek miętówki nie zaszkodzi. Sama myśl rozjaśnia, więc nawet nie trzeba czekać na ten jesienno-zimowy czas.