Leszek Sam­bor­ski — Eme­ry­to­wa­ny nauczy­ciel w TDSB (Spe­cial Edu­ca­tion, ESL, muzy­ka) oraz język angiel­ski, pia­ni­no i akor­de­on. Podróż­nik — ostat­nia wypra­wa do Tan­za­nii była jego 40 kra­jem. Uczest­nik wie­lu mię­dzy­na­ro­do­wych festi­wa­li folk­lo­ry­stycz­nych (Euro­pa, Azja, Ame­ry­ka Płn.) oraz warsz­ta­tów nauczy­ciel­skich w Taj­wa­nie.  Repre­zen­tu­je Pol­skę na CD ROM True North – Arri­vals, gdzie przed­sta­wio­na jest kul­tu­ra 10 głów­nych naro­do­wo­ści Kana­dy. Uczest­nik pro­gra­mu Polish Ame­ri­cans w pro­gra­mie TV Buf­fa­lo WNED, gdzie repre­zen­tu­je Polo­nię kana­dyj­ską. W Pol­sce odzna­czo­ny  odzna­ką Zasłu­żo­ny Dzia­łacz Kultury.

Zaba­wy z del­fi­na­mi w Kizimkazi

Na połu­dnio­wym krań­cu Zan­zi­ba­ru jest takie miej­sce, gdzie del­fi­ny lubią bawić się z ludź­mi. To miej­sce nazy­wa się Kizimkazi.

Na całym świe­cie del­fi­ny są przy­jaź­nie nasta­wio­ne do ludzi, jed­nak tam żyją one w natu­ral­nym, dzi­kim śro­do­wi­sku. Mała miej­sco­wość, zło­żo­na zale­d­wie z kil­ku cha­łup przy­sto­so­wa­nych na obsłu­gę tury­stów i wiel­ki powa­lo­ny baobab to całe Kizimkazi.

Patrzy­łem teraz na zdję­cia zro­bio­ne w tym roku i tego baoba­bu już nie było.  Myślę, że został prze­ro­bio­ny na mate­ria­ły budow­la­ne. Do łódek trze­ba było dojść pie­szo po wodzie się­ga­ją­cej pra­wie do pasa. Dobrze, że mia­łem ze sobą buty wod­ne. Kupi­łem je wcze­śniej w Cana­dian Tire za 10 cad i zawsze są one w moim wypo­sa­że­niu waliz­ki lub tor­by. Dotar­łem do więk­szej łodzi z moc­nym sil­ni­kiem. Łódź taka zabie­ra od 5 do 10 osób.

I zaczę­ło się. Łodzie pły­wa­ły we wszyst­kich moż­li­wych kie­run­kach a del­fi­nów nie było widać. Aż nagle jeden ze ster­ni­ków daje sygnał: Są. Wte­dy wszyst­kie łodzie pły­ną w jego kie­run­ku. Po wiel­kim hała­sie łodzi pra­cu­ją­cych na naj­wyż­szych obro­tach nastę­pu­je cisza. Tyl­ko wzbu­rzo­ne morze nie może się uspo­ko­ić a ludzie w łodziach pod­ska­ku­ją do góry jak pił­ki. Dobrze, że jak się spa­da z powro­tem to ma się cią­gle pod sobą łód­kę. Nic by się nie sta­ło gdy­by ktoś wpadł do wody, wszy­scy mie­li na sobie kami­zel­ki ratun­ko­we. Cho­dzi tu o sprzęt nagry­wa­ją­cy, któ­ry by tra­fił szlag, jak mój tele­fon w Jam­bia­ni, kie­dy zamo­czy­ła go fala.

Nagle widać kil­ka szo­ru­ją­cych grzbie­tów del­fi­nów. Wszyst­kie obok sie­bie w dokład­nie tym samym kie­run­ku. To przy­po­mi­na sta­do gołę­bi liczą­ce set­ki osob­ni­ków w Mis­sis­sau­ga, gdzie miesz­kam. Lecą obok sie­bie aż nagle wszyst­kie skrę­ca­ją dokład­nie w tym samych cza­sie i tym samym kie­run­ku. Jak to robią, nie wiem.

Pierw­si nur­ko­wie z maską i rur­ką ska­czą do wody. Zaczy­na się zaba­wa. Del­fi­ny wca­le ich się nie boją, wyka­zu­ją nato­miast zain­te­re­so­wa­nie. Dla­cze­go ci snor­ke­lu­ją­cy ludzie mają takie wiel­kie oczy, bo ci w łód­kach już mają normalne.

        Tan­ga­wi­zi Spi­ce Farm i Joza­ni Forest

Cała wyspa Zan­zi­bar zna­na jest też jako Spi­ce Island, a to dzię­ki far­mom, któ­re znaj­du­ją się zaraz na pół­noc od Zan­zi­bar City.

Ich nazwy to: Badru Spi­ce Farm, Kidi­chi Spi­ce Farm, Tan­ga­wi­zi Spi­ce Farm, Jam­bo Spi­ce Farm, Sha­bu­ta Spi­ce Farm i Flo­wer Spi­ce Far.

Odwie­dzi­łem Tan­ga­wi­zi Spi­ce Farm. Miej­sco­wa gle­ba i spe­cy­ficz­ny kli­mat sprzy­ja­ją upra­wie przy­praw i owo­ców uwa­ża­nych za naj­lep­sze na świe­cie. Moż­na zna­leźć takie przy­pra­wy jak: wani­lia, pieprz, cyna­mon, gał­ka musz­ka­to­ło­wa, imbir i goź­dzi­ki. Te ostat­nie są źró­dłem wiel­kich docho­dów wyspy Zan­zi­bar. Jeże­li cho­dzi o owo­ce to  roz­sma­ko­wa­łem się w czer­wo­nych bana­nach. Prze­wod­nik poka­zy­wał coraz to nowe rośli­ny, demon­stro­wał, jak je spo­ży­wać i do cze­go słu­żą, a obok mnie szła nie­zmor­do­wa­na Bet­sy, zatrud­nio­na przez Doro­tę Katen­de jako moja oso­bi­sta prze­wod­nicz­ka. Kil­ka mie­się­cy po mojej wyciecz­ce do Tan­za­nii Bet­sy zosta­ła wybra­na na Miss Zanzibaru.

W dro­dze powrot­nej do Vanil­la House jecha­li­śmy  przez Joza­ni Forest, w któ­rym żyją  czer­wo­ne mał­py zwa­ne kolu­bu­sa­mi.  Wystę­pu­ją one tyl­ko tutaj. Wła­ści­wie tyl­ko ich ple­cy są czer­wo­ne. Twa­rze są czar­ne ze ster­czą­cą bia­łą czu­pry­ną, nogi i brzuch są też bia­łe.  Jest ich dużo i żywią się list­ka­mi nie­któ­rych roślin. Ska­czą z gałę­zi na gałęź, czę­sto z mały­mi na grzbiecie.

Vanil­la House nie jest dale­ko od tego lasu i kie­dyś jed­na z tych mał­pek odwie­dzi­ła mój pokój w Vanil­la House.

Joza­ni Forest jest też słyn­ny z wystę­pu­ją­cych tu lasów heba­no­wych. Drze­wo heba­no­we jest kolej­nym źró­dłem docho­du Zanzibaru.