Led­wo ochło­nę­li­śmy ze świą­tecz­nej nir­wa­ny, a tu już Nasza Zło­ta Pani, przy wydat­nej pomo­cy pol­skich oso­bi­sto­ści zatro­ska­nych o pra­wo­rząd­ność nasze­go ban­tu­sta­nu, przy­spie­szy­ła przy­go­to­wa­nia do poli­tycz­ne­go prze­si­le­nia, któ­re­go celem ma być zmia­na na sta­no­wi­sku lide­ra tubyl­czej poli­tycz­nej sce­ny i odzy­ska­nie w ten spo­sób przez Niem­cy wpły­wów utra­co­nych zarów­no w Pol­sce, jak i na Węgrzech, któ­re też zna­la­zły się na  celowniku.

Jak bowiem pamię­ta­my, po spa­le­niu na panew­ce „cia­maj­da­nu” 16 grud­nia 2016 roku, Nasza Zło­ta Pani zapo­wie­dzia­ła gospo­dar­ską wizy­tę w War­sza­wie i rze­czy­wi­ście 7 lute­go 2017 roku przy­je­cha­ła. Po prze­pro­wa­dze­niu reko­ne­san­su naj­wy­raź­niej zde­cy­do­wa­ła się na dłu­gi marsz i zmia­nę w roz­ło­że­niu akcen­tów; zamiast wal­ki o demo­kra­cję, wal­czy­my przede wszyst­kim o praworządność.

W tej sytu­acji na pierw­szą linię fron­tu w cha­rak­te­rze mię­sa armat­nie­go zosta­li rzu­ce­ni nie­za­wi­śli sędzio­wie. Zatem kie­dy tyl­ko świą­tecz­na nir­wa­na dobie­gła koń­ca, mar­sza­łek Sena­tu, pan Grodz­ki, któ­re­go obóz „dobrej zmia­ny” bom­bar­du­je oskar­że­nia­mi o łapow­nic­two, ścią­gnął do Pol­ski sław­ną Komi­sję Wenec­ką, żeby na oczach całej Euro­py przy­kład­nie nasz ban­tu­stan napiętnowała.

Reklama

Przy­pad­ko­wo przy­by­cie Komi­sji Wenec­kiej zbie­gło się z demon­stra­cją pod pre­ten­sjo­nal­nym tytu­łem „Marsz Tysią­ca Tóg”, w któ­rym uczest­ni­czy­li nie­za­wi­śli sędzio­wie, prze­bra­ni na tę oka­zję  w „śmiesz­ne śre­dnio­wiecz­ne łachy”, przy pomo­cy któ­rych przy­da­ją sobie powa­gi i auto­ry­te­tu. Towa­rzy­szy­li im przed­sta­wi­cie­le innych zawo­dów praw­ni­czych, no i oczy­wi­ście — „akty­wi­ści”, co to na dźwięk zna­jo­mej trąb­ki kar­nie sta­ją w ordyn­ku i demon­stru­ją za tym, za czym aku­rat trzeba.

Teo­re­tycz­nie w demon­stra­cji cho­dzi­ło o pra­wo­rząd­ność, ale – jak powia­da Pismo Świę­te — „z obfi­to­ści ser­ca usta mówią”, toteż poja­wi­ło się rów­nież hasło, że „nie damy się wypchnąć z Euro­py”, to zna­czy – wyzwo­lić się spod nie­miec­kiej kura­te­li. Ponie­waż kon­sty­tu­cja teo­re­tycz­nie zabra­nia sędziom uczest­ni­cze­nia w dzia­łal­no­ści poli­tycz­nej, cho­ciaż nikt, a już zwłasz­cza sędzio­wie, już daw­no prze­sta­li się przej­mo­wać taki­mi głup­stwa­mi, jak kon­sty­tu­cja, czy „usta­wy”. Na wypa­dek, gdy­by jed­nak poja­wi­ły się jakieś wąt­pli­wo­ści, pani Mał­go­rza­ta Gers­dorf, pia­stu­ją­ca posa­dę I Pre­ze­sa Sądu Naj­wyż­sze­go oświad­czy­ła, że wszyst­ko jest w jak naj­lep­szym porząd­ku, bo „pra­wo nie zosta­ło zła­ma­ne”. Co praw­da trud­no jest pro­ce­du­ral­nie okre­ślić tę dekla­ra­cję – czy to wyrok, czy posta­no­wie­nie, czy jesz­cze coś inne­go  — ale tak czy owak brzmi ona uspo­ka­ja­ją­co, bo wia­do­mo, że nie ma nic gor­sze­go, jak zła­ma­ne pra­wo. Gor­sze może być tyl­ko zła­ma­ne ser­ce, albo jakaś inna część cia­ła – ale pod­czas „Mar­szu Tysią­ca Tóg” takie nie­bez­pie­czeń­stwo chy­ba się nie pojawiło.

Jed­no­cze­śnie Komi­sja Euro­pej­ska wystą­pi­ła do Euro­pej­skie­go Try­bu­na­łu Spra­wie­dli­wo­ści w Luk­sem­bur­gu,  żeby zablo­ko­wał funk­cjo­no­wa­nie Izby Dys­cy­pli­nar­nej Sądu Naj­wyż­sze­go w Pol­sce. Naj­wy­raź­niej jak­by w prze­czu­ciu zadań, jakie Nasza Zło­ta Pani będzie musia­ła nało­żyć na nie­za­wi­słych sędziów w naj­bliż­szej przy­szło­ści, pod­sta­wo­wą spra­wą jest zapew­nie­nie sobie przez sędziów cał­ko­wi­tej bez­kar­no­ści, bo – jak powia­da poeta — „na tym świe­cie peł­nym zło­ści nigdy nie dość jest prze­zor­no­ści”. Kolej­nym posu­nię­ciem będzie utrwa­le­nie prak­ty­ki pod­wa­ża­nia przez jed­nych sędziów legal­no­ści innych sędziów, co w kon­se­kwen­cji będzie musia­ło dopro­wa­dzić do wza­jem­ne­go wyaresz­to­wa­nia się  wszyst­kich sędziów. To nie było­by nawet złe wyj­ście, ale z dru­giej stro­ny nie­po­dob­na nie zauwa­żyć, że pod­wa­ża­nie legal­no­ści jed­nych sędziów przez dru­gich, musi dopro­wa­dzić do pod­wa­ża­nia legal­no­ści wyda­nych przez nich wyro­ków, co z kolei musi dopro­wa­dzić do cha­osu praw­ne­go, a w kon­se­kwen­cji – do cha­osu społecznego.

Podej­rze­wam, że wal­ka o pra­wo­rząd­ność ma pro­wa­dzić do takie­go wła­śnie fina­łu, dzię­ki cze­mu Nasza Zło­ta Pani będzie mogła zna­leźć pozo­ry legal­no­ści dla zasto­so­wa­nia w Pol­sce klau­zu­li soli­dar­no­ści z trak­ta­tu lizboń­skie­go i w ten spo­sób opa­no­wać sytu­ację, co może przyjść tym łatwiej, że mimo ponad 4 lat rzą­dów dobrej zmia­ny nadal, jak gdy­by nigdy nic, obo­wią­zu­je usta­wa nr 1066, prze­wi­du­ją­ca moż­li­wość  uczest­ni­cze­nia for­ma­cji zbroj­nych obcych państw w tłu­mie­niu roz­ru­chów na obsza­rze Rzeczypospolitej.

W tej sytu­acji – zgod­nie ze spo­strze­że­niem Fran­cisz­ka Marii Aro­ueta, zna­ne­go pod pseu­do­ni­mem Vol­ta­ire, że „kie­dy Pady­sza­cho­wi wio­zą zbo­że, kapi­tan nie trosz­czy się, jakie wygo­dy mają myszy na stat­ku” —  dorocz­ne uro­czy­sto­ści  towa­rzy­szą­ce fina­ło­wi Wiel­kiej Orkie­stry Świą­tecz­nej Pomo­cy, siłą rze­czy zosta­ły zepchnię­te na plan dru­gi, co pan „Jurek Owsiak” potrak­to­wał z peł­nym zro­zu­mie­niem, podob­nie jak wszy­scy jego wyznaw­cy, bo już­ci – pra­wo­rząd­ność d‘abord. Nie prze­szko­dzi­ło to jed­nak w eks­pan­sji na innych odcin­kach. Oto po wyga­sze­niu przez Naczel­ni­ka Pań­stwa litur­gii smo­leń­skich, ich miej­sce coraz śmie­lej zaj­mu­je litur­gia gdań­ska, zwią­za­na z zamor­do­wa­nym pre­zy­den­tem tego mia­sta, panem Paw­łem Ada­mo­wi­czem. Nie­za­leż­nie od „świa­teł­ka do nie­ba”, imie­niem pana Ada­mo­wi­cza zosta­ła nazwa­na ale­ja, wyko­na­ne por­tre­ty tru­mien­ne, a tak­że spe­cjal­ny znak na jezd­ni. Niby nie­wie­le, ale musi­my pamię­tać, że omnia prin­ci­pia parva sunt, co się wykła­da, że wszyst­kie począt­ki są skrom­ne, więc jestem pewien, że z każ­dym rokiem litur­gia gdań­ska będzie stop­nio­wo roz­bu­do­wy­wa­na i ubo­ga­ca­na, dzię­ki cze­mu rów­nież obóz zdra­dy i zaprzań­stwa będzie emo­cjo­nal­nie roz­huś­ty­wa­ny we wła­ści­wą stro­nę – tę samą, w któ­rą przy pomo­cy litur­gii smo­leń­skich roz­huś­ty­wa­ny był wcze­śniej obóz „dobrej zmiany”.

A to prze­cież dopie­ro począ­tek całe­go cią­gu uro­czy­sto­ści, bo – jak wia­do­mo – 17 stycz­nia przy­pa­da dorocz­ny Dzień Juda­izmu, pod­czas któ­re­go przed­sta­wi­cie­le wyż­szej hie­rar­chii kościel­nej nad­ska­ku­ją i pod­li­zu­ją się Żydom. Nasu­wa to wzru­sza­ją­ce wąt­pli­wo­ści natu­ry teo­lo­gicz­nej, ale teo­lo­gia to jed­na spra­wa, a poli­ty­ka to spra­wa dru­ga. Cho­ciaż pro­mo­to­rem Dnia Juda­izmu w naszym ban­tu­sta­nie jest JE abp Sta­ni­sław Gądec­ki, to wła­śnie jemu żydow­ska gaze­ta dla Pola­ków pod redak­cją pana red. Mich­ni­ka  wła­śnie teraz nie­ubła­ga­nym pal­cem zaczę­ła wyty­kać, że do pra­cy w swo­jej kurii przy­jął pedo­fi­la. Na nic się zda­ły pokor­ne tłu­ma­cze­nia, że nie będzie on miał do czy­nie­nia z dzieć­mi – bo kie­dy 30-let­ni plan obra­bo­wa­nia Pol­ski przez żydow­skie  orga­ni­za­cje prze­my­słu holo­kau­stu wcho­dzi w fazę decy­du­ją­cą, to nie ma już miej­sca na żad­ne wzglę­dy na oso­by. Po tym, jak Rosja przy­łą­czy­ła się tak osten­ta­cyj­nie do sko­or­dy­no­wa­nych poli­tyk histo­rycz­nych: nie­miec­kiej i żydow­skiej, Pol­ska musi wal­czyć na trzech fron­tach jed­no­cze­śnie. Za otwar­cie tego trze­cie­go fron­tu zim­ny ruski cze­ki­sta Putin został wyna­gro­dzo­ny przez stro­nę izra­el­ską obsa­dze­niem go w głów­nej roli wyzwo­li­cie­la z cęgów „faszy­zmu” — i tyl­ko pan pre­zy­dent Duda robi dobrą minę do złej gry i na spo­tka­niu z oby­wa­te­la­mi w Namy­sło­wie zauwa­żył, że przy­pusz­cze­nie ata­ku na Pol­skę z trzech stron jed­no­cze­śnie „jest dowo­dem naszej siły”, ponie­waż „sła­bych nikt nie atakuje”.

Mam nadzie­ję, że pre­zy­dent Duda napraw­dę tak nie myśli, że tyl­ko tak mówi, żeby było ład­niej, a myśli pra­wi­dło­wo, bo w prze­ciw­nym razie – niech Bóg ma nas w swo­jej opie­ce. Krop­kę nas „i” posta­wił wyso­ki przed­sta­wi­ciel „stro­ny żydow­skiej”, wiel­ko­dusz­nie dopusz­cza­jąc moż­li­wość wybo­ru przez Pol­skę spo­so­bu, w jaki zre­ali­zu­je żydow­skie rosz­cze­nia – bo o tym, żeby mogła ich nie speł­nić, już nie ma mowy.

             Sta­ni­sław Michalkiewicz