Dla­cze­go coś tu nie gra? Wie­lu ludzi zada­je sobie to pyta­nie, usi­łu­jąc nadać sens sprzecz­nym zale­ce­niom anty­co­vi­do­wym i podejrz­li­wie patrząc na publi­ko­wa­ne dane; a może raczej te „nagła­śnia­ne”. Nagła­śnia­na bowiem jest — w prze­ci­wień­stwie do wszyst­kich wcze­śniej­szych przy­pad­ków epi­de­mii — nie licz­ba zacho­ro­wań, lecz licz­ba pozy­tyw­nych odczy­tów testów na obec­ność frag­men­tów wiru­sa w orga­ni­zmie, rów­nież u ludzi cał­ko­wi­cie zdrowych.

Tym­cza­sem licz­ba cięż­ko cho­rych i zmar­łych z pew­no­ścią wię­cej by nam powie­dzia­ła o sta­nie zagro­że­nia — zwłasz­cza w kon­tek­ście innych epi­de­mii, z jaki­mi mie­li­śmy do czynienia.

Do tego docho­dzi fakt przed­sta­wia­nia osób zmar­łych, u któ­rych stwier­dzo­no dodat­ni wynik testów, jako zmar­łych „na” Covid, a nie jedy­nie zmar­łych „z covi­dem” — tekst na ten temat zamie­ścił nawet main­stre­amo­wy The Sun, potwier­dza­jąc samą infor­ma­cję. W ten spo­sób, jeśli ktoś umie­ra na raka pro­sta­ty i ma stwier­dzo­ną obec­ność nowe­go koro­na­wi­ru­sa w orga­ni­zmie — wpi­sy­wa­ny jest jako ofia­ra epi­de­mii. No wła­śnie, jesz­cze kil­ka mie­się­cy temu odróż­nia­no Covid-19 — jako zespół cho­ro­bo­wy — zapa­le­nie płuc etc., od samej obec­no­ści koro­na­wi­ru­sa w orga­ni­zmie — dzi­siaj jakoś już tego nikt nie robi. Czy­li tak na dobrą spra­wę, nie wie­my, ile ludzi jest cho­rych na Covid!

Piszę o tym wszyst­kim nie jako znaw­ca epi­de­mii czy medy­cy­ny, lecz osob­nik pró­bu­ją­cy nadać sens infor­ma­cjom, któ­re do mnie docie­ra­ją. Nie negu­ję też ist­nie­nia nowe­go typu zapa­le­nia płuc i fak­tu umie­ra­nia ludzi z powo­du tej choroby.

Tych pytań jest oczy­wi­ście wie­le wię­cej, a są one bar­dzo zasad­ne, kie­dy popa­trzy­my na spu­sto­sze­nie doko­ny­wa­ne przez „środ­ki zarad­cze”; zamy­ka­nie małych biz­ne­sów, pogor­sze­nie dostę­pu do opie­ki medycz­nej dla cho­rych na cokol­wiek inne­go niż Covid, prze­rwa­nie cią­gło­ści naucza­nia w szko­łach, pro­ble­my psy­chicz­ne, osa­mot­nie­nie itd.

Wszyst­ko to w sytu­acji, kie­dy śmier­tel­ność nowej epi­de­mii nie jest bar­dzo duża i nie powo­du­je zna­czą­ce­go wpły­wu na sta­ty­sty­ki zgo­nów — nie­któ­rzy wręcz wska­zu­ją dane, że w tym roku licz­by te wyglą­da­ją lepiej niż w ubiegłym.

Kolej­na rzecz dają­ca do myśle­nia, to że zama­sko­wa­nie nas od lata br. i dra­koń­skie zasa­dy izo­la­cji nie wpły­wa­ją na wzrost licz­by pozy­tyw­nych przy­pad­ków. Być może koro­na­wi­rus roz­no­si się nie tyl­ko kro­pel­ko­wo — przed czym mają chro­nić (innych) nasze maski, ale rów­nież wisi w powie­trzu? A co z prze­bie­giem krzy­wej przy­pad­ków w takich pań­stwach, jak Bia­ło­ruś, gdzie ist­nie­je dobrze roz­wi­nię­ta opie­ka medycz­na i dar­mo­wa służ­ba zdro­wia, a jed­no­cze­śnie nie wpro­wa­dzo­no obostrzeń i życie toczy się w mia­rę nor­mal­nie? Dla­cze­go nie porów­nu­je się sytu­acji z tym krajem?

Pytań jest wie­le i dla­te­go zasad­ne są oba­wy, że to, z czym mamy ofi­cjal­nie do czy­nie­nia, bar­dziej przy­po­mi­na pro­pa­gan­dę w celu wymu­sze­nia pew­nych zacho­wań, niż rze­tel­ne infor­mo­wa­nie. A rze­tel­ne infor­mo­wa­nie to pod­sta­wa wiarygodności.

Tym­cza­sem pan­de­mia daje moż­li­wość glo­bal­ne­go zope­ro­wa­nia spo­łecz­ne­go — trud­no nie odnieść wra­że­nia, że łagod­na — było nie było — bio­rąc pod uwa­gę licz­bę fak­tycz­nie cięż­kich przy­pad­ków i zgo­nów „na covid”) sytu­acja medycz­na (przy­po­mi­nam, że z zara­za­mi i nie­pew­no­ścią wywo­ły­wa­ną przez nie­ule­czal­ne cho­ro­by poprzed­nie poko­le­nia żyły na co dzień — gruź­li­ca, ospa, syfi­lis, polio) nie uspra­wie­dli­wia tak dra­koń­skich kro­ków, w zasa­dzie zawie­sza­ją­cych na koł­ku dotych­cza­so­we zasa­dy życia spo­łecz­ne­go i obej­mu­ją­cych dro­bia­zgo­wą kon­tro­lą wszyst­kich ludzi.

Trud­no więc nie odnieść wra­że­nia — myśląc cał­kiem logicz­nie i samo­dziel­nie, że mamy do czy­nie­nia z więk­szym pla­nem, zresz­tą wcze­śniej zapo­wia­da­nym na róż­nych mię­dzy­na­ro­do­wych forach, w któ­rym potwier­dza się kon­sta­ta­cja, iż w celu upo­ra­nia się z glo­bal­ny­mi zagro­że­nia­mi, taki­mi jak „zmia­ny kli­ma­tu” (co nie dotar­ło wystar­cza­ją­co moc­no do „świa­do­mo­ści spo­łecz­nej”), a obec­nie pan­de­mia, musi­my sta­no­wić ponadna­ro­do­we jed­no, wypo­sa­żo­ne w zuni­fi­ko­wa­ne meto­dy kon­tro­li ludzi — zaczy­na­jąc — powiedz­my  od świa­dec­twa szczepień.

O szcze­pie­niach i szcze­pion­ce — bar­dzo cie­ka­wej i nowa­tor­skiej — moż­na powie­dzieć z pew­no­ścią tyle, że jej glo­bal­ne lan­so­wa­nie posłu­ży do prze­ła­ma­nia barier spo­łecz­nych i podzie­li nas w nowej nor­mal­no­ści na szcze­pio­nych i nie­szcze­pio­nych, ludzi i pod­lu­dzi, oby­wa­te­li i „dzi­kich”. Jakież to pięk­ne posu­nię­cie ozna­czyć „ele­ment anty­glo­ba­li­stycz­ny i anty­pań­stwo­wy” pięt­nem „roz­no­szą­cych zarazę”.

Jeśli raz damy się zaszcze­pić „glo­bal­nie” to cze­mu nie mie­li­by­śmy dać się szcze­pić za jakiś czas ponow­nie na coś inne­go, rów­nie waż­ne­go? Na przy­kład, żeby nie mieć już wię­cej dzie­ci — bo szcze­pion­ki „grze­bią­ce w mate­ria­le gene­tycz­nym komó­rek” dają tu nie­ogra­ni­czo­ne moż­li­wo­ści modyfikacji.

Nowa nor­mal­ność — daje też oka­zję do prze­te­sto­wa­nia „nowej eko­no­mii” — opar­tej na ilu­zji pry­wat­nej wła­sno­ści,  ilu­zji nie­za­leż­nej war­to­ści pie­nią­dza, ilu­zji siły pie­nią­dza.  Zresz­tą przy­go­to­wy­wa­no nas do tego niczym przy­sło­wio­wą wol­no goto­wa­ną żabę.  Nowa nor­mal­ność opie­ra się bowiem na ilu­zjach — wol­no­ści, wła­sno­ści, swo­bód oby­wa­tel­skich;  na matrixie.

Do — „jak­że potrzeb­nej” glo­bal­nej prze­bu­do­wy nie ma nic lep­sze­go niż strach. Patrząc z punk­tu widze­nia kie­row­ni­ka sys­te­mu obec­na sytu­acja dostar­cza też moż­li­wość ziden­ty­fi­ko­wa­nia „ognisk opo­ru”- ludzi nie pod­da­ją­cych się lan­so­wa­nym argu­men­tom o histo­rycz­nej koniecz­no­ści nowe­go porząd­ku, i stwo­rze­nia mecha­ni­zmów ich neu­tra­li­za­cji — maszy­ny AI już się tego uczą. Nowa rze­czy­wi­stość spro­wa­dzi inte­rak­cję spo­łecz­ną do for­my zdy­gi­ta­li­zo­wa­nej czy­li moż­li­wej do „maszy­no­we­go” kontrolowania.

Pod­su­mo­wu­jąc, w całym tym cha­osie (zrób­my taki cha­os, że sami przyj­dą do nas pro­sząc o cie­płą wodę) czy­tel­na jest meto­da „odbu­do­wy”; w Buil­ding Back Bet­ter zaan­ga­żo­wa­ny jest nawet papież Fran­ci­szek. Kie­row­ni­cy wycią­gnę­li wnio­ski z dotych­cza­so­wej histo­rii swych sta­rań i roz­po­zna­li przeciwnika.

Co robić? Waż­ne są trzy rzeczy:

1. nie bać się

2. nie bać się

3. nie bać się

Prze­zwy­cię­że­nie stra­chu to pod­sta­wa wol­no­ści, dla wszyst­kich jej nie wywal­czy­my — dla sie­bie na pew­no jeste­śmy to w sta­nie zro­bić, wszak­że jeste­śmy ludź­mi Wiel­ka­no­cy, a „Alle­lu­ja” jest naszą pie­śnią i oto wła­śnie za moment przy­cho­dzi na świat nasz Pan, przed któ­rym moc truchleje…

Andrzej Kumor