Ze wzglę­du na roz­prze­strze­nia­nie się epi­de­mii Sars-CoV‑2, do Lubla­ny (Sło­we­nia) nie wpusz­czo­no nie­ja­kie­go Bocel­lie­go. Panie, pano­wie, co to się poro­bi­ło? Co to się dzieje?

Nie żar­tu­ję, nie do śmie­chu mi. Na pew­no nie w tym miej­scu. Moje dwa bile­ty na listo­pa­do­wy reci­tal teno­ra, pro­du­cen­ta muzycz­ne­go, kom­po­zy­to­ra i auto­ra pio­se­nek, jak mówią: “naj­le­piej sprze­da­ją­ce­go się śpie­wa­ka ope­ro­we­go na świe­cie”, więc oba moje bile­ty na Andreę Bocel­lie­go aż jęk­nę­ły z roz­pa­czy. O reak­cji naj­lep­sze­go przy­ja­cie­la męż­czy­zny na świe­cie, to jest port­fe­la, nawet nie wspo­mnę: impre­za kosz­to­wa­ła mnie, tyl­ko do dziś, w prze­li­cze­niu oko­ło 550,- CAD. Prze­jaz­da­mi i noc­le­giem mia­łem zająć się w październiku.

MIASTO PEŁNE ŚMIECHU

Reklama

Reak­cji mojej Sza­now­nej Wła­ści­ciel­ki na powyż­sze tak­że nie odwa­żę się przy­ta­czać, w zastęp­stwie obe­rwie się wiec pre­mie­ro­wi Mora­wiec­kie­mu. Ten­że, w minio­ny ponie­dzia­łek, zaape­lo­wał do orga­ni­za­to­rów imprez maso­wych nad Wisłą, by ci je poodwo­ły­wa­li. Nazwał to “moc­ną reko­men­da­cją dla woje­wo­dów i orga­ni­za­to­rów tego typu imprez”. Zer­k­nij­my więc sobie przy tej oka­zji tu i tam.

Oto w związ­ku z nad­cią­ga­ją­cą do Pol­ski wiel­ki­mi kro­ka­mi epi­de­mią, odwo­ła­no w Kra­ko­wie Dzień Otwar­ty na Uni­wer­sy­te­cie Jagiel­loń­skim (20. mar­ca), VI Dyk­tan­do Kra­kow­skie” (21. mar­ca), Tur­niej Bad­min­to­na Polish Open (25–29. mar­ca), nato­miast tar­gi sto­ma­to­lo­gicz­ne Krak­dent (26–29. mar­ca ) prze­ło­żo­no na koniec maja. Ale.

Ale nie odwo­ła­no Festi­wa­lu Pra­cy Jobi­con (czwar­tek, 12. mar­ca, Tau­ron Are­na). Pol­skiej Nocy Kaba­re­to­wej rów­nież nie (pią­tek, 13. mar­ca, Tau­ron Are­na – przy oka­zji: “Śmiech w wiel­kim mie­ście”, tak brzmi tytuł przed­sta­wie­nia. Ależ śmiesz­nie będzie). Czte­ry dni po kaba­re­cie mie­li­śmy móc posłu­chać, rów­nież w kra­kow­skiej Tau­ron Are­nie, reci­ta­lu wir­tu­oza gita­ry, Car­lo­sa San­ta­ny. Tę impre­zę z kolei woje­wo­da mało­pol­ski odwo­łał. Kon­cer­tu zespo­łu Gre­go­rian (pią­tek, 20. mar­ca, już nie. Kon­cer­tu Muzy­ki Fil­mo­wej Woj­cie­cha Kila­ra (21. mar­ca, sobo­ta), rów­nież nie.

TO NIE MY, TO LWY

Trze­ba w tym miej­scu przy­po­mnieć, że: “Po doko­na­niu ana­li­zy sytu­acji epi­de­mio­lo­gicz­nej zwią­za­nej z roz­prze­strze­nia­niem się koro­na­wi­ru­sa Sars-CoV‑2, Głów­ny Inspek­tor Sani­tar­ny reko­men­du­je odwo­ła­nie wszyst­kich imprez maso­wych powy­żej tysią­ca osób, orga­ni­zo­wa­nych w pomiesz­cze­niach zamknię­tych” – tak brzmia­ła infor­ma­cja rodem z ubie­głe­go tygo­dnia. Co na to kra­kow­ska Tau­ron Are­na? Do chwi­li, w któ­rej nada­ję tę kore­spon­den­cję, wyglą­da­ło na to, że Tau­ron Are­na umy­wa­ła ręce. “To nie my, to lwy” – zda­wa­ła się tłu­ma­czyć rzecz­nicz­ka zarzą­dza­ją­cej halą w Czy­ży­nach Agen­cji Roz­wo­ju Mia­sta, wska­zu­jąc, że oni tyl­ko wynaj­mu­ją halę orga­ni­za­to­rom imprez. “Na obec­ną chwi­lę nie mamy od nich infor­ma­cji, by naj­bliż­sze wyda­rze­nia zosta­ły odwo­ła­ne”. I poza­mia­ta­ne? Woje­wo­da mazo­wiec­ki, Kon­sta­ny Radzi­wił, do orga­ni­za­to­rów imprez maso­wych: “Zasta­nów­cie się, czy impre­zy maso­we nie stwa­rza­ją nad­mier­ne­go ryzy­ka”. To po moje­mu tyle mniej wię­cej, co ape­lo­wa­nie do ban­kie­ra, by odpu­ścił dłuż­ni­ko­wi pro­cen­ty. Czy tam bła­ga­nie lwa, by nie żarł. Nie-moż-li-we.

MODA NA MIERZENIE

Nie ma w powyż­szym dzia­ła­niu cie­nia kon­se­kwen­cji. 16 milio­nów Wło­chów już tkwi w przy­mu­so­wej izo­la­cji. To tak, jak­by spró­bo­wać bli­sko poło­wę popu­la­cji Pola­ków zmu­sić do pozo­sta­wa­nia w miej­scu poby­tu. Tym­cza­sem, para­fra­zu­jąc mini­stra Szu­mow­skie­go, moż­na powie­dzieć, że nie cho­dzi o to, czy będzie­my w Polce zamy­kać mia­sta, czy nie będzie­my. Rzecz w tym, kie­dy zacznie­my zamy­kać i w jakiej ska­li będzie się to odbywało.

Od sie­bie dodam: jeśli zacznie­my za póź­no, sku­tecz­na kwa­ran­tan­na wyglą­dać może nad Wisłą rów­nie opła­ka­nie, co tak zwa­na poli­ty­ka nad Wisłą wyglą­da w ogó­le, od lat. Baga­te­li­zu­je się sytu­acje, jed­no­cze­śnie sta­ra­jąc wytwo­rzyć wra­że­nie, że czy­ni się wszyst­ko co moż­na, żeby… – i tak dalej, i tak dalej. Dla­cze­go, weź­my, od tygo­dnia czy dwóch, nie kie­ro­wa­no na kwa­ran­tan­nę wszyst­kich powra­ca­ją­cych z rejo­nów zaata­ko­wa­nych wiru­sem, nie­za­leż­nie od wystę­po­wa­nia obja­wów cho­ro­by czy nie wystę­po­wa­nia? Tak czy­ni dla przy­kła­du Wiel­ka Bry­ta­nia. U nas zasto­so­wa­no mie­rze­nie tem­pe­ra­tu­ry – w sytu­acji, gdy okres wylę­ga­nia nie jest dobrze zna­ny, tak samo jak poten­cjal­ne moż­li­wo­ści zara­ża­nia przy bra­ku obja­wów. W tym kon­tek­ście, tem­pe­ra­tu­rę to lepiej kur­cza­kom mie­rzyć. Tym nabi­tym na ruszt, skwier­czą­cym. by mię­sa nie zmarnować.

GADU, GADU

Idź­my dalej. Fir­ma “Sony”. Lon­dyn. Jeden z pra­cow­ni­ków (duży­mi lite­ra­mi: JEDEN), dele­go­wa­ny wcze­śniej do państw ogar­nię­tych epi­de­mią, wra­ca do kra­ju i sta­wia się z rapor­tem w fir­mie. Jego prze­ło­że­ni kon­sta­tu­ją, że: “Mógł zostać nara­żo­ny na koro­na­wi­ru­sa”. Bez­sprzecz­nie, mógł. Co robić, co robić? Fir­ma wyda­je komu­ni­kat: “Uzna­li­śmy, że waż­ne jest, aby poin­for­mo­wać, że jeden z naszych pra­cow­ni­ków w Lon­dy­nie mógł zostać nara­żo­ny na koro­na­wi­ru­sa, bio­rąc pod uwa­gę jego ostat­nie podró­że do dotknię­te­go wiru­sem obsza­ru”. Efek­tem zasta­no­wień było następ­nie stwier­dze­nie przy­po­mi­na­ją­ce, że: “Zdro­wie i dobre samo­po­czu­cie naszych pra­cow­ni­ków ma ogrom­ne znaczenie”.

To ostat­nie, swo­ją dro­gą, mógł­by zauwa­ży każ­dy pierw­szy lep­szy szef przed­się­bior­stwa nad Wisłą. Czy tam tak zwa­ny poli­tyk, w odnie­sie­niu do zatro­skań swo­jej par­tii o polep­sze­nie bytu Polkom i Pola­kom. Sło­wa nie kosz­tu­ją, a odpo­wied­nio dobra­ne, jeśli tyl­ko uło­żyć je nale­ży­cie, to jest w odpo­wied­nio dobra­ne fra­zy i zda­nia, powie­dzą to, co trze­ba, temu, kto słu­chać powi­nien. Tak robi się z nisz­czy­ciel­skiej burzy “ocze­ki­wa­nie prze­wie­trze­nie”, a z tra­gicz­nej powo­dzi “spo­dzie­wa­ny finał wie­lo­let­niej suszy”.

STANDARDY WIARYGODNOŚCI

Pod­su­mo­wu­jąc: “Zdro­wie i dobre samo­po­czu­cie naszych pra­cow­ni­ków ma ogrom­ne zna­cze­nie” – w rze­czy samej, robi się pie­rza­ście. Powie­dzieć moż­na: nad­zwy­czaj­nie pie­rza­ście. Zaraz usły­szy­my o odej­ściu na zawsze w nie­byt epo­ki suszy. Czy tam o szczę­śli­wym zakoń­cze­niu wytę­sk­nio­ne­go pro­ce­su prze­wie­trze­niu zatę­chłych piw­nic. Tym­cza­sem tu – miłe bar­dzo zasko­cze­nie. Skon­fron­to­waw­szy fak­ty ze sło­wa­mi wypo­wia­da­ny­mi przez repre­zen­tan­tów władz fir­my, oka­zu­je się, że cie­nia mani­pu­la­cji w przy­to­czo­nych wypo­wie­dziach nie znaj­dzie­my. Oto “Sony” zam­ka biu­ra w Wiel­kiej Bry­ta­nii i Fran­cji, uznaw­szy oba­wy o roz­prze­strze­nia­nie się koro­na­wi­ru­sa za zasad­ne. Wątek nad­wi­ślań­ski: zamknię­to też gdyń­skie biu­ro “Sony”. Dopraw­dy, miło poob­ser­wo­wać sobie w kra­ju nad Wisłą nie­na­dwi­ślań­skie stan­dar­dy wiarygodności.

Ale zmie­rzaj­my powo­li do koń­ca. Głów­ny Inspek­tor Sani­tar­ny przy­po­mniał, że od 1. stycz­nia do 7. mar­ca odno­to­wa­no na świe­cie ponad sto tysię­cy przy­pad­ków zapa­le­nia płuc, spo­wo­do­wa­ne nowym koro­na­wi­ru­sem, przy śmier­tel­no­ści na pozio­mie 3,4 pro­cent. Inny­mi sło­wa­mi, widać, że pani gry­pa “zwy­kła sezo­no­wa” zabi­ja co naj­wy­żej jed­ną oso­bę na stu cho­rych, za to zara­ża w maso­wej ska­li. W wypad­ku koro­na­wi­ru­sa z kolei zara­zić się trud­niej, ale na kogo pad­nie w obsza­rze do czte­rech pro­cent zara­żo­nych, tego bęc i nie ma. Tedros Adha­nom, szef Świa­to­wej Orga­ni­za­cji Zdro­wia: “Ten wirus to nie SARS, nie MERS, to nie jest gry­pa. Jest to uni­kal­ny wirus z wyjąt­ko­wy­mi cechami”.

SERIO, SERIO

O, to, to. Uni­kal­ny i z cecha­mi, wyjąt­ko­wy­mi, któ­rych skut­ków nega­tyw­nych jesz­cze nie zna­my. Czło­wiek mądry, to mówi, co wie. “Natu­ra wiru­sa jest nie­zna­na” – wybąk­nę­ło się tym­cza­sem pre­mie­ro­wi Mora­wiec­kie­mu, a to led­wie w minio­ny poniedziałek.

Oczy­wi­ście, oczy­wi­ście. Moż­na sło­wa Adha­no­na i Mora­wiec­kie­go pokrzy­wić w ulu­bio­ną stro­nę. Moż­na nadać wypo­wie­dzia­ne­mu dowol­ny kształt, cię­żar, kolor, przej­rzy­stość, gęstość, w każ­de złot­ko moż­na zawi­nąć, czy co tam jesz­cze, a następ­nie wyin­ter­pre­to­wać z krót­kich prze­cież fraz, co tyl­ko się chce. Czy raczej: co tyl­ko decy­den­ci uzna­ją aku­rat za koniecz­nie z ich per­spek­ty­wy. Ja wsze­la­ko pro­po­no­wał­bym potrak­to­wać wypo­wiedź Adha­no­na tak, jak trak­to­wa­li­by­śmy wypo­wiedź pro­fe­sjo­na­li­sty, nato­miast sło­wa pre­mie­ra rzą­du dobrej zamia­ny wyjąt­ko­wo, by tak rzec, dosłownie.

Wyjąt­ko­wo, powta­rzam. Bywa albo­wiem od cza­su do cza­su i tak, że tak zwa­ny poli­tyk stoi i prze­ma­wia na tak zwa­ne­go “żyw­ca”, że niko­go z sek­cji pro­pa­gan­dy aku­rat obok nie ma, że tak zwa­ny poli­tyk nie zdą­ży z gry­zie­niem się w to, czy tam w tam­to, na czas. Tu: we wła­sny język. I że weź­mie “chlap­nie” coś rze­czy­wi­ście zgod­ne­go z rze­czy­wi­sto­ścią, a nie tyl­ko z rze­czy­wi­sty­mi zamie­rze­nia­mi jego treserów.

***

Gdy­bym miał pod­su­mo­wać, krót­ko, naszą prza­śną teraź­niej­szość, powie­dział­bym: sza­rze­je nam świat. Szyb­ko, coraz szyb­ciej. Nie­ste­ty, barw­niej już było. Przed nami czerń.

        Krzysz­tof Ligęza

Kon­takt z autorem:

widnokregi@op.pl