Andrzej Kumor: Panie Januszu, wrócił Pan właśnie z Kuby, ma Pan nie tylko turystyczne związki z tą wyspą, jak to wygląda w tym momencie?

Janusz Niemczyk: Związki nie tylko turystyczne, ale też charytatywne, bo jeździmy pomagać siostrom zakonnym w Manzanillo, a moi znajomi jeżdżą pomagać do innych miejsc, gdzie są polskie zakonnice i polscy księża.

Od pierwszego stycznia ubiegłego roku,  Donald Trump, wprowadził restrykcje, embarga, po kolei  na dostawy ropy naftowej z Wenezueli, teraz z Panamy, zakaz sprzedaży żywności, mięsa i produktów nabiałowych z Kanady; Brazylia wymówiła lekarzom kubańskim  umowę.

Jest cały ciąg restrykcji, które dotknęły Kubańczyków. Jeśli chodzi o ośrodki, o hotele to powiedziałbym, że się nic nie zmieniło, wszystko jest dla turystów, trzeba dobrze się przyjrzeć będąc w ośrodku, że czegoś brakuje, że może czegoś brakować, oni tak umiejętnie robią, powiedziałbym że bardziej się jeszcze starają niż było to wcześniej, żeby zrobić przyjemność turystom. Zauważyłem, że jest mniejszy ruch turystyczny, bo informacje się roznoszą, że czegoś może brakować na Kubie.

Nadal przyjeżdżają Kubańczycy ze Stanów Zjednoczonych zapraszają swoje rodziny, na przykład w tym moim ośrodku, to w piątek i sobotę –  tam są 2 hotele – w mniejszym hotelu wszystkie miejsca były wykupione, cała restauracja była pełna i to byli Kubańczycy którzy przyjechali z rodzinami, czyli ci Kubańczycy, którzy mieszkają w Stanach Zjednoczonych, zaprosili swoje rodziny, wykupili im te 2 dni i oni tam bawili się, obiadowali, a już w niedzielę po południu nikogo nie było.

Pod tym względem zmian dla turystów nie ma, natomiast w mieście widać ograniczenia i widać braki wszystkiego. Znajomy, z którym leciałem samolotem, wziął samochód pojechał do Santiago de Cuba, tam ma zaprzyjaźnioną rodzinę w tym miasteczku,  trafił akurat w tym „Peweksie” kubańskim na dostawę oleju do smażenia, tego sojowego, więc od razu kolejka się ustawiła, a on wykupił tyle, ile mógł włożyć do bagażnika.

– Czy to jest efekt sankcji amerykańskich?

– Tak, to jest efekt sankcji i powiem, jaki  te sankcje mają skutek dla polityki kubańskiej, dla samych Kubańczyków; pamiętam jak były pierwsze rozmowy, jak Obama był jeszcze prezydentem, to ci bogatsi Kubańczycy, powiedzmy kierownicy, akceptowali to i cieszyli się, że będzie rozluźnienie, że będzie lepiej,  jak z nimi rozmawiałem prywatnie, to była ta nadzieja, że będzie lepiej. To obecne embargo ma skutek kompletnie odwrotny; Kubańczycy zaparli się nogami i po prostu są wściekli na Trumpa, mówią wprost, że Trump spowoduje III wojnę światową, że jest winny bardzo wielu rzeczy. To spowodowało konsolidację społeczeństwa.

Nie spotkałem jednej opinii pozytywnej. Kubańczycy bardzo boją się rozmawiać, nie ma możliwości, że w grupie ktoś coś powie, trzeba odejść na bok, gdzieś odjechać i wtedy jest szansa.

 – Jest embargo na loty z Kubą, podobne embargo dotyczyło Iranu, Irańczycy, którzy mieszkają tutaj w Kanadzie mówią, że to po części przez to tak wielu Kanadyjczyków zginęło na pokładzie samolotu ukraińskiego, bo muszą kombinować, jak do tego Iranu dolecieć i nie ma bezpośrednich lotów. Czy Kanada, Pana zdaniem, powinna zezwalać  na połączenia lotnicze, wbrew polityce Stanów Zjednoczonych?

– Wie pan, na świecie jest ta oficjalna polityka, to co nam pokazuje telewizja i polityka pod spodem, na Kubie, oprócz tego, co zobaczyłem, co podali do wiadomości, akurat był „zjazd państw południowoamerykańskich i regionu Karaibów walczących o pokój” i oczywiście tego oficjalnie nie powiedziano, ale jest to pod spodem wymierzone politykę amerykańską.

Podobnie, jeśli chodzi o Stany Zjednoczone i ich politykę na Bliskim Wschodzie i wobec Iranu. Czym ta konsolidacja będzie skutkowała; że żaden amerykański biznesmen nie będzie mógł robić biznesu nic nie sprzeda za wyjątkiem może broni. Mam wrażenie, że Trump nie ogarnia intelektualnie tego zjawiska, a od strony ekonomicznej to są zjawiska niewymierne. Skutki takiej antyamerykańskiej  solidarności międzynarodowej widać dopiero po latach i mam wrażenie, że Obama  miał lepsze wyczucie.

  – Czy Pana zdaniem to, co dzieje się w tym momencie w Iranie, zamordowanie generała Soleimaniego, czy to nie jest związane wyłącznie z polityką Izraela, to znaczy jest to, jak gdyby posługiwanie się Stanami Zjednoczonym przez Izrael, a wszystkie te posunięcia w interesie USA nie leżą. Soleimani wręcz pomagał Amerykanom np. walcząc z ISIS.

– Moja teza jest taka, że Stany Zjednoczone nie mają polityki zagranicznej; polityka zagraniczna USA podporządkowana jest polityce wewnętrznej  i wyborom, a te są pod olbrzymią presją lobby izraelskiego. Tak że polityka Stanów Zjednoczonych jest bardzo krótkowzroczna, horyzont tej polityki  to jest 4 do 8 lat.

Gdy byłem na Kubie, w małym miasteczku przywieźliśmy tam księdzu, notabene bardzo się ucieszył,  papier do pisania,  zeszyty i  sznurek, który kupiłem przypadkowo w Polsce i miałem w walizce, a którego użył do wieszania bielizny. Powiedział że jedynymi osobami, które go odwiedzają w tym miasteczku – tam Kościół katolicki wrócił 5 lat temu, od czasu rewolucji –  są Polacy. Jest ciężko pomagać, nie można tej walizki załadować na przykład samym papierem i żywnością, bo można zapłacić cło i to cło to może być 100 – 200 bonów towarowych – tak ludzie płacą.

Uważam, że można zmienić cały świat przez naprawę indywidualnego człowieka, tych dzieci i ludzi, że można im powiedzieć, że mogą dla siebie coś więcej zrobić, tak jak w Polsce. To samo może być w każdym innym kraju mogą się dziać dobre rzeczy jeśli się zbierze grupa patriotów, ludzi, którzy wierzą, że coś mogą zrobić, że nie muszą gromadzić bogactwa, którego nigdy nie przejedzą. Każdy kraj można w ten sposób naprawić, ja w to wierzę, dlatego to robimy z grupą przyjaciół; wierzymy w to, że tak można zrobić.

  – Dziękuję bardzo.