Pro­szę mi wytłu­ma­czyć dla­cze­go oso­by nie­zasz­cze­pio­ne sta­no­wią zagro­że­nie dla osób zaszcze­pio­nych?! To po co się szcze­pić?! Ktoś mnie prze­ko­ny­wał, w win­dzie w oso­bie nie­zasz­cze­pio­nej koro­na­wi­rus szyb­ciej mutu­je i  jako nowy wariant będzie zagra­żał oso­bom już zaszcze­pio­nym, gdyż szcze­pion­ka może dzia­łać sła­biej na muta­cje. Przy­ta­ki­wa­łem z nie­do­wie­rza­niem, bo prze­cież koro­na­wi­rus  mutu­je sobie bez­tro­sko po całym świe­cie, a całe­go świa­ta wyszcze­pić się nie da choć­by nie wiem jak dr Fau­ci się napi­nał i sprę­żał.  I ten zmu­to­wa­ny koro­na­wi­rus z całe­go świa­ta do nas tutaj przyjeżdża.

         Wyda­wa­ło mi się, że szcze­pi­my się ze wzglę­du na wła­sny inte­res, tym­cza­sem naj­wy­raź­niej nama­wia się wszyst­kich do wyko­rzy­sta­nia zapa­su szcze­pio­nek ze wzglę­du na inte­res gru­po­wy, no bo jaki był­by sens szcze­pie­nia 12-lat­ków? Obec­ne muta­cje im nie­wie­le gro­żą, a na nowe szcze­pion­ka może nie działać.

        Sami więc powin­ni­śmy decy­do­wać czy nara­żać nasze dziec­ko „w inte­re­sie spo­łecz­nym” na moż­li­wość, małą, bo małą, ale wciąż, poszcze­pien­nych powi­kłań po przy­ję­ciu super-duper pre­pa­ra­tu +mRNA.  A tym­cza­sem wpro­wa­dza się segre­ga­cję sani­tar­ną, niczym przy hodow­li bydła.

        Prze­ka­zy pro­pa­gan­dy szcze­pion­ko­wej napraw­dę są sprzecz­ne, nie tyl­ko jeśli posłu­cha­my tego co mówią w innych kra­jach świa­ta, ale rów­nież tutaj u nas, w samej Kana­dzie więc czy moż­li­we jest osią­gnię­cie odpor­no­ści stad­nej w przy­pad­ku koronawirusa?

        Mnie się wyda­je że nie — prze­zię­bie­nie w koń­cu funk­cjo­nu­je w naj­lep­sze pomi­mo tego że wszy­scy je prze­cho­dzi­my i wszy­scy naby­wa­my odpor­no­ści, któ­rą następ­na muta­cja jest sta­nie wykiwać.

         No wła­śnie, jak to jest z tą odpor­no­ścią natu­ral­ną, prze­cież nawet po  „bez­ob­ja­wo­wym prze­cho­ro­wa­niu”  naby­wa­my odpor­no­ści „ozdro­wień­czej”. Tłu­ma­czy się nam tym­cza­sem że jest ona sła­ba, że zaraz zara­zi­my się ponow­nie, gdy wie­le usta­leń tego nie potwier­dza prze­ciw­nie ponoć odpor­ność natu­ral­na jest nawet lep­sza od szcze­pion­ko­wej   ‑sły­szy­my to od naukow­ców, a nasi poli­ty­cy, któ­rzy  nauka nauka nauka  cały czas mają na ustach stwier­dza­ją z miną abso­lut­nej pew­no­ści, że musi­my się szczepić.

        Stra­szy się nas warian­tem Del­ta, że jest  bar­dziej zaraź­li­wy. Ale to może dobrze? Sko­ro nie jest groź­niej­szy dla ludzi (szpi­ta­le nie są prze­peł­nio­ne)  a tyl­ko bar­dziej zaraź­li­wy, to szyb­ciej się uod­por­ni­my, czy nie tak? No bo jeże­li weź­mie­my pod uwa­gę fakt, że zaszcze­pio­nych jest już w peł­ni 60% Kana­dyj­czy­ków a w poło­wie 80, to na pew­no wie­lu z nas ma rów­nież odpor­ność natu­ral­ną. Może wystar­czy już tego sza­leń­stwa? Może spo­koj­nie wróć­my do zajęć, jak to zro­bi­li Bry­tyj­czy­cy i nie strasz­my się mutantami.

        Do stra­sze­nia mamy prze­cież i inne cho­ro­by, któ­re choć mniej medial­ne to jed­nak nie prze­sta­ły zabi­jać. Rak nadal nas zże­ra, zawa­ły zaska­ku­ją śmier­cią wie­lu ludzi, wyle­wy i tym podob­ne rze­czy mają o wie­le więk­szą śmier­tel­ność, niż — z całym sza­cun­kiem nasz — strasz­ny koro­na­wi­rus. Daj­my mu może i sobie samym na razie spo­kój i zaj­mij­my się wła­snym zdrowiem.

Andrzej Kumor