O włos, czy o czuprynę, nieważne. Wszystko, co między ujściem Świny a szczytem Rozsypańca stało się w minioną niedzielę, stało się i już się nie odstanie. I nie ma na to rady.

Rozstrzygnięcie pokazało, a wcale nie myślę o konkretnym wyniku, lecz o wmawianym nam przez tak zwane publikatory „podziale na dwie Polski” (na ten temat napiszę więcej przy którejś z najbliższych okazji), więc rozstrzygnięcie pokazało, że nie sposób podejmować racjonalnych decyzji, jeśli jest się nieustannie oszukiwanym i wprowadzanym w błąd. Tym bardziej gdy nie wiemy, że jesteśmy oszukiwani ani kto jest oszustem. Prezydent Lech Kaczyński na jednym z seminariów w Lucieniu opisał ów problem poznawczy krótko i treściwie: „Elementarny mechanizm demokratyczny nie może funkcjonować przynajmniej w miarę sprawnie, jeżeli rozeznanie potoczne – bo to z punktu widzenia mechanizmu demokratycznego jest najistotniejsze – tak bardzo odbiega od rzeczywistości”. Racja, po stokroć racja. Proces wyborczy, w którym elektorat warunkowywany jest przez media, staje się parodią odpowiedzialnego wyboru, zaś o wyborze rzeczywiście demokratycznym, to jest dokonywanym w warunkach dostatecznej wiedzy, w ogóle mowy nie ma.

Warto uświadomić sobie powyższe, powtarzając za funkcjonariuszem TVP info Rachoniem Michałem: „Jedziemy!” – i warto zdążać dalej, nie kaprysząc zanadto. Czy tam nie przesadzając z grymasami. No chyba, że pod właściwym adresem. Wówczas bardzo proszę.

 

BÓL PRZEŚCIERADŁA

Dajmy na to, grymasząc pod adresem Olejnik Moniki. Wyżej wymieniona mianowicie, pogrążona bez reszty w typowo olejnikowych waporach oraz podobnego rodzaju osłupieniach – szczegóły kiedy indziej – więc wyżej wymieniona Olejnik Monika, od ładnych paru lat zanurzona w typowych dla siebie zdziwaczeniach, można powiedzieć że zanurzona po uszy niejakiego Urbana, (a mimo to przez niektórych nie wiedzieć czemu w dalszym ciągu nazywana dziennikarką), zaprezentowała ostatnio fuma nad fumy, strzelając focha nad fochy. Proszę posłuchać tego: „Kiedy babcia i córka wychowują dziecko, to przecież można powiedzieć, że dziecko wychowuje para jednopłciowa” – wzięła i zawzięła się, konfrontując nieopatrznie z własną inteligencją. Nie dopowiadajmy, kto z tej konfrontacji wyszedł zwycięsko, to jasne, niemniej niejaki Giertych Roman, pijący pani Monice z dziobka, natychmiast dorzucił swoje : „Nie tylko można powiedzieć. Tak po prostu jest”.

Innymi słowami jedno „wyrżnęło głupa”, drugie „głupa” zalegitymizowało. Kropka nad i, można powiedzieć. Kropka nad i – w pigułce. Matka i córka parą? Homoseksualną parą? Chyba dla ludzi pokroju profesora Hartmana. Czy tam innego spryciarza, nowoczesnego do bólu prześcieradła. Może różnopłciowcy tacy są i tak mają?

 

BAŁWAN WYNATURZONY

Ale zostawmy szaleńców na pożarcie ich szaleństwom, przechodząc w tym miejscu do kontekstu tytułowego, to jest spróbujmy odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego Szczerka Ziemowita, pisarza, nie warto czytać. Czy tam tego, co umysł pisarza kazał pisarzowi przelać na papier. Czy tam na co tam. Otóż czegokolwiek przelanego na papier przez Szczerka Ziemowita, pisarza, czytać nie warto, ponieważ pisarz Szczerek Ziemowit to bałwan. Tymczasem, jak powszechnie wiadomo, kto z własnej woli naraża się na zbałwanienie, ten sam swojemu zbałwanieniu winien będzie.

Szczerek Ziemowit jest jak bałwan, powtarzam, konkretnie z tego powodu, że… – to znaczy nie tylko z tego powodu, skoro bez tego powodu też bałwan z niego co się zowie – więc, Szczerek Ziemowit zbałwanił się, a następnie wziął był i napisał: „Komunizm to był zupełnie nowy, śmiały projekt dla Polski, tylko już od początku skażony był zwyrodnieniem, bo przyszedł nie od naszego cywilizacyjnego centrum, tylko od satrapicznych peryferii. I się wynaturzył”. Nie mówiłem? Bałwan. W tym wypadku to znaczy więcej niż byle pisarz. Nobla mu dać. Czy tam innego srobla.

 

STARA SPŁUCZKA

Albo ten kawałek, o polskich Żydach: „Upiór wymordowanej części Polski, naszych współobywateli i współwłaścicieli tej ziemi wisi nad nami” – łka Szczerek Ziemowit. Skąd wniosek, że powinien mniej łkać, czy tam mówić (czy tam mówić, ślozy lać i brać się do pisania), a więcej myśleć.

Z drugiej strony, spodziewać się wyrafinowania intelektualnego ze strony bałwana, byłoby zatrważającą naiwnością. Jakiegokolwiek wyrafinowania, dodajmy, nie tylko na poziomie intelektualnym. Przekonania dowolnego bałwana, odrobinę bystrzejszego od wody w toalecie, godne byłyby pochylenia się i szczegółowej analizy. Niestety, pozwólmy to sobie zauważyć, proces myślowy u bałwana z samej natury rzeczy cieńszy być musi od sików pająka, dosłownie cienki niczym żyletki, a prostszy niż sznurek od XIX-wiecznej spłuczki. Proszę tylko posłuchać tego: „Wymordowano ‘obcych’. Jakich obcych, jeśli oni tu od tysiąca lat byli?!” – Ziemowit Szczerek rozdziera wykrzyknikiem głupotę własnego narodu, czy tam polskiego, znakiem zapytania własne niezrozumienie nader otwarcie ujawniając.

 

NEGACJONIŚCI KULTUROWI

No dobrze, ale dlaczego właściwie pan Ziemowit nie ogarnia tematu? Nie ogarnia, bo nie rozumie pojęcia „obcy”. Większość bałwanów tak ma, swoją drogą. Nie rozumieją, więc nie ogarniają. Czasami aż trudno uwierzyć w istnienie takich małych ludzi. Podobnie zresztą jak w żywot tak przesadnie olbrzymich bałwanów.

Czyż w tych okolicznościach przyrody nie należy przypomnieć tego i owego a propos naszych, to jest swoich, i a propos nie naszych, to jest obcych? Oczywiście, że należy. Nawet trzeba. I oto proszę bardzo: by skutecznie opierać się rozszalałej dzikości, jakże nachalnie proponowanej nam przez rozmaitych chwalców współczesności i gloryfikatorów postępu, pochlebców zboczeń i negacjonistów jakichkolwiek norm kulturowych, w pierwszym rzędzie musimy rozumieć, na czym polega fundamentalny mechanizm tworzenia i podtrzymywania więzi we wspólnocie i czym ów mechanizm jest, a chodzi o umiejętność odróżniania „swoich” od „obcych”. Po prostu: nie można być człowiekiem, nie będąc jednocześnie częścią czegoś większego niż człowiek, a tak się składa, że tym czymś zawsze jest wspólnota. Rodzinna, sąsiedzka, regionalna, wreszcie narodowa i religijna.

 

FLETY POSTĘPU

W tym miejscu nie od rzeczy będzie zaznaczyć co i tak dobrze wiemy: że tylko tak długo pozostajemy ludźmi, dopóki to, co ludzkie, odróżniamy od tego, co inni za ludzkie każą nam uważać. Gdy powyższe przestaniemy weryfikować, samych siebie zamieniamy w bydlęta, wpierw skutecznie otumaniane cymbałami nowoczesności, a wkrótce wprowadzane za próg masarni w takt zawodzenia fletów postępu.

Tylko tyle i nie więcej rozumieć trzeba, by kuwetę współczesności należycie ogarniać w kwestiach zasadniczych. Co zwykle i tak przerasta zaskakująco wielu, a co może nie dziwić jedynie tych onegdaj rozumnych, po umysłach których przetoczył się medialny walec, wspomniane rozumy zmieniający im na do niczego przydatną, rozgotowaną brukselkę. Czy tam na równie mocno rozgotowane coś tam innego. To w powyższym kontekście śp. Bogusław Wolniewicz zauważył: „Trudno mi pojąć, że prawie 40-milionowy naród z tysiącletnią historią i wielką kulturą nie potrafi się zdobyć na zdecydowany odpór wobec zamachów na samą jego substancję – duchową i materialną”.

Tertium non datur: albo profesorowi nie wchodziło do głowy, że narodu, o którym wspomina, już nie ma, albo wręcz przeciwnie: wchodziło, dlatego powiedział nam to, co powiedział – albowiem wstyd również może być silnym czynnikiem kulturotwórczym. Rzekłbym nawet: nieodzownym. Rzekłbym: przydatnym i nieodzownym wręcz eksplozywnie.

 

BROŃ DOSKONAŁA

Przydałoby się. Z tym czynnikiem. Parafrazując Aleksandra Bocheńskiego z jego „Dziejów głupoty w Polsce”, rzec można: jeśli nie chcesz bić się o swoje, gdy jesteś silny, wówczas o to samo będziesz walczył, kiedy osłabniesz. Nie tylko Konfederaci powyższe rozumieją, ale nikt poza nimi nie wie, co z tą oczywistością czynić i jak postępować w praktyce. Powód: paraliżowanie oponentów poprawnością polityczną to ciągle jeszcze broń niemal doskonała. A co gorsze: używana przez nas przeciwko nam samym. Na przykład wtedy, gdy kiwamy głowami, bezkrytycznie akceptując przesłania mówiące o tym, że: „Lepiej iść do przodu, tam gdzie nas nie było, niż iść do tyłu, gdzie nie ma już nikogo”.

Oczywisty nonsens. Albowiem gdy „z przodu” nie ma jeszcze nic, wszystko, co w przyszłość niesiemy w sobie, znajdujemy z tyłu. Nie wyłączając siebie samych. Proszę to sobie zapisać, proszę zapamiętać, proszę nieść w świat, stosownie meblując łepetyny ludziom oszukiwanym, okradanym i tresowanym do posłuszeństwa.

***

Poza tym uważam, że Konfederaci zaczynają rosnąć i urosnąć muszą. Oczywiście, że tak. Pora po temu najwyższa. Już czas.

Krzysztof Ligęza

Kontakt z autorem:

widnokregi@op.pl