Dla tych co nie widzą co to jest poświą­tecz­ny ‘blu­es’:  to taki stan jak­by­śmy mie­li kaca, tyl­ko bez picia. Mie­li­śmy dużo rado­ści przez świę­ta, a teraz kie­dy emo­cje opa­dły i radość przy­ci­chła dopa­dła nas chan­dra. I cho­ciaż wie­my, że po to naro­dzi­ło się dzie­ciąt­ku Jezus, aby­śmy i my się odno­wi­li miło­ścią i nadzie­ją, to jest to trud­ne. A  jak nam zaczną przy­cho­dzić rachun­ki za świę­ta, to już koniec. Czę­sto czar­na rozpacz.

- Skąd to się tyle tego wzię­ło? — zada­je­my pyta­nie, prze­ko­na­ni, że to jakaś pomyłka.

-A potem skrzęt­nie spraw­dza­my z rachun­ka­mi, bo nie bar­dzo pamię­ta­my, na co dana sum­ka poszła, a na rachun­kach z kard kre­dy­to­wych trans­ak­cja jest skró­to­wa, zazwy­czaj trud­na do roz­szy­fro­wa­nia. Więc dzwo­ni­my do kar­ty kre­dy­to­wej i po bar­dzo dłu­gim cze­ka­niu dowia­du­je­my się tro­chę wię­cej – naj­czę­ściej na tyle żeby sobie odświe­żyć pamięć, że to było na apasz­ki dla kole­ża­nek w pra­cy jako pre­zent na chri­st­mas par­ty. No tak, były na prze­ce­nie, ale kupi­łam ich sześć, no to i niska cena prze­mno­ży­ła się na nie­złą sum­kę, o któ­rej zapo­mnia­łam. A, pal licho!  Dobrze, że się cho­ciaż cie­szy­ły, bo dobra­łam do kolo­ru oczu. Gorzej gdy­by chcia­ły oddać, bo wte­dy, by wyszło na jaw, że to prze­ce­nio­na tanio­cha. No i tak, jak spraw­dzi­my wszyst­kie pozy­cje na rachun­ku, to się tyl­ko upew­nia­my, że aku­rat aż tyle jest od zapła­ce­nia. Ale dużo! A tu nie ma z cze­go. To i popa­da­my w depresję.

reklama

Innym powo­dem do zdo­ło­wa­nia jest pró­ba odda­nia otrzy­ma­nych pre­zen­tów — też z regu­ły kupio­nych na oka­zji. A cze­go się nie da zwró­cić do skle­pu, to naj­le­piej to oddać do jakie­goś skle­pu np. do Value Vil­la­ge. Ale z tym to radzę tro­chę pocze­kać, bo i za takie nie­do­bra­ne pre­zen­ty nale­ży podzię­ko­wać, i przy­naj­mniej raz poka­zać, że się z nich cie­szy­my. Lepiej tak, niż walić praw­dą mię­dzy oczy, że zły pre­zent wybra­li. Kie­dyś się poka­za­łam mojej kuzyn­ce w ofia­ro­wa­nej mi przez nią bluz­ce (tyl­ko i wyłącz­nie żeby jej zro­bić przy­jem­ność). No to  masz! Wkrót­ce w nagro­dę dosta­łam, i to nawet bez oka­zji dwie podob­ne – ani to mój kolor, ani mój styl. To, że upo­dab­niam się w tych bluz­kach do grzy­ba, jest mało waż­ne. Jak pró­bo­wa­łam opo­no­wać, to mi zri­po­sto­wa­ła, że prze­cież lubię takie, i dobrze mi w nich, bo prze­cież cho­dzę w tej pierw­szej. No i co? Moja prze­gra­na, bo teraz będę musia­ła na prze­mian zakła­dać trzy bluz­ki przez nią wybra­ne, a mnie daro­wa­ne, żeby jej zro­bić przyjemność?

Ale to jesz­cze i tak nic. Kie­dyś moja zna­jo­ma (już w Kana­dzie) poda­ro­wa­ła mi piżam­kę. Nawet była ład­na. Po pierw­szym spa­niu tro­chę mnie zdzi­wi­ło, że już się zme­cha­ci­ła pod pacha­mi i w kro­czu. Przy bliż­szej ana­li­zie oka­za­ło się, że piżam­ka już była (o zgro­zo!) uży­wa­na. Dosta­łam uży­wa­ny pre­zent przy­le­ga­ją­cy bez­po­śred­nio do mojej skó­ry! Brrr!  Wra­ca­jąc do poświą­tecz­ne­go blu­esa, to zwy­kle nie zda­je­my sobie spra­wy, ile wyda­li­śmy, szcze­gól­nie gdy sza­sta­my kar­ta­mi kre­dy­to­wy­mi na lewo i pra­wo, tak jak­by nie było jutra. A prze­cież za to wszyst­ko trze­ba zapła­cić! Powin­ni cho­ciaż nam te rachun­ki odro­czyć przez mie­siąc, bo w lutym to czło­wiek by to łatwiej prze­łknął. I tak jest co roku, podob­nie jak  z nowo­rocz­ny­mi posta­no­wie­nia­mi. Te z regu­ły nie prze­trwa­ją poza sty­czeń, to i ta poświą­tecz­na depre­sja nie powin­na nas zbyt dłu­go przy­tła­czać. Jakoś sobie damy radę!  A tu już dzio­nek widocz­nie dłuż­szy, i sło­necz­ko żwa­wiej świe­ci, i ptasz­ki raź­niej lata­ją. A poza tym to już minę­ły dwa mie­sią­ce zimy – i to te naj­gor­sze, sza­re i bure. Zosta­ło nam tro­chę ponad poło­wę, ale już będzie z gór­ki. Ciesz­my się, że obec­na zima (przy­naj­mniej na razie) jest w mia­rę łagod­na, to i rachun­ki za ogrze­wa­nie będą mniej­sze.  A póki co, to do robo­ty i zwal­czać tę depre­sję. A jak, to wam powiem wkrót­ce – jak mi samej przej­dzie  ‘chri­st­mas blues’.