Czyli o czerwonym kwiatku, maczku przypinanym najlepiej na lewej stronie: kołnierza, żakietu, płaszcza.

Ale widziałam też młode dziewczyny z przypiętymi poppies na torebkach i plecakach. Nic z tym złego. Ważne, że pamiętają. W Kanadzie maczki popularnie nazywane ‘poppies’ są w powszechnej dystrybucji już od końca października. Można je dostać na stacji metra, w sklepach, przychodniach.

Oficjalnie są symbolem pamięci ustanowionym podczas 1-szej Wojny Światowej, nazywanej tutaj ‘Great War’, kiedy to Kanada przystąpiła do wojny jako zjednoczone państwo i rodzący się naród. Poniosła w tej wojnie niezwykle wysokie straty ludzkie. Prawie 61 tysięcy Kanadyjczyków poległo w walkach we Francji, głównie we Flandrii. 172 tysiące było rannych. Te statystyki nie obejmują licznych woluntariuszy i służby medycznej.

Prawie ćwierć miliona Kanadyjczyków było wyekspediowanych na wojnę do Europy. Był to pierwszy taki narodowy zryw Kanadyjczyków. Ukazał również braki młodego państwa kanadyjskiego. Żołnierze byli źle wyszkoleni i źle wyekwipowani. Słynne były buty żołnierskie z tego okresu z podeszwami tekturowymi, co akurat w tamtejszej wojnie pozycyjnej, z wielomiesięcznym okupowaniem rowów, często zalewanych wodą, było zmorą naszych żołnierzy. Ktoś niewątpliwie zrobił niezły biznes i pieniądze na tych butach z tekturową podeszwą.

Tam też, we Flandrii, zrodził się patriotyczny wiersz, które każde dziecko uczęszczające do szkoły w Kanadzie zna ‘In Flanders fields’ – ‘Na polach Flandrii’, napisanego przez lekarza z Guelph, Ontario, po śmierci na polu bitwy swojego przyjaciela.

Moja mała córeczka kiedyś bardzo chciała ten wiersz zadeklamować na Akademii z okazji Święta Niepodległości Polski. Ciężko jej to było wytłumaczyć, że to nie ta akademia, a jej ciężko zrozumieć dlaczego nie. A rodzicom nikt tutaj nie pomaga w budowaniu takich pomostów. No bo niby kto miałby to robić,  skoro każdy (i każda organizacja) swoją działkę orze.

Wiersz ten stał się ikoną tworzącego się narodu kanadyjskiego. Było tak, aż do czasu, gdy nasz przeuroczy (ale chyba nic poza tym) obecny premier Justin Trudeau ogłosił  niedawno, że Kanada jest pierwszym ponad narodowym państwem w świecie.

Nie wiem w czyim imieniu ten urodzony w czepku premier wypowiada takie bezeceństwa. Na pewno nie w moim.  Ja płakałam dnia pewnego, a było to w roku 1995 kiedy to przeprowadzono referendum w Quebecu w sprawie oderwania się tej prowincji (nazywanej piękną – ‘La belle province’) od Kanady. Płakałam z żalu, że Kanady może nie być.

A w roku 2017 mój premier zasuwa mi, że nie jesteśmy narodem, tylko jakimś takim ponadnarodowym zbiorem. Widać, najadł się lewacko liberalnego szaleju. I proszę kilka lat później, po wyborach w 2019 może doprowadzić do rozpadu Kanady, bo nikt nie ma ochoty z nim utworzyć rządu. Ale to już temat na inny felieton.



W czasie kanadyjskiego zrywu i uczestnictwa w 1-szej wojnie  w obozie Kościuszko w Niagara-on-the-Lake szkolono polskich chłopców (Armia Błękitna generała Józefa Hallera) do walki we Francji, a potem o Polskę.

Kiedy przyjechałam z Polski do Kanady, maja wizja świata zakładała, że czerwone maki kwitną tylko na Monte Cassino, i że ‘z polskiej wzrosły krwi’.  A skąd miałam wiedzieć inaczej, jeśli dostęp do informacji był reglamentowany przez komunistów?

W Kanadzie moje horyzonty się poszerzyły, bo czerwone maki często pojawiają się na polach bitew, a potem stopniowo przestają kwitnąć. Zauważono to już podczas wojen napoleońskich.

Czyli czerwony mak jako symbol pamięci poległych jest starszy niż kanadyjska tradycja. Wielu polskich weteranów z Kanady próbowało zaszczepić ideę noszenia czerwonego ‘maczka’ w Polsce.

Niezłomny w tych wysiłkach był ś.p. Zbigniew Chałko, weteran z Toronto, który corocznie ekspediował do Polski kilka tysięcy maczków. Nie do końca udało się zaszczepić maczki jako symbol pamięci na polskiej ziemi. Pamięć jest ważna, a pamięć historyczna o naszych ofiarach jeszcze ważniejsza. Bez pamięci kimże będziemy?

Po przyjeździe do Kanady, uczyłam się bardzo pilnie angielskiego. Kiedyś w drodze do szkoły zauważyłam eleganckich ludzi z maczkami w klapie. I następnego dnia też, i następnego. Zaintrygowana tym wymyśliłam sobie, że ci eleganccy ludzie są uczestnikami jakiejś ważnej konferencji. Jakież było moje zdziwienie, gdy zapytałam o to mojego nauczyciela i mi to wytłumaczył.

To czego nie mógł mi wytłumaczyć, to dlaczego głównie eleganccy ludzie mają przypięte maczki?  A ponieważ, my Polacy, mamy o sobie dobre zdanie, to powinniśmy do eleganckiego ubioru przypiąć elegancko czerwonego maczka.

To także nasze święto. Nie tylko my historycznie walczymy ‘o wolność naszą i waszą’.

Kanadyjczycy również.

Alicja Farmus