W zeszłym tygodniu pisałam o konieczności strategicznego planu całościowego w bronieniu dobrego imienia Polski i Polaka. Obecnie jest to określane jako właściwa polityka historyczna. A my, jaki mamy plan naszej, polskiej polityki historycznej?

Niestety takiego całościowego planu państwo polskie nie posiada. Tak, robi się dużo, w porównaniu do ‘nic’, ale są to działania nieskoordynowane, bez dobrego planu, z małym  budżetem, bez instytucji z autorytetem, bez niezbędnych profesjonalistów i bez dostatecznych nakładów pieniężnych. Tego wolontariusze (nawet tak oddani jak my w Kanadzie) nie są w stanie zrobić. Prowadzenie biura kosztuje: telefony, internet, publikacje, opłaty profesjonalistom, tłumaczom, dystrybucja – żeby wymienić tylko kilka pozycji.

Kto to m robić? Ja wam mogę powiedzieć jak to zrobić, tylko… Z tego nic nie wyniknie, bo to musi być zaplanowane na szczeblu państwa, i płynąć w dół, łącznie ze środkami i planem. A u nas to jest tak, że oddolnie Polonia robiła wiele, bo miała w przeszłości bardzo prężny i mądry Komitet Obrony Dobrego Imienia Polaka i Polski. Piszę miała, bo ostatnio to nie bardzo wiem co ten komitet robi? No chyba nie zwalcza Prezesa Kongresu Polonii Kanadyjskiej, Okręg  Toronto Bartłomieja Habrowskiego, za to że napisał list otwarty w sprawie Ustawy 477 i bezspadkowych roszczeń żydowskich?

Ale dlaczego nie popiera sprawy i dąży do wyjaśnienia tej groźnej dla Polaków i Polski ustawy?  Nie wiem. Moje e-maile z zapytaniami pozostały bez odpowiedzi. Za to wiem, że cała rzesza takich lokalnych, co w Polsce kazaliby się nazwać ‘autorytetami moralnymi’, takimi jak np Adam Michnik (nazwisko ojca Ozjasz Szechter) z Gazety Wyborczej, domaga się, aby ten prezes się ukoił, i ustąpił. Hola, hola!

Prezes Kongresu jest wybierany przez organizacje kongresowe, a nie ludzi z ulicy. Jakoś tak dziwnie wśród tych ludzi z ulicy  żądających ustąpienia wybieralnego przez organizacje kongresowe Prezesa KPK Okręg Toronto Bartka Habrowskiego są także tacy, którzy reprezentują organizacje kongresowe innego szczebla. Co szaleju się najedli? Podejrzewam jednak, że tylko nie mają pojęcia o co chodzi, albo co podpisują. Najwyższy czas, aby organizacje kongresowe rozprawiły się właśnie z takimi osobami, i ich po prostu więcej nie wybierano. Koniec, szlus z łachmytami. A nawiązuję tutaj do spotkania z Wojciechem Sumlińskim i Tomaszem Budzyńskim w Centrum JP2 w Mississauga w dniu 9 stycznia. Pilnie śledzę książki dziennikarza śledczego Wojciecha Sumlińskiego i brałam udział we wszystkich z nim spotkaniach, jeszcze tych początkowych odbywających się w siedzibie Gminy 1-szej Związku Narodowego Polskiego.

Czwartkowe spotkanie było nieco inne. Nie tylko nie było moderatora prowadzącego zebranie, co pozwoliło na wykrzykiwanie pytań z sali, ale także zdumiał mnie jeden aspekt wypowiedzi prelegentów.

Notabene, my lud karny, i jeśli nie mamy prowokatorów na sali, to sami sobie robimy porządek, i zadający pytania grupowo samorządnie ustawili się w kolejce do pytań.

Prelekcja była związana z wydaniem książki ‘Powrót do Jedwabnego’.  Zapewne większość czytelników zna historię przeszkód, na jakie napotkali autorzy próbując zorganizować spotkanie inaugurujące książkę. Osobiście śledziłam tę całą sprawę i z trzech witryn internetowych w Polsce żadna przez kilka tygodni nie mogła mi tej książki wysłać. Dopiero telefoniczne zamówienie w lokalnej księgarni Pegaz zaowocowało dostawą. Pisałam o tym zresztą w poprzednich felietonach.  Przy okazji spotkania można było nabyć książkę dr Ewy Kurek “Polacy i Żydzi: problemy z historią’, wydaną przez wydawnictwo Clio w Lublinie. Warte jest podkreślenia, że od razu można było nabyć tę książkę w języku angielskim.  Jestem w trakcie jej czytania, bo zanim zacznę wypożyczać angielską wersję muszę przecież tę książkę znać – i to dobrze.

Jeśli chodzi o książkę ‘Powrót do Jedwabnego’, to wszyscy powinni ją przeczytać. Znajdziecie tam pewne elementy nowe, na przykład tę o genezie powstania gett, oraz o tym, że przez pierwsze dwa lata wojny to głównie Polacy byli ofiarami Niemców. Niby o tym wiedzieliśmy, ale informacje podane w uporządkowany sposób, poparte autorytetem historyka i naukowca, stają się usystematyzowaną wiedzą. I wtedy mogą być ilustrowane historią wojennych losów naszych rodzin.

Wojenne historie nasze bez ogólniejszego udokumentowanego kontekstu są wyłącznie indywidualną opowieścią historyczną. Jeśli chodzi o spotkanie to uderzył mnie jeden znamienny element – otóż autorzy apelują przede wszystkim o naszą jednostkową aktywność poprzez pisanie komentarzy w mediach społecznościowych (twitter, facebook, etc) oraz podpisywanie list, szczególnie tej przeciwko ustawie 477. Trochę to było dla mnie ‘Déjà vu ‘. Ja to już kiedyś przeżyłam – wtedy kiedy próbowano zwalić na mnie jednostkową odpowiedzialność za burdel jaki powstał w PRL-u – oczywiście winni statek zawczasu opuścili.

Tak, nasze akcje są ważne, szczególnie te zbiorowe, ale nie mogą być zawieszone w próżni, muszą być solidnie zgrane z tym co robi rząd polski. A o zagrożeniu płynącym z ustawy 477 nasz rząd milczy. Milczą także nasze organizacje polonijne – poza jednym chlubnym wyjątkiem Kongresu Polonii Kanadyjskiej Okręg Toronto.

Nasze media polonijne raczej też nabrały wody w usta, choć mojemu Naczelnemu (tygodnika Goniec)  postawiono  formalnie  zarzut oskarżający o antysemityzm – tylko dlatego, że mówi prawdę, za każdym razem powołując się na źródła?  Więc do czego to wszystko zmierza?

Alicja Farmus