Dla Polaków Powstanie Warszawskie stało się rzeczą żywą dzięki dyskusji, która ostatnimi laty przybrała na sile w Polsce. Polacy głośniej zaczęli zadawać sobie pytanie o to czy było warto? Szczególnie w konfrontacji z amerykańską ustawą 447, której celem jest wymuszenie na Polsce spłaty Izraelowi tak zwanego mienia bezdziedzicznego.

Dla przeciętnego przedstawiciela innych narodów, a szczególnie Niemców i Rosjan Powstanie Warszawskie jest czymś o czym nie wiedzą, albo nawet, jeśli wiedzą, to nie chcą o nim mówić, lub nawet woleliby o tym fakcie historii po prostu zapomnieć.

Niemcy z innego powodu, Rosjanie z innego powodu.

Niemcy chcieliby zapomnieć o Powstaniu Warszawskim dlatego że było ono wydarzeniem dzięki któremu Armia Radziecka została rozkazem Józefa Stalina zatrzymana na linii Wisły, by nie udzielić powstańcom warszawskim pomocy. To zatrzymanie w tym miejscu frontu radzieckiego w prostej linii na Berlin spowodowało, że Rosjanie nie skorzystali z momentu zaskoczenia i musieli odłożyć czołowy atak na Niemcy na tej najkrótszej drodze do Berlina na przecięg 6 miesięcy.
Skutki zatrzymania ofensywy armii radzieckiej były dla Związku Radzieckiego, a w konsekwencji i dla Rosji tragiczne. Gdyby Rosjanie korzystając z tego że armia niemiecka na okres kilku tygodni była w rozsypce udzielili pomocy Powstaniu Warszawskiemu to wówczas stanęliby na linii rzeki Odry o kilka miesięcy wcześniej. Te kilka miesięcy dałoby im później czas na zajęcie znacznie większego terytorium Niemiec. Tak zwane powojenne Niemcy Zachodnie byłyby znacznie mniejszym krajem i w konsekwencji inaczej wyglądałaby Europa Zachodnia. Być może nawet wcale by jej nie było bo udałoby się Związkowi Radzieckiemu ją podbić lub skomunizować.
Czy w momencie podejmowania decyzji o wstrzymaniu ofensywy na linii Wisły Stalin rezygnował z podboju Europy Zachodniej i zajęcia większych obszarów Niemiec i Austrii? Nie zrezygnował.

W historiografii drugiej wojny światowej bardzo mało mówi się, i jest to działanie celowe, o zmianie kierunku ataku Armii Radzieckiej na Niemcy i Austrię. Ten atak miał być przeprowadzony poprzez Słowację i Węgry. Zamiar podboju Europy Zachodniej tą drogą się nie udał.
W przypadku Czechosłowacji, a dokładnie w przypadku powstania na Słowacji Rosjanie zostali zatrzymani w pasie obronnym, który Niemcy stworzyli na Przełęczy Dukielskiej. Opóźnienia w czasie i straty jakie ponieśli Rosjanie na sforsowanie Przełęczy Dukielskiej były większe niż straty całych wojsk polskich w wojnie obronnej w 1939 roku. Świadkowie walk na Przełęczy Dukielskiej mówią o tym, że na niektórych odcinkach kolejne fale atakujących żołnierzy radzieckich musiały przechodzić po trupach swoich zabitych kolegów. Świadkowie również mówią o trupach żołnierzy radzieckich leżących warstwą ponad 1 metra.
Oficjalne statystyki mówią o bezpośrednich stratach w wysokości ponad 100,000 zabitych żołnierzy radzieckich. Korpus Czeski atakujący wraz z jednostkami radzieckimi na terenie Przełęczy Dukielskiej poniósł tak duże straty że niektóre jednostki musiały być rozformowane. Walki na Przełęczy Dukielskiej przeciągnęły się do zimy 1945 roku. W ich wyniku Rosjanie musieli zrezygnować z ataku poprzez Czechosłowację i późniejszego ataku z tego kierunku na Niemcy.
Rosjanie próbowali też wejść na teren Austrii od strony Niziny Węgierskiej. Atakujące od tej strony jednostki armii radzieckiej zostały przezbrojone w nowsze typy czołgów i dział samobieżnych. Ale i na tym kierunku Rosjanie nie odnieśli sukcesu. Tu Niemcom pomogło to, że Węgrzy do końca wojny byli wiernymi sojusznikami Niemców i bronili Budapesztu i Węgier przed armią radziecka traktując ją jako swego wroga. Tylko cześć armii węgierskiej i to tej stacjonującej na terenie Słowacji przeszła na stronę rosyjską. Dzięki temu że Węgrzy walczyli wspólnie z Niemcami przeciw armii radzieckiej na tym froncie, na froncie Niziny Węgierskiej ofensywa Rosyjska została zatrzymana do zimy 1945 roku.

To, że Węgrzy razem z Niemcami powstrzymali ofensywę armii radzieckiej na tym kierunku miało skutki w tym, że armie aliantów na zachodzie Europy mogły zająć większe terytorium Niemiec. To miało później znaczenie w odbudowaniu potencjału gospodarczego Niemiec Zachodnich i oparciu obrony Europy Zachodniej przed armiami tak zwanego Układu Warszawskiego na armii dawnego RFN.
A więc miało znaczenie w tym, że Związek Radziecki komunizmu już nigdy w Europie Zachodniej nie zbudował.

Ale też sojusz węgiersko-niemiecki z okresu drugiej wojny światowej ma i inne skutki do dziś. Ma on przełożenie na to jak przeciętny Niemiec postrzega dziś Węgrów. Przeciętny Niemiec widzi w Węgrach swojego sojusznika i przyjaciela.
Skutkiem tego reformy wprowadzane na Węgrzech przez Viktora Orbana, wprowadzane były przy znacznie mniejszej krytyce ze strony państw Europy Zachodniej, w porównaniu do podobnych reform wprowadzanych w Polsce przez Prawo i Sprawiedliwość.
Viktor Orban cieszył się, i cieszy się dalej, ze znacznie większej swobody w reformowaniu Węgier niż partia Prawo i Sprawiedliwość w Polsce. Ponieważ zaś Niemcy w Unii Europejskiej są czynnikiem wiodącym w gospodarce i polityce, wobec tego krytyka innych państw Unii Europejskiej wobec reform na Węgrzech jest znacznie słabsza. Inne są źródła krytyki polityki Viktora Orbana niż krytyki wobec reform PiS’u w Polsce. Można w uproszczeniu powiedzieć, że źródła krytyki wobec Viktora Orbana są bardziej poza-europejskie, niż wewnątrz europejskie.
W przypadku Polski krytyka reform ma miejsce ze strony krajów europejskich, jak i pozauropejskich. To wielka różnica biorąc pod uwagę chociażby to kto jest właścicielem stacji telewizyjnych, radiowych i prasy.

Dlaczego przeciętni Niemcy inaczej patrzą na sprawy polskie niż na sprawy węgierskie? Przecież i w przypadku Węgier, na skutek ich oporu Rosjanie nie posunęli się naprzód i również wskutek Powstania Warszawskiego Rosjanie też zatrzymali swoją ofensywę.
Część terytorium Niemiec, która mogła być zajęta przez Rosjan i komunizowana została obroniona. Niby jedno i to samo. Niby ten sam skutek, a jednak traktowanie Polaków i Węgrów przez Niemców jest różne.
Myślę że stało się tak za sprawą szaleństw, lub jak kto woli opętania Hitlera. Gdyby Adolf Hitler był normalnym człowiekiem i myślał racjonalnie to widząc to że Rosjanie wstrzymali ofensywę na linii Wisły kierując się pobudkami politycznymi i czekali na upadek Powstania Warszawskiego, nie niszczyłby Warszawy.
Na odwrót Hitler powinien był najwyżej skupić się na spacyfikowaniu wojskowej części powstania. Powinien był wykorzystać wolę ludności cywilnej Warszawy w budowaniu rządu sprzyjającemu Rządowi Londyńskiemu jako swoistej zapory przed atakiem ze strony Związku Radzieckiego.
Ta tak zwana późniejsza ofensywa zimowa armii radzieckiej musiałaby jeszcze bardziej być przesunięta w czasie i kto wie, czy późniejsze granice Europy Zachodniej nie byłyby jeszcze bardziej przesunięte na zachód.
Szaleństwo Adolfa Hitlera, lub jak mówią drudzy, jego opętanie, podpowiedziało mu coś innego. Jednoosobowo Adolf Hitler podjął decyzję, że trzeba zniszczyć Warszawę, trzeba wymordować jej ludność. I tak zrobił.
Paradoksalnie to było działanie na korzyść Stalina. Stalin tego właśnie chciał, bo chciał albo fizycznie, poprzez wymordowanie ludności, lub ideologicznie, poprzez zmianę jej zapatrywań zbudować z Polski państwo proradzieckie, państwo komunistyczne.
I tak się stało. Ale stało się tak kosztem z jednej strony, setek tysięcy Polaków zabitych w walkach w czasie powstania i zamordowanych i zmarłych w wyniku pracy przymusowej w niemieckich obozach koncentracyjnych, w wyniku chorób i głodu mieszkańców Warszawy z jednej strony i z drugiej strony kosztem setek tysięcy niepotrzebnie poniesionych strat, strat poniesionych przez armie radziecką w walkach na terenie przełęczy dukielskiej i na terenie Węgier.
Jednym słowem, Rosjanie nie chcieli wtedy i nie chcą dziś mówić o straconej okazji zajęcia większej części Europy. I świadomość tej straconej okazji jest chyba podstawą nienawiści do Polski i Polaków wśród elit rządzących dzisiejszą Rosją. Dzisiejsze elity Rosji są dziedzicami elit imperialnych wielkiej Rosji. Dwa razy w ubiegłym stuleciu Polska i wydarzenia na terenie Polski stanęły na przeszkodzie rozszerzenia granic imperium Rosji na zachód Europy. Tak stało się w wyniku przegranej przez Rosję Radziecką wojny z Polska w 1920 roku i tak stało się w wyniku wybuchu Powstania Warszawskiego w 1944 roku.

I Rosjanie nie chcą mówić o szaleństwie Józefa Stalina, i Niemcy nie chcą mówić o tym, że ulegli szaleńcowi Adolfowi Hitlerowi, bo przecież i u jednych i u drugich wykonawcami rozkazów były setki i tysiące przeciętnych zjadaczy chleba; setki i tysiące żołnierzy rosyjskich i żołnierzy niemieckich. Tysiące przeciętnych Niemców i tysiące przeciętnych Rosjan było wykonawcami rozkazów szaleńców, lub jak coraz częściej się mówi ludzi opętanych.

Żaden naród nie chce przyznać się do tego że uległ i działał masowo ulegając rządom osób szalonych, bo to źle świadczy o nim samym.
Zresztą dyskusja o celowości tak postawienia na Anglię i Francję i w konsekwencji o kosztach sprzeciwienia się Hitlerowi i Niemcom w 1939 roku, oraz dyskusja na temat celowości wybuchu Powstania Warszawskiego, tak naprawdę w Polsce rozwija się dopiero teraz. Wcześniej oba te tematy były tematami tabu. Mówiło się o tych sprawach bardziej w domach niż na gruncie naukowym, czy na gruncie dyskusji publicznej wśród dziennikarzy, historyków, politologów. Dopiero teraz, 80 lat po rozpoczęciu II wojny światowej ma miejsce w Polsce większa, zbiorowa refleksja na temat tego czy celowym było budowanie koalicji z Anglią i Francją, dyskusja na temat celowości wywołania Powstania Warszawskiego. Dopiero teraz historycy zadają sobie pytanie o to jak przeciętny Francuz, czy przeciętny Anglik patrzył na Polskę w tamtych czasach i czy z jego perspektywy warte było poświęcić się dla Polski, lub nawet poświęcić się dla swojego własnego kraju? Dopiero teraz w Polsce w czasie debat, dyskutanci zadają sobie pytanie o to jak przeciętny Rosjanin patrzył na Polskę w tamtych czasach, jak przeciętny Niemiec patrzył na Polske w tamtych czasach? Bo przecież oprócz tego że II wojna światowa była skutkiem decyzji szaleńców, to wykonawcami ich decyzji byli przeciętni ludzie. Były to miliony przeciętnych ludzi.

Paradoksem historii jest to, że część ludzi widzi Adolfa Hitlera i Józefa Stalina jako osoby opętane, ale ten punkt widzenia nie trafia do przekonania milionów osób stanowiących tak zwaną opinię publiczną.
Ciągle szuka się naukowych, logicznych, sposobów na uzasadnienie decyzji Hitlera i Stalina i to pomimo tego że decyzje tych dwu ludzi powodowały, iż za skinięciem ich palca ginęły miliony po obu stronach frontu. Naukowcy nie szukają uzasadnienia dla ich błędnych decyzji w opętaniu, w szaleństwie. Nie ma miejsca w tej analizie na religię, na wiarę. I tak propozycja, by w przyszłości żarliwa modlitwa w celu obrony Ojczyzny i własnego domu była traktowana na równi z fizycznym zaangażowaniem jest niedoceniana.
Przeciwnie, historycy, politolodzy naukowcy naginają spojrzenie na wydarzenia w czasie IIgiej wojny światowej tak by wyglądały one logicznie. I tak niechcący często zaczyna się walka z religią i z Bogiem. Naukowcy uzasadniają decyzje szaleńców i ludzi opętanych, swoją własną naginaną na potrzeby chwili interpretacją wydarzeń, swoją własną logiką.
A gdzie miejsce na modlitwę?

Janusz Niemczyk