Według relacji miejscowych starszych ludzi, kiedyś sytuowano wiejskie chaty w stosunku do stron świata z nieznacznym uwzględnieniem kierunku ulicy głównej, wynikało to z „kręceniem chaty za słońcem”.

Ważne było, aby chata była szczytem zwrócona na północ i południe, z wejściem od wschodu co stanowiło rzędowy układ zabudowy lubelskiej wsi, typ dominujący i najstarszy.
Kiedy budowano chatę, pod każdy jej róg pod podwalinę kładziono wielki kamień, a na nim jeszcze jeden kamień lub kilka kamieni.

Przed dziesięciu laty miałam sposobność podpatrywania rozbiórki starej drewnianej chaty
Chata była stara, datę budowy nie pamiętano, przypuszczano, że mogła liczyć przeszło
130 lat, na pewno pamiętała powstanie styczniowe, bo osoba w tej chacie mieszkająca była z roku 1917, a chatę budował jej dziadek, który w chwili jej urodzenia liczył przeszło lat 60. Opowiadała kiedyś, że obok chaty przebiegał trakt, i tędy kupcy jeździli na Litwę, prowadzono skazańców na Sybir. Tak opowiadał jej dziadek, że jeden ze skazańców iść dalej nie mógł, nogi miał chore, obwiązane szmatami, był ranny. Rosjanie bagnetem go zadźgali.

Chata ocalała w czasie I wojny światowej, front przechodził, a w czasie II wojny światowej jeden Niemiec fotografował ją i cmokał z zachwytu, widocznie mu się podobała.
Ale wracając do chaty okazało się, że pod każdym jej rogiem umiejscowiony był ogromny kamień, którego ruszyć ani wyciągnąć ręcznie nie było można.
A kiedy rozbierano komin ogromne zdziwienie, bo komin nie usytuowano na wylewce utwardzonej, lecz za fundament służyły duże płaskie kamienie, a kamienie umiejscowiono jeden na drugim, w sumie było ich aż sześć. Natomiast cegły na komin były gliniane, mocne i wytrzymałe, skoro dom stał aż tyle lat, w trakcie rozbiórki cegły rozpadały się, bo dach przy kominie już mocno przeciekał.

Chat staruszek jak ta na fotografii trudno dzisiaj spotkać. Obraz współczesnej wsi bardzo się zmienił, porównując dawne fotografie nawet sprzed dwudziestu laty i czasy współczesne.

Czy spotykamy jeszcze takie chaty w naszej okolicy, w sąsiednich wsiach? Czy mieszkając takiej chacie zapomnielibyśmy chociaż na chwilkę o otaczającej nas cywilizacji, pośpiechu i o tym wirusie, który nam ciągle dokucza.

Celina Rapa
bibliotekarz