Takie pyszne warzywo. I takie tanie. Dodatkowo co roku w okresie kanadyjskiego Święta Dziękczynienia (Thanksgiving Day) takie buraczki w wielu sieciach sklepów w Ontario, są tańsze niż przysłowiowy barszcz. Jakieś dwa tygodnie temu można było kupić w sieci ‘No Frills’, 10 funtów (czyli prawie 5 kilogramów) buraczków (beets) za jedyne $1.99 CAD czyli dolarka kanadyjskiego. Ale to nie wszystko: ta sama cena była za cebulkę, ziemniaki, marchew i brukiew – ta ostatnia tylko 5, a nie 10 funtów. Kupiłam. Przyszła do mnie córka i zabrała marchewkę i ziemniaki. Dałam. Przyszła druga córka, zabrała buraczki i brukiew. Też dałam. Brukiew u nas nazywa się ‘rataguga’ albo ‘turnip’, i jest cenionym warzywem na surówki, dodatek do sałatek, oraz jako gotowana jarzynka. Nic, pojechałam i dokupiłam. Postawiłam w kuchni pod ścianą, bo tyle tego, że trzeba pomyśleć, jak składować. Przyjechała siostra.

– Co to masz tyle warzyw? – pyta.

– To wszystko – dumnie pokazuję pod ścianą pięć ciężkich, bo prawie 5-cio kilogramowych worów – to tylko $10.00.

– Nie może być! – mówi mi.

Nadziwiła się, nazachwycała i zapakowała wszystkie wory do samochodu, bo niby nie ma kiedy jechać i zrobić tych świetnych zakupów. Odjechała z pełnym bagażnikiem – ponad 15 kg warzyw. No nic. W ciągu dwóch dni udało mi się sprawić zdrowe prezenty rodzinie za niewielkie pieniądze. Pojechałam do sklepu jeszcze raz. A tu buraczków już nie ma. Kupuję w sklepie, gdzie jest spora Polonia, a i inni pobratymcy Słowianie też tu mieszkają, to widać buraczki szczególnie idą. Ale i marchewka, i ziemniaki, i cebula, i brukiew były.

Przy wyjściu ze sklepu spotkałam znajomą, która mi powiedziała, że buraczki są w pobliskim sklepie Sobey’s , ale o dolara droższe, czyli po $2.99 za prawie pięć kilo. Pojechałam i kupiłam.  I teraz siedzę i wertuję przepisy na sałatki, przetwory, i inne przeroby z wielkiej  ilości warzyw, na które spoglądam z zachwytem. Nikomu już was moje drogie warzywa nie odstąpię, choćby nie wiem co! Z długo zapomnianego lamusa wyciągnęłam suszarkę do warzyw (dehydrator) i zaczęłam suszyć marchewkę, cebulę, buraczki i brukiew. Ponoć takie suszone są świetne do zup, ale i jako zdrowa przekąska. Zobaczymy – może zimą będzie lepiej smakować, bo teraz to tak nie za bardzo.

Z kolei z pieczonych buraczków, ziemniaków, marchwi i brukwi zrobiłam sałatkę. Dodałam serca konopii (hemp heart), ziaren słonecznika, dyni i lnu. Doprawiłam pikantnie, zakropiłam oliwką. Obecnie potrawy jest dobrze przyprawiać bardziej odważnie, żeby wyraźny smak rozwiał wszystkie wątpliwości, że to nie cowid, i że mamy poczucie węchu i smaku.

A swoją drogą, uważnie czytam wszystkie kulinaria prezentowane ostatnio na łamach Gońca przez mistrza kulinarnego Bogusława Stypienia. Czytanie o kulinariach też jest przyjemne.

A ja proponuję Święto Dziękczynienia z buraczkami. A dlaczegoż by nie świętować tego kanadyjskiego święta nie tylko z tradycyjnym indykiem, i ciastem z dyni, ale i naszym polskim akcentem – buraczkami? Ważne, żeby obecnie wykorzystać każdą okazję, aby spożyć razem posiłek, a jak się nie da ze względu na covid, to wymienić się przepisami, najlepiej ze zdjęciami. To też przecież łączy.  Jak macie coś ciekawego to prześlijcie na poniższy e-mail.

 MichalinkaToronto@gmail.com