Nowo­cze­sność i postęp, po kil­ku­dzie­się­ciu latach nie­po­ha­mo­wa­ne­go roz­wo­ju, posu­nę­ły się tak dale­ko, że “zasa­da ogra­ni­czo­ne­go zaufa­nia” nada­je się dziś do kubła – jak żad­na inna.

        Mało tego. Dziś gwa­ran­cją prze­ży­cia na kra­wę­dzi współ­cze­sne­go świa­ta – a przy­po­mi­nam, że stą­pa­my po ostrzu noża – sta­ła się regu­ła nie­ogra­ni­czo­ne­go bra­ku zaufa­nia. No tak. Ina­czej: gdy­by ktoś wcze­śniej powie­dział mi, że wie­lo­let­nia kanc­lerz Nie­miec będzie obści­ski­wa­ła się z gościem odpo­wie­dzial­nym za zabój­stwa opo­zy­cyj­nych poli­ty­ków i dzien­ni­ka­rzy w swo­im kra­ju, za ludo­bój­stwo w Gro­znym i oko­li­cach, za pró­bę siło­we­go prze­ję­cia Gru­zji, za anek­sję Kry­mu, za woj­nę na wscho­dzie Ukra­iny, wresz­cie za zestrze­le­nie cywil­ne­go samo­lo­tu – gdy­by ktoś mi to powie­dział, powta­rzam, popu­kał­bym go w czo­ło. Czy tam sie­bie i jego. Gdy­by ktoś wcze­śniej powie­dział mi, że pre­zy­dent naj­więk­sze­go świa­to­we­go mocar­stwa może zacho­wy­wać się jak Biden, czy to w odnie­sie­niu do Afga­ni­sta­nu, czy w rela­cjach z Puti­nem, pukał­bym jego i sie­bie dużo moc­niej i częściej.

ŁGARSTWA I KREW

        Nota bene, co do Nie­miec i Rosji, to war­to zauwa­żyć, że na prze­strze­ni ostat­nich szes­na­stu lat, pani kanc­lerz spo­tka­ła się z panem carem 24 razy. Z cze­go do Moskwy wzy­wa­na była razy 20, a 4 razy pan car wizy­to­wał Ber­lin. Przez tele­fon roz­ma­wia­li aż 67 razy. Ktoś pyta o śred­nią tych kon­tak­tów? Jed­no tete-a-tete co dwa mie­sią­ce. Cie­ka­we, ile razy roz­ma­wia­li poza wie­dzą opi­nii publicz­nej. I o czym. Nato­miast, jesz­cze co do USA, pewien taki ktoś (“Jest taki ktoś…”) zapy­tał mnie, co sądzę o poli­ty­ce pre­zy­den­ta Bide­na wobec Afga­ni­sta­nu. “To samo, co o poli­ty­ce USA wobec Kur­dy­sta­nu” – odpar­łem. “A co Afga­ni­stan ma wspól­ne­go z Syrią, Ira­kiem czy Tur­cją?” – dopy­ty­wał cie­kaw­ski. “Nic nie ma. Za to Kur­do­wie mają wie­le wspól­ne­go ze zła­ma­niem sło­wa dane­go im przez USA” – wyja­śni­łem. Nie zro­zu­miał, a mnie tłu­ma­czyć się ode­chcia­ło. Po praw­dzie, mogłem wark­nąć za Sta­ni­sła­wem Michal­kie­wi­czem: “Nie­bez­piecz­nie jest być sojusz­ni­kiem USA”. Też pew­nie nie zrozumiałby.

        Krew, krew nie­win­nych i oszu­ka­nych, krew i łgar­stwa, wszę­dzie. Od zawsze. I wszę­dzie prze­ra­ża­ją­ce defi­cy­ty odpo­wie­dzial­no­ści. Moż­na oczy­wi­ście zauwa­żyć – i będzie to traf­ne spo­strze­że­nie – że krew ludz­ka lać się nie prze­sta­je od chwi­li, gdy nie­ja­ka Ewa ule­gła pod­szep­tom pana węża, zaś nie­ja­ki Adam pod­dał wabie­niu pani Ewy. Węd­ka­rze wie­dzą: wabik to pod­sta­wa. Wabik to grunt. Czy tam, że grunt to zanę­ta. Dobrze zanę­cisz, mówią, wia­dra­mi wybie­rać będziesz. Czy jakoś podobnie.

EFEKT KLĄTWY

        Poza ludź­mi, idź­my dalej, od dzie­jów zara­nia krwa­wią też zwie­rzę­ta. Na ogół mniej myślą­ce niż wzmian­ko­wa­ne czło­wie­ko­wa­te. Czy tam nie myślą­ce wca­le. Weź­my duń­skie myszy i nie­to­pe­rze. Te krwa­wią tak obfi­cie, do tego stop­nia krwa­wią, że aż zde­cy­do­wa­ły się pozwo­lić Niem­com na wykrę­ce­nie nam nume­ru nie z tej zie­mi, mia­no­wi­cie zor­ga­ni­zo­wa­nie sprze­da­ży Pola­kom rosyj­skie­go gazu z rosyj­sko-nie­miec­kie­go gazo­cią­gu. Bo niby cze­mu nie? Z cze­go, cią­gnij­my za wnio­sek: Pol­ski nie znisz­czy ta czy inna par­tia poli­tycz­na, choć­by sta­ra­ły się, jak sta­ra się “Pan Powra­ca­ją­cy”. Znisz­czyć Pol­skę pomo­gą – w wymia­rze ener­ge­tycz­nym – duń­skie myszy i nie­to­pe­rze. Przy czym czu­ję się zobo­wią­za­ny w tym miej­scu zazna­czyć, iż co do nie­to­pe­rzy nie umiem wypo­wie­dzieć się z abso­lut­ną pew­no­ścią. Nato­miast z cał­ko­wi­tą pew­no­ścią utrzy­mu­ję, że w odnie­sie­niu do myszy mamy do czy­nie­nia z “efek­tem klą­twy”. Klą­twy nie­ja­kie­go Popie­la. I też nie bez­po­śred­nio myszy Pol­skę znisz­czą, a wła­śnie przy pomo­cy gazu. To jest przy pomo­cy bra­ku gazu.

        A pro­pos “Pana Powra­ca­ją­ce­go”. Dwa zda­nia dosłow­nie, może trzy, boć w sumie nie ma o czym pisać. Otóż “Pan Powra­ca­ją­cy” wró­cił, się zasmu­cił, wszyst­ko rzu­cił, na urlop poje­chał oraz z urlo­pu wró­cił – zaraz gdy w dzien­ni­ku “Rzecz­po­spo­li­ta” Piotr Zarem­ba napi­sał: “Donald Tusk posta­wił na total­ną, ple­mien­ną łupa­ni­nę”. Do cze­go dodam swo­je: zaiste ogrom­nym zwie­rzę­ciem jest “Pan Powra­ca­ją­cy”, ale to nie wystar­czy, by mia­no­wać go mar­szał­kiem opo­zy­cji wsze­la­kiej, kropka.

SWĄD SIARKI

        Teraz o szcze­pion­kach. Tak zwa­nych. A, nie. Prze­pra­szam. O “wyszcze­pia­niu” bydła ludz­kie­go dla dobra naszych pastu­chów za chwi­lę, teraz coś na temat kry­zy­su na gra­ni­cy pol­sko-bia­ło­ru­skiej. Dwa krót­kie cyta­ty. Różań­ski Miro­sław: “Żoł­nierz chro­nią­cy gra­ni­ce pań­stwo­wą to zro­zu­mia­łe, ale żoł­nierz unie­moż­li­wia­ją­cy udzie­le­nia pomo­cy medycz­nej potrze­bu­ją­cym to upa­dek eto­su służ­by”. Dariusz Strzel­czyk: “Gene­rał z człon­ko­stwem w komu­ni­stycz­nej par­tii (1982–90) pisze o eto­sie służby”.

        Dobrze. I tym spo­so­bem pora przy­szła na “szcze­pion­ki”. Weź­my to: “Oba­wa przed skut­ka­mi ubocz­ny­mi szcze­pio­nek prze­ciw COVID-19 jest jed­ną z głów­nych prze­sła­nek Pola­ków do tego, by nie przyj­mo­wać pre­pa­ra­tów chro­nią­cych przed koro­na­wi­ru­sem” – dono­si por­tal medo­net. Pomi­ja­jąc nie­ści­słość pt. “chro­nią­cych przed koro­na­wi­ru­sem” – wie­my prze­cież, że tak zwa­ne szcze­pion­ki przed rze­czo­nym koro­na­wi­ru­sem nie chro­nią w stop­niu, w jakim mia­ły nas chro­nić, a do tego chro­nią nas coraz sła­biej, coraz czę­ściej zwięk­sza­jąc ryzy­ko nie­po­żą­da­nych odczy­nów poszcze­pien­nych – więc pomi­ja­jąc tę nie­ści­słość czy nie­do­po­wie­dze­nie, zacy­to­wa­ne zda­nie wyda­je się odzwier­cie­dlać rzeczywistość.

        Inny­mi sło­wa­mi: jest zda­niem praw­dzi­wym. Nie­ste­ty, ciąg dal­szy wska­zu­je, że autor zasto­so­wał tzw. zmył­kę, nato­miast de fac­to bawi się zapał­ka­mi – a to swą­dem siar­ki dmu­cha­jąc nam w twa­rze, a to obłocz­ka­mi dymu usi­łu­jąc zasło­nić nam świat. Czy­ta­my więc: “Tym­cza­sem na pod­sta­wie rapor­tów doty­czą­cych nie­po­żą­da­nych odczy­nów poszcze­pien­nych w Pol­sce moż­na stwier­dzić, że jest to lęk nie­uza­sad­nio­ny. NOP‑y doty­czą bar­dzo nie­wiel­kie­go odset­ka osób, któ­re przy­ję­ły pre­pa­rat prze­ciw COVID-19 w naszym kraju”.

PAL WACHMISTRZA

        Ja bym takich “redach­to­rów”, wbi­jał na pal tech­ni­ką zna­ną mi skąd­inąd, to jest prze­ka­za­ną przod­kom Ligę­zów przez “szcze­re­go Mazu­ra”, wach­mi­strza Zydo­ra Luśnię, a opi­sa­ną szcze­gó­ło­wo przez nie­ja­kie­go Sien­kie­wi­cza Hen­ry­ka na stro­nach powie­ści “Pan Wołodyjowski”.

        Cie­ka­we, że wzmian­ko­wa­ny tekst, od któ­re­go zaczą­łem wątek bie­żą­cy, opu­bli­ko­wa­no na por­ta­lu pod koniec sierp­nia i sygno­wa­no pod­pi­sem “Redak­cja Medo­net”. Z cze­go wol­no mi wno­sić, że “redach­to­rzy” por­ta­lu “mniej wie­dzą niż zje­dzą”. Czy tam, że o wach­mi­strzu i jego meto­dach pro­sto­wa­nia krę­go­słu­pów ludziom złej woli, wie­dzą wła­śnie wię­cej, niż nale­ża­ło­by przy­pusz­czać. I stąd to przebranie.

        No, mniej­sza z tym, wra­caj­my na trakt głów­ny. Tak więc: “Na pod­sta­wie rapor­tów doty­czą­cych nie­po­żą­da­nych odczy­nów poszcze­pien­nych w Pol­sce moż­na stwier­dzić, że NOP‑y doty­czą bar­dzo nie­wiel­kie­go odset­ka osób, któ­re przy­ję­ły pre­pa­rat prze­ciw COVID-19 w naszym kraju”.

        Na pod­sta­wie rapor­tów doty­czą­cych NOP-ów? W pań­stwie, w któ­rym jak chy­ba w żad­nym innym, sys­tem zgła­sza­nia nie­po­żą­da­nych odczy­nów poszcze­pien­nych wyma­ga od leka­rza swo­istej ekwi­li­bry­sty­ki men­tal­nej i kil­ku­na­stu minut ślę­cze­nia nad rzą­do­wym e‑drukiem? Przy czym nale­ży koniecz­nie zwró­cić uwa­gę na fakt, iż przy zgło­sze­niu NOP-ów, leka­rze muszą dzia­łać nie­ja­ko brew wła­snym inte­re­som – zwłasz­cza gdy sami wcze­śniej zakwa­li­fi­ko­wa­li pacjen­ta jako goto­we­go na szcze­pie­nie (lekarz ma obo­wią­zek zgło­sze­nia każ­de­go roz­po­zna­ne­go przez sie­bie NOP w cią­gu 24 godzin od powzię­cia podej­rze­nia jego wystą­pie­nia). Nie­mniej prze­ła­ma­nie wła­snej nie­chę­ci a następ­nie rze­tel­ne wypeł­nie­nie dru­ku to dopie­ro począ­tek całej procedury.

PROCEDURY, PROCEDURY

        Podej­rza­ne NOP‑y tra­fia­ją tą dro­gą do Powia­to­wych Sta­cji Sani­tar­no-Epi­de­mio­lo­gicz­nych, te prze­ka­zu­ją zgło­sze­nia do Zakła­du Epi­de­mio­lo­gii Naro­do­we­go Insty­tu­tu Zdro­wia Publicz­ne­go, tam dane pod­le­ga­ją wery­fi­ka­cji i ana­li­zie, uzna­ne zaś prze­ka­zu­je się Głów­ne­mu Inspek­to­ro­wi Sani­tar­ne­go. Pań­stwo­wa Inspek­cja Sani­tar­na ponow­nie wery­fi­ku­je kom­plet­ność danych zawar­tych w zgło­sze­niu, by w razie koniecz­no­ści skon­tak­to­wać się z leka­rzem w celu uzu­peł­nie­nia bra­ku­ją­cych infor­ma­cji. Zwe­ry­fi­ko­wa­ne zgło­sze­nia, pocho­dzą­ce od PIS, nie mylić z par­tią, publi­ko­wa­ne są na ofi­cjal­nej rzą­do­wej stro­nie akcji szczepień.

        Tym­cza­sem dane udo­stęp­nia­ne przez agen­dy Unii Euro­pej­skiej wska­zu­ją, że od momen­tu roz­po­czę­cia akcji, na Sta­rym Kon­ty­nen­cie poda­no ponad 552 milio­ny dawek “szcze­pion­ki”, odno­to­wu­jąc oko­ło dwóch milio­nów zgło­szeń nie­po­żą­da­nych odczy­nów poszcze­pien­nych (NOP). Poło­wa zgło­szeń doty­czy­ła przy­pad­ków “poważ­nych”. Czy­li, z defi­ni­cji, “zda­rzeń medycz­nych, skut­ku­ją­cych śmier­cią, zagra­ża­ją­cych życiu, wyma­ga­ją­cych, skut­ku­ją­cych innym sta­nem o istot­nym zna­cze­niu medycz­nym lub prze­dłu­że­niem trwa­ją­cej hospi­ta­li­za­cji, powo­du­ją­cych trwa­łą lub znacz­ną nie­peł­no­spraw­ność lub nie­zdol­ność do pra­cy”. Z kolei, z milio­na zgło­szeń poważ­nych, przy­pad­ków śmier­tel­nych było 21.766 – tyle osób zaufa­ło spe­cja­li­stom, zagra­ło w rulet­kę pt. “mRNA”, a w efek­cie stra­ci­ło życie.

        Pod­kreśl­my dla zapa­mię­ta­nia: każ­dy poje­dyn­czy przy­pa­dek poważ­ne­go NOP, każ­dy bez wyjąt­ku, to nega­tyw­na wery­fi­ka­cja zapew­nień roz­ma­ite­go auto­ra­men­tu i pro­we­nien­cji “spe­cja­li­stów”, czy tam “eks­per­tów”, czy tam jed­nych i dru­gich, glę­dzą­cych nie­ustan­nie na temat “korzy­ści prze­wyż­sza­ją­cych poziom ryzyka”.

NAUKAWCY NAUKAWCOM

        Zde­rza­jąc powyż­sze posta­wy z de fac­to nie­zna­nym, rze­czy­wi­stym pozio­mem śmier­tel­no­ści po NOP, ludzi tych moż­na nazy­wać uty­tu­ło­wa­ny­mi bara­na­mi – bez naj­mniej­sze­go ryzy­ka popeł­nie­nia błę­du. Ludzi strę­czą­cych nam “szcze­pion­ki” w ten spo­sób, co – przy­kła­do­wo – dok­tor Dzie­ciąt­kow­ski Tomasz: “Nawet przy warun­ko­wym dopusz­cze­niu do obro­tu szcze­pion­ka musi przejść wszyst­kie fazy badań kli­nicz­nych żeby zosta­ła zatwier­dzo­na”. No jasne. Dla­te­go wła­śnie była zatwier­dzo­na warun­ko­wo, że wie­my, że jest bez­piecz­na? Żeby­śmy się dowie­dzie­li? Czy jak?

        Inni “eks­per­ci” z kolei prze­ko­nu­ją: poda­no szcze­pion­ki milio­nom ludzi, stąd wie­dzę o szcze­pion­kach zebra­li­śmy ogrom­ną. Aha, aha. Widać docze­ka­li­śmy nowe­go para­dyg­ma­tu w nauce: odtąd “naukow­cy” (naukaw­cy?) w imię dobra ludz­ko­ści, naby­wać będą wie­dzę nie męcząc myszy czy szczu­rów, a za pomo­cą maso­wych prób na ludziach.

        Pod­su­mo­wu­jąc wątek: “Ufoj­cie nam, ufoj­cie!” – nawo­łu­ją auto­ry­te­ty, naród zaś auto­ry­te­tom w te sło­wa opo­wia­da: “Sam se ufaj, ty! Z takiej synu”. Zwłasz­cza, gdy bada­nia nauko­we (Oxford Uni­ver­si­ty) dowo­dzą, że oso­by zaszcze­pio­ne mają nawet 250 razy więk­sze “mia­no wiru­sa” w noz­drzach, niż oso­by cho­re, któ­re szcze­pion­ki nie przy­ję­ły. Wnio­sek, powta­rza­ny coraz powszech­niej, brzmi: przy­ję­cie szcze­pion­ki może łago­dzić obja­wy infek­cji i jed­no­cze­śnie zamie­niać oso­by zaszcze­pio­ne w tzw. super-roz­no­si­cie­li, “sie­ją­cych” dooko­ła sie­bie wiru­sem w znacz­nie więk­szym stop­niu, niż oso­by zaka­żo­ne wiru­sem, ale nie zaszczepione.

        Zasta­na­wia­łem się kie­dyś, skąd wzię­ło się: “Don’t hang out aro­und vac­ci­na­ted people, unless you are” – teraz wiem, cze­mu nie powin­ni­śmy krę­cić się wśród zaszcze­pio­nych, chy­ba, że sami zaszcze­pie­ni jesteśmy.

***

        Gro­za nara­sta. Bogu dzię­ko­wać, że nara­sta wraz ze świa­do­mo­ścią zagro­żeń dla poję­cia czło­wie­czeń­stwa. Ze świa­do­mo­ścią zagro­żeń, ku jakim wio­dą nas ludzie złej woli.

Krzysz­tof Ligęza

Kon­takt z autorem:

widnokregi@op.pl