Znani ze swojego zamiłowania do walki ze zmianami klimatycznymi liberałowie przedstawili ambitny program wyborczy w tej kwestii. Partia obiecuje, że Kanada dojdzie do zerowej emisji netto w 2050 roku, czyli podejmuje to samo zobowiązanie co Unia Europejska i kraje uczestniczące w spotkaniu ONZ w Nowym Jorku. W tym celu Trudeau i spółka będą wdrażać kolejne plany pięcioletnie, z których każdy zakończy się osiągnięciem wyznaczonego celu. Szczegóły owych planów na razie nie są znane.

Zerowa emisja netto oznacza, że niektóre sektory gospodarki nadal będą mogły emitować dwutlenek węgla, ale działania szkodliwe będą niwelowane np. poprzez sadzenie drzew.

Catherine McKenna, sprawująca funkcję ministra środowiska w ostatnich latach, podkreślała, że konserwatyści chcą zatrzymać postęp w walce ze zmianami klimatu. Chcą pójść w ślady Douga Forda, który pozwala emitować węgiel do woli, likwiduje programy, z których korzystały przedsiębiorstwa, szkoły i szpitale.

Jednocześnie McKenna nie umiała powiedzieć, czy osiągnięcie zerowej emisji netto będzie się wiązało z podwyżkami podatku węglowego ani jakie będą kary, jeśli jednak nie osiągniemy ambitnych celów, które zapiszemy sobie w prawie. Stwierdziła tylko, że wszystkim zajmie się panel ekspertów, a przeciwdziałanie zmianom klimatu to nasz moralny obowiązek i szansa dla kanadyjskiej gospodarki. „Możemy nie wiedzieć dokładnie, jak to zrobić, ale inne kraje, które podjęły się tego samego, też nie wiedzą”, stwierdziła błyskotliwie.