Nasi nowi ary­wi­ści ery glo­ba­li­zmu mają men­tal­nie wie­le wspól­ne­go z były­mi bol­sze­wi­ka­mi; też nie wie­rzą do koń­ca w siłę wła­snych argu­men­tów i naj­chęt­niej poglą­dy prze­ciw­ni­kom wybi­li­by  pał­ka­mi na uli­cy, ewen­tu­al­nie wyper­swa­do­wa­li przy pomo­cy zry­wa­nia paznok­ci czy sadza­nia na odwró­co­nym tabo­re­cie. Tak to już jest, że w każ­dej epo­ce nie­do­kształ­ce­ni inte­lek­tu­ali­ści, któ­rzy „uwie­rzy­li w naukę” uzna­jąc, że odkry­li mecha­nizm dzie­jów, nie mają cier­pli­wo­ści do nie­prze­ko­na­nych i wąt­pią­cych, któ­rzy „hoł­du­jąc wstecz­ne­mu koł­tuń­stwu” „sypią pia­sek w try­by postępu”.

        Tak było w Rosji sowiec­kiej, tak było w hitle­row­skich Niem­czech, Kam­bo­dży, Wiet­na­mie, Chi­nach i wie­lu innych miej­scach, gdzie  rusza­no z posad bry­łę świa­ta i przy­spie­sza­no histo­rię. Widzi­my to rów­nież dzi­siaj  na przy­kła­dzie tych wszyst­kich rewo­lu­cjo­ni­stów, któ­rzy na roz­kaz Rudie­go Dut­sch­ke „prze­szli przez insty­tu­cje” i dzi­siaj do wybi­ja­nia z gło­wy wstecz­nych poglą­dów nie uży­wa­ją już wyłącz­nie pałek anti­fy, lecz poli­cji, woj­ska, służb mun­du­ro­wych i  granicznych.

        Mogli­śmy to zoba­czyć na przy­kła­dzie przy­pad­ku Rafa­ła Ziem­kie­wi­cza zatrzy­ma­ne­go „za nie­wła­ści­we poglą­dy” przez bry­tyj­skich pogra­nicz­ni­ków, aresz­to­wa­ne­go i ode­sła­ne­go pierw­szym wol­nym samo­lo­tem do Polski.

        Podob­nie usi­ło­wa­no nie tak daw­no postą­pić ze Sta­ni­sła­wem Michal­kie­wi­czem, prze­słu­chi­wa­nym na oko­licz­ność swej publi­cy­sty­ki w dro­dze do Austra­lii, czy tutaj w Kana­dzie, gdzie nasi rodzi­mi ide­olo­gicz­ni pał­ka­rze usi­ło­wa­li zamknąć gra­ni­ce dla ojca Tade­usza Rydzy­ka z Radia Maryja.

        Jest to nowa­tor­skie podej­ście do osła­wio­nej bry­tyj­skiej zasa­dy Rule of Law. Gdy już opa­no­wa­li­śmy sądow­nic­two, poli­cję, oraz apa­rat admi­ni­stra­cyj­ny i poli­tycz­ny, to po cóż przej­mo­wać się jaki­miś antycz­ny­mi „miesz­czań­ski­mi” zasa­da­mi; rewo­lu­cja zawsze wyzna­je jed­ną moral­ność — rewo­lu­cyj­ną — wedle któ­rej „to jest dobre, co jest dobre dla rewo­lu­cji”. Domnie­ma­nie nie­win­no­ści, pra­wo do gło­sze­nia poglą­dów,  słyn­ne oświe­ce­nio­we; „choć nie podzie­lam two­ich poglą­dów, zro­bię wszyst­ko, abyś mógł je gło­sić” to wszyst­ko są „bur­żu­azyj­ne prze­są­dy”, dzi­siaj gło­sić moż­na wyłącz­nie  poglą­dy  zatwier­dzo­ne przez polit­biu­ro „fact-chec­kers”.

        Jesz­cze do nie­daw­na śmia­li­śmy się z inte­lek­tu­al­nych wygi­ba­sów poli­tycz­nej popraw­no­ści, dziś sły­szy­my te głu­po­ty z ust naj­więk­szych cele­bryc­kich auto­ry­te­tów, a śmiech zasty­ga na ustach, gdy na przej­ściu gra­nicz­nym odda­ją nam pasz­port z wbi­tą pie­cząt­ką „wróg ludu”.

        Widzi­my, że odwo­ły­wa­nie się do sta­rych zasad prze­sta­je dzia­łać. Pety­cje, pro­te­sty? „Pisz pan na Ber­dy­czów!” Dzi­siaj cho­dzi­my na wybo­ry, ale pro­gra­my wszyst­kich par­tii muszą mieć poli­tycz­nie popraw­ną pie­cząt­kę od cen­zu­ry, ina­czej pozo­sta­ją poza deba­tą publicz­ną i życiem poli­tycz­nym, a ich człon­ko­wie prze­zy­wa­ni są od naj­gor­szych; już nawet nikt nie pamię­ta co zna­czą te przezwiska.

        „Faszyzm”, „anty­se­mi­tyzm”, „homo­fo­bia”, „bigo­te­ria”, „mizo­gi­nizm” i tym podob­ne sło­wa-naklej­ki przy­kle­ja­ne są wszyst­kim, któ­rzy pod­wa­ża­ją pochód postę­pu; od prze­ciw­ni­ków maso­we­go wyszcze­pia­nia po fanów muzy­ki kla­sycz­nej i ludzi odwo­łu­ją­cych się do zdro­we­go rozsądku.

        Tym­cza­sem praw­dzi­wych faszy­stów, anty­se­mi­tów, homo­fo­bów, szo­wi­ni­stów przy­po­mi­na­ją ci wszy­scy lewa­cy, eses­ma­ni Nowe­go Porząd­ku, wycho­wa­ni w opa­rach bigo­te­rii, odrzu­ca­ją­cy tole­ran­cję, zabra­nia­ją­cy gło­sze­nia poglą­dów tym, któ­rych uzna­ją za podludzi.

        Z „wro­ga­mi ludu” nie zamie­rza­ją dys­ku­to­wać, „wro­gów ludu” (na razie) kne­blu­ją przy pomo­cy insty­tu­cji pań­stwo­wych, któ­re opanowali.

        Widzi­my to na przy­kła­dzie róż­nych fede­ral­nych pro­po­zy­cji usta­wo­daw­czych, któ­re kry­mi­na­li­zu­ją naj­nor­mal­niej­sze tra­dy­cyj­ne poglą­dy na temat płci, rodzi­ny, życia, czy zagad­nień społecznych.

        W Kana­dzie już dzi­siaj obję­te są pena­li­za­cją poglą­dy i wypo­wie­dzi publicz­ne, któ­re jesz­cze w latach osiem­dzie­sią­tych ubie­głe­go wie­ku powszech­nie uwa­ża­ne były za praw­dzi­we i nor­mal­ne. Na naszych oczach doko­nu­je się rewo­lu­cja na mia­rę tej bol­sze­wic­kiej; rewo­lu­cja nowe­go mark­si­zmu sie­dzą­ce­go okra­kiem już nie na maszy­nie paro­wej, jak tam­ta, lecz na inter­ne­cie, gps-ie, sztucz­nej inte­li­gen­cji,  mani­pu­la­cji pod­pro­go­wej, inży­nie­rii spo­łecz­nej i pseudooświacie.

        Wie­lu z nas, Pola­ków miesz­ka­ją­cych w Kana­dzie, widzi i pod­skór­nie czu­je co się dzie­je; wie­lu usi­łu­je wsa­dzić nogę w drzwi domy­ka­ją­cej się auto­ry­tar­nej machi­ny państwowej.

        Nie tyl­ko Pola­ków, rów­nież wie­lu ludzi, któ­rzy doświad­czy­li i ucie­kli spod buta tota­li­tar­nych reżi­mów; któ­rzy wie­dzą, jak to było robio­ne i odkry­wa­ją te same ten­den­cje w roz­po­rzą­dze­niach narzu­ca­nych nam przez rze­ko­mo naj­bar­dziej demo­kra­tycz­ne i wol­no­ścio­we pań­stwo. Tra­ci­my demo­kra­cję oba­la­ną pod demo­kra­tycz­ny­mi sztan­da­ra­mi i wol­ność likwi­do­wa­ną pod sztan­da­ra­mi umi­ło­wa­nia swobody.

        My, Pola­cy, zosta­li­śmy  gru­po­wo zaszcze­pie­ni pod oku­pa­cją opre­syj­nych reżi­mów. Tego doświad­cze­nia nie mają tutej­si. My wie­my, że  spo­łe­czeń­stwo musi cza­sem funk­cjo­no­wać obok pań­stwa; tak robi­li­śmy pod zabo­ra­mi, tak było pod oku­pa­cją hitle­row­ską, czy za PRL‑u, kie­dy pań­stwo było sobie, a spo­łe­czeń­stwo sobie; kie­dy dono­sze­nie pań­stwo­wym agen­dom i insty­tu­cjom było uwa­ża­ne za zdra­dę naro­du. Dzi­wi­ło nas podej­ście tutej­szych spo­łe­czeństw, gdzie dono­sze­nie na ludzi łamią­cych  prze­pi­sy było i jest trak­to­wa­ne jako oby­wa­tel­ski obo­wią­zek. Tutej­si nie mają we krwi anty­ge­nu  opo­ru wobec pań­stwo­wej opre­sji, nie mają tej anty­to­ta­li­tar­nej szcze­pion­ki. My wie­my, że jeże­li pań­stwo­we pra­wo stoi na gło­wie i kłó­ci się z tym, co mówi nam sumie­nie i zdro­wy roz­są­dek to rze­czą natu­ral­ną jest tego pra­wa nie przestrzegać.

        Pań­stwo nie jest bowiem osta­tecz­ną nor­mą praw­ną; tą nor­mą jest pra­wo natu­ral­ne — „pra­wo moral­ne we mnie”.

        Tak żeśmy to tłu­ma­czy­li sądząc zbrod­nia­rzy hitle­row­skich, któ­rzy co do joty wypeł­nia­li lite­rę ówcze­sne­go nie­miec­kie­go pra­wa, doko­nu­jąc odra­ża­ją­cych zbrod­ni i ludo­bój­stwa. Tak więc, pra­wo pań­stwo­we, któ­re kłó­ci się z pra­wem natu­ral­nym prze­sta­je być pra­wem, któ­re­go mamy prze­strze­gać; prze­ciw­nie, powin­ni­śmy z takim pra­wem wal­czyć, aby bro­nić wła­snej wol­no­ści i auto­no­mii oso­by ludzkiej.

        Jak widzi­my, na wie­lu przy­kła­dach „wła­dza” zaczy­na lek­ce­wa­żyć zasa­dy, na któ­rych zbu­do­wa­ny został świat wol­ny, cywi­li­zo­wa­ny, chrze­ści­jań­ski. Odcho­dząc od nich „wła­dza”  zaczy­na nasta­wać na nasze sumie­nia, dep­tać i gwał­cić god­ność człowieka.

        Natu­ral­nym odru­chem jest opór.

        Pro­szę to obja­śnić wła­snym dzie­ciom.  Pro­szę prze­ka­zać naszą szcze­pion­kę; nie bać się bro­nić wol­nej woli i rozu­mu — tego, co czy­ni z nas ludzi.

Andrzej Kumor